Odpowiedz 
Belfegoria
Autor Wiadomość
~imperator553
Niezarejestrowany

 
Podziękowania:
Podziękowano razy w postach
Post: #1
Belfegoria
Ostatniego dnia stanie się to, czego ludzkość wyczekuje z zapartym tchem, to co zmieni nas i oblicze zapomnianego świata, spowitego mgłą przeszłości. Otworzą się prastare wrota zakopane pod dogorywującą skorupą człowieczeństwa. I buchnie żar potężny tak dawno pogrzebany, wśród milionów krzyków, zapomniane cierpienie, swąd palonych ciał skąpanych we krwi towarzyszy. Uleci ku górze, z dołu, na wszystkie strony i po wsze czasy panować będzie, bez miary, bez strachu i trwogi, bo samo w sobie zawarte, ku czci, starego porządku. Zbielałe kości, rzucone na wiatr prochy umarłych dogonią zapomnienie i napoją tych, co wieki czekali, na chwile goryczy. Alfa i omega w jednej osobie, na siedmioro podzielone, po swoje przyjdzie królestwo, aby trwać bez końca. Gdy siódmy znak spowije niebo, nadejdzie i będzie, by być, przed obietnicą, która niespełniona, uwodzi pomioty popiołu, pełzające jak węże u jej stóp, z nadzieją na odpady niebytu. Będzie sześć przed siódemką, a po niej zero, by zamknąć rozpoczęte przed laty dzieło, dzieło nad dzieła, mgła z czeluści rozkoszy bólu, od tego, co nie jest łgarzem, lecz niezłudną szczerością. Bezmiar, przestrzeń, wszystko będzie jednością, splecione w uścisku przeznaczenia, oczekujące na wieczną chwałę. Zaczęło się, dawno temu, gdy zjedzone przez kobietę trwało w cieniu fałszywej bieli, od tych co biorą, a nie potrafią nic oferować, nic co ma wartość sklepienia. Wybrana będzie jedna, a jej szaty pokryte duszami będą, tymi co w mroku śpiewają, ku pokrzepieniu swych umęczonych serc. Na czarnym suknie odda skrywany skarb, dla przyszłych pokoleń, które na zawsze niezapomniane zostaną, a podziw i lęk zagoszczą w niedowiarkach, by służyli do dni ostatnich swoich marnych.
Gdy księżyc kwadrę ostatnią przybierze i blaskiem swoim przygasać będzie, obudzi się Ziemia.
I na cztery strony swych synów, ku wielkiej bitwie pośle Pan Zapomnienia.
Pierwszy na północ, tam siarkę i ogień rozrzucać będzie, a chmury jego oblicza przysłonią błękit nieba i nastanie noc, tak ciemna jak ciemne jest oblicze Pana, jak skóra jego w formie pierwotnej, jak sadza w kominie zarazy. Dnia znać nie będzie wszystko co żyje, co pełza, pływa, co chodzi i lata. Ogłupieni ślepcy rozbiegną się we wszech stron, uderzą o siebie marnymi ciałami i zastygną w wiecznym zapomnieniu, by tkwić tak, aż skóra i kości będą rozdzielon. Najwspanialsze żagwie świata nie sprostać będą w stanie, gdy stopa Pana, przez syna kroczyć będzie po zamarłych z przerażenia i ślepoty powszechnej, jak chleb kamienny. Zdeptany tłum o pomstę do nieba wołać będzie, lecz niebo głuche na krzyki i ślepe na ból, bo ciemności nastaną po krańce środka.
Drugi na południe, wielką wodę przelać, wierzących w zwiędłą ideologię dobroci błotem zarzucić. Obmyje czystych , pobrudzi brudnych, napoi nasyconych, spragnionym zabierze. Pogoni potoki, ku górze, cofnie morza. Przepełnią się wody czerwienią, a ciała topielców na pociechę ryb ostatnich wydane zostaną.
Trzeci na zachód, nadymię swe płuca bezmiarem przestrzeni i dmuchnie lodowym chłodem, by zmrozić, by zmienić ciepłe w zimne, a zimne w ciepłe. Przewróci drzewa, połamie konary i umrą stare porządki w schemacie dawnych snów. Jak było wcześniej stanie się dziś.
Czwarty na wschód, wbije wielki młot w ziemię. I obudzą się umarli w odkrytych grobach zacuchną ich zwłoki. Położą się góry, zapadną pod ziemię, gorąca krew ze środka wytryśnie, obleje przerażonych, ich wiarę zabierze, posieje zamęt, tak wielki, tak okropny, jaki czują tylko słabi, słabi w cierpienie. Powalą się domy, powalą katedry, by cieszyć oko Pana.

Zastępy Pana.
Apotem otworzą się bramy Faharu, i przyjdą spragnieni świata ci co odeszli już dawno, co życia pragnęli. Poprowadzi ich w czerń aniołów siedmiu spowitych, a każdy z nich miecz ognisty i trąbę w swym ręku dzierżyć będzie, powiedzie ku chwale każdy z nich ucieszny tłum oblekłych w żądze zniszczenia. I zrobi się biel od kości pomarłych bijąca i smród straszny nastanie, co pokarmem jest dla robactwa wszelakiego. I wypełzną na ulice miast zadżuminych tysiące szczurów, by kąsać żyjących. Czas nastanie gdy podział nastąpi wśród ludzi przegniłych, zapomni król, zapomni dostojnik i chłop młody i stary, kim był, a kim stał się, a kim będzie. Wśród dymu i ognia, wspierani przez deszcze i wiatry przybędą na koniach szalonych. Ugodzą w serca tych co wierzą w psia wiarę dla głupców, dla słabych. Ogarną przestrzenie i zasieją zarazy ziarno umarłe, by rosło ku chwale Najwyższego. On sam na koniec zagości, by zebrać plon wszelaki, na pocieszenie zastanej duszy, bo duszą jest sam dla siebie, dla ludzi zaś co po czterech stronach pełza świata, co daje uciechę, co może być dla śmierci w rozkoszach zwiędniętej róży bez kolców. Tysiąc za tysiącem, setka za setką, nadejdą z nicości, kraina przeklętych ich domem. Przyciągną swe wozy zarazy, napełnią rzeki trucizną, a jadło w kamienie zamienią. Pokarm im na nic, bo ciała umarły już dawno. Pobiorą ze świata nowe dusze zapadłe w sen wieczny. Wieka trumien odkryją, odgrzebią zabitych i w siłę urosną ze śmiercią każdego stworzenia, bo władza ich nad światem zaświatów i stamtąd pochodzi. Jak wielki wir na ziemię opadną zabijać niegodnych oblicza Pana. Nawrócą przez zgubę czystych serc miliony przesiąknięte do cna goryczą uczynku podłego. Na pogwałcenie pociągną wierne owce cichego boga, ku rzezi zbawienia, potępienie dusz, a chwała umarłym.
Wrogowie.
Pośród ciemności życia na Ziemi, jest tylko ciemność cierpienia. Zamknięte oczy przewodników ku nowemu światu pognają by uwieść miliony za złoto, za sławę, z różnych narodów ich oblicza. Czarne szaty pokryją jaźń wielką człowieka. W okowach zobowiązania od urodzenia popychani ślepi ludzie. Jedz, lub zgiń, chleb spleśniały, chleb nieświeży, chleb potępienia. W piekarni obłudy i kłamstwa chlebowe ciasto dorasta, by truć nieświadome karaluchy. Zatańczą jak im zagrają, do muzyki zniewolenia, z ust kłamliwej pieśni, która ponoć z góry pochodzi. Tańcz, tańcz beznogi starcze, do dni ostatnich. Wśród lasów nienawiści rosną szczere lasy sprawiedliwości, dla czterech, na cztery strony, po stokroć. Nikt nie zbawiony kto prawdy nie zna. Na co bogactwa gdy do bogactw się ją dorzuca. Na co dobroci w dobrobycie. Nie dawaj głupcze młynarzom mąki, bo w mące oni po kolana zanurzeni.
Gdy Pan nadejdzie obetnie chciwe ręce po dusze sięgające, albowiem wszystkie Jego będą na wieki, i stare i nowe. bo Jego jest panowanie. Śmierć wroga za winę, śmierć dla zbawienia, każda dusza Jego. Upadną oblicza purpury, zapłonie ogień czerwieni, litość to nicość przebaczenie to zdrada.


Źródła nie pamiętam.

Nie widziałem tego na forum a miałem akurat na dysku to wrzuciłem.
05-11-2013 13:53
Odpowiedz cytując ten post
Odpowiedz 


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Impressum | Mitglieder | Regeln | Forensoftware MyBB