Odpowiedz 
 
Ocena wątku:
  • 0 głosów - 0 średnio
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Coś o czarownicach... Salem
Autor Wiadomość
mnroses
Unmasked

Liczba postów: 8
Dołączył: Mar 2013
Reputacja: 0
Podziękowania: 0
Podziękowano 0 razy w 0 postach
Post: #1
Coś o czarownicach... Salem
W XV-wiecznej Europie, oskarżonym, a następnie uwięzionym, a nawet zamordowanym, można było być za wiele niezwykłych rzeczy. Mimo zakończenia epoki średniowiecza, częstym krajobrazem społecznym pozornie nowych czasów było oskarżenie o paktowanie z diabłem, latanie na miotle, nielegalne gromadzenie się na sabatach, zjadanie dzieci, sprowadzanie chorób, bezpłodności, impotencji, czy zabicie krowy sąsiada.

Rozkwit procesów „czarownic” przypada na połowę XV wieku, kiedy papież Mikołaj V przekazał inkwizycji prawo do zajmowania się kwestiami czarów i magii. Trwały one jednak do wieku XVII, jak również nie dotyczyły tylko świata katolickiego – czego przykładem może być słynna historia z Salem.

O paktowanie z diabłem i inne podobne czynności, skazywane były głównie kobiety. Stąd ogólna nazwa zjawiska przeszła do historii jako „polowanie na czarownice”. Jednak zdarzało się, że procesy wymierzone były także w mężczyzn. W Salem ofiarami „polowania” stała się duża część społeczności zagadkowej wioski. Jego krwawym rezultatem była egzekucja 13 kobiet i 7 mężczyzn.

Historia „czarownic z Salem” do dziś budzi wątpliwości historyków. Na dobrą sprawę nie wiadomo do końca, jak wyjaśnić „opętanie” czy raczej dziwne zachowanie części mieszkańców wioski. W roku 1691 młode mieszkanki Salem, córka pastora Betti Parris i jej kuzynka Abigail, zaczęły cierpieć na dziwne konwulsje, o wywołanie których oskarżono niejaką Titubę, służącą pochodzącą z Indii Zachodnich. Tituba zwykła uczyć dziewczęta, Parris i jej przyjaciółki, niegroźnej zabawy w przepowiadanie przyszłości. Zabawa polegała na wbijaniu jajka do garnka z wodą i interpretowania pojawiającego się w ten sposób kształtu. Po jednej z wykreowanych w ten sposób wizji, bawiące się dziewczęta zaczęły trząść się i krzyczeć.

Nie byłoby w tym niczego szczególnego, gdyby nie fakt, że krzyki i konwulsje nie ustawały. Miejscowy lekarz, nie znajdując dla tak dziwnego zachowania medycznego wytłumaczenia, zasugerował, że mogło chodzić o czary. Podtrzymał swoją opinię zwłaszcza z tego powodu, że po upływie miesiąca podobne objawy zaczęły pojawiać się u innych kobiet z Salem.

Podejrzenie padło na trzy różne osoby. Jak to bywa w tego typu historiach, były to osoby obce, niezrozumiane lub nielubiane we wsi. Tituba podejrzana była z racji swojej ciemnej skóry, tajemniczego pochodzenia, a przede wszystkim bezpośredniego kontaktu z „opętaną” Parris. Żebraczka Sara Good także znajdowała się na niższym szczeblu drabiny społecznej, zaś staruszka Sarah Obsorne rzadko chodziła do kościoła.

Uwięziono wszystkie trzy domniemane czarownice. Za ich „winą” przejawiał fakt, że podczas przesłuchań, kiedy tylko któraś z kobiet zabierała głos, obecne na sali dziewczęta zaczynały wydawać dziwne dźwięki lub tarzać się po podłodze. Kiedy jednak pomimo obecności „czarownic” w więzieniu, plaga „opętania” rozchodziła się na kolejne młode kobiety, zainteresowanie sytuacją w Salem wzrosło. Sam gubernator stanu Massachusetts zarządził powołanie specjalnej komisji śledczej do spraw czarów w Salem.

Sytuacja szybko wymknęła się spod kontroli. Oskarżenia o czary sypały się jak z rękawa. Na posiedzeniach trybunału sprawiedliwości bardzo łatwo było wzbudzić reakcję rzekomo opętanych – podobnie jak w przypadku pierwszego procesu, dostawały one spazmów na sam widok domniemanych czarownic lub czarowników. Trwało to kilka miesięcy, podczas których wieszano lub miażdżono kamieniami głównie stare, ubogie kobiety, ale także starszych mężczyzn. Oskarżali wszyscy wszystkich, dowody zaś były zupełnie absurdalne – podstawą do skazania na śmierć równie dobrze stawała się opowieść dziecka o tym, jak jedna z oskarżonych (w tym wypadku osoba o nazwisku Carrier) groziła jej otruciem, a w chwilę później dziewczynkę rozbolał brzuch. Ludzie widywali innych w towarzystwie diabła i donosili o tym wymiarowi sprawiedliwości. Do największej ilości oskarżeń przyczyniła się Ann Putnam, ośmioletnia dziewczynka, wydając ich formalnie aż 21!

W szale wzajemnych podejrzeń życie odebrano w końcu także pastorowi – kiedy odmówił dalszego aresztowania rzekomych czarownic. Oburzenie społeczeństwa amerykańskiego na wieści o wydarzeniach z Salem przyczyniło się do tego, że procesów zaprzestano. Nie zaprzestano natomiast poszukiwać odpowiedzi na zagadkowe pytanie o dziwne wydarzenia.

Współczesnym badaczom wciąż trudno wyjaśnić tragiczną, ale i groteskową sytuację z siedemnastowiecznej wioski. Wysnuwane są różne hipotezy, z których żadna nie została na dobrą sprawę udowodniona.

Niektórzy byli zdania, że wizje dziewcząt wywołane były zbiorową histerią. Udawanie opętanych, często wywołane – zdaniem niektórych – monotonią życia w purytańskich społeczeństwie, prowadziły w końcu do uwierzenia we własny stan i w następstwie, właśnie do zbiorowej histerii. Inni oskarżali sporysz – pasożytniczy grzyb, który rósł na kłosach pszenicy, dostawał się do chleba i wywoływał halucynacje i konwulsje.

Najbardziej prawdopodobne wyjaśnienie leży jednak w ludzkiej małostkowości. Oskarżenia wspomnianej ośmiolatki-rekordzistki służyły rodzinnym interesom i były wyrazem utrwalonych uprzedzeń.

Teoria ta, nawet rozciągnięta na wszystkich mieszkańców „opętanej wioski”, stała się bardziej wiarygodna po sporządzeniu (a raczej odtworzeniu) przez dwóch amerykańskich naukowców mapy Salem. Okazało się, że między dwiema grupami – oskarżonymi i oskarżającymi – przebiegała dość naturalna granica.

Domy na wschodzie, połączone z portem dość nowoczesną drogą, należały do dobrze prosperującej części miejscowości. Mieszkańcy części zachodniej stali się obwyatelami drugiej kategorii. To spośród nich wywodziła się większość rzucająca na sąsiadów oskarżenia o czary. Dodatkowo mieszkańcy wschodniej części wioski walczyli z pastorem Parrisem, ich zdaniem zbyt purytańskim. Pojawił się więc wątek także wyznaniowy.

Procesy z Salem najprawdopodobniej były więc pokazem ludzkiej mściwości oraz siły urazów – a przynajmniej w swej końcowej fazie…

http://odkrywcy.pl/kat,122994,page,3,tit...omosc.html

Nothing lasts forever, even cold november rain.
03-20-2013 22:18
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
~WEndi
Niezarejestrowany

 
Podziękowania:
Podziękowano razy w postach
Post: #2
RE: Coś o czarownicach... Salem
Jest o tym film z 1996 roku - "Czarownice z Salem". Polecam. ~
Swoją drogą, i dzisiaj oskarża się o czary. Nawet w Polsce, jakoś po 2000 r. ktoś złożył pozew, bo krowy sąsiada dawały więcej mleka i pani ubzdurała sobie, że to czarna magia.
I o ile dobrze pamiętam, w Arabii Saudyjskiej dalej można skazać na śmierć za czary... I oskarżenia zdarzają się w Afryce. Dowiedziałam się tego od księdza, który był tam na misji (brzmi jakby walczył, hyh). Nie powiem, wtedy mnie to lekko zaskoczyło.
03-20-2013 22:52
Odpowiedz cytując ten post
Gwynbleidd
Wtajemniczony

Liczba postów: 208
Dołączył: Nov 2012
Reputacja: 3
Podziękowania: 20
Podziękowano 21 razy w 11 postach
Post: #3
RE: Coś o czarownicach... Salem
(03-20-2013 22:48)Aurelia napisał(a):  W Polsce też nie było różowo, pierwszą kobiete na stosie spalono w 1580 roku, jednak nasilenie przypada na XVIIw. Czytałam o badaniach Bohdana Baranowskiego, podaje on że na polskich stosach spalonych zostało około 5 tysięcy kobiet...

Wątpię... Polska była nazywana krajem bez stosów... Może nie zupełnie bez stosów ale szacuje się, że zabito tu +/- 1000 osób przez te wszystkie lata.

To mało w porównaniu np. z Niemcami... 30 000 to ładna liczba. Oczko

Quae medicamenta non sanant, ferrum sanat; quae ferrum non sanat, ignis sanat...
03-20-2013 23:12
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
~WEndi
Niezarejestrowany

 
Podziękowania:
Podziękowano razy w postach
Post: #4
RE: Coś o czarownicach... Salem
(03-20-2013 22:57)mnroses napisał(a):  Ale lepiej umrzeć w godny sposób, a nie zostać skasowanym przez np. autobus. Uśmiech



Chyba wiesz co robiono, nim stracono czarowników/czarownice. Bycie topionym czy torturowanym nie ma nic wspólnego z godnością.
Wątpię by ofiary polowań na czarownice myślały tuż przed śmiercią o tym, że umierają z godnością.
Z psychiatryka przynajmniej możesz wyjść. Żywa. Wystarczy udawać.
03-21-2013 00:14
Odpowiedz cytując ten post
Olimpia
...
********

Liczba postów: 5,017
Dołączył: Sep 2012
Reputacja: 86
Podziękowania: 898
Podziękowano 1242 razy w 608 postach
Post: #5
RE: Coś o czarownicach... Salem
Ci ludzie mogli się uratować. Wystarczyło, że się przyznają do uprawiania magii i się nawrócą... Ale jednak mieli godność i albo próbowali przekonać, że nie uprawiali magii albo dosłownie pluli im w twarz, mówiąc kim są, że są z tego dumni, a oni skończą w piekle. xD

Też bym tak zrobiła i uważam to za godną śmierć.
Moim zdaniem tchórzostwem jest się wyprzeć siebie i swojego kunsztu/religii i woleć iść do psychiatryka - takie moje zdanie, ale każdy może i ma swoje. Uśmiech

Normalność to wymysł.
Skupiają się w stado i "normalność" tworzą na podstawie wypadkowej średniej reakcji i poglądów innych Owiec w stadzie.
Boją się uwolnienia Woli ponad Formę.
Są niewolnikami Formy (Materii i spraw materialnych).
-----------
Różnica pomiędzy mną a resztą jest taka, że ja sie nie boje być nie akceptowana.
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 08-04-2014 16:45 przez Etana.)
03-21-2013 00:39
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
~WEndi
Niezarejestrowany

 
Podziękowania:
Podziękowano razy w postach
Post: #6
RE: Coś o czarownicach... Salem
W takim razie, ludzie w tamtych czasach byli niezwykle odważni. Jakoś nie potrafię uwierzyć w to, że tyle osób potrafiło poświęcić swoje życie w imię honoru, ale, cóż, nie było mnie tam...

Z psychiatrykiem chodziło mi o to, że jak tam trafisz z powodu swojej wiary, to możesz po jakimś czasie pobytu w szpitalu udawać 'cudowne ozdrowienie' i się wyprzeć wszystkiego. Jednak wolałabym to, niż spędzić tam kolejne miesiące na prochach.
A najlepiej to działać tak, by w ogóle tam nie trafić. Trzeba uważać co się komu o sobie mówi.
03-21-2013 00:55
Odpowiedz cytując ten post
Olimpia
...
********

Liczba postów: 5,017
Dołączył: Sep 2012
Reputacja: 86
Podziękowania: 898
Podziękowano 1242 razy w 608 postach
Post: #7
RE: Coś o czarownicach... Salem
(03-21-2013 00:55)WEndi napisał(a):  W takim razie, ludzie w tamtych czasach byli niezwykle odważni. Jakoś nie potrafię uwierzyć w to, że tyle osób potrafiło poświęcić swoje życie w imię honoru, ale, cóż, nie było mnie tam...

Jak mogli nie być? xD Chodzili na wojny, bili się itp. Mało kto bał się śmierci... Poza tym to czasy, gdzie o magii wiedziało się o wiele, wiele więcej... No i Utkany ma rację, nie zawsze ludzie po przyznaniu się i przeproszeniu zostali wypuszczeni... A spójrzcie choćby na film "Czarownice z Salem". Jest to, z tego co wiem, na faktach (?) i co? Ludzie byli oskarżeni i cały czas stali przy swoim. Koleś, który miał być spalony miał się przyznać i przeprosić, jak miał papier do podpisu. Ludzie, którzy też byli skazani, nie rozumieli jak może splamić tak swój honor... Wtedy honor był jedną z najważniejszych rzeczy.

Amber, a może Ty się nie wypowiadaj odnośnie tego aby wypowiadali się ludzie, którzy przeżyli taką śmierć, skoro nie wiesz czy właśnie takie osoby się nie wypowiadają? Ja pamiętam swoje dwie śmierci, jedną z nich było właśnie spalenie na stosie. Oczko Druga śmierć... Była moim zdaniem niezwykle żałosna i niegodna... Nie byłoby nic niegodnego w tym, że zostałam przebita strzałą, gdyby nie to, że byłam wojowniczką, a strzała nadeszła z ukrycia. Oczko Wojownicy powinni ginąć w walce, w imię honoru bądź obronie innych/poglądów, ale nie w taki sposób, że jedziesz sobie spokojnie, a tu Cię trafia...

Normalność to wymysł.
Skupiają się w stado i "normalność" tworzą na podstawie wypadkowej średniej reakcji i poglądów innych Owiec w stadzie.
Boją się uwolnienia Woli ponad Formę.
Są niewolnikami Formy (Materii i spraw materialnych).
-----------
Różnica pomiędzy mną a resztą jest taka, że ja sie nie boje być nie akceptowana.
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 08-04-2014 17:38 przez Etana.)
03-21-2013 19:47
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
~kelley
Niezarejestrowany

 
Podziękowania:
Podziękowano razy w postach
Post: #8
RE: Coś o czarownicach... Salem
Olimpia tutaj ma sporo racji, wiele osób jest świadomych tutaj swoich poprzednich wcieleń, gdzie często sami padali ofiarą prześladowań kościoła katolickiego, który wymordował więcej osób niż obie wojny światowe razem wzięte. Są też osoby które pracują nad swoim życiem wewnętrznym i są jeszcze nieświadome tych swoich żyć tutaj na tej planecie, które sprawiły, że jesteśmy tym kim jesteśmy. Więc problem agresji katolickich żołnierzy i okupacji pogan przez katolickich najeźców dotyczy wbrew pozorom wiele tutaj osób, w tym również mnie.
Chciałby, dodać, że katolicki okupant, agresor i najeźdźca nie tylko administrował i zarządzał torturami w Salem, które były typową katolicką egzekucją, ale nawet prowadził w czasie drugiej wojny światowej swoje koncentracyjne obozy zagłady, jak np te w Chorwacji, których celem była eksterminacja ludności nacji, które odważyły się wystąpić spod wpływu Watykan'u. Jako ciekawostkę historyczną dodam, że władze miasta Salem w Nowej Anglii by nie być kojarzone więcej z kościołem katolickim, który na tym terenie stosował tortury oraz egzekucje - zmieniły nazwę miasta.
Obecni historycy przyznają, że żaden tam Hitler, ani nikt taki - tylko kościółó katolicki okazał się największym zbrodniarzem ludobujcom w dziejach świata.
Zainteresowanych tematem Salem odsyłam do książki napisanej jak powieść, a której tezy zostały obronione jako praca naukowa:
tytuł książki: "Zaginiona księga z Salem"
autor'ka: Katherine Howe
moja ocena 10/10

Jest 1692 rok w Salem w Nowej Anglii. Dochodzi tam do serii najsłynniejszych w historii procesów o czary; oskarżono w nich 185 osób, głównie kobiet. Trzy stulecia później mieszkająca nieopodal Salem niejaka Katherine Howe interesuje się swoim drzewkiem genealogicznym; chce poznać historię swoich przodków, po to by zrozumieć kim teraz jest. Jako potomek Elisabeth Howe i Elisabeth Proctor oskarżonych o czary w procesach w Salem postanawia studiować historię Ameryki i Nowej Angli. By zrozumieć swoją rodzinę i przez to siebie, że jest urodzoną czarownicą - staje się doktorantką, naukowo broniąc czarów i magii. Bo powstało wiele interpretacji naukowych tego co tak naprawdę wydarzyło się w Salem, ale brakowało jednej: a jeśli naprawdę chodziło o czary?
Zaginiona księga z Salem trafiła na listę 10 w USA, ponieważ opowiada o normalnych czarownicach bez mioteł, bez spiczastych kapeluszy, czarownicach które jutro można spotkać na ulicy. O takiej też czarownicy jaką jestem ja i jaką jesteś ty.
Obecnie Katherine Howe prowadzi seminaria na temat magii i czarów w dawnych wiekach. Jest z tego doktorantką. U nas nie ma odpowiedników takiego wydziału na uczelniach. W Europie jest z podobnych rzeczy psychotronika w Rosji. I uniwersytety w Finlandii na których można studiować historie skrzatów, elfów i leśnych wróżek, czy historię czarów, które wyznaje tam 80% kraju. I powstało wiele cennych prac naukowych na ten temat.

Może książka nie jest typowym podręcznikiem do magii. Wygląda raczej jak świetna, ciepła powieść. Beletrystyka. To jednak każdy kto z czarami się już zetknął i zna je z autopsji poczuje, że jest to podręcznik magii. Taki neo grimuar wprogramowany ciekawie w powieść.
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 03-21-2013 21:40 przez Olimpia.)
03-21-2013 21:35
Odpowiedz cytując ten post
~kelley
Niezarejestrowany

 
Podziękowania:
Podziękowano razy w postach
Post: #9
RE: Coś o czarownicach... Salem
Jeśli Islandia jako miejsce magiczne kogokolwiek tu naprawdę interesuje to mógłbym napisać o niej jakiś artykuł. Wygoglowałem w 5 min. pewien blog o niej. Jest w nim trochę przekłamań, jednak bardzo wstępnie opowiada o tym kraju. Tam 80% kraju wierzy w Elfy oraz Skarzaty, tak jak u nas w pl 90% to katoliccy chrześcijanie i ja czytałem kiedyś dużo o wielu, tak mniej więcej z dziesięciu szkołach i uczelniach wyższych, na których to się wykłada. Więc ten blog nie do końca jest rzetelny, raczej jego celem było pośmianie się z innej kultury, jednak jakieś tam w końcu światło rzuca na temat - dlatego go dodaję. I można w tym blogu pogrzebać w postach. Jednak na pewno jakiekolwiek informacje z niego należy uzupełnić w innych źródłach.

http://islandii.blogspot.com/2010/10/o-e...alszy.html
dodaję jeszcze tutaj jakiś artykuł, choć też nie do końca rzetelny - http://www.astromagia.pl/ezosfera/6219-p...olka-elfow
03-23-2013 00:05
Odpowiedz cytując ten post
Odpowiedz 


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Impressum | Mitglieder | Regeln | Forensoftware MyBB