Odpowiedz 
KONKURS: Luty!!!!
Autor Wiadomość
Olimpia
...
********

Liczba postów: 5,017
Dołączył: Sep 2012
Reputacja: 86
Podziękowania: 898
Podziękowano 1242 razy w 608 postach
Post: #1
KONKURS: Luty!!!!
W lutym obchodzimy rocznicie współpracy z wydawnictwem Illuminatio. Uśmiech Tak więc jest to konkurs niezwykły! Będzie trwał do 10 Lutego.

[Obrazek: WYZNANIA-MAGA-300dpi-300x448.jpg]

Temat tej edycji konkursu brzmi: "Karta z pamiętnika Maga".

Waszym zadaniem jest opisanie jednego dnia z życia Maga, czyli osoby zajmującej się magią - może to być wasz dzień, znajomego, postaci historycznej jak np. Johna Dee bądź LaVeya, albo całkiem wymyślona osoba. Może chcecie opisać jak Mag odkrył swoją ścieżkę? A może to być także zwykły codzienny dzień albo jego ostatni. Macie w tym wypadku nieograniczone pole do popisu. Ważne jednak aby historia miała morał, jakiś wniosek do wyciągnięcia.

Pod uwagę będą brane konkrety - im bardziej
szczegółowa praca tym lepiej, a także długość -
im bardziej wymęczycie temat tym lepiej, należy
być starannym, postarajcie się nie zanudzić także
nieoceniających Wasze prace na śmierć.
Prace muszą być autorskie i będzie to
sprawdzane. W przypadku kopii zostanie ona
zdyskwalifikowana. Stały tekst nie? :D Ale tym razem postarajcie się aby wasza opowieść utkwiła nam w pamięci. Wruszycie nas, rozrzulicie, dajcie do myślenia, zainspirujcie czy zadziwcie - zostaną wybrane najlepsze prace głównie od strony przekazu!


Pamiętajcie że wysyłka, nie obejmuje zagranicy.
Zwycięzców jak zwykle będzie trójka i ta nasza
zwycięska trójca dostanie powyższą książkę, link:

http://www.illuminatio.pl/ksiazki/z-pamietnika-maga/

Normalność to wymysł.
Skupiają się w stado i "normalność" tworzą na podstawie wypadkowej średniej reakcji i poglądów innych Owiec w stadzie.
Boją się uwolnienia Woli ponad Formę.
Są niewolnikami Formy (Materii i spraw materialnych).
-----------
Różnica pomiędzy mną a resztą jest taka, że ja sie nie boje być nie akceptowana.
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 01-23-2015 21:46 przez Olimpia.)
01-23-2015 21:38
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
Irbis
Wtajemniczony

Liczba postów: 361
Dołączył: Sep 2012
Reputacja: 9
Podziękowania: 41
Podziękowano 50 razy w 18 postach
Post: #2
RE: KONKURS: Luty!!!!
Dobra coś pomyślę, może się wyrobię w czasie. Uśmiech
02-06-2015 16:50
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
Jiruka
Wtajemniczony

Liczba postów: 202
Dołączył: Aug 2014
Reputacja: 7
Podziękowania: 144
Podziękowano 189 razy w 51 postach
Post: #3
RE: KONKURS: Luty!!!!
Obiecałam, więc proszę bardzo. Jest okropnie naciągane, bo nie miałam weny, więc proszę o wybaczenie.


Dzień z życia maga


Dziś w nocy obudziłem się po czterech godzinach snu, tak jak zalecali na forum. Włączyłem lampkę, ale zaczęła mnie razić w oczy, więc uznałem, że to bez sensu i postanowiłem kontynuować bez światła. Napiłem się wody, żeby orzeźwić umysł i zacząłem się zastanawiać, co takiego miałem teraz robić. Jak się nazywała ta metoda? 4 minus 1? Ale dlaczego minus? Włączyłem Wi-Fi w telefonie i z przymrużonymi oczami wklepałem adres forum w okienku przeglądarki. Aha! 4 PLUS 1, nie minus. No tak, teraz pora rozbudzania. Po chwili zastanowienia uznałem, że nie jest mi to potrzebne, bo mam na tyle silną wolę, iż bezproblemowo utrzymam świadomość bez marnowania całej godziny i spędzę więcej czasu poza ciałem. Skupiłem się na oddechu, ale szybko mi się to znudziło, więc zacząłem błądzić myślami. W pewnej chwili poczułem mrowienie w nodze. To na pewno wibracje! Jestem tego pewien! Trzeba ją wyciągnąć z ciała zanim się skończą! Ruszyłem nią tak gwałtownie, że kopnąłem szafkę nocną, strącając z niej szklankę wody, spadając z łóżka na śpiącego psa i robiąc tyle rabanu, że nawet umarły wstałby z grobu. W jednej chwili wszyscy domownicy zaalarmowani hałasem znaleźli się w moim pokoju, prosząc o wytłumaczenie. Kiedy opowiedziałem im, co się stało spojrzeli na mnie z politowaniem i zaczęli wychodzić, uprzednio kazawszy mi posprzątać.
"Zobaczycie! Jeszcze będę wielkim magiem, sławnym na cały świat!" Krzyknąłem im na odchodnym, siedząc na mokrej podłodze z odłamkami szkła wbijającymi się w stopy.

Po pół godzinie, kiedy już wszystko ogarnąłem i opatrzyłem skaleczenia, wróciłem do łóżka. Już przykrywałem się kołdrą, naburmuszony, że moja próba znów zakończyła się niepowodzeniem, kiedy moją uwagę przykuło kilka kropel krwi pozostałych po incydencie ze szklanką. Doznałem olśnienia. Nie minęła sekunda, a ja już zbierałem na łyżeczkę moją krew, myśląc o moim genialnym planie. Pewnie będę pierwszym, który wpadł na coś tak genialnego. Opatentuję to i wzbogacę się na moim sposobie! pomyślałem i zbiegłem po schodach do kuchni, szukając po kieszeniach od pospiesznie założonej koszuli zapalniczki. Odnalazłszy w kredensie świeczkę, usadowiłem się wygodnie na podłodze, nasmarowałem ją kilkoma kropelkami krwi i zacząłem energicznie powtarzać: Przybądź, potężny demonie, bądź gotów na moje każde skinienie! Pokaż mi świat astralny i staw się na me wezwanie!
Kiedy po jakichś dziesięciu minutach nie zauważyłem skutków, zastanowiłem się, co mogłem zrobić nie tak. A może... trzeba go zawołać po imieniu? przemknęło mi przez myśl, więc poprawiłem moje zaklęcie i skandowałem: Zjaw się tu, Lucyferze, bądź na moje wezwanie, pokaż mi świat astralny i słuchaj się mej woli! Uznałem, że Lucyfer będzie słabszym demonem, bo skoro wszyscy na forum piszą, że go przyzywali, to nie może to być takie trudne, nie? Mijały minuty, a on wciąż się nie pojawił. Zdenerwowałem się, zgasiłem świeczkę i pobiegłem umyć ręce, umazane krwią. Jeszcze mnie popamięta, zobaczy, że ze mną nie wolno sobie pogrywać. Pożałuje tego, że mnie dziś zignorował... Wróciłem do łóżka, żeby zacząć nowy dzień w stosunkowo dobrej formie.

Przebudziłem się w godzinach południowych, coś pomiędzy pierwszą a drugą. Pomimo stosunkowo długiego wypoczynku wciąż czułem się zmęczony. Kręciło mi się w głowie, skaleczenia piekły i swędziały jak diabli. W nocy zapomniałem ich oczyścić, więc czym prędzej zabrałem się za to, żeby nie wdało się zakażenie.
Gdy skończyłem, ruszyłem pospiesznie na śniadanie, o którym przypomniał mi zniecierpliwiony głos mamy. Ubrałem się w tę samą koszulę, co w nocy, drobinki zaschłej krwi odznaczały się na szarym materiale. Poirytowany dzisiejszymi wydarzeniami, zszedłem do jadalni w ponurym nastroju. Przy stole zastałem moją młodszą siostrę, naśmiewającą się ze mnie, jednocześnie próbując patrzeć na mnie i zachować poważną minę. Nie wychodziło jej to.
"W tej chwili masz przestać się ze mnie śmiać!" Krzyknąłem do niej wzburzony, a ona nie zdoławszy się powstrzymać, wybuchnęła śmiechem.
"Skoro jesteś wielkim magiem, to mnie do tego zmuś, kretynie." Spojrzała na mnie tymi swoimi małymi, chytrymi oczkami nieskalanymi inteligencją. Pff, żałosna, jeszcze będzie mnie prosić o wybaczenie. Teraz jest bezczelna. Nie widzi mojej rosnącej potęgi. Muszę być dla niej wyrozumiały, nie każdy od razu otwiera oczy na tak wielką moc. Pomyślałem i od razu poprawił mi się humor. Zamiast się złościć powinienem jej współczuć. Zawsze będzie żyła w cieniu mojej chwały. Uśmiechnąłem się pobłażliwie jednocześnie wizualizując jak pobieram od niej energię. Robiłem tak przez całe śniadanie, ale chyba już wtedy byłem na tyle potężny, żeby nie wyczuć takich śladowych ilości energii, bo nic nie poczułem. Po raz kolejny tego ranka uświadomiłem sobie, że moja potęga nie zna granic.

Około godziny szesnastej uznałem, że wystarczy mi Metina i postanowiłem pomedytować. Usiadłem w siadzie skrzyżnym, trochę się zgarbiłem, ale nie chciało mi się trzymać prostej pozycji, byłem już trochę zmęczony, miałem pewność, że i tak nie wpłynie to na jakość medytacji. Skupiłem się na oddechu, ale nie mogłem odgonić się od myśli, czy ktoś kupi mój miecz. Chodziło mi to po głowie i nie dawało spokoju, więc kierowany przeczuciem (zalecali to na forum) wstałem, odpaliłem komputer i skontrolowałem sytuację. No nie wierzę... Sprzedałem go! Yeeah! Wszystkie pieniądze moje! Dałem sobie chwilę na ochłonięcie, po czym wróciłem do wcześniejszego zajęcia. Siedziałem tak z dziesięć minut, kiedy okropnie zaczęła mnie swędzieć noga. Bez namysłu zacząłem się drapać, no bo w końcu mam się skoncentrować podczas medytacji, a to mi przeszkadza, no nie? Nie minęła zaledwie chwila, a ja zdrapałem strupek ze stopy i powoli zaczęła sączyć się krew. Wkurzyłem się jak nigdy. To pewnie Lucyfer teraz mi przeszkadza, nie odegnałem go wczoraj... Czyli jednak przyszedł... Nagle poczułem się niezwykle senny. Oczy same mi się zamykały, więc wdrapałem się na łóżko i moją ostatnią myślą przed zaśnięciem było to, że przywołałem demona. Mojego pierwszego demona. Zakończyłem ten dzień z uśmiechem na ustach, wiedząc, że jestem wielkim magiem i kiedyś zawładnę nad światem.







Dobra, żeby nikt nie pytał o puentę. Chodziło mi o to, że tak jak praktycznie wszyscy mają na dzień dzisiejszy dostęp (w pewnym stopniu) do ćwiczeń energetycznych, informacji o okultyzmie i ezoteryce, tak na moje oko jakieś 60-70% zachłyśnie się tym światem, ich własnym wyobrażeniem o sobie jako o potężnych istotach nie z tej ziemi (gadałam nawet z człowiekiem, który uważał się za dziecko demona, no ludzie, błagam was). Zostawmy ten procent, który od początku weźmie się za pracę. Zostańmy przy tych 60-70. Mała część z nich wyjdzie na ludzi, moment fascynacji im minie i albo wybiorą swoją ścieżkę oraz zaczną nią kroczyć, albo uznają, że to nie dla nich i dadzą sobie spokój. Jednak pozostała część wciąż będzie się upierać przy swojej wielkiej mocy, będzie ślepa na słowa innych ludzi (którzy siedzą w tym dłużej i wiedzą co mówią). Będą wmawiać sobie, że reszta jest gorsza, niegodna ich towarzystwa i w ten sposób zaczną proces alienacji, izolowania się od społeczeństwa na rzecz nierealnych marzeń, których nigdy nie spełnią. Trochę chaotyczne, ale o to mi chodziło.

"Co nie zostało powiedziane, to powiedzieć zostanie musiane"

Wigilia Imbolc 2015 - po raz pierwszy zarzucono mi bycie wampirem. :D
02-08-2015 13:44
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
 Podziękowali: Finneus , Animal , xao
Sea
Wtajemniczony

Liczba postów: 269
Dołączył: Dec 2014
Reputacja: 7
Podziękowania: 798
Podziękowano 128 razy w 73 postach
Post: #4
RE: KONKURS: Luty!!!!
Z życia czarownicy

Obudził mnie delikatny szelest za łóżkiem. Mój pies, który powinien być kotem a nim nie jest podniósł tylko swój łeb i pomerdał radośnie ogonem na mój widok. Usiadłam w kraciastej pidżamie na łóżku i spojrzałam na zegarek. Jest punktualnie szósta rano. Kiedyś, żeby wstać o tej porze nastawiałam budzik, ale odkąd zajęłam się magią mam małych, magicznych pomocników, którzy budzą mnie każdego ranka delikatnym szelestem. Dźwięk ten przypomina mi odwijanie ulubionych cukierków z kolorowego papierka i wolę ten odgłos od złośliwego terkotu zegara, czy budzika w komórce. Gdy pierwszy promień słońca pada na moje biurko spoglądam z szacunkiem na ołtarz przykryty czerwonym aksamitem, gdzie wczoraj w nocy paliły się czerwone świece. W piątkową noc połączyłam swoje i jego serce ogniem wielkiej miłości. Zaprzęgłam do pomocy żywioły ognia, ziemi, powietrza i wody. Poprosiłam o pomoc boginię miłości i piękna. Pakt przypieczętowałam własną krwią. Patrzę teraz na swoją skaleczoną nożykiem dłoń i widzę małą rankę w kształcie krzyżyka. Nie przeraża mnie prawo trójpowrotu i fakt, że połączyłam nasze dusze na kilka a może więcej wcieleń. Wiem, że będziemy razem bardzo szczęśliwi. Widziałam nasz ślub w szklanej kuli, którą trzymam na nocnym stoliku. Były tam też uśmiechnięte twarzyczki naszych dzieci. Będą śliczne. Nie wiem do kogo będą bardziej podobne, do mnie czy do niego, ale czy to jest najważniejsze?

Jakieś byty astralne urządziły sobie zabawę w moim pokoju. Podrzucają pozostałe z miłosnego rytuału płatki róż, jakby bawiły się piłeczkami. Na mojej cytrynowej ścianie migoczą kolorowe światełka schwytane w łapacz snów, który powiesiłam tam zeszłej soboty. Może nie jest tak precyzyjnie wykonany, jak taki kupiony w sklepie ale mi się podoba. Sama go zrobiłam ze starych kryształków i błękitnych jak bezchmurne niebo piórek. Dołożyłam kilka czerwonych koralików i naładowałam go swoją energią. Odkąd zaczęłam czarować miewam bardzo wyraziste sny, ale to nic w porównaniu z umiejętnością, którą udało mi się opanować. Potrafię wchodzić ludziom w ich sny swoimi buciorami i modelować je według swojego uznania. Mojemu sąsiadowi, który znęca się nad swoim psem zafundowałam kilka pierwszorzędnych koszmarów rodem z horrorów. Raz posikał się ze strachu w majtki. Patrzę teraz jak snuje się po drodze niewyspany i zły. Odprawiłam rytuał, żeby go trochę upiększyć i nazajutrz po moich obrzędach wyrosła mu na czole narośl wielkości kurzego jajka. To za karę. Wygląda teraz naprawdę ohydnie. Zresztą nigdy nie był szczególnie urodziwy. Ktoś kto robi krzywdę bezbronnym zwierzakom nie zasługuje na litość.

Muszę wstać bo o ósmej przyjedzie moja najlepsza przyjaciółka i będzie potrzebowała pocieszenia. Była z chłopakiem, który jej przyprawiał rogi i właśnie niedawno się o tym dowiedziała. Nie musiałam używać magii, żeby to zobaczyć ale chciałam się upewnić, że ten gnojek ją zdradza, więc w kolejną podróż astralną udałam się do jego domu. Kiedy zobaczyłam go z jakąś lafiryndą w pościeli poczułam się bardzo złą czarownicą i rzuciłam na niego urok, żeby już nigdy mu nie stanął. Teraz mam satysfakcję i pewność, że żadna porządna panienka nie będzie przez niego płakać do poduszki. Eryka wczoraj dowiedziała się o jego zdradach więc z nim zerwała. Chętnie podzieliłabym się z nią tą radosną nowiną, że jej były stał się impotentem, ale nie chcę jej denerwować. Nikt nie będzie krzywdził moich przyjaciół. Muszę sprawić żeby szybko przestała go kochać. Tylko jak to zrobić? Uleczyć jej serce jakimś rytuałem, czy lepiej przywołać dla niej jakąś nową miłość? Może jakiegoś cudownego kochanka powołam do życia, żeby zająć ją przyjemnościami i żeby smutki szybko odeszły w kąt. Jeszcze nie wiem co z nią zrobię. Musze jej pomóc. Pewnie nie będzie chciała. Zrobię dla niej wszystko ale w tajemnicy. Niech myśli, że to wszystko przyszło naturalnie jak wiosna po zimie. Czasem nie dobrze jest wiedzieć za dużo.


Sąsiad, który zdradzał swoją żonę z listonoszką patrzy na mnie krzywo. Żal mi było jego żony, więc sprawiłam, że przy każdym zbliżeniu z kochanką plątały się im włosy łonowe i musieli pozbyć się owłosienia, bo takie poskręcanie się włosów bardzo bolało i całą radość zbliżenia im odebrałam.

Ubieram się bo zaraz chłopak z handlu obwoźnego przywiezie mi mąkę. Będę dzisiaj piekła chleb. Znowu będzie mi dziękował, że uratowałam życie jego żonie. Miała postępującego raka. Zrobiłam jej okropną w smaku miksturę ze specjalnych ziół zebranych o świcie na pobliskiej łące. No dobra, zamotałam dla niej też laleczkę, która ją uzdrowiła. Dlaczego nie pomóc ludziom jeżeli się potrafi? To taka młoda, ładna dziewczyna. Bardzo się kochają i mają troje dzieci. Czemu niesprawiedliwa śmierć miałaby przedwcześnie zabrać ich mamę? Niech zabierze kogoś innego. Śmierć przyszła do mnie, bo nie chciała odejść bez nikogo. Wysłałam ją więc na drugi koniec wsi gdzie mieszkał rudy Bronek. Człowiek zły i podły, który bił swoją żonę i dzieci. Wiecznie pijany, wszczynał awantury i jeszcze w sąsiadów wadził. Już nie zrobi krzywdy nikomu, bo dostał zawału serca. Ludzie się dziwili bo chłop był zdrowy i nigdy na nic się nie uskarżał, ale różnie to bywa. Wyroki losu są niezbadane. Uwolniłam rodzinę od tyrana, ale bieda zajrzała im w oczy. Szkoda byłoby, żeby opieka społeczna zabrała dzieci do domu dziecka. Takie słodkie smyki a i kobieta miła i dobra. Nie jej wina, że tutaj pracy nie ma. Żeby im ulżyć w życiu odprawiłam rytuał dostatku i okazało się, że dostali nagle wielki spadek po wujku z Ameryki, o którym wcześniej nikt nie słyszał. Niektórzy to znajdują szczęście w nieszczęściu.

Mama patrzy na mnie podejrzliwie gdy ciągle kupuję kolejne kartony ze świecami i pudełka pełne pachnących kadzidełek. Twierdzi, że skoro jestem czarownicą to powinnam nam wyczarować wielką fortunę. Nie mamy wiele i żyjemy skromnie, ale w totolotka nie wygramy. Nie widzę takiej potrzeby. Co niedzielę jak mama idzie do kościoła znajduje na drodze jeden banknot na jednym końcu wsi, drugi na drugim. Przychodzi do domu i spogląda na mnie, mówiąc, że to moja sprawka, a to przecież tylko tak na szczęście, żeby na przyjemności było. Nie może mieć za dużo bo by stąd wyjechała, a ja mojej drewnianej chaty nie zostawię. Nikt nie wie, że ona rośnie na zaczarowanej stópce rodem z bajki i dlatego każdy wykonywany czar ma więcej mocy. Poza tym tutaj mieszka facet, którego kocham. U mnie w ogrodzie rosną stare drzewa owocowe z którymi się zaprzyjaźniłam. Wolę z nimi rozmawiać, niż z niektórymi ludźmi. Mają więcej ciekawego do powiedzenia i umieją słuchać, kiedy mam potrzebę się wygadać. Mieszkam tutaj od kilku miesięcy, a już poznałam ich mroczne sekrety. Nie tylko ludzie ale i rośliny mają swoje tajemnice. Wiem kto kogo zamordował we wsi i zakopał pod krzyżem na skrzyżowaniu dróg. Policja nie znalazła mordercy i ciała zamordowanej, ale ja wiem gdzie leży.

Skrzywiona stara jabłonka opowiedziała mi też smutną historię miłosną dwojga młodych ludzi, którym rodzice nie pozwolili być razem, więc popełnili samobójstwo nad pobliską rzeką. Czasem gdy idę na spacer nad rzekę widzę ich duchy. Trzymają się za ręce i spacerują jak para zwyczajnych zakochanych. Udają, że mnie nie widzą, a ja nie szukam z nimi okazji do rozmowy. Wystarczy, że inne duchy garną się do mnie i często proszą mnie o pomoc w przejściu na tamtą stronę lub żebym przekazała jakąś wiadomość im bliskim. Czasem to meczące, ale idzie się przyzwyczaić. Na moim progu stoją dwie miotły, które sama zrobiłam. Dzisiaj w nocy wsiądę na jedną z nich i polecę do pobliskiej wsi, bo ponoć tam mieszka babcia, która traci czucie w nogach i potrzebuje pomocy. Kto pomoże babce, jeżeli lekarze już położyli na niej krzyżyk, jeśli nie czarownica? Poszłabym do niej normalnie i zaoferowała swoją pomoc, ale babka niezwykle bogobojna i świętobliwa jest, więc na moje pogańskie obrzędy nie spojrzałaby łaskawym okiem. Znam takie typy ludzi. Przegnałaby mnie ze swojej chaty, gdzie pieprz rośnie i jeszcze psem poszczuła. Już raz mnie zwymyślano od wiedźm i rzucono za mną kamieniem. Popatrzyłam tylko na to i kamień zawrócił w połowie drogi i rąbnął delikwenta prosto w nos, łamiąc mu go. Tak facet uciekał, że sztuczną szczękę w trawie zgubił i po zmierzchu zjawił się z latarką, żeby swoje zęby odnaleźć. Na darmo szukał bo jakiś głodny pies je pogryzł, uznając je pewnie za starą kość. Teraz już nikt się nie ośmieli na mnie ręki podnieść, bo się boją bardziej niż diabła. Choć nikt mnie o to nie prosił wypędziłam z małego Felka chorobę. Jego matka wiedziała i nawet nie powiedziała dziękuję, a gdyby nie ja dzieciaczek powiększyłby grono aniołków. Nie wszyscy potrafią być wdzięczni i choćby dobrym słowem podziękować za pomoc i uzdrowienie, czy zdjęcie klątwy. Widzę często jak przechodzące obok mojej chaty baby spluwają przez lewę ramię, bojąc się uroków. Niech mnie która kobieta znowu zdenerwuje to jej język kołkiem stanie na kilka godzin albo wąsy jej nagle gęste wyrosną, że bardziej będzie faceta niż babkę przypominać. Nie, nie jestem mściwa ale czasem bywam złośliwa.

-Gdzie jest moja broszka z kości słoniowej? Ostatnio widziałam cię w jej pobliżu. Dochodzi mnie krzyk mamy z drugiego pokoju.
–A skąd ja mam to wiedzieć? Odpowiadam lekko podniesionym głosem, udając lekko urażoną. Zawsze podobała mi się ta broszka z kości słoniowej w kształcie słonia i wzięłam ją sobie.
Nie, nie po to, żeby ją nosić na ubraniu. Kto dzisiaj nosi takie ozdoby? Była mi potrzebna, żeby złożyć ją w ofierze. Musiałam podziękować za pozytywny i szybki rezultat wykonanego rytu. Zakopałam ją w ogródku obok miejsca gdzie spoczywają resztki świec i popioły z dziewiczego pergaminu. Jak to kiedyś jakiś kot, czy pies odkopie w poszukiwaniu jedzenia to dopiero się zdziwi, a mi chyba nie będzie do śmiechu jak całą magię szlag trafi.

-Co będzie na obiad? Pyta mama. Zaglądając mi do wyrabianego na chleb ciasta przez ramię. Dobrej wiedźmie zawsze chleb wyrośnie, jak marzenie wygląda i cudownie smakuje.
–Rosół mamciu. Idziakowa przed południem przyniesie zabitą i oskubaną kurę.
–Znowu przyniesie za darmo? Który to już tydzień z rzędu? Przecież im się nie przelewa. Dlaczego jej nie zapłacisz?
-Kiedy nie chce pieniędzy.
–Ciekawa jestem za co ona taka dobra. Co jej zrobiłaś?
-Może po prostu mnie lubi i to tak z sympatii samej. Wie, że uwielbiam rosół.

Uśmiecham się od ucha do ucha pokazując swoje białe zęby. Uwielbiam rosół z wiejskiej kury. Nie umywa się do kupnej, której smak znam z miasta. Nie mogę powiedzieć mamie za dużo. Im mniej wie, tym lepiej dla niej. Nie martwi się niepotrzebnie. Babka Idziakowa miała problem z mężem. Mają już oboje dobrze po sześćdziesiątce. Dziadkowi spadło libido, a babka wciąż miała ochotę na amory, więc kłótnie były u nich i wieczna niezgoda ale odkąd przyrządziłam eliksir wiecznego pożądania i babka napoiła nim małżonka w ich chacie zapanowała dawno wygasła namiętność. Nie znam pikantnych szczegółów ale powiedziała mi, że robią to jak króliki a jemu ciągle się chce, więc teraz babcia jest tak bardzo wdzięczna, że mi podarunki znosi. Kury na obiad i jajka. To zamiast pieniędzy.
Mam nadzieję, że ta wzmożona aktywność nie wpędzi biedaka prędzej do grobu.
Dlaczego nie podarować potrzebującym odrobinę radości jeśli się potrafi?

Spoglądam mimochodem w lustro wiszące w kuchni i widzę w nim całkiem ładną młodą kobietę z kruczoczarnymi włosami i zielonymi oczami, które przypominają migdały. Według bajek i starych podań, legend czarownica jest kobietą szpetną, ma długi haczykowaty nos pokryty najczęściej kurzajkami.
Jak się cieszę, że tak nie wyglądam. Kiedyś pewnie spalono by mnie na stosie za rzeczy, którymi się zajmuję. Dzisiaj mi to nie grozi. Jak ja kocham moje życie i moje czary- mary.


Morał z tej historii niech każdy wyciągnie sobie sam. Dla jednego będzie to przesłanie, że pięknie pomagać innym. Dla drugiego, że magia nie musi być nudna i nie trzeba jej traktować z wielką powagą, choć niewątpliwie wypadałoby z szacunkiem. Jeżeli w nasze czarowanie wkładamy wiarę potęgujemy siłę zaklęcia i nie ma znaczenia czy nazywamy się wielkim magiem, wiedźmą czy czarownicą. Liczy się moc, która czyni nas skutecznymi w naszych działaniach a o to przecież chodzi w magii…

Pewnie się będzie ciężko czytać bo miałam problem z wklejaniem i potem chyba nie dopracowałam funkcji wizualnej, żeby było bardziej przejrzyście. Musicie wybaczyć i oko przymknąć. Miłej lektury.

Gdy czegoś bardzo pragniesz, to nawet drut kolczasty zdaje się mówić; podejdź bliżej.
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 02-08-2015 23:58 przez Sea.)
02-08-2015 17:04
Odwiedź stronę użytkownika Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
 Podziękowali: Animal , Kincaid
Absinth
Diabła Bard

Liczba postów: 366
Dołączył: Feb 2014
Reputacja: 29
Podziękowania: 35
Podziękowano 197 razy w 77 postach
Post: #5
RE: KONKURS: Luty!!!!
Zostało jeszcze trochę czasu to pewnie dorzucę jakiś wątek w środku.






Gdzie się ona do cholery podziała? Durna dziewucha, zgubiła resztki instynktu samozachowawczego z ostatnimi okruchami rozumu! Pewnie! Po okolicy grasuje wygłodniała bestia a ta się udaje na spacerki przy księżycu. Romantyczka kurde!
-Anka! Anka! Gdzieś Ty się podziała.
Zimno jak na Syberii. Idiotka! Marznę tułając się po lesie szukając durnej siostry zamiast skupić się na poszukiwaniu tej księgi. Bogowie! Czy ona nie może być chodź ociupinę bardziej rozważna?
-Anka! Jesteś tu? Słyszysz mnie!
-Klara! - Paniczny głos dobiegał z głębi lasu. -Klara! Uciekaj! On tu jest! - Zanim dobiegł ją głos siostry usłyszała groźne warknięcie i galop wielkiego cielska roznoszący się głuchym echem w lodowatym powietrzu. Zerwała się razem z nim w stronę, z której dobiegał głos siostry. Biegła tak szybko na ile miała sił. Drobne gałązki młodych drzew chłostając, raniły ją po przemarzniętych nogach, lecz miała ważniejsze sprawy na głowie-ratowanie siostry, z której lada moment miała zostać przekąska dla bestii. Oczy nachodziły jej już łzami, na samą myśl, że miała by ją stracić. W oddali ujrzała światło pochodni, trzymaną przez siostrę, naprzeciw której stał monstrualnych rozmiarów zwierz. Przyspieszyła, zostało jej kilkadziesiąt metrów. Bestia w tym czasie powolnymi krokami, pochylając łeb i głośno warcząc szła w kierunku Anny.
-Nie zdążę! Jasna cholera!
Bestia pochyliła się bardziej i wybiła w powietrze szybkim wyskokiem. Pisk Anny jak sztylet przebił powietrze i serce Klary.

-AAAAAAA! -Roztrzęsiona i spocona, Klara zerwała się z łóżka.-
-Bogowie. Czy ja nie mogę śnić o tęczy, kucykach, księżniczkach i pałacach? Nie... księżniczki i pałac odpada, gdzie są one jest i smok... - Drewniane drzwi nagle się otworzyły i weszła matka Klary. Piękna brunetka o zielonych oczach, jasnej cerze i wydatnych kościach policzkowych, wcale nie wyglądająca na kogoś kto ma dwie prawie dorosłe już córki.
-Czemu krzyczysz? -Zapytała.- Znowu koszmar?
-Tak i to już trzeci raz z rzędu. Boje się, że z Babcią coś się może stać.
-Kochanie, babcia jest silną kobietą, nic jej się nie stanie. Zbieraj się bo spóźnisz się na zajęcia, jest już po siódmej. - Rozczochrana Klara zwlekła się z łóżka popatrzyła na matkę. -Zrób mi kawy proszę, umieram. -Elżbieta uśmiechnęła się, kiwnęła głową i wyszła zamykając za sobą drzwi. Klara stanęła na środku swojego pokoju, zamknęła oczy i wykonała kilka głębokich wdechów. Powietrze pachniało lawendą i paczulą, których zapach mogłaby wdychać cały dzień. Przeciągnęła się się parę razy jeszcze zaspana, uniosła ponad głowę rozłożone ręce i zaczęła recytować.
-Chwała Tobie, któryś jest Ra o wschodzie, i Tobie, któryś jest Ra pełen mocy, podróżujący po Niebiosach w łodzi o wschodzie Słońca. Tahuti stoi pełen chwały na dziobie, a Ra-Hoor czuwa u steru. Przywołuję Cię z Siedziby Nocy! - Poczuła jak fala energii oblewa jej ciało i ten przyjemny dreszcz który rozlewa się z czubka głowy, biegnie do stóp i powraca. Przyłożyła wskazujący palec do ust jako zakończenie. Klarę orzeźwiło to wystarczająco by stwierdziła, że podoła żyć kolejny dzień.

Pogoda tego dnia nie należała do najpiękniejszych. Gęste chmury zalały całe niebo, po słońcu nie było nawet śladu. -Dziś miałam iść do lasu, mam nadzieję, że nie zacznie padać deszcz.-Pomyślała.
Droga do szkoły zleciała szybko. W słuchawkach leciała piosenka Żywiołaka – Świdryga i Midryga, żwawa muzyka dodawała jej otuchy w drodze do jej własnego obozu koncentracyjnego. Lekcje mijały jej powoli, czuła się jak by była uwięziona w tym budynku na wieczność. Zadzwonił dzwonek, zebrała z ławki swoją książkę od biologii i wyszła z klasy. Hałas gimnazjalistów ją denerwował, młodsi uczniowie byli pełni energii ganiając się po korytarzu, lecz nie tylko gwar wprowadzał ją w irytację. Powietrze przesycone energią dojrzewających ludzi gryzło z każdej strony. Było to nie do zniesienia.
W rozmyślaniach przerwał jej gimnazjalista z drugiej klasy, który wpadł na nią. Chłopak ubrany w kolorową bluzę i czerwone spodnie rurki.
-Przepraszam.
-Uważaj leszczu! Popierdalając jak mały samochodzik może byś się rozejrzał? Nie chce mi się spierać twojego smrodu z ubrań. -Chłopcu oczy zrobiły się jak spodki. Klara nie wyglądała na przyjazną osobę. Wysoka dziewczyna o kruczoczarnych, kręconych włosach i jasnoszarych oczach, które świdrowały na wylot człowieka na którego padły. Czarna bluzka, długa spódnica i wojskowe buty.
-Powiedziałem przepraszam... -Chłopak zebrał się szybko z ziemi i odszedł zmieszany, czując na plecach wzrok Klary, który kuł jak igły.
Zadzwonił dzwonek, dziewczyna jak na skazanie ruszyła długim korytarzem w stronę sali 70. Szła jak na skazanie, matematyka....
Siedziała pośrodku sali z wzrokiem wbitym w zeszyt podczas gdy nauczyciel szukał w dzienniku osoby, którą mógłby odpytać.
Klara zamknęła oczy i pod powiekami przesunęła wzrok w górę. Ułatwiało jej to zejście w odpowiedni stan umysłu. Teraz skupiła się na swoim ciele i energii dookoła niego, zaczęła wizualizować, że staje się półprzeźroczysta, następnie szklana po czym nie zostaje z niej jakikolwiek ślad.
-Numer siedemnasty. Kasiu, do odpowiedzi! -Tak mało brakowało, jeden numer niżej i nauczyciel poprosił by Klarę. -Taaaaaaak!-Niemalże wykrzyczała. - Dziękuję! Dziękuję! Dziękuję! Jak ja kurwa kocham magię! - Pełna radości wewnątrz lecz z niezmienną kamienną miną na zewnątrz Klara przysłuchiwała się pytanej przy tablicy dziewczyny, starając się też doskonalić nowo nauczoną umiejętność dostrzegania pola aury. -Oj biedactwo, niby taka pewna siebie... ale aurę dziewczyno to Ty masz przesyconą strachem.-Pomyślała.

Lekcje się skończyły, Klara pośpiesznym krokiem szła do domu paląc papierosa. -No swoje odbębniłam, pora coś wszamać i odwiedzić las, pogoda na szczęście się poprawiła. Wchodząc do domu znalazła w kuchni kartkę od mamy.

,,Klara! Na kuchence jest zupa, odgrzej ją sobie. Babcia prosiła byś wieczorem do niej przyszła, znów jej dom nawiedzają zmarli''

-Ehhhh. Czemu Babcia nie może się zaopatrzyć w roczny zapas szałwi? Pokopciła by trochę po chaupie i nie musiała bym latać co chwilę. - Klara weszła do swojego pokoju, przebrała się w starą bluzę z kapturem i dżinsy. Stanęła na środku pokoju, wzięła kilka głębokich wdechów i zamknęła oczy. Zaczęła rosnąć, przebiła się już ponad dach domu, wciąż wzrastając. Nie dostrzegała już ziemi, układ słoneczny zdawał się być jak światło świetlika pod nogami w trakcie spaceru nocą w poszukiwaniu kwiatu paproci. Spojrzała w górę, koniec wszechświata zbliżał się z prędkością nadjeżdżające ciężarówki, pomimo niewypowiedzianej pustki i czerni, raziło ją światło. Sięgnęła w jego stronę prawą ręką. Światło i pustka oblepiły jej palce, które skierowała na czoło.
-A-TEH! -Jej głos pobrzmiewał dumą i zachwytem, przebijając powietrze, zdawało się, że mogła nim wywołać trzęsienie ziemi. Kierując rękę w stronę stup, poczuła jak fala światła wraz z wibracjami i przyjemnym dreszczem spływa przez jej kręgosłup.
-MALKUTH! - Fala przebiła się przez stopy. Klara stała teraz w słupie światła, który był częścią jej samej i zarówno osią wszechświata.
-VE-GE-BURA!. -Mówiąc to skierowała swoją rękę oblepioną światłem na prawe ramie, światło wpłynęło w staw barkowy i rozświetlało ją od środka. Szybkim gestem przeciągnęła przez środek piersi do lewego ramienia nić światła, która zagnieździła się znów w stawie tworząc kolejną kulę Boskiego Światła.
-VE-GE-DULA! - Złożyła ręce na wysokości klatki.
-LE-OLAM! -Kule z barków wyprysnęły promieniem białego światła na boki. W jej piersi pojawiła się iskra złotego światła, która rosła z niewyobrażalną prędkością, wypełniając ją całą, po brzeki, wylewając się czubkiem głowy. Światło tryskało, oblewając jej aurę złotą energią, jak fontanna. Wzięła głęboki wdech, delektując się tym błogostanem i zawibrowała.
-AMEN!. - Otwarła oczy i zrobiła krok w przód. Zaczęła kreślić pentagram z żółtej energij.
-JOD-HEH-WAV-HEH! -Skierowała dwa palce jak lufę pistoletu w sam środek pentagramu, który otworzył się ukazując obraz przepięknych chmur. Zdawało się, że z tego obrazu obwiewa ją wiatr, jak by ktoś otworzył okno.
Obeszła krąg tworząc pentagram za pentagramem łączone linią po czym stanęła na samym środku kręgu.
-Przede mną RAFAEL! -Wielka sylwetka pojawiła się po zewnętrznej stronie kręgu, biła od niej żółta łuna.
-Za mną GABRIEL! -Kolejna postać się zjawiła, tym razem odziana w jasnobłękitną szatę.
-Po mej prawej stoi MICHAEL! -Anioł ukazał się, w ręce trzymając miecz, który zdawał się płonąć.
-Po mej lewej stoi URIEL!. Boskie Pentagramy płoną dookoła mnie! Sześcioramienna Gwiazda lśni we mnie! -Zakreśliła po raz kolejny Kabalistyczny Krzyż.
Wypełniona energią, odgrzała sobie zupę, którą przygotowała jej matka. -Czarownice to umieją gotować.-Pomyślała. Jej mama była świetną kucharka, potrafiła tak doprawić obiad samymi ziołami, że smakował nawet najbardziej wybrednym osobom. Umyła talerz i poszła do pokoju zebrać ze sobą kilka przydatnych rzeczy. Wzięła rzemień, nożyk, pęczki szałwi i wyszła z domu.

Las znajdował się raptem dwadzieścia minut szybkim krokiem od domu Klary. Czarownice zawsze mieszkają blisko lasu. Szła wąską ścieżką wzdłuż jeziora, w którym pływała każdego lata.
Oczom Klary ukazała się ściana zieleni zbudowana z drzew. Uśmiechnęła się i powiedziała.
-Witam. Czy mogę wejść? -Las odpowiedział skrzypieniem konarów, które poruszane przez wiatr wydawały dźwięk mrożący krew w żyłach, ale nie Klary, ona uwielbiała śpiew drzew.
Zerknęła na niebo, po którym przesuwały się malutkie zwiewne obłoczki.
Śmiałym krokiem wstąpiła w gęste drzewa. Szła parędziesiąt metrów, mijając wysokie sosny o prostych konarach jak by odrysowanych od linijki, po wywijane leszczyny, szła długo a las opowiadał jej swoją historię, szła aż natknęła się na stary dąb, który był chyba pierwszym drzewem w tego lasu, by objąć jego konar potrzeba byłoby 3 mężczyzn.
Usiadła, opierając się plecami o jego pień, zamknęła oczy i wzięła głęboki wdech. Nagle poczuła, że stare drzewo owija ją niewidzialnymi pnączami, łącząc się z nią.
-Witaj drzewo. -Dziewczyna powiedziała szeptem. -Co takiego robisz? -Poczuła odpowiedź wewnątrz siebie, jak by jakaś myśl lecąc w jej głowie zmieniła znaczenie i przejęła je od drzewa. Witaj młoda dziewczyno. Uleczam Cię. Dziękuję ale nie jestem chora. Nie musisz być chora, bym Cię uleczył, nie leczę choroby a świadomość. -Klara poczuła jak energia przepływa przez nią. Z minuty na minutę energia przepływała łatwiej, przejrzyściej a ona sama czuła się lepiej.
-Jesteś uzdrowiona. Dziękuję Ci! -Drzewo wycofało swoje energetyczne pnącza. Klara odwróciła się i przytuliła drzewo, przekazując mu najczystszą miłość i wdzięczność jaką była w stanie emanować.
Tuż pod drzewem przepływał strumyk.
Klara podeszła do wody, uklękła i obmyła twarz i ręce w źródełku, zanim jeszcze wytarła twarz w jej oczy rzucił się zanurzony w wodzie kamień. -Tego właśnie szukałam!- pomyślała.
-Czy mogę Cię wziąć? -Poczuła odpowiedź, że kamień odpowiada ,,właśnie po to jestem tutaj ''. Wyłowiła go z wody i usiadła pod konarem dębu.
Kamień był spory, wielkości piąstki małego dziecka. Cały czerwony z zatopionymi jakby półprzeźroczystymi mlecznymi i fioletowymi innymi kamyczkami. Z kieszeni Klara wyjęła rzemień i zaczęła kamień wiązać w specyficzny sposób. Supełek po supełku, pętelka po pętelce powstał jak by koszyczek w środku którego był kamień. Gdy skończyła zostało wystarczająco dużo rzemienia by zrobić z niego wisiorek na szyję. -Dam go babci! Na pewno się ucieszy. Babcia! Miałam pod wieczór do niej przyjść a jest już po 17. -Klara zebrała się z ziemi zwróciła się w stronę starego dębu. -Żegnaj przyjacielu! -Niemalże sprintem biegła ku wyjściu z lasu.


Klara wbiegła po schodkach na werandę domu swojej babci, która znienacka otworzyła drzwi. Staruszka miała rozpuszczone, długie, bardzo bujne włosy, których pozazdrościć mogłaby niejedna nastolatka.
-Witaj skarbie! Upiekłam Twoje ulubione ciasteczka cynamonowe.
-Cześć babciu. -Klara przytuliła kobietę. -Przyniosłam Ci zapas pęczków szałwi.
-Szałwi... a tak! Mama przekazała Ci?
-Tak. Nie chcę zostać jasnowidzem, gdybym miała znosić to, że widzę jak patrzą się na mnie zombie to bym chyba ogłupiała.
-Kochanie to nie potwory. To ludzie tacy jak my, niektórzy potrzebują pomocy.-Troskliwym głosem odpowiedziała wnuczce. -Bać też się nie ma czego, wszyscy jesteśmy duchami. -Z uśmiechem na twarzy dodała.
-Chcesz kawy, herbaty, kakaa?
-Kawę zbożową poproszę.
Staruszka podała filiżanki i postawiła talerzyk z jeszcze ciepłymi ciastkami, które tak bardzo dziewczyna uwielbiała. -Więc babciu...-zaczęła. -Jak często się pojawiają?
-Częściej niż zwykle kochanie. Moje zdolności ostatnio nazbyt się uruchomiły i nie potrafię ich zamknąć, tracę kontrolę nad widzeniem.
Klara położyła na okrągłym stoliku związane pęczki zioła. -Okadzić ci dom, czy sama dasz radę?
-Jeżeli była byś tak miła... Z pokolenia na pokolenie w naszej rodzinie czarownice są silniejsze.
-Babciu, ja mam po prostu dostęp do wielu książek i rytuałów w internecie, czerpę więcej wiedzy niż z rodzinnych książek.
-Oh, ten internet. Tylko żebyś sobie oczu nie zepsuła. -Po czym z przekorom i uśmiechem na twarzy dodała. -W okularach nie będzie Ci do twarzy.
-Och babciu.... nie siedzę przy komputerze cały dzień. Przyniesiesz świecę, sól i wodę?
-No tak... już przyniosę. Idź w tym czasie otwórz drzwi proszę, Twoja siostra już tu idzie.

Klara wstała i ruszyła w stronę drzwi. Otworzyła ja i ujrzała swoją siostrę z ręką uniesioną już do pukania.
Zmieszana Anna z dziwnym wyrazem twarzy powiedziała.
-A to co kurde? Ty też jesteś wróżką?
-Jasnowidzem siostra... nie, babcia uprzedziła, że idziesz.
-Yhym. -Anka uśmiechnęła się i przytuliła siostrę na przywitanie.
-Wchodź, pomożesz mi oczyścić dom szałwią.
-Spoko, noł problem. -Gdy dziewczyny weszły do kuchni na stole już paliła się świeca. Anka przywitała się z babcią po czym obie siostry stanęły naprzeciw siebie, wzięły się za ręce i w całym domu rozniósł się ich głos, który przeszywał na wylot całą przestrzeń. Głosy zlewały się zwiększając wibrację w powietrzu.
--ANIIIIIII. Nad głowami dziewczyn rozbłysły kulę śnieżnobiałego światła, które ujrzeć mogły tylko one i ich jasnowidząca babcia.
--JOOOOD.-Lewe skronie rozbłysły szarym światłem.
--HEEEEEEH. -Wraz z rozniesieniem się dźwięku, prawe skronie połyskiwały obsydianowym granatem.
--WAAAAAAW. -Starsza kobieta z zachwytem spoglądała jak z wnętrz ciał dziewczyn na wysokości splotu słonecznego przebija się światło, które rozświetla kuchnie.
--HEEEEEH. -Dookoła stóp dziewcząt pojawiła się zielonooliwkowa aureola.
--ADOONAIIIIIII. -Tym razem staruszka patrzyła z oczami jak spodki na swoje wnuczki, które wyglądały jakby połknęły sznur świateł z choinek, rozświetlających je od środka tęczowym światłem. Energia jaką skumulowały nie wypłynęła jednak, tylko siedziała wirując w nich. Siostry powtórzyły wszystko jeszcze trzy razy, za każdym razem emanacja energii jeszcze silniej świeciła a zlewające się głosy jak sztylety przeszywały powietrze wprawiając je w przyjemne wibracje.
-Gotowa?-Zapytała Anna.
-Tak. -Szeptem odpowiedziała jej Klara i obie zaczęły.
--Niech ta energia oczyści ten dom, rozniesie się po świecie i pobłogosławi wszelkie istoty. -Dziewczyny chodź nie ustalały wcześniej słów, wymówiły je zgodnie, w tym samym czasie.
-RIBBONOOO SZEL OLAAAAMMMMMM! -Fala energii wytrysnęła z dziewcząt, przeszywając wszystko. Dźwięk tych słów był tak przesycony ową energią jasności i blasku, że zdawało się iż mógłby wywołać trzęsienie ziemi. Fala rozniosła się po świecie. Dziewczęta z zamkniętymi oczami i złączonymi rękoma czekały nadal, czuły jak energia odbija się od krańców wszechświata i wraca znów do nich. Uderzyła je z taką siłą jak by została wzmocniona dziesięciokrotnie, w istocie tak było, gdyż każda energia nasycona pozytywny życzeniem, gdy odbiję się od granic wszechświata dotykając tym samym Absolutu, zwiększa swą siłę.
-AAAAMEEEEN. -Dziewczyny otworzyły oczy.
-Rany Boskie! Gdzieś Cie się tego nauczyły? Jak udało wam się skumulować aż tyle energii!
-Mówiłam Ci babciu. W internecie można znaleźć wiele rzeczy. -Odparła Klara. Po czym jej siostra dodała.
-To była magia JHWH-ADNI.
-Dobra siostra bierz się za szałwię, a Ty babciu rozpuść wodę i sól dobrze? Oczyścimy wszystko razem, jak porządne czarownice. Pamiętasz ten rytuał, którego Ci uczyłam?
-Dobrze wnusiu. Pamiętam.
Trzy kobiety wzięły wodę z solą, świecę i szałwię, po czym zaczęły.
-Wraz z RAFAELEM i MICHAELEM oczyszczamy tą przestrzeń Świętymi Imionami JOD-HEH-WAV-HEH! ADONAI! Niech pozostanie wolna od wszelkich niskich energii. -Odpaliły kadzidło od świecy i obeszły całe mieszkanie.
-Wraz z GABRIELEM i URIELEM oczyszczamy tą przestrzeń Świętymi Imionami EHEIEH! AGLA! Niech pozostanie wolna od wszelkich niskich energii. -Okropiły wodą i solą po czym usiadły przy stoliku.

-No dziewczęta świetna robota!
-Dziękujemy babciu. -Siostry odparły z uśmiechem.
-Poczęstuję was Absyntem i powróżymy sobie. -Starsza kobieta posiadała najlepszą nalewkę ze wszystkich. Absynt sprzedawany w barach i sklepach niczym się nie umywał to tego, który sama sporządzała według starej receptury. Kobiety wróżyły sobie nawzajem, miłość, pieniądze szczęście.
-No to zobaczymy jak będzie wyglądała twoja najbliższa przyszłość Anno.-Powiedziała babcia. Gdy zaczęła tasować z talii wypadły cztery karty-Diabeł, Śmierć,Królowa Pucharów i trójka Denarów. -Kobieta spojrzała się na wnuczkę po czym znów na karty i na Klarę.
-Anno, czeka Cię ciężka próba do przejścia, która zainicjuje zmiany i nową drogę. Będzie wymagała od Ciebie nie lada poświęcenia, możliwe, że nie uda Ci się jej przejść gdyż okazać się może ona Bestią nie do pokonania, z pomocą przyjdzie Ci jednak bliska osoba. To będziesz Ty Klaro. Dla Ciebie to również będzie inicjacja, ponieważ łączy was bardzo silna i specyficzna więź.
-Ja o tym śniłam babciu! -Cała pobladła Klara niemal to wykrzyczała. -Śniłam, że Anka uciekła do lasu, ja jej szukałam i jakiejś bardzo ważnej magicznej książki ukrytej w lesie za Twoim domem też szukałam. W lesie był wielki potwór-Ogar jakby z tartaru, skoczył na Ankę by ją rozszarpać, ale się obudziłam. - Siostra i babka z przerażeniem i niedowierzaniem patrzyły się na Klarę.
-Klaro. -Z westchnieniem odparła staruszka. -Wygląda na to, że odziedziczyłaś po mnie umiejętności jasnowidzenia. Faktycznie słyszałam od mojej matki, że jedna czarownica z naszej rodziny, zaraz po oskarżaniu jej o czary i wyroku śmierci ukryła swoją księgę tutaj w lesie. Książka jest pilnowana przez demona i obłożona klątwą. Tamta czarownica była nekromantką, panowała nad życiem i śmiercią-jest to bardzo niebezpieczna magia, ale najwidoczniej musicie ją przywrócić do życia. Wiązać się to będzie z wieloma niebezpieczeństwami, a istota pilnująca jej jest tylko początkiem ścieżki na szczyt góry.
-Cholera! Skąd mamy wiedzieć gdzie zacząć szukać? -Z panicznym głosem w którym pobrzmiewała nutka ekscytacji wykrzyczała Klara.
-K... Księga Wycia. -Nagle odezwała się Anna.
-Co?!
-Księga Wycia. Legendarny władca, Król Salomon otrzymał od swojego Boga wiedzę jak rozkazywać Demonom. W tej księdze są zawarte imiona Duchów wraz z sposobami ich przywołania i rozkazywania im. Jeden z Duchów opisanej w Księdze powiadamia maga o tym, gdzie ukryte są skarby, inny zdejmuje klątwy na nie nałożone.
-Anno! -Oburzona staruszka niemalże krzyknęła. -Klara jeszcze nie jest gotowa! -Jednakże Anka sprzeciwiła się swojej babce.
-Nauczę ją. Już najwyższy czas, jest wystarczająco dojrzała.
-Jaka Księga Wycia? Czemu ja o niej nic nie wiem? -Oburzyła się Klara.
-Miałaś dostać jej kopię na swoje dwudzieste trzecie urodziny Klaro.
-Ale jeżeli mamy przejść tę próbę, zdobyć księgę nie ma czasu na czekanie. To się zdarzy jeszcze tej zimy. -Powiedziała Klara.
-Tak... Siostra nauczy Cię wszystkiego, wraz z nią opanujecie sztukę Salomona. Zdobędziecie Ars Aur Sarpe
-Aur Sarpe?
-Ars Aur Sarpe, tak nazywała się księga ukryta przez tamtą Czarownicę. - Za Klarą w tym momencie pojawiła się postać kobiety o oczach jakby zasłoniętych mgłą. Twarz zjawy wyglądała na zasuszoną, miała zapadnięte oczy i i siwe długie mocno kręcone włosy. Gdy starsza kobieta pobladła dziewczyny odwróciły się.
Ich pisk przeszył powietrze. Prędko podbiegły do swojej babci.
-Co robimy? Odpędzić czy czekać? -Zapytała wystraszona Anna. Zjawa w tym czasie zdawała się młodnieć i materializować z sekundy na sekundę.
-Ja już ją widziałam! Ona jest na starym obrazie, który babciu masz przy drzwiach wejściowych! -Krzyknęła Klara. Zjawa opadła stopami na siemię. Jej włosy odzyskały kolor, były na granicy kasztanowego a rudego koloru, oczy biły jaskrawą zielenią, przeszywały duszę na wylot.
Nagle duch się odezwał.
-Nazywam się Wioletta Haggarde. -Głos ducha przeszywał, był nieznośnie głośny jednakże przypominał syk węża. Zjawa wyglądająca już na człowieka z krwi i kości kontynuowała.
-Ja ukryłam Ars Aur Sarpe -Księgę Złotego Węża. Mam mało czasu. By odnaleźć księgę musicie udać się do lasu, ukryta jest w jaskini wykopanej pomiędzy suchym jesionem a samotną skałą przy rzece, lecz księgę dostać mogą tylko krwią ludzie związani, gdyż tacy tylko zagadkę rozwiążą. -Anna stała jak zamurowana, cała skostniała, babcia ledwo się trzymała.
-Jaka zagadka? Jak ją rozwiązać? -Klara pytała roztrzęsionym głosem.
- Bogaty nie kupi a biedny nie sprzeda. Pierwszy bo nie docenia, dla drugiego jest wszystkim, żaden jednak choćby chciał nie zdoła. Kto skosztuje jej smaku - chłód go nie ruszy, zwierz żaden nie zbruka, śmierć nie wzbudzi trwogi. Ona nie jest ,,za'' Ona nie jest ,,bo'' Ona nie jest wyznacznikiem ilości, chodź całym światem się staje. Kto skosztować jej smaku zdoła, zamieszka Ona w nim i trwać będzie nawet gdy śmierć ostatnie tchnienie z piersi wydusi, bo śmierć nie ma panowania nad Nią. Ona ponad prawem wszelakim,bo Ona jest prawem. Ona ponad przestworza, Ona ponad drogi najdalsze, Ona ponad czas i ponad przestrzeń, Ona Jedyna, Ona prawdziwa. Ona początkiem i Ona końcem.
-Czemu to takie ważne? Jaka jest odpowiedź.
-Księgę ta jest bardzo niebezpieczna w niepowołanych rękach. Dostać ją może tylko Ta osoba, która kieruje się odpowiedzią...

Mam ,,inne'' poczucie humoru, jeżeli go nie rozumiesz nie martw się, ja również czasem mam z tym problem. Oczko 

,,W dzień, gdy naj­silniej­sza światła moc, magia się uk­ry­wa, bo jest sową. Nig­dy, nig­dy się nie do­wiesz, jak wiel­ki to ptak, gdy w twym ser­cu gniaz­do wi­je, wi­je wróbel.''
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 02-10-2015 17:26 przez Absinth.)
02-08-2015 22:54
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
 Podziękowali: Animal , Kincaid
Unebris
Zbanowani

Liczba postów: -16
Dołączył: Feb 2015
Podziękowania: 223
Podziękowano 943 razy w 380 postach
Post: #6
RE: KONKURS: Luty!!!!
...
02-09-2015 19:02
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
 Podziękowali: Animal
Animal
Zwierzaczek

Liczba postów: 311
Dołączył: Feb 2014
Reputacja: 9
Podziękowania: 435
Podziękowano 80 razy w 53 postach
Post: #7
RE: KONKURS: Luty!!!!
Wieczorem 18 listopada 1898 roku dwudziestotrzyletni, Aleister Crowley z niecierpliwością czekał w przedpokoju świątyni masońskiej przy Great Queen Street w Londynie, pełen nadziei, że już wkrótce otrzyma największe tajemnice życia i śmierci.

Nareszcie będę mógł studiować największe tajemnice tego świata o których praktycznie nikt nie słyszał nigdzie. Wreszcie się spełnię. Studiowałem tyle czasu i szukałem, w końcu dostąpię tego zaszczytu. Jak dobrze, że tak szybko porzuciłem edukację i profesionalną grę w szachy na rzecz mej nowej życiowej pasji. Już czas, założę tą czarną szatę.
Teraz zawiąże na trzy wstęgi – gotowe. Przybyła osoba która ma mnie poprowadzić do ceremonii. Oczywiście musiał mieć ładniejszą szatę, czarna jak moja ale na jego jest biały falowany płaszcz z czerwonym krzyżem na lewej piersi. Wokół szyi zawiązaną ma szeroką białą wstęgę z olbrzymią odznaką w kształcie krzyża. W lewej ręce dzierży czerwono-złote berło zwieńczone rzeźbioną miniaturową biskupią infułą. Mam nadzieję, że
później podobną dostanę. Mogli chociaż coś dodać do mojej. Dobra wreszcie idziemy. Nagle, otworzyły się drzwi i powiew gorąca i kadzideł uderzył zgromadzonych w przedpokoju. Założę ci opaskę na oczy, powiedział do mnie mężczyzna, zanim mogłem wejść do sali. Zacząłem czuć chłód drobnych kropelek wody opadających na mą twarz – to dla mnie nic w górach było dużo zimniej.
Nos zmarszczył się mi od ściągającego zapachu kadzideł tlących się nad moją głową – o matko ale to mocne, i wtedy usłyszałem głos: “O dziecię ziemi, czego szukasz w tej świętej komnacie? Czemu pragniesz wstąpić do naszego Zakonu”. Przewodnik odpowiedział w moim imieniu: “Moja dusza błąka się w ciemnościach i szuka światła ukrytej wiedzy. A wiem, że to właśnie w tym Zakonie dane mi będzie je osiągnąć”. Przeprowadzono mnie do przodu i nakazano klęknąć mi przed ołtarzem w kształcie stożka na którym leżał czerwony krzyż i biały trójkąt. Położyłem wtedy prawą rękę na trójkącie, Zacząłem składać odpowiednie ślubowanie.

Dotrzymać tajemnic Zakonu, jego nazwy, nazwisk członków i poczynań mających miejsce na jego spotkaniach.
Nigdy nie zgodzić się na hipnozę lub taki stan otępienia, który pozwoli niewtajemniczonym osobom i mocom zawładnąć jego myślami, słowami lub uczynkami.
Z odwagą i determinacją nie ustawać w pracach Boskiej Nauki, oraz wytrwać do końca tej ceremonii, która jest jej odzwierciedleniem. Nie poddać się też pokusie oddania swej wiedzy mistycznej na służbę złej magii.
Całość ślubowania wieńczyła przysięga: “jeśli złamię to zobowiązanie magiczne, poddam się z własnej głupoty śmiertelnie wrogiemu prądowi woli, płynącemu od Tajnych Przywódców tego Zakonu, który powali mnie i sparaliżuje bez śladu działania, jak uderzenie błyskawicy”.”

Przyjąłem magiczne imię: Perdurabo "wytrwam". Wyszedłem z tego pomieszczenia.
Nareszcie! Zostałem Neofitą i poznam teraz wielkie tajemnicę magii tego zakonu. Dostałem materiał do studiowania. Co to?! Alfabet hebrajski zamiast tych wielkich tajemnic które miałem strzec?! Oj ale nie odpuszczę tak po prostu, nauczę się tych podstaw jak najszybciej się będzie dało. To i częsta praktyka dadzą mi sukces dzięki czemu awansuję i dostanę nowe materiały. Mam nadzieję, że lepsze...

To był większy początek Crowleya na jego ścieżce. Morał z tego taki, że nie jeden kto się zainspirował magią i poszukuję wiedzy na jej temat oczekuję od niej nie wiadomo jak niesamowitych rzeczy. Potem jeśli wytrwa mocno się rozczarowuję. W wypadku Crowleya to go nie zniechęciło, wszystko zależy od pasji, zaparcia oraz pracy tej osoby. Chodź ścieżka takowych osób może być taka jak Crowleya, ale to od nich właśnie wszystko zależy, co ze sobą zrobią i ile osiągną przez swoją pracę. Historia jego pokazuję też, że przez zaparcie można w końcu osiągnąć cel - chodź by miało to trwać długo, ale nie można oczekiwać nie wiadomo czego od czegoś nieznanego sobie.
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 02-10-2015 03:23 przez Animal.)
02-09-2015 23:46
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
 Podziękowali: dragonis , Unebris
Penelope
Neofita

Liczba postów: 3
Dołączył: Feb 2015
Reputacja: 0
Podziękowania: 9
Podziękowano 4 razy w 1 postach
Post: #8
RE: KONKURS: Luty!!!!
.....
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 12-04-2015 22:52 przez Penelope.)
02-10-2015 17:00
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
cat
Użytkownik

Liczba postów: 24
Dołączył: Aug 2014
Reputacja: 0
Podziękowania: 111
Podziękowano 4 razy w 3 postach
Post: #9
RE: KONKURS: Luty!!!!
Otworzyła oczy i rozejrzała się po pomieszczeniu. Jedyne co mogła dostrzec to wszechogarniająca ciemność. Mrok spowijał całe pomieszczenie, w którym przebywała, jej pokój. Obudził ją wiatr, który korzystając z pomocy gałęzi drzew dobijał się do jej szyb. Na zewnątrz było zimno, niedawno zerwała się wichura, padał deszcz. Panujące warunki zachęciłyby zwyczajnego człowieka do obrócenia się na drugi bok i powrócenia do błogiego snu. Jednak nie ją. W mgnieniu oka podniosła się z łóżka. Wyciągnęła z szuflady świecę, którą podpaliła. Przed żarzącym się płomieniem rozstąpiły się ciemności. Ruszyła przed siebie, na korytarz. Zeszła po schodach, zgasiła świecę i założywszy stosowne ubranie opuściła chatę. Mieszkała w lesie, na pustkowiu. Mimo to nie brakowało jej towarzystwa ludzi. Garnęli się oni do niej z różnymi problemami. Nie przeszkadzało jej to, miała dobrą duszę i lubiła pomagać. Czasami tylko brakowało jej chwili dla siebie. Takiej jak teraz, kiedy nikt inny nie postanowi udać się na spacer po lesie. Powolnym krokiem ruszyła wgłąb puszczy, gdzie zniknęła w gęstwinie drzew.
Wróciła po kilkudziesięciu minutach, może po godzinie. Kto by liczył czas spędzony w tak błogiej ciszy i spokoju. W oddali, na leśnej ścieżce dostrzegła czyjąś sylwetkę. Zatrzymała się, schroniła za pniem dębu. Dopiero co wzeszłe słońce mozolnie przebijało się przez nasiąknięte wodą obłoki. Nie mogła spostrzec kto dokładnie zmierza w jej kierunku. Musiała zachować ostrożność. Ludzie z pobliskiej wioski szanowali ją i lubili. Była ich nadzieją w chorobie, pocieszycielką w problemach. Lecz to są tylko ludzie. Zbytnie afiszowanie się ze swoim fachem mogła przypłacić życiem, spalona na stosie. Wychyliła się lekko zza swojej dębowej tarczy kiedy osobnik podszedł wystarczająco blisko. To był syn pewnej kobiety, którą dobrze znała. Niósł jej warzywa w koszyku, w ramach podziękowania. Zawsze dostawała wiele prezentów od wieśniaków. Jajka, owoce, warzywa. To jedyna waluta jaką oni dysponowali.
Wyszła chłopakowi na przeciw i odebrała podarunek. Niosąc go w ręku wróciła do chaty. Zdjęła przemoczone ubranie i wzięła się za przyrządzenie śniadania. Zostało jej niewiele czasu. Minęło kilka chwil, kiedy usłyszała pukanie do drzwi. Wstała i podeszła do okna, aby sprawdzić kto to.
Tak oto zaczął się jej dzień. Taki jak każdy inny, który kiedykolwiek był lub będzie. Skupiona na pomaganiu ludziom poświęca im całe swoje życie, siebie zawsze stawiając na drugim miejscu. To jej dar, ale również przekleństwo.


Tylko się nie śmiejcie, nie jestem pisarką Oczko
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 02-10-2015 22:28 przez cat.)
02-10-2015 22:24
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
Odporny
Wtajemniczony

Liczba postów: 48
Dołączył: Feb 2014
Reputacja: 7
Podziękowania: 10
Podziękowano 37 razy w 11 postach
Post: #10
RE: KONKURS: Luty!!!!
Uff, zdążyłem! :D

Dzień w którym Przekroczyłem Otchłań



„Na początku Elohim stworzył Niebo i Ziemię.”



Na początku (sic) chciałbym wszystkich uprzedzić, że skłamałem w tytule tego opowiadania. Jego nieprawdziwość nie polega jednak na tym, że wcale się to nie wydarzyło, lecz na tym, że dzieje się to cały czas. A zatem historia ta nie dotyczy jednego dnia, lecz długiego procesu, który trwa już od kilku lat. Wróćmy do początku.



Wszystko zaczęło się w nocy między 22 i 23 lipca 2011 roku. Byłem wtedy już po swoich codziennych ćwiczeniach (które w tamtym okresie nie były jeszcze zbyt złożone) i mocno doenergetyzowany nie mogłem zasnąć. Miotając się po łóżku stwierdziłem, że nic nie wskóram, więc włączyłem GG w telefonie i napisałem do jednego znajomego. Nie odpisywał, a strasznie się nudziłem, więc zacząłem własnymi technikami bawić się Boską energią sprowadzoną poprzez Rytuał Środkowego Filaru, a przy tym jeszcze bardziej energetyzując i oczyszczając siebie oraz pomieszczenie. Wreszcie po około pół godziny wibracje telefonu oznajmiły mi, że dostałem wiadomość. Szybko zakończyłem ćwiczenia i wdałem się z kolegą w dyskusję (od tej pory będę go nazywał Dawid, ale nie jest to jego prawdziwe imię).



Była godzina 1:20, gdy okazało się, że w jego mieszkaniu jest jakiś duch, którego (przez swoje wrodzone medialne zdolności) wyczuwał i (o ironio!) bał się. Napisałem mu, by dał mi pięć minutek, a się tym zajmę. Udałem się do niego poprzez wyobraźnię i mentalnie wykonałem rytuały odpędzające, po czym sprowadziłem Boską energię i wypełniłem nią cały pokój. W rzeczywistości to wszystko zajęło mi osiem minut. Znowu się mocno doenergetyzowałem. Po tym Dawid czuł się już lepiej, więc kontynuowaliśmy dyskusję.



Rozmawialiśmy na różne tematy. W końcu jakoś tak zaczęliśmy mówić o zdolnościach wrodzonych. Zauważyłem, że intuicja tamtej nocy była u mnie bardzo mocno aktywna. Z podszeptów mego „Wyższego Ja” (które od czasu do czasu zdarzało mi się słyszeć) wywnioskowałem, że medialne zdolności kolegi są skutkiem jego poprzedniego wcielenia. Była to już godzina 2:19, gdy nagle poczułem się, jakby ktoś oblał mnie całego, z góry na dół, ciepłą wodą. Przez moje oczy przeminęły różne obrazy i głosy. Moja uwaga skierowała się ku jednej z tych wizji. A były one bardzo realne, jak gdybym rzeczywiście brał udział w tych wydarzeniach. Nagle zrozumiałem – to moje wspomnienia! Lecz nie były to wspomnienia z tego życia. Nie. To były wspomnienia z przeszłego wcielenia!



Rozmawiałem w nich z młodą i ładną dziewczyną. Tak jak poprzednio, znikąd pojawiło się przeszywające mnie „przeczucie” mówiące, że tą dziewczyną jest (czy też raczej był) Dawid. Nie byłem w stanie wyjaśnić dlaczego tak myślę, ale byłem absolutnie pewien, że tak właśnie jest. Wszystko widziałem bardzo wyraźnie, lecz wizja ta nie trwała tak naprawdę nawet sekundy, jakbym po prostu coś sobie przypomniał. Cały czas towarzyszyło mi uczucie wszechogarniającego ciepła, a wizja tych wszystkich wspomnień wzbudziła we mnie uczucie miłości. Popłakałem się.



Opowiedziałem o tym wszystkim Dawidowi i stało się to głównym tematem naszej dyskusji, która niemal się nie skończyła, gdy stwierdziłem, że „nawet fajna dupa z niego była”. Czułem się wtedy jak nigdy w życiu. Moja intuicja była w stanie odpowiedzieć na każde zadane pytanie. Poznałem wtedy imię mojego „Świętego Anioła Stróża”. Czułem jego obecność w sobie i wokół siebie. Zacząłem zagłębiać się w siebie i przypominać sobie poprzednie wcielenia, które miały wpływ na moje obecne życie. Uświadomiłem sobie wszystkie przyczyny swojej aktualnej egzystencji i jednocześnie zrozumiałem do czego ona zmierza. Tej nocy rozpocząłem proces – proces Przekraczania Otchłani.



Nie wszyscy pewnie wiedzą, czym jest ta cała Otchłań, więc może przed przejściem dalej krótko to wyjaśnię. W zachodnich systemach magicznych wyrosłych z Hermetycznego Zakonu Złotego Brzasku istnieją dwa przełomowe etapy drogi duchowego rozwoju: Osiągnięcie Wiedzy i Konwersacji Świętego Anioła Stróża oraz Przekroczenie Otchłani, z których każdy ma swoje miejsce na kabalistycznym Drzewie Życia (które, mam nadzieję, znacie) i przypisany stopień w Zakonie (patrz ilustracja poniżej). Powyżej zapisałem pierwsze z tych dwóch doświadczeń – Konwersację. Wiąże się ona z dostąpieniem wewnętrznej równowagi (którą tego czasu osiągnąłem głównie poprzez bardzo częstą praktykę Rytuału Środkowego Filaru) i pozwala na bardzo dogłębny wgląd w swoje własne istnienie.



[Obrazek: 7e054700a5.png]



Drugie doświadczenie – Przekroczenie Otchłani – jest makrokosmiczną wersją Osiągnięcia Wiedzy i Konwersacji Świętego Anioła Stróża. Wiąże się z doznaniem kosmicznej świadomości - wykroczeniem umysłem poza dualizm. Dzieje się to na skutek Konwersacji, która zaszczepia w człowieku Boską świadomość, która następnie się rozwija, aż przekroczy granice relatywnej rzeczywistości. Można się domyślić, że skoro jest to proces, to owe doświadczenia nie są jednorazowe, lecz powtarzają się cyklami, które określa się Formułą LVX, czy też Formułą Różokrzyża. Wygląda to mniej więcej tak:



Gdy po raz pierwszy nabywa się Wiedzę i Konwersację, człowiek znajduje się na poziomie szóstej sefiry. Przeżywa wtedy ekstatyczny stan, w którym posiada nieograniczony wewnętrzny wgląd. Wkrótce później ekstaza zanika i pozostawia po sobie dużą pewność siebie oraz ogólne powodzenie w magicznych praktykach i życiu w ogóle. Jest to faza „L”, zwana też fazą Izydy. Symbolizuje ona narodziny (czy też raczej ponowne narodziny). W końcu po raz kolejny przeżywa się stan ekstatyczny, ale dużo mniej intensywny. Można tutaj mieć wizję „uniwersalnej prawdy”, która jednak okazuje się jedynie iluzją. Tutaj zaczyna się druga faza – „V”, faza Apofisa. Nie zdając sobie z tego sprawy, zaczyna się błądzić. Podświadomość jednak o tym wie, przez co będąc w tej fazie wątpi się w swoje doświadczenia, a także czuje się niechęć do praktyki i do zagłębiania się w „prawdę” (która jest rzeczywiście iluzją). Symbolicznie wyraża się to przez śmierć. Fazę tę kończy zorientowanie się, że idzie się w niewłaściwym kierunku, a wtedy zaczyna się faza „X”, czyli faza Ozyrysa. Na nowo doznaje się ekstatycznego uniesienia i prawdziwego głębokiego wglądu duchowego. Jest to symboliczne odrodzenie. Ukończenie trzeciej fazy zamyka cykl i skutkuje wejściem na poziom wyżej (czyli za pierwszym razem przechodzi się z 6 sefiry do 5). Dla osób zaznajomionych z egipską mitologią nie powinno być trudne zrozumienie tej formuły. Bardziej szczegółowy opis tych faz można znaleźć w „Magiji w teorii i praktyce” Crowleya lub w „Trzech krokach do niebios” Chapmana.



Wyżej objaśniony cykl powtarza się, aż osiągnie się najwyższą pierwszą sefirę. Poza tym, każdą z tych trzech faz można rozbić jeszcze raz na trzy. W ten sposób można doznać tak naprawdę szeregu Konwersacji Świętego Anioła Stróża, nim dojdzie się do Przekraczania Otchłani. Swoją „przedostatnią Konwersację” osiągnąłem w maju 2013 roku, po tym jak w kwietniu przeżywałem fazę Apofisa, dając się oszukiwać demonom Goecji (niestety nie posiadam notatek z tamtego okresu, więc nie jestem w stanie podać dokładnych dat). Ostatnia miała miejsce niecałe dwa miesiące później – 22 lipca (ta sama data, co przy pierwszej – przypadek?), gdy pracowałem z Drzewem Życia. Wkrótce później, znów natrafiłem na fazę Apofisa, która trwała do końca listopada, kiedy doznałem Przekroczenia Otchłani.



Wykonywałem w tamtym okresie własne praktyki, których nie mogę zdradzić, ale jako wskazówkę mogę podać, że były one mocno powiązane z Saturnem, czyli z planetą odpowiadającą Binie – najniższej sefirze ponad Otchłanią. Doświadczenie to różniło się od Konwersacji – i to bardzo. Nie towarzyszyły temu już tak barwne warunki, a stało się to zupełnie spontanicznie – podczas słuchania muzyki. W którymś momencie moja świadomość po prostu się rozszerzyła do granic wszechświata. Podobnie jak przy Konwersacji, przed moimi oczyma przeleciały tysiące obrazów. Była to jednak wizja tak złożona i krótka, że nic z tego nie zdołałem zapamiętać. Innym podobieństwem było też to, że ni stąd ni zowąd przepełniło mnie zrozumienie wszystkiego.



Wgląd przy Przekraczaniu Otchłani znacznie różnił się od tego przy Konwersacji. Przede wszystkim, nie dotyczył on tylko mojej osoby, ale całej rzeczywistości. Automatycznie przypomniały mi się wszystkie prawa Kybalionu i natychmiast je pojąłem. Zrozumiałem, że tak naprawdę Wszystko jest Jednym; że Nic tak naprawdę nie istnieje (nigdy nie istniało) – wszystko jest iluzją, którą stworzyliśmy (i stale tworzymy) sami dla siebie; że nie ma „góry” i „dołu”, „początku” i „końca”; że wszystko jest równe; że nie ma przeszłości i przyszłości, jest tylko Wieczne Teraz; że tak naprawdę nie ma przyczyny i skutku, wszystko jest jednym Prawem; że Uniwersalną Prawdę można wyrazić tylko milczeniem; że wszystko jest dokładnie takie, jakim ma być; że oświecenie nie jest pojedynczym doświadczeniem, lecz procesem; itd. Ujmując to krótko: uświadomiłem sobie, że wszystko, w co do tej pory wierzyłem, było tylko jednym wielkim żartem. Głupim dowcipem, który sam sobie wywinąłem.



Przekroczenie Otchłani to niemal przeciwieństwo Konwersacji. Osiągając Wiedzę i Konwersację dowiadujemy się, jaki jest cel naszego istnienia i że musimy go koniecznie dopełnić, a przekraczając Otchłań okazuje się, że nie ma tak naprawdę żadnego celu – nie trzeba do niczego dążyć, ponieważ oświecenie jest Tu i Teraz. Po Konwersacji czuje się miłość i spełnienie, a po Otchłani czuje się samotność i pustkę. Konwersacja pozwala spojrzeć na wszystko od środka, a Przekroczenie Otchłani – z zewnątrz. Można powiedzieć, że jedno jest pozytywne, a drugie negatywne, choć to nie będzie w pełni prawidłowe, gdyż za Otchłanią nie ma już takiego podziału.



Przekroczenie Otchłani może się zatem wydawać bardzo smutne. Ale nie wspominam tego źle. Przeciwnie – to najlepsze, co mnie w życiu spotkało. Dlaczego jednak o tym piszę? Ponieważ magia to nie tylko rzucanie klątw na sąsiadów i wyczarowywanie pieniędzy, ale też duchowa przemiana, wewnętrzna alchemia, przekształcająca byle jaki metal w złoto. I sądzę, że warto, aby każdy o tym pamiętał, jeśli chce kroczyć tą ścieżką. Bowiem gdy przekroczy się Otchłań, nie ma już odwrotu.



„I wiedział, że to było dobre.”





PS. Sorki, że tak smutnie to napisałem. ;P Starałem się w to wplec trochę wiedzy i jaiś przekaz. Mam nadzieję, że Was nie zanudziłem. ^^"
02-11-2015 00:33
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
 Podziękowali: Absinth , Jiruka , Kincaid , Nathair , Lossen , Animal , xao , atik
Odpowiedz 


[-]
Szybka odpowiedź
Wiadomość
Wpisz tutaj swoją odpowiedź.


Potwierdzenie kodem
Potwierdzenie kodem
(wielkość znaków nie ma znaczenia)
Przepisz tekst z obrazka po lewej do poniższego pola tekstowego. Taki proces jest niezbędny, by zapobiec wysyłaniu wiadomości przez automaty.

Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Impressum | Mitglieder | Regeln | Forensoftware MyBB