Odpowiedz 
 
Ocena wątku:
  • 0 głosów - 0 średnio
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Miasto mroku
Autor Wiadomość
Jiruka
Wtajemniczony

Liczba postów: 202
Dołączył: Aug 2014
Reputacja: 7
Podziękowania: 144
Podziękowano 189 razy w 51 postach
Post: #1
Miasto mroku
Miasto w szponach ognia, niebo płaczące szkarłatem, słońce niczym wielki rubin śmierci. Idę przez pustkowie pełne zagubionych dusz, istot porzuconych przez życie. Ostatnie światła dnia tańczą beztrosko na mojej skórze, słodko nieświadome wagi wydarzeń, które miały tutaj miejsce.
W moim umyśle trwa walka, mą duszę popieli niegasnący płomień. Rozglądam się i wracają do mnie wspomnienia. Uśmiechnięte twarzyczki dzieci biegnących do szkoły. Krzyki sprzedawców zachwalających swoje towary. Zapach owoców, skór, ubrań, ziół i potu uczciwie pracujących ludzi. Dumne panie dworu kroczące brukową ulicą, życzliwe i miłosierne, kupujące żywność ubogim. Gwar ludzi oglądających stragany, wdzięczny śmiech młodych dziewcząt i zalotne spojrzenia mężczyzn kierowane w ich stronę. Słońce wysoko na niebie, jak matka spoglądająca z rozbawieniem na bawiące się dzieci.
Raj zamienił się w piekło.

Mijam walące się budynki trawione przez ogień. Nad całym miastem zawisło złowieszcze fatum. Objęły je zimne ramiona śmierci. Z poszarpanych ciał powoli sączy się krew, jakby zmęczona wyrwaniem jej z codziennego rytmu. W powietrzu unosi się swąd spalenizny, mieszający się z odorem rozkładu i zapachem cytrusów rozgniecionych na deptaku. To odurzające zestawienie oszałamia zmysły, nie pozwala się skupić.
Słyszę krzyki, pomimo panującej ciszy. Głosy prześladują mnie przez całą drogę. Od początku mej wędrówki. Odkąd wkroczyłam na ścieżkę. Przechodzi mnie dreszcz, idę dalej, choć moje nogi odmawiają mi posłuszeństwa. Instynkt każe mi zawracać, ale czy jest droga ucieczki? Idę więc. Muszę dotrzeć na plac. Czuję to. Świadomość katuje me trzewia, zniecierpliwienie sprawia, że mam wrażenie jakby przypalano mi skórę żelazem. A może to ogień mnie dosięgnął? Nie myślę o tym. Myślę tylko o ścieżce i o przeznaczeniu, które wypełni się w chwili, w której ujrzę pozostałości mojego zrujnowanego świata.
Wychodzę zza zakrętu i... widzę. Widzę ludzi objętych przez płomień słabości ich serc. Umysłów. Dusz. Wiją się w agonii, drgają z cierpienia, próbują krzyczeć, jednak z ich ust nie wydobywa się najcichszy szept, mają wypalone oczy. W ich oczodołach widać tylko mrok. Mrok, który wcześniej przejął ich sumienia. Mrok, którym okrywali swoje kłamstwa. Mrok, który zażądał zapłaty.

Podpisali z nim pakt. Na ich życzenie otoczył miasto oraz jego mieszkańców opończą iluzji i ułudy. Jednakże nawet najwytrzymalsza tkanina kiedyś zostaje zżarta przez czas. Wybiła ich godzina. I wtedy przysłał posłańca. Chłopca. Chłopca, który dzięki temu zadaniu miał zostać mężczyzną. Delikatnego, kruchego, współczującego, uczciwego. A oni nie wiedzieli.
Przybył do miasta. Powiedział im, że ciemność czeka. Wtedy zrozumieli. Wyciągnął rękę w ich stronę, jego niebieskie oczy były jak ocean podczas burzy. Niepozorny wygląd i zdradzały go tylko oczy. Sztorm w jego spojrzeniu mówił im o ich losie, jeżeli zerwą pakt. Uśmiechał się. Jednak oni nie słuchali jego słów. Bali się ceny, jaką musieli zapłacić. Zaryzykowali. Zranili go. Zniesławili, skrzywdzili, opuścili. Rzucali mu pogardliwe spojrzenia. A to niszczy. I jego też zniszczyło.
Kiedy już rozpacz całkowicie go pochłonęła, ciemność wróciła po swoje. Dała mu siłę. Dała mu moc. I powiedziała: "Dziecię moje, pomazańcu mój. Daję ci tę siłę byś wyrwał z ich rąk zapłatę. Nic ponadto. Równowaga musi zostać zachowana. Bierz tylko to, czego sami nie chcą dać, a co uważają, że są mi winni."

Wyruszył w drogę powrotną do miasta. Tam spotkał się z nimi na placu, poinformował o konieczności spłaty długu, a cenę podał używając tych kilku słów: "Dajcie mi tylko to, co jesteście winni mojej pani, ja zaś przekażę jej waszą zapłatę."
Zaś oni się wzburzyli. Powodowani przerażeniem okrzyknęli go zdrajcą. "Jak śmiesz sprzymierzać się z siłami nieczystymi? Jak śmiesz odrzucać ludzkość dla nich? Dla tych, co kryją się w cieniu?" Tak mu mówili. Nazwali heretykiem. I skazali. Związali, głodzili, okaleczyli. A kiedy układano dla niego stos, jedna dziewczyna z kwieciem wplecionym we włosy i w podartej sukience podbiegła do niego, włożyła do kieszeni płaszcza parę złotych monet i rzekła: "To jedyne co mam, jednak czuję, że jestem wam to winna." I spoglądała w jego oczy. W oceanie smutku zauważyła kroplę radości. Bo radował się, że choć jedna z dusz spłaciła swój dług. Powiedział do niej cicho: "Będziesz silna. Będziesz patrzeć jak umierają wszyscy twoi przyjaciele, lecz nie smuć się, gdyż nie są oni prawdziwi. Będziesz patrzeć jak umiera twoja rodzina, lecz nie rozpaczaj, gdyż oni nie rozpaczaliby nad tobą. Zobaczysz zagładę. Jednak będziesz niczym palma. Ugniesz się, ale nie złamiesz." Po czym zamknął oczy, a spod jego powieki wydobyła się samotna krwawa łza.

I zrobili to. Podpalili stos. Zaś on nie krzyczał, tylko cicho szeptał modlitwę do swej matki. I przybyła ciemność. A była ona tak wielka, że przykryła całe niebo, tak gęsta, że nawet światło płomienia jej nie rozpraszało i tak wściekła jak morze podczas sztormu. I rzekła do nich: "Wzywacie mnie. Prosicie o zawarcie paktu. Nie chcecie spłacić długu i próbujecie zabić mego pomazańca. Jak wielka musi być wasza kara, aby równowaga zła była zachowana?" Zaś oni odrzekli: "W pełni spłaciliśmy dług, gdyż twój pomazaniec zabił jednego z naszych braci oraz jedną z naszych sióstr. Dwie dusze zabrał w zapłacie, choć nic nie zawiniły. Jego duszę trawi gniew, zaś serce przejęła nienawiść. To Serce Nienawiści." Ale ciemność jest sprytna i nie dała się przechytrzyć. Odpowiedziała im: "Dam Sashy, bo tak brzmi jego imię, moc. Moc, która zabierze tylko tych, których sumienie nie jest czyste, a którzy są mi coś dłużni." I zniknęła. A posłaniec skonał, wpatrując się w niebo.

Dziewczę z kwieciem we włosach widząc czyny swoich braci i sióstr, odeszło, wybrało zapomnienie.
Mieszkańcy powrócili do swego codziennego życia bez lęku. Iluzja karmiła się kłamstwem przez dziewięć dni i dziewięć nocy, a dziesiątego dnia o świcie lekki podmuch wiatru zawirował nad prochami pomazańca mroku. I wstał on, z prochu powstał, a dłoń zaciskał na rękojeści Ostrza. I zaczął wypełniać słowo swojej pani.

Boli mnie całe ciało, ale idę dalej. Zakręcam i już widzę katedrę, która zajmowała większą cześć placu. Moje stopy krwawią, tkwią w nich odłamki szkła, lecz bardziej odczuwalna jest zaschnięta krew moich braci i moich sióstr, która sprawia, iż serce przysparza mi więcej cierpień, niż sama wędrówka. Jestem posiniaczona, ale również zdecydowana. W oddali widzę jego postać. Stoi nad człowiekiem, który jeszcze ma głos. Zaś ten człowiek błaga. I krzyczy. I próbuje oszukać samą śmierć, która wpatruje się w niego przez oczy tego, którego skazał.

Powoli, ale z uporem zmierzam w stronę ostatniej żywej istoty w wymarłym mieście. Pomazaniec odwraca się i spogląda mi w oczy, dzieli mnie od niego dziesięć metrów, ale dobrze widzę w jego spojrzeniu ten sam upór, co w moim. "Muszę wykonać swoje zadanie" mówią. A jednak czeka. Czeka, aż dotrę do niego i sama zadecyduję czy ma mi poderżnąć gardło, czy przedziurawić brzuch. Zaś kiedy docieram na miejsce, on jedynie odzywa się z pogardą w głosie, patrząc na skomlącego, aczkolwiek żyjącego człowieka: "Składanie obietnic przychodzi wam tak łatwo, zaś wypełnianie ich sprawia wam tak wiele trudu." Po czym unosi miecz i odcina nieszczęśnikowi głowę. Stoi przy zwłokach jeszcze kilka minut po czym odwraca się i rusza w drogę powrotną do siedziby cieni.
"Zaczekaj!" krzyczę "A co ze mną? Czemu mnie też nie zabijesz? Oszczędź mi tych cierpień, błagam."

Podchodzi do mnie ze smutnym uśmiechem na ustach, poprawia mi kwiat we włosach i rzecze:
"Będziesz palmą, pamiętasz? Ugniesz się, ale nie złamiesz." Całuje mnie w czoło i rozpływa się w cieniu. Słońce wschodzi, to jedenasty poranek odkąd ludziom ukazała się sama ciemność. Niebo zajaśniało, po chwili słyszę grzmot. Matka Natura zaczęła płakać nie nad śmiercią swoich dzieci, ale nad ich głupotą. Wiem to. Jestem tego pewna. Krople deszczu obmywają zarówno moje ciało, jak i ulice miasta z krwi, smutku i cierpienia. "Jestem palmą" myślę "Nie złamię się"
Ruszam w stronę bram wyjściowych z uśmiechem na ustach. Pora zacząć wszystko od nowa.

"Co nie zostało powiedziane, to powiedzieć zostanie musiane"

Wigilia Imbolc 2015 - po raz pierwszy zarzucono mi bycie wampirem. :D
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 01-11-2015 21:36 przez Jiruka.)
01-10-2015 20:58
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
Olimpia
...
********

Liczba postów: 5,017
Dołączył: Sep 2012
Reputacja: 86
Podziękowania: 898
Podziękowano 1242 razy w 608 postach
Post: #2
RE: Miasto mroku
Jezus Maria... xD Słyszałaś o odzieleniu? xDDD

Normalność to wymysł.
Skupiają się w stado i "normalność" tworzą na podstawie wypadkowej średniej reakcji i poglądów innych Owiec w stadzie.
Boją się uwolnienia Woli ponad Formę.
Są niewolnikami Formy (Materii i spraw materialnych).
-----------
Różnica pomiędzy mną a resztą jest taka, że ja sie nie boje być nie akceptowana.
01-11-2015 14:51
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
Jiruka
Wtajemniczony

Liczba postów: 202
Dołączył: Aug 2014
Reputacja: 7
Podziękowania: 144
Podziękowano 189 razy w 51 postach
Post: #3
RE: Miasto mroku
Wybacz, nie zwróciłam na to uwagi pisząc z telefonu. xd Już to poprawiłam.

"Co nie zostało powiedziane, to powiedzieć zostanie musiane"

Wigilia Imbolc 2015 - po raz pierwszy zarzucono mi bycie wampirem. :D
01-11-2015 20:39
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
Odpowiedz 


[-]
Szybka odpowiedź
Wiadomość
Wpisz tutaj swoją odpowiedź.


Potwierdzenie kodem
Potwierdzenie kodem
(wielkość znaków nie ma znaczenia)
Przepisz tekst z obrazka po lewej do poniższego pola tekstowego. Taki proces jest niezbędny, by zapobiec wysyłaniu wiadomości przez automaty.

Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Impressum | Mitglieder | Regeln | Forensoftware MyBB