Odpowiedz 
 
Ocena wątku:
  • 0 głosów - 0 średnio
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Południce
Autor Wiadomość
Olimpia
...
********

Liczba postów: 5,017
Dołączył: Sep 2012
Reputacja: 86
Podziękowania: 898
Podziękowano 1242 razy w 608 postach
Post: #1
Południce
Południce były uważane za osoby które umarły parę dni po lub przed ślubem a nawet i na ślubie. Z tego co pamiętam to południce były bardzo brutalne, uwielbiały tortury jakieś łamanie kości, także ukręcenie karku, urwanie głowy itp. zawsze mieli jakąś szansę przed południcą, zadawała jakieś zagadki i odpowiedź człeka zależała od tego co południca z nimi zrobi, porywały też dzieci i trzymały je w workach które nosiły na plecach. Najbezpieczniej było po prostu nie chodzić po polach w południe.

Zapomniałam dodać, że Południe to demony słowiańskie.
09-17-2012 10:26
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
piotr
Użytkownik

Liczba postów: 20
Dołączył: Sep 2012
Reputacja: 0
Podziękowania: 1
Podziękowano 0 razy w 0 postach
Post: #2
Południce
Południce były to stwory rodzaju żeńskiego i spotkać je było mażna jedynie w południe, zazwyczaj w porze letniej. Postacią swoją przypominały one nimfy lub boginki, z tą różnicą, że były bardzo chude; miały wydłużone wąskie twarze, podobne do pasikoników polnych z wypukłymi zielonymi oczami. Były tak lekkie, że unosiły się nawet nad polami, dotykając zaledwie kłosów zbóż palcami swoich stóp. Ubrane były zawsze w zwiewne wykonane jakby z pajęczyny, szare szaty i przenosiły się bardzo szybko z wielką łatwością, z miejsca na miejsce. Budziły one wielki lęk wśród ludzi ponieważ pokazywały się zawsze niespodziewanie, przebiegając polnymi dróżkami lub miedzami wśród zbóż, a czasem nawet nad polami. Były one bardzo niebezpieczne bo wykradały ludzkie niemowlęta pozostawione bez opieki, podkładając w to miejsce swoje zwane "Podrzutkami".

W dawnych czasach kobiety, idąc do pracy w polu, zabierały ze sobą swoje niemowlęta. Tam na miejscu układały takie niemowlę w tak zwanych "kolebakach" i przebywało ono cały czas w pobliżu pracy matki. Trzeba było jednak pamiętać, aby z pola wrócić z niemowlęciem do domu przed południem, gdyż była obawa, że w chwili nieuwagi Południce mogą je zamienić. Zamienione dziecko przeważnie było podobne do swojego i w pierwszych dniach trudno było zauważyć, że jest inne. Po kilku jednak dniach różnica była widoczna. Podrzutek był bardzo żarłoczny i domagał się swoim przeraźliwym wrzaskiem częstego karmienia. Poza tym szybko rósł, a mimo tego był lekki jak piórko. Trzeba było szukać pomocy u bab, które miały coś wspólnego z czarami i potrafiły zmusić Południcie do oddania ukradzonego dziecka, a zabrania podrzutka. Na szczęście w okolicach można było zawsze znaleść doświadczoną czarownicę, która za odpowiednim wynagrodzeniem umiała zmusić nawet najbardziej upartą Południcę do oddania porwanego dziecka. Czyniła to przy pomocy jej tylko znanych czarół i ziół, które z domieszką kolców jeża i igieł jałowca gotowała w samo południe na ognisku w tym samym miejscu, gdzie Południca zamieniła dziecko. W nieznacznej odległości od ogniska ustawione były kolebaki z podrzutkiem.

Podejrzano i podsłuchano, że w czasie gotowania mikstury w czarnym bąclowym garnku, nawiedzona po trzykroć posypywała ognisko czarcieńcem, z którego unosił się w górę ostry smrodliwy dym na przemian: w kstałcie zwijającej się żmii, to znów żylastego i skręcającego się czarnego diabła z podwiniętym ogonem i końskimi kopytami. Następnie wypowiadała niezrozumiałe zaklęcia i powtarzałą też po trzykroć słowa:
"niech gotują sie na wolnym ogniu kolce jeża i jałowca igły,
niech kłują Południc plemię jak widły."
Po tych słowach podrzutek wrzeszczał tak przeraźliwie nieludzkim głosem, podobnym do skrzeku żab, że słychać go było daleko w okolicy. Wówczas Południca, nie mogąc znieść kłującego bólu i tego wielkiego bolesnego krzyku swojego dziecka, zjawiałą się po chwili z pianą u swego szpetnego pyska i zabierała podrzutka, zostawiając ukradzione ludzkie niemowlę. Po takim zabiegu czarownica musiała szybko zdjąć ganek z ognia i wylać jego zawartość na cztery strony światam aby nie drażnić bez potrzeby Południcy w obawie przed jej zemstą.


Ksiąźka z której, przepisałem słowo w słowo informacje dotyczące Południc to zbiór opowiadań ludzi w czasach zaboru Rosyjskiego i czasach miedzywojennych.
Wydaje mi sie, ze dosyc ciekawy kawalek lektury moze sie przydac, dlatego tez go przekopiowalem ze starego forum.
09-17-2012 10:50
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
Irbis
Wtajemniczony

Liczba postów: 361
Dołączył: Sep 2012
Reputacja: 9
Podziękowania: 41
Podziękowano 50 razy w 18 postach
Post: #3
Południce ["stworze prześladowań"]
Południce były to stwory rodzaju żeńskiego i spotkać je było mażna jedynie w południe, zazwyczaj w porze letniej. Postacią swoją przypominały one nimfy lub boginki, z tą różnicą, że były bardzo chude; miały wydłużone wąskie twarze, podobne do pasikoników polnych z wypukłymi zielonymi oczami. Były tak lekkie, że unosiły się nawet nad polami, dotykając zaledwie kłosów zbóż palcami swoich stóp. Ubrane były zawsze w zwiewne wykonane jakby z pajęczyny, szare szaty i przenosiły się bardzo szybko z wielką łatwością, z miejsca na miejsce. Budziły one wielki lęk wśród ludzi ponieważ pokazywały się zawsze niespodziewanie, przebiegając polnymi dróżkami lub miedzami wśród zbóż, a czasem nawet nad polami. Były one bardzo niebezpieczne bo wykradały ludzkie niemowlęta pozostawione bez opieki, podkładając w to miejsce swoje zwane "Podrzutkami".

W dawnych czasach kobiety, idąc do pracy w polu, zabierały ze sobą swoje niemowlęta. Tam na miejscu układały takie niemowlę w tak zwanych "kolebakach" i przebywało ono cały czas w pobliżu pracy matki. Trzeba było jednak pamiętać, aby z pola wrócić z niemowlęciem do domu przed południem, gdyż była obawa, że w chwili nieuwagi Południce mogą je zamienić. Zamienione dziecko przeważnie było podobne do swojego i w pierwszych dniach trudno było zauważyć, że jest inne. Po kilku jednak dniach różnica była widoczna. Podrzutek był bardzo żarłoczny i domagał się swoim przeraźliwym wrzaskiem częstego karmienia. Poza tym szybko rósł, a mimo tego był lekki jak piórko. Trzeba było szukać pomocy u bab, które miały coś wspólnego z czarami i potrafiły zmusić Południcie do oddania ukradzonego dziecka, a zabrania podrzutka. Na szczęście w okolicach można było zawsze znaleść doświadczoną czarownicę, która za odpowiednim wynagrodzeniem umiała zmusić nawet najbardziej upartą Południcę do oddania porwanego dziecka. Czyniła to przy pomocy jej tylko znanych czarół i ziół, które z domieszką kolców jeża i igieł jałowca gotowała w samo południe na ognisku w tym samym miejscu, gdzie Południca zamieniła dziecko. W nieznacznej odległości od ogniska ustawione były kolebaki z podrzutkiem.

Podejrzano i podsłuchano, że w czasie gotowania mikstury w czarnym bąclowym garnku, nawiedzona po trzykroć posypywała ognisko czarcieńcem, z którego unosił się w górę ostry smrodliwy dym na przemian: w kstałcie zwijającej się żmii, to znów żylastego i skręcającego się czarnego diabła z podwiniętym ogonem i końskimi kopytami. Następnie wypowiadała niezrozumiałe zaklęcia i powtarzałą też po trzykroć słowa:
"niech gotują sie na wolnym ogniu kolce jeża i jałowca igły,
niech kłują Południc plemię jak widły."
Po tych słowach podrzutek wrzeszczał tak przeraźliwie nieludzkim głosem, podobnym do skrzeku żab, że słychać go było daleko w okolicy. Wówczas Południca, nie mogąc znieść kłującego bólu i tego wielkiego bolesnego krzyku swojego dziecka, zjawiałą się po chwili z pianą u swego szpetnego pyska i zabierała podrzutka, zostawiając ukradzione ludzkie niemowlę. Po takim zabiegu czarownica musiała szybko zdjąć ganek z ognia i wylać jego zawartość na cztery strony światam aby nie drażnić bez potrzeby Południcy w obawie przed jej zemstą.
09-23-2012 12:54
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
Eteryk
Starszy użytkownik

Liczba postów: 50
Dołączył: Sep 2012
Reputacja: 0
Podziękowania: 0
Podziękowano 0 razy w 0 postach
Post: #4
RE: Południce ["stworze prześladowań"]
W starych wierzeniach uważano ze południce podrzucając swoje dziecko dają klątwę na cała rodzinne...

Ciałem mym Stal,
Duszą mą ogień,
Mą krwią jest Chaos

Zapomniany przez Śmierć,
Nie znający Życia,
Nieobecny dla Magii,

Powstrzymałem cierpienie, by kroczyć przed siebie.
Mimo to, Dusza nadal jest pusta.
Więc modlę się, D'Oscyrion
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 09-23-2012 13:22 przez Olimpia.)
09-23-2012 12:59
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
Odpowiedz 


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Impressum | Mitglieder | Regeln | Forensoftware MyBB