Odpowiedz 
 
Ocena wątku:
  • 0 głosów - 0 średnio
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Wiara w cuda
Autor Wiadomość
~Amber
Niezarejestrowany

 
Podziękowania:
Podziękowano razy w postach
Post: #1
Wiara w cuda
WIARA W CUDA.
Oglądałam kiedyś pewien film i uznałam, że jest na tyle ważna jego treść, że Wam opowiem. Otóż pewien mężczyzna po 40-ce, przystojny brunet o imieniu Henry, mieszkający w Nowym Yorku, pracuje jako inwestor giełdowy. Pewnego dnia poddaje się badaniom kontrolnym krwi i okazuje się, że jest nieuleczalnie chory na bardzo rzadka chorobę ....zostało mu kilka miesięcy życia. Zostawia Nowy York i wyjeżdża na prowincje do rodzinnego małego miasteczka, postanawia ostatnie dni spędzić w domu rodzinnym, który od lat stal pusty.
Załamany siada w ogrodzie... z jednej strony sąsiadka jest starszą Meksykanką, a z drugiej młoda, ładna kobieta, którą zostawił mąż, wychowuje ona 6-letnia dziewczynkę, która po odejściu ojca przestała mówić.
Pewnego dnia odwiedza go sąsiadka Meksykanka i patrząc na ścianę domu od strony ogrodu, zauważa dziwny zaciek na ścianie... zaczyna się modlić i twierdzi, że to "twarz Chrystusa." I tu zaczyna się problem, ponieważ- Henry jest niewierzący i cuda, to dla niego abstrakcja. Kobieta ściąga pod dom miejscowego księdza, a ten bierze próbki z cieknącej po murze "farby," żeby sprawdzić jej skład. Sprawa się komplikuje ponieważ ludzie szukający nadziei i pomocy w różnych sprawach życiowych, ściągają pod dom Henrego, mimo jego protestów. Miedzy innymi, tam 6-latka po dotknięciu ściany zaczęła mówić, a inna kobieta odzyskała nagle wzrok. Henry zaprzyjaźnia się z dziewczynka i jej matka.... zakochują się w sobie. Uśmiech
Pewnego wieczoru siedzą w ogrodzie, jedzą pizze plastykowymi widelcami i są szczęśliwi, kobieta mówi- "to nie ma znaczenia ile zostało ci czasu...ważne, że teraz jesteśmy razem. Nie można naprawić teraźniejszości próbując uleczyć przeszłość." Henry płacze...opowiada jej o smutnym dzieciństwie, kłótniach rodziców, w tym domu i pokazuje jej miejsce nad rzeka do którego uciekał z domu. Siadał pod mostem i tam czul się bezpieczny. Pewnego dnia Henry wraca do domu... przed ścianą zauważa grupę modlących się ludzi, księdza i Meksykankę. Nie słuchając tego, co chcą powiedzieć wpada w szal... krzyczy, żeby się wszyscy wynosili spod jego domu, chwyta za duży młot i burzy ścianę, przy okazji narusza słup podtrzymujący dach i ściana, wraz z jego częścią przygniata go. Budzi się w szpitalu...okazuje się, że badanie krwi powtórzono i....jest Zdrowy. Zszokowany nie wierzy. Odwiedza go Meksykanka i mówi, że z ekspertyzy farby na murze wynika, iż jest to...Krew. Henry przerażony mówi- "Boże, co ja zrobiłem?.... zniszczyłem tym ludziom święte miejsce".
Na to Meksykanka- "nie martw się ....wiary nie można zniszczyć, a Cud był z nami tyle, ile było to potrzebne. Ważne, że jesteś zdrowy." Film kończy się dobrze, Henry bierze ślub z młodą sąsiadką i staje się ojcem dla dziewczynki.
Pada takie stwierdzenie- "Kiedy pojawia się kwestia wyboru decyzji, bądź sposobu działania, to nauka staje się bezradna." Chodzi o to, że - nie wszystko w życiu da się logicznie wyjaśnić, ale nie znaczy to, że tego nie ma. Tak to jest z Cudami i Magia Uśmiech
Ps. Hm.... ciekawe dlaczego miałam obejrzeć ten film? Może dlatego, żeby powiedzieć o tym innym. A co do Wiary w Cuda, Boga, Miłość i inne... jej nie można zniszczyć, bo nosi się ja w sercu. Największym cudem dla mnie jest Miłość, a to dlatego, że otwiera ludzkie serce na Dobro, porusza czułą strunę wrażliwości na piękno i drugiego człowieka. Miłość jest takim "słońcem", które topi "lód" okalający zatwardziale, poranione serca. Pozdrawiam Uśmiech
11-13-2012 15:34
Odpowiedz cytując ten post
Odpowiedz 


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Impressum | Mitglieder | Regeln | Forensoftware MyBB