Ocena wątku:
  • 0 głosów - 0 średnio
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Wywiad z Credo Mutwa
Autor Wiadomość
Mglisty Offline
Użytkownik

Liczba postów: 49
Dołączył: Jun 2019
Reputacja: 1
Podziękowania: 3
Podziękowano 11 razy w 9 postach
Post: #1
Wywiad z Credo Mutwa
Arcyciekawy wywiad z szamanem Credo Mutwa, który niedawno (miesiąc temu) odszedł z tego świata w wieku 98 lat.

https://www.youtube.com/watch?v=fKNiY7TrKR4

Cz. 2
***
Kiedy twój czas będzie bliski końca,
Może wtedy zaczniesz pojmować,
Że życie tutaj to tylko dziwna iluzja
***
Noli messorem timere
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 27-04-2020, 13:29 {2} przez Mglisty.)
27-04-2020, 13:26
Znajdź Posty Reply
 Podziękowali: Olimpia , tupajda
Mglisty Offline
Użytkownik

Liczba postów: 49
Dołączył: Jun 2019
Reputacja: 1
Podziękowania: 3
Podziękowano 11 razy w 9 postach
Post: #2
RE: Wywiad z Credo Mutwa
VASAMAZULU CREDO MUTWA I TAJEMNA WIEDZA AFRYKI

Wysoki afrykakański szaman Credo Mutwa twierdzi, iż uprowadzony został przez istoty, które jego lud zwie Mantindane. Co ciekawe przypominają one wyglądem i zachowaniem znanych mieszkańcom Zachodu Szaraków. Twierdzi, iż istoty te nękają Afrykanów, służąc Chitauli – ludziom-jaszczurom, których ludzie czcili jako bogów. Według niego zbliża się moment konfrontacji z nimi. Mutwa mówi też o wielu innych sprawach – nieznanej historii, tajemniczych kompleksach, hybrydach i abdukcjach...

KIM JEST CREDO MUTWA?

[Obrazek: hgjhjkkjhk.jpg]


Wśród różnic dzielących ludzi mentalność i postrzeganie świata wydaje się być jedną z największych barier. To nie tylko bariera mentalności pokoleń, znana wszystkim, ale także próg, przez jaki musimy przejść starając się zrozumieć przedstawicieli innych, często skrajnie odmiennych i znacznie starszych kultur. Bariera ta powoduje, iż w Zachód z pewnym uprzedzeniem postrzega kulturę i dorobek wielu ludów, w tym Afryki.

Wiele jest historycznych przyczyn, z których tak się stało. Jedną z nich było zapewne szerzenie się chrześcijaństwa, które wykreowało wizerunek Afryki jako lądu koczowniczych wymagających nawrócenia siłą analfabetów. Tymczasem wszyscy, którym obcy jest ten tok myślenia wiedzą doskonale, że jest zupełnie inaczej, zaś ludom niesłusznie postrzeganym jako „dzikie”, w przeszłości udało się zbudować trwałe cywilizacje o bogatym dorobku kulturalnym oraz wiedzy o naturze, która dla wielu Afrykanów jest czymś zgoła innym, niż dla przedstawiciela kultury zachodniej.

Drugą kwestią jest tu wiedza, nie tylko ta odnosząca się do sztuki przetrwania i przyrody, ale także wiedza zapomniana – przekazywana z pokolenia na pokolenie, której głównymi szafarzami jest plemienna starszyzna i szamani. Białemu człowiekowi wyda się to zapewne obce i prymitywne, jednak niektóre ludy wciąż posiadają coś, co określić możemy jako „zapomniana wiedza” (zapomniana przez białego człowieka), często przez zachodnich badaczy szufladkowana w ramach folkloru.

Pochodzący z Republiki Południowej Afryki sangoma (szaman lub uzdrowiciel) i wysoki sanusi (jasnowidz i znawca tradycji) Vusamazulu Credo Mutwa jest tego typowym przykładem człowieka, który posiadł taką wiedzę i jako jeden z niewielu, podzielił się ją z innymi. Credo uważany jest przez wielu za najbardziej znanego afrykańskiego uzdrowiciela XX wieku. Jest on także liderem duchowym sanusich i sangomów w Południowej Afryce, jak również pisarzem i artystą.

Mutwa przyszedł na świat w roku 1921 roku w południowoafrykańskim Natalu. Jego przydomek Vasamazulu nadany mu został w czasie inicjacji na sangomę i oznacza „ten, który budzi Zulusów”. Imię Credo nadane zostało mu przez ojca – chrześcijanina, który odwrócił się jednak od syna, kiedy ten postanowił zostać szamanem. Dlaczego jednak jego twierdzenia czynią go innym od reszty sangomów?

Pierwszym i najważniejszym powodem jest to, że Mutwa otwarcie przyznał się do uprowadzenia przez istoty, które w folklorze Zulusów nazywają się Mantindane. Jednak co więcej, przypominają zdumiewająco swym wyglądem wielkogłowych Szaraków – którzy zadomowili się na dobre w umysłach mieszkańców Zachodu. Istoty te według słów Mutwy oskarża się o częste uprowadzenia ludzi i poddawanie ich pewnym zabiegom, często traumatycznym i bolesnym, czego on sam doświadczył w 1959 roku w górach Zimbabwe.

Wśród pierwszych zachodnich badaczy zjawiska UFO, którzy dotarli do Credo Mutwy, znajdował się John E. Mack.

– Credo zdawał się być dostojną, wręcz majestatyczną postacią wraz ze swymi kolorowymi szatami i ciężkimi ozdobami sangomy, które jak się wydawało ściągały go na ziemię – wyjaśnia Mack w książce pt. „Passport to Kosmos”.

Po nim rozmawiali z nim australijski ufolog Bill Chalker, kontrowersyjny zwolennik teorii spiskowych David Icke (który nazwał Mutwę „geniuszem”) a także znany pisarz poruszający tematy nieznanej historii Ziemi, Zecharia Sitchin. Wszystkich z nich zainteresowały nie tylko wspomnienia Credo odnoszące się do abdukcji przez Mantindane, ale i jego twierdzenia mówiące o tym, co najprościej określić można jako „obca ingerencja”.

Dla Credo Mutwy, który w swym życiu zwiedził nie tylko całą Afrykę, ale i wiele państw świata i który zapoznał się z wiedzą i tradycją innych szamanów, zdumiewające wydały się analogie między znanymi mu z Afryki opowieściami i tym, co opowiedzieli mu azjatyccy lub aborygeńscy szamani. Mutwa, rozdarty jak sam mówi między dwa światy – „uwięziony z jednej strony przez myśl zachodnią, w tym religię chrześcijańską oraz myśl afrykańską” dziś łatwo akceptuje te zjawiska i rzeczy, które dla innych wydadzą się tylko rzeczą z pogranicza przesądu, wierzeń i zacofania. Dla niego Ziemia to nie planeta ludzi – przynajmniej nie w całości. Dzielimy ją bowiem z istotami (zupełnie materialnymi) które wpływając w znaczny sposób na bieg ludzkiej historii, zdają się być owym ukrytym czynnikiem stojącym za wieloma wydarzeniami. Nie chodzi tu tylko o wymienionych już Mantindane, które są częścią tej wielkiej całości, lecz ich zwierzchników – istoty znane przez wiele afrykańskich plemion, zaś przez Zulusów określane jako Chitauli.

Dla Credo Mutwy, który w swym życiu zwiedził nie tylko całą Afrykę, ale i wiele państw świata i który zapoznał się z wiedzą i tradycją innych szamanów, zdumiewające wydały się analogie między znanymi mu z Afryki opowieściami i tym, co opowiedzieli mu azjatyccy lub aborygeńscy szamani. Mutwa, rozdarty jak sam mówi między dwa światy – „uwięziony z jednej strony przez myśl zachodnią, w tym religię chrześcijańską oraz myśl afrykańską” dziś łatwo akceptuje te zjawiska i rzeczy, które dla innych wydadzą się tylko rzeczą z pogranicza przesądu, wierzeń i zacofania. Dla niego Ziemia to nie planeta ludzi – przynajmniej nie w całości. Dzielimy ją bowiem z istotami (zupełnie materialnymi) które wpływając w znaczny sposób na bieg ludzkiej historii, zdają się być owym ukrytym czynnikiem stojącym za wieloma wydarzeniami. Nie chodzi tu tylko o wymienionych już Mantindane, które są częścią tej wielkiej całości, lecz ich zwierzchników – istoty znane przez wiele afrykańskich plemion, zaś przez Zulusów określane jako Chitauli.

Mutwa twierdzi, iż starożytne afrykańskie legendy, znane na całym kontynencie, opowiadają o ich przybyciu z gwiazd na spokojną Ziemię, na której żyjącym w harmonii ludziom zaszczepione i przekazane zostało to, wskutek czego dziś cierpią jej mieszkańcy. Przypominający gady Chitauli, którzy przedstawili się jako bogowie obiecali, iż w pewnym momencie w przyszłości powrócą na Ziemię, która stanie się ich domem. Chitauli, którzy w przeszłości niszczyli niepokorne ziemskie cywilizacje to niewidoczny czynnik kierujący historią i rozwojem ludzkości, swe cele osiągający przy pomocy Mantindane, które są „częścią Ziemi” i nie powinno się ich uważać za obcych.

– My i mantindane jesteśmy jedną i tą samą głupią rasą – stwierdził raz Mutwa. Nie są nam obcy. Pewien jestem, że to nasi przyszli potomkowie.

Przyglądając się różnym typom tych istot stwierdzić można, że Mantindane są najważniejszą dla Afrykanów rasą, która jednocześnie budzi u nich wielki strach. Samo słowo „mantindane” tłumaczy się jako „krzywdzący”. Credo opisał je Mackowi jako szkodliwe i „pasożytnicze” istoty, obok których istnieje jeszcze kilkanaście innych typów. Mutwa twierdzi, iż ludzkość nigdy nie osiągnie prawdziwego postępu, dopóki istoty te – „pasożyty potrzebujące bardziej nas, niż my ich”, postrzegane będą jako nadludzie – niepokonani bogowie.

ABDUKCJA CREDO MUTWY
[Obrazek: hgjkk.jpg]
Świat przedstawiany przez Mutwę to miejsce, gdzie przenika się to, co niewidzialne, z tym co materialne. Takie widzenie świata obce jest już białemu człowiekowi, który swe niegdysiejsze wierzenia zastąpił zinstytucjonalizowaną religią, która w znacznie większym stopniu pozwala na manipulowanie masami i utrzymanie porządku. Jednak dla wielu Afrykanów (i nie tylko), świat ukryty i ten, jaki my nazywamy materialnym, stanowią swego rodzaju jedność.

Postrzeganie świata to jedna sprawa. Przyznać trzeba, że twierdzenia Mutwy nie dla wszystkich okażą się łatwe to zaakceptowania a nawał przekazanych przez niego informacji dotyczących sfer takich jak nieznana historia ludzkości, obce istoty, podziemne bazy, hybrydy, abdukcje i implanty daje wrażenie opowieści (zbyt) fantastycznej. Mimo to, jednoznaczne zaklasyfikowanie jego poglądów jako prawdy lub fałszu, jest z jednej strony zbyt ryzykowne, a z drugiej niesprawiedliwe.

Jest tak, bowiem z punktu widzenia ufologicznego, opowieść Mutwy dotycząca jego uprowadzenia przez obce istoty (przypominająca nieco przypadek Villas-Boasa, który miał miejsce 2 lata wcześniej), zawiera wiele interesujących szczegółów znanych nam z przypadków europejskich i amerykańskich. Jeśli to prawda, iż Mutwa nie miał żadnej styczności z literaturą ufologiczną i fantastyczną i swe teorie bazuje jedynie na szamańskiej i tradycyjnej wiedzy, jego spojrzenie na zjawisko UFO i uprowadzeń przez istoty pozaziemskie wydaje się niezwykle ciekawe, oryginalne, trafne i pokrywające się z wieloma relacjami osób uprowadzonych. Wiele z rzeczy, o których wspomina zuluski szaman, dotyczących m.in. sposobów przeprowadzania, celu i skutków abdukcji, wydają się pasować do szczegółów opowieści innych osób, które tego doświadczyły.

Mówienie o istotach pozaziemskich, według Mutwy, to również pewna nieścisłość, bowiem uważa on, że są one takimi samymi mieszkańcami Ziemi, jak i my, będąc ponadto istotami w pełni materialnymi.

LOS AFRYKI


Credo Mutwa daje także wyraźnie znać o wielkich problemach Afryki i obawach związanych z przetrwaniem jej najstarszych ludów i zachowaniem wiedzy, której jest strażnikiem, a także wielu innych zjawiskach, często luźno związanych z jego opowieściami o Chitauli. Każdy czytelnik gotowy zapoznać się z tym, o czym mówi i co zawarte zostało w poniższym wywiadzie, po przeanalizowaniu zawartych tam twierdzeń, powinien zadać sobie wiele pytań, a wśród nich: „Czy naprawdę dobrze odczytujemy sens tego, co mówi?” Zdaje się, że Mutwa, ze swą wiedzą i twierdzeniami, doskonale (choć nie wiadomo czy celowo) wpasował się w sensacyjny nurt lansowany przez Davida Icke – postaci (dyplomatycznie rzecz ujmując) wielce „kontrowersyjnej”. Sam Mutwa wyraźnie prosi wszystkich powątpiewających, w tym naukowców, aby sami próbowali przyjrzeć się bliżej i zbadać to, o czym mówi.

Gdyby powiązać ze sobą niektóre z tych faktów, jawi nam się przed oczyma wielka teoria konspiracyjna mówiąca o rasie ludzkiej przygotowującej Ziemię do zasiedlenia przez inne istoty (przypominające wyglądem te, które spotkał Jim Sparks) – doglądaną przez nie i kontrolowaną kolonię, w pewnym sensie będącą nawet ich tworem. Historie i legendy, a także mitologie wielu ludów świata rzeczywiście wydają się zawierać wiele podobieństw i zdumiewających analogii. Czy istnieją jednak podstawy, aby tak twierdzić?

Twierdzeniom Mutwy trudno odmówić oryginalności a czasem i racji. Mimo wszystko, sam czytelnik musi odpowiedzieć sobie na wiele piętrzących się pytań, jakie powstaną w czasie lektury tego materiału.

Tłumaczenie, opracowanie i źródło: Serwis NPN
Skopiowane: wolnemedia.net
ŹRÓDŁA

1. Great Zulu Shaman and Elder CREDO MUTWA on Alien Abduction & Reptilians, A Rare, Astonishing Conversation 9/30/99 by Rick Martin.

2. Vasamazulu Credo Mutwa and the Alien Agenda, Louis Proud, FATE, May 2008.

3. Cytaty ze Starego Testamentu za: Biblia Tysiąclecia, Pallotinum, Poznań 2002.

4. Internet: Ufoevidence.org / Earthfiles.com
***
Kiedy twój czas będzie bliski końca,
Może wtedy zaczniesz pojmować,
Że życie tutaj to tylko dziwna iluzja
***
Noli messorem timere
28-06-2020, 17:13
Znajdź Posty Reply
Mglisty Offline
Użytkownik

Liczba postów: 49
Dołączył: Jun 2019
Reputacja: 1
Podziękowania: 3
Podziękowano 11 razy w 9 postach
Post: #3
RE: Wywiad z Credo Mutwa
VASAMAZULU CREDO MUTWA I TAJEMNA WIEDZA AFRYKI
Cz. 2

Poniższy wywiad z Credo Mutwą przeprowadzony został przez Ricka Martina z magazynu „Spectrum” w 1999 roku.

WYWIAD Z VASAMAZULU CREDO MUTWĄ
RICK MARTIN: Na samym początku pozwolę sobie powiedzieć, iż rozmowa z panem to zaszczyt i przywilej. Chciałbym podziękować Davidowi Ickle i dr Joubertowi, bez których ta rozmowa nie doszłaby do skutku. Niektórzy z naszych czytelników zdają sobie sprawę z istnienia zmiennokształtnych gadopodobnych stworzeń, o których chciałbym z panem porozmawiać.

Zatem pierwsze pytanie: Co może pan powiedzieć o zmiennokształtnych istotach i ich pobycie na naszej planecie? Czy ma pan o nich więcej informacji? Skąd pochodzą?

CREDO MUTWA: Czy pana gazeta może wysłać ludzi do Afryki?

– Przepraszam, nie zrozumiałem. Może pan powtórzyć?

– Czy pańska gazeta może wysłać kogoś do Afryki w najbliższej przyszłości?

– Na razie leży to poza naszymi możliwościami, ale może zmieni się w przyszłości.

– Są bowiem pewne rzeczy, które pańska gazeta mogłaby sprawdzić, niezależnie ode mnie. Czy słyszał pan o kraju o nazwie Rwanda w Środkowej Afryce?

– Tak.

– Ludy Rwandy jak Hutu, a także Watusi mówią (ale nie jako jedyni w Afryce), że ich najdalsi przodkowie wywodzili się z rasy istot, które oni nazywają Imanujela, co oznacza dosłownie „Panowie, którzy przybyli”. Pewne zachodnioafrykańskie plemiona jak Bambara mówią o tym samym. Twierdzą, że przybyli z nieba przed wieloma pokoleniami jako rasa wysoce rozwiniętych istot o przerażającym wyglądzie, które przypominały wyglądem ludzi. Nazywają je Zishwezi. Słowo to oznacza istoty, które mogą szybować po niebie albo sunąć po wodzie.
[Obrazek: ghjkl.jpg]
Ludy Hutu oraz Tutsi (inaczej Watusi) – według uczonych nie różniące się od siebie, znane są głównie wskutek masakry, jakiej ekstremiści z Hutu dopuścili się na Watusi, w ciągu ok. 3 miesięcy w 1994 zabijając od 800.000 do 1.000.000 ludzi.

Wszyscy, drogi panie, słyszeli o ludzie Dogonów z Zachodniej Afryki, który mówi o pozaziemianach. Nie tylko jednak Dogoni, ale wiele ludów Afryki twierdzi, iż ich królów namaściła rasa istot nadnaturalnych, która przybyła z niebios.
[Obrazek: jhkkkljk.jpg]
Dogonowie to lud zamieszkujący Mali w Zachodniej Afryce. Stali się oni celem wielu badań i kontrowersji wskutek twierdzeń niektórych naukowców, iż Dogoni posiadają rozległą wiedzę na temat budowy naszego Układu Słonecznego oraz w szczególności Syriusza. Wiedzieli oni np. rzekomo o istnieniu Syriusza-B, co niemożliwe jest do stwierdzenia bez użycia nowoczesnych teleskopów.

Wiedza kosmologiczna Dogonów ma odzwierciedlać się także w ich mitologii. Dogonowie, kiedyś uważani za najlepszy dowód potwierdzający tezę o odwiedzinach cywilizacji pozaziemskiej (lub nawet osiedleniu się jej członków na Ziemi), dziś stają się obiektem krytyki. Ich wiedza na temat Wszechświata miała zostać im przekazana przez zachodnich badaczy, zaś cała sprawa według niektórych wydawała się wielką mistyfikacją. – kliknij, aby dowiedzieć się więcej –

Czy słucha mnie pan?

– O tak, proszę kontynuować.

– Mogę tak mówić i mówić, ale proszę pozwolić mi zwrócić uwagę na mój lud – Zulusów z Południa Afryki.

– Proszę.
IMBULU
– Zulusi ą sławnymi wojownikami i do których należał król Czaka. Jeśli zapytać antropologa z RPA o znaczenie nazwy Zulusi, powie on, że „Zulu” oznacza „niebo”, oni sami zaś nazywają się „ludźmi z nieba”. Ale to nieprawda proszę pana. W języku Zulu, słowem oznaczającym niebo, niebieskie niebo, jest „sibakabaka”. Z kolei przestrzeń międzyplanetarną określamy „izulu” lub „weduzulu”, co oznacza „ciemne niebo z gwiazdami, jakie widać nocą”. Ma ono także związek z podróżowaniem. Zuluskim słowem na określającym życie w podróży jest „izula”.

Rozumie pan, że Zulusi zdawali sobie sprawę z tego, ze można przemierzać przestrzeń kosmiczną, ale przestrzeń – nie powietrze, jak ptak. Zulusi twierdzą, że wiele, wiele tysięcy lat temu z niebios przybyła na Ziemię rasa ludzi przypominających jaszczury, które mogły na swe życzenie zmieniać kształty. Ludzie zaś wydawali swe córki za owe istoty, wskutek czego powstała potężna rasa królów i plemiennych wodzów. Istnieją setki opowieści, w których kobieta-jaszczur przybiera postać ludzkiej księżniczki i udaje ją, aby wyjść za mąż za zuluskiego księcia.

[Księga Rodzaju mówi: „A kiedy ludzie zaczęli się mnożyć na ziemi, rodziły im się córki. Synowie Boga widząc, że córki człowiecze są piękne, brali je sobie za żony, wszystkie, jakie im się tylko podobały. [...] A w owych czasach byli na ziemi olbrzymi; a także później, gdy synowie Boga zbliżali się do córek człowieczych, te im rodziły. Byli to więc owi mocarze, mający sławę w owych dawnych czasach.”]

Każde dziecko w RPA zna historię księżniczki o imieniu Khombecansini, która poślubiła księcia Kakakę – którego imię oznacza „oświecony”. Pewnego dnia, kiedy Khombecansini zbierała w lesie drewno, spotkała się z istotą zwaną Imbulu. Imbulu był jaszczurką o ciele i kończynach człowieka, ale z długim ogonem. Rzekła on do Khombecansini: „O, jakaż jesteś piękna. Żałuję, że nie jestem taki jak ty. Chciałbym tak wyglądać. Czy mogę do ciebie podejść?” – zapytała kobieta Imbulu księżniczkę.

Księżniczka odrzekła: „Tak, możesz.”

Wtedy to jaszczurka, która była wyższa od niej, podeszła bliżej, plunęła w oczy Khombecansini i zaczęła się zmieniać w człowieka i wyglądać coraz bardziej i bardziej jak dziewczyna, za wyjątkiem swego długiego ogona. Potem w sposób agresywny kobieta jaszczur unieruchomiła księżniczkę, zabrała jej bransolety i korale a także suknię i założyła je na siebie. Tak stała się księżniczką.

W buszu pojawiły się zatem dwie identyczne kobiety – zmieniająca kształty kobieta-jaszczur i Khombecansini. Jaszczurzyca powiedziała jej: „Teraz jesteś moją niewolnicą. Będziesz moją druhną w czasie ślubu. Ja będę tobą, a ty będziesz moją niewolnicą – chodź!” Następnie wzięła kij i zaczęła nim okładać biedną księżniczkę. Potem zaś udała się obok innych dziewcząt – druhen panny młodej, jak to jest w zuluskim zwyczaju, do wioski księcia Kakaki. Jednak przed przybyciem do wioski musiała zrobić coś ze swym ogonem i jakoś go ukryć. Zmusiła więc księżniczkę do utkania sitaki, w którą schowała ogon i przywiązała ściśle do ciała. Wyglądała teraz niczym bardzo atrakcyjna zuluska kobieta.

Potem, kiedy stała się już żoną księcia, w wiosce zaczęły się dziać dziwne rzeczy. Zaczęło (za sprawą fałszywej księżniczki) znikać mleko, które nocą wysysała poprzez niewielki otwór na końcu ogona. Jej teściowa rzekła: „Co to? Dlaczego mleko znika?” W końcu stwierdziła: „Widzę, że wśród nas jest Imbulu.”

Jej teściowa, bardzo mądra starsza kobieta powiedziała: „Należy od frontowej części wioski wykopać dziurę i wypełnić ją mlekiem.” Tak też zrobiono. Potem wszystkim miejscowym dziewczętom nakazano, aby przeskoczyć przez nią, co robiły jedna za drugą. Kiedy zmuszono do tego „zmiennokształtną” grożąc włócznią, skoczyła, ale jej długi ogon wysunął się z siatki. Wojownicy zabili ją a prawdziwa Khombecansini stała się żoną Kakaki.

Ta historia ma wiele wersji. Wśród plemion w RPA znaleźć można podobne historie o niezwykłych stworzeniach zdolnych do zmiany z jaszczura w człowieka, lub z gada w inną formę życia. Te stworzenia, proszę pana, naprawdę istnieją. Nie ważne gdzie się udać – do Południowej, Wschodniej, Zachodniej czy Środkowej Afryki – wszędzie będą one opisywane tak samo, nawet wśród plemion, które nigdy w czasie swej długiej historii nie miały ze sobą kontaktu.

Takie stworzenia więc istnieją. Ale skąd pochodzą, tego nie wiem. Coś jednak łączy je z pewnymi gwiazdami na niebie a jedne z dużą grupą gwiazd, które stanowią część Drogi Mlecznej i którą moi ludzie nazywają Ingiyab – „Wielkim Wężem”. Istnieje tam czerwona, czerwonawa gwiazda w pobliżu wierzchołka tej wielkiej obręczy gwiazd, który ludzie zwą IsoneNkanyamba.

[Wąż zdaje się być wspólnym symbolem w wielu światowych kulturach i religiach. Wąż to zarówno kusiciel z edeńskiego drzewa, jak i aztecki Quetzalcoatl. Istnieje wiele innych podobnych przykładów.]
[Obrazek: hgjkjhkh.jpg]
Gwiazda nazywa się IsoneNkanyamba, ale udało mi się znaleźć zachodnią nazwę. To Alfa Centauri. Widzi pan, że istnieje coś wartego dalszego badania. Bowiem dlaczego ponad 500 plemion w różnych częściach Afryki, które odwiedziłem w ciągu ostatnich 40 czy 50 lat mówią o podobnych stworzeniach?

Mówi się, że żywią się one ludźmi i pewnego razu zawezwały na wojnę samego Boga, ponieważ chciały kontrolować nasz Wszechświat. Bóg stoczył z nimi wielką bitwę, pokonał je i zranił, zmuszając, aby skryły się w podziemnych miastach.

Ukryły się one w podziemnych pieczarach, ponieważ zawsze odczuwają chłód. W nich, jak nam mówiono, palą się ogromne ognie, podtrzymywane przez niewolników. Mówi się także, że ci Zuswazi, Imbulu, czy jakkolwiek się je nazywa, nie są w stanie spożywać stałych pokarmów. Żywią się albo krwią człowieka, albo tą energią, którą ludzie wyzwalają, kiedy na powierzchni walczą ze sobą i zabijają się na wielką skalę.

Opis walki z Bogiem i siedziby Chitauli przypomina niezwykle znane chrześcijanom wyobrażenie piekła, jako miejsca zamieszkania Szatana – upadłego anioła. Częstokroć przedstawiane jest jako podziemna kraina z wiecznie płonącym ogniem. Nie wiadomo jednak, czy na legendę, o której mówi Mutwa nie miało wpływu chrześcijaństwo. W każdy razie, podobieństwo wydaje się uderzające. Warto zwrócić uwagę na kuszenie do złego, jakiego zarówno Szatan jak i Chitauli się dopuszczają.

Spotkałem ludzi, którzy uszli początkowej masakrze w Rwandzie i którzy przerażeni byli tym, co dzieje się w ich kraju. Mówili, że rzezie dokonywane przez Watusi i Hutu to w rzeczywistości karmienie Imanujela. Ponieważ lubią one pobierać energię generowaną przez zastraszanych lub zabijanych ludzi.

[...]

Przejdźmy zatem do interesującej sprawy. Jeśli przyjrzeć się językom wielu afrykańskich ludów odkryć można, że zawierają one słowa podobne do słów z języków orientalnych, bliskowschodnich czy indiańskich. Samo słowo Imanujela oznacza „Pan, który przychodzi”. Słowo, które napotkać można w Rwandzie, wśród tamtejszych Hutu i Watusi jest niezwykle podobne do imienia „Immanuel”, co oznacza „Pan jest z nami”. Imanujela może oznaczać „tych, którzy przybyli, Panów, którzy są z nami.”
cdn...

Tłumaczenie, opracowanie i źródło: Serwis NPN
Skopiowane: wolnemedia.net
ŹRÓDŁA

1. Great Zulu Shaman and Elder CREDO MUTWA on Alien Abduction & Reptilians, A Rare, Astonishing Conversation 9/30/99 by Rick Martin.

2. Vasamazulu Credo Mutwa and the Alien Agenda, Louis Proud, FATE, May 2008.

3. Cytaty ze Starego Testamentu za: Biblia Tysiąclecia, Pallotinum, Poznań 2002.
https://www.vismaya-maitreya.pl/zakryte_...i_cz2.html
***
Kiedy twój czas będzie bliski końca,
Może wtedy zaczniesz pojmować,
Że życie tutaj to tylko dziwna iluzja
***
Noli messorem timere
28-06-2020, 17:27
Znajdź Posty Reply
Mglisty Offline
Użytkownik

Liczba postów: 49
Dołączył: Jun 2019
Reputacja: 1
Podziękowania: 3
Podziękowano 11 razy w 9 postach
Post: #4
RE: Wywiad z Credo Mutwa
PRZYBYCIE CHITAULI
[Obrazek: ghghjkjhkhjk.jpg]
Nasz lud uważa, proszę pana, że my na Ziemi nie jesteśmy panami swego losu, choć w rzeczywistości próbuje się nas przekonać, że tak właśnie jest. Nasi ludzie mówią, że Czarni ludzie wszystkich plemion, wszyscy afrykańscy szamani, jeśli już zdecydują się powierzyć komuś swe sekrety to powiedzą, że obok Imanujela są Imbulu. Jest też kolejna nazwa, którą określa się te istoty – to Chitauli. Ono oznacza „dyktatorów, tych, którzy przekazali nam prawo” – innymi słowy „tych, którzy w sekrecie powiedzieli nam, co robić.” Mówi się, że Chitauli dokonali dla nas wielu rzeczy, kiedy przybyli na tą planetę.

Wybaczy pan, ale muszę się podzielić z panem tą historią. To jedna z najbardziej kontrowersyjnych, na jakie można natrafić w Afryce wśród sekretnych szamańskich stowarzyszeń i innych miejsc, gdzie przechowuje się starożytną wiedzę i mądrość. Mówi się, że początkowo Ziemia pokryta była bardzo grubą warstwą mgły, tak że ludzie nie mogli widzieć na niebie Słońca, a jedynie mdłe światło. Nocą Księżyc widzieli jako delikatny pazur z racji mgieł. Nieprzerwanie padał też deszcz, choć nie było grzmotów ani burz.

[Wizje utraconego raju często przejawiają się w mitologiach i religiach. Najlepszym przykładem jest Ogród Edenu ukazany w Biblii. Podobne krainy szczęśliwości pojawiały się także później, np. pod postacią Hiperborei.]

Świat gęsto porastały wielkie lasy i dżungle, zaś ludzie żyli w pokoju. Byli wówczas szczęśliwi, choć jak mówi się, nie posiadali zdolności mowy. Wydawali jedynie śmieszne dźwięki, jak radosne małpy czy pawiany, ale nie mówili, jak my dziś. W tych wiekach ludzie porozumiewali się z innymi za pomocą swego umysłu.

Mężczyzna mógł zawołać żonę myśląc o niej, o jej kształtach, twarzy, zapachu, dotyku włosów. Myśliwy szedł do lasu i wzywał zwierzynę, zaś spośród niej delegowano osobniki stare i zmęczone, oferując swe mięso za szybkie pozbawienie życia.

Nie stosowano przemocy wobec zwierząt. Wówczas nie szkodzono ani naturze, ani ludziom. Człowiek prosił przyrodę o pożywienie, podchodził do drzew i myślał o owocach, zaś to pozwalało mu wziąć kilka z tych, które spadły na ziemię.

Mówi się jednak, że potem, kiedy Chitauli przybyli na Ziemię w swych przerażających maszynach, które poruszały się w powietrzu, maszynach w kształcie wielkich mis, które wydawały z siebie przeraźliwy hałas i ogień w niebiosach. Chitauli powiedzieli ludziom, których siłą zgromadzili przy pomocy ognistych biczów, że są wielkimi bogami z nieba, zaś oni otrzymają od nich wiele darów. Tak zwani bogowie, wyglądali jak ludzie, choć byli od nich znacznie wyżsi, mieli długie ogony i przeraźliwe ogniste oczy. Niektórzy z nich mieli dwoje żółtych jasnych oczu, inni zaś ich troje, z czerwonym i okrągłym okiem pośrodku czoła. Istoty te odebrały ludziom moce, jakie ci posiadali: możliwość mówienia przy pomocy umysłu, moc przesuwania obiektów myślą, możliwość widzenia przyszłości i wglądu w przeszłość i możliwość duchowych podróży do innych światów.

Wszystkie te niezwykłe moce Chitauli zabrali ludziom, zostawiając im nową – dar mowy. Ci odkryli jednak ku swemu przerażeniu, że dar mowy podzielił ludzkie istoty, zamiast je łączyć, ponieważ Chitauli w zdradziecki sposób stworzyli różne języki, powodując między ludźmi wielką kłótnię. Chitauli zrobili też coś, czego przedtem nie zrobił nikt – wyznaczyli nad ludźmi osoby, które miały nimi rządzić i powiedzieli: „To wasi królowie, wasi wodzowie. Płynie w nich nasza krew. To nasze dzieci a wy musicie ich słuchać, ponieważ mówią oni w naszym imieniu. Jeśli nie, zemścimy się na was okrutnie.”

[Zadziwiająca analogia do biblijnej opowieści o Wieży Babel. Księga Rodzaju mówi: „Pan pomieszał mowę mieszkańców całej ziemi. Stamtąd też Pan rozproszył ich po całej powierzchni ziemi”.]

Przed przybyciem Chitauli, przed przybyciem Imbulu, ludzie duchowo stanowili jedność. Ale kiedy pojawili się Chitauli, ludzie podzielili się, tak duchowo, jak językowo.

Potem Chitauli nadali ludziom nowe nieznane im odczucia. Ci zaczęli czuć się niebezpiecznie i zaczęli budować wioski z silnymi otoczone wokół ogrodzeniem z drewna. Ludzie zaczęli zakładać kraje. Innymi słowy, zaczęli tworzyć plemiona i ich ziemie, które miały granice i których bronili przed wrogiem. Ludzie stali się ambitni i chciwi i chcieli zdobywać bogactwo w formie bydła i muszli.

Kolejną rzeczą, do której Chitauli zmusili ludzi było górnictwo. Przygotowali oni ludzkie kobiety i pozwolili im odkryć różne typy minerałów i metali. Kobiety odkryły miedź, złoto i srebro... W końcu Chitauli pokierowały je ku stopieniu tych metali i stworzeniu nowych, jakie nie istniały przedtem w naturze, jak brąz, mosiądz i inne.

Następnie Chitauli usunęli z nieba świętą i przynoszącą deszcz mgłę i po raz pierwszy od czasu swego stworzenia, człowiek spojrzał w górę i ujrzał gwiazdy. Chitauli powiedzieli ludziom, że mylili się upartując siedziby Boga pod Ziemią. „Od teraz” – powiedzieli ludziom – „ludzie na Ziemi muszą wierzyć, że Bóg mieszka w niebie i muszą robić na Ziemi takie rzeczy, które zadowolą Boga w Niebie”.

Widzicie zatem, że ludzie pierwotnie wierzyli, że Bóg mieszka pod Ziemią, że to wszechmocna matka, ponieważ widzieli, że wszystko wyrasta spod ziemi – trawa, drzewa. Sami ludzie uważali też, że ich zmarli schodzą pod ziemię. Kiedy jednak Chitauli zwrócili ich oczy ku niebu ludzie zaczęli wierzyć, że mieszka tam Bóg, zaś ci, którzy umrą nie udadzą się pod ziemię, ale w górę, do nieba.

Do dziś dnia w całej Afryce, gdziekolwiek by się nie udać, natrafić można na tą niezwykłą rzecz – niezwykle idee, które nawzajem się wykluczają.

Wiele afrykańskich plemion wierzy w coś, co nazywa Midzimu albo Badimo. Słowo „Midzimu” lub „Badimo” oznacza „tych, którzy są w niebie”. Jednak na ziemi Zulusów, wśród mojego ludu, natrafić można na niezwykły podział tych idei, idących ręka w rękę. Istnieją Zulusi, którzy wierzą, iż zmarli to „Abapansi” – co oznacza „tych, którzy mieszkają pod ziemią”. Istnieje druga idea zakładająca istnienie „Abapezulu”. Słowo „Abapezulu” oznacza „tych, którzy są ponad”, zaś Abapansi, które jest najstarszym z terminów, którym określa się duchy zmarłych oznacza „tych, którzy są pod ziemią”.

Dlatego też, proszę pana, nawet dziś, w całej Afryce, pośród setek plemion, odnaleźć można owe dziwne podwójne wierzenia zakładające, że zmarli idą do nieba lub udają się do poziemnego świata. Wiara w to, że zmarły udaje się do podziemnych krain wywodzi się jak mówi się z czasów, gdy ludzie wierzyli w Boga – kobietę, we wszechmocną Kosmiczną Matkę. Kontrastuje to z ideą Abapezulu, w której Bóg – mężczyzna mieszka w niebie.

Kolejną z rzeczy, o których powiedzieli naszym ludziom Chitauli było to, że ludzie istnieją na Ziemi po to, aby uczynić ją odpowiednim miejscem dla „Bogów”, którzy pewnego dnia będą na niej mieszkać. Powiedziano, że ci, którzy pracują by zmienić Ziemię i uczynić ją bezpieczną dla wężowych bogów, Chitauli, którzy przybędą, aby na niej zamieszkać, nagrodzeni zostaną wielką władzą i bogactwem.

Przez wiele lat nauki, inicjacji ku tajemnicom afrykańskiego szamanizmu, wiedzy i mądrości, zastanawiałem się dlaczego my – ludzie, w rzeczywistości niszczymy Ziemię, na której żyjemy. Robimy coś, co czynią tylko inne gatunki zwierząt, a dokładnie słoń, który dosłownie niszczy każde drzewo na obszarze, który zamieszkuje.

My, ludzka cywilizacja, robimy dokładnie coś takiego. Czy jest się w Afryce, czy w jakimkolwiek innym miejscu, gdzie istniała przed wiekami starożytna cywilizacja, odkryjemy jedynie pustynie. Dla przykładu, w Południowej Afryce rozciąga się pustynia Kalahari a pod jej piaskami znaleźć można ruiny starożytnych miast, co oznacza, że ludzkie istoty przemieniły tą krainę, niegdyś żyzną i zieloną, w pustynię. Tego dnia, kiedy wraz z innymi ludźmi odwiedzałem Saharę, natknąłem się na niezwykłe ślady starożytnego ludzkiego osadnictwa w miejscach, gdzie nie ma obecnie nic prócz piachu i posępnych skał.

Innymi słowy, Sahara była niegdyś żyzną krainą i to ludzie przemienili ją w pustynię. Dlaczego? Muszę pytać się o to raz za razem, dlaczego ludzie wiedzieni brakiem pewności, chciwością i żądzą władzy zamieniają Ziemię w pustynię, gdzie nie będzie w stanie przeżyć żadna istota ludzka? Dlaczego?

Choć wszyscy jesteśmy świadomi przeraźliwych zagrożeń, jakie może to za sobą nieść, dlaczego wycinamy ogromne obszar dżungli w Afryce? Dlaczego na Ziemi wykonujemy niszczycielskie rozkazy, jakie zaszczepli nam Chitauli?

Wśród wielu mądrych osób, które darzą mnie przyjaźnią jest człowiek o wielkiej wierzy, który mieszka w Izraelu – dr Sitchin. Zgodnie ze starożytnymi przekazami spisanymi przez lud Sumerów na glinianych tabliczkach, bogowie przybyli z nieba i zmusili ludzi, aby pracowali wspólnie z nimi i wydobywali dla nich złoto. Historia ta znajduje odzwierciedlenie w licznych afrykańskich legendach mówiących, że bogowie przybyli i uczynili z nas niewolników czyniąc to w taki sposób, że sami nie zdamy sobie nigdy sprawy z tego, że nimi jesteśmy.
[Obrazek: hgfjhjhgkk.jpg]
Zecharia Sitchin
Z drugiej strony nasi ludzie mówią, iż Chitauli żywią się nami jak sępy. Wywyższają niektórych z nas, napełniając ich wielką złością i ambicją, czyniąc z tych ludzi wielkich wojowników wszczynających okrutne wojny. Kierujący nimi zwykli czynić tak wiele zniszczeń, jak to tylko możliwe, zabić jak najwięcej ludzi – tych, których nazywa wrogami, a na koniec zginąć okropną śmiercią z rąk innych.

Zjawisko to powtarzało się wielokrotnie w historii mego ludu. Nasz wielki król, Zulu Czaka, w czasie swego 30-letniego panowania walczył w ponad 200 wojnach, potem zaś zginął brutalną śmiercią.

Poprzednik Czaki uczył go, jak zostać wielkim władcą. Jego imię brzmiało Dingiswayo. Walczył on, aby zjednoczyć Zulusów w jedno plemię. Kiedy ujrzał białych ludzi pomyślał, że będzie w stanie odpędzić niebezpieczeństwo, jakie ze sobą niosą, jednocząc swych ludzi w jeden wielki naród. Ale po wielu wygranych wojnach i zjednoczeniu plemion, Dingiswayo zapadł na chorobę, która niemal spowodowała u niego ślepotę. Skrywał tajemnicę, że nie widzi, ale odkryła ją królowa innego plemiona, Ntombazi. Zwabiając go do swej chaty zabiła go jednym uderzeniem topora.

Tak samo rzecz ma się z wielkimi przywódcami Białych: Napoleon – który zmarł w upokorzeniu na niewielkiej wyspie ; Hitler – który zmarł śmiercią samobójczą ; Atylla Hun, który zginął z ręki kobiety i wielu innych, których czekał marny koniec po okresie zabijania i niesienia nieszczęścia innym.

Król Czaka został zabity przez swego przyrodniego brata takim samym typem włóczni, jaki ten wynalazł, aby była jak najbardziej śmiercionośna. Juliusza Cezara spotkał podobny los, jak Czakę.

Wojenni bohaterowie giną zawsze w sposób, jaki nie powinni. Angielskiego króla Artura po długim okresie rządów zabił jego syn, Mordred. Można wymieniać tak bez końca.

Kiedy zebrać to wszystko razem okazuje się, bez względu, czy ludzie śmieją się i szydzą z tego, iż istnieje pewna siła, która prowadzi ludzi ku mrocznej rzece samounicestwienia. Im prędzej większa grupa uświadomi sobie to, tym lepiej, bo być może będziemy sobie w stanie z tym radzić.
ŚLADY NA ŚWIECIE
[Obrazek: gfhfghjjhgj.jpg]
RICK MARTIN: Czy uważa pan, że istoty te działają na całym świecie w równym stopniu, czy może w jakiś szczególny sposób skupiają się na Afryce?

CREDO MUTWA: Uważam proszę pana, że stworzenia te znajdują się w każdym miejscu na Ziemi i choć nienawidzę mówić o sobie tak dużo, jestem człowiekiem, który wiele podróżował. Byłem m.in. w USA, Australii, Japonii i niezależnie od miejsca spotykałem ludzi, którzy mówili o tych istotach. W 1997, dla przykładu, odwiedziłem Australię i długo podróżowałem, aby spotkać się z Czarnymi mieszkańcami, Aborygenami. Kiedy ich spotkałem, opowiedzieli mi o wielu rzeczach, które mnie zdumiały. Z tym samym zetknąłem się w Japonii, na Tajwanie. Wszędzie, gdzie istnieją szamani i tradycyjni uzdrowiciele, można odnaleźć podobne historie.

Pozwolę sobie opowiedzieć, co odkryłem w samej Australii. Lud Aborygenów, określa samych siebie jako „Coorie”, co oznacza „nasi ludzie”. Wierzą oni w wielkiego stwórcę, boga Byamie. Ich szaman, a właściwie kilku z nich, narysowało mi wizerunki Byamie, zaś inny pokazał mi skalne malowidło przedstawiające dziwnego stwórcę, który przybył z gwiazd. Kiedy pokazali mi je, okazało się, że to Chitauli. Poznałem ich. Mieli duże głowy oraz oczy, które wyszczególnił artysta. Nie posiadali ust i mieli długie ręce i niezwykle długie nogi. Proszę pana, był to typowy rysunek Chitauli, jaki znam z Afryki.

Australijski ufolog Bill Chalker zwraca uwagę na związki między aborygeńskimi szamanami, tzw. ludźmi wyższego stopnia a zjawiskiem, które dziś znamy pod nazwą „abdukcji”. Odkrył on wiele zależności, które wskazywać mogą na istnienie podobnego zjawiska wśród pierwotnej ludności Australii.

Zadałem sobie wtedy pytanie: „Jak to?” Jestem w kraju odległym o dziesiątki tysięcy mil od Afryki i spotykam się z istotą Biamai lub Bimi, które przypominają stworzenia znane mi z Afryki.

Z kolei wśród pewnych plemion Północnoamerykańskich Indian, jak np. Hopi i tych, którzy określają swe domu jako „pueblo”, natrafiłem na opisy stworzeń zwanych Katchina, które noszą maski i przybierają postaci pewnych stworzeń. Niektóre z Katchina są bardzo wysokie i mają duże okrągłe głowy.
[Obrazek: hgjhgjkk.jpg]
W Afryce podobnie opisuje się stworzenia, na które natrafiłem w Ameryce. Tutaj nazywamy je Egwugwu lub też Chinyawu. Indiańskie Katchina i nasze Chinyawu to identyczne stworzenia. Ale jak to możliwe? Czy Afrykanie i Indianie mieli ze sobą jakikolwiek kontakt? Kiedy? To jedna z największych tajemnic wszechczasów, ale tylko jedna z wielu rzeczy, na jakie natknąłem się i która zdumiała mnie w czasie podróży po świecie.

Podobne stworzenia istnieją i im wcześniej sceptycy staną twarzą w twarz z tym faktem, tym lepiej. Dlaczego ludzkość nie rozwija się? Dlaczego uwięzieni jesteśmy w matni – wielkim kole samounicestwienia lub wyniszczania się?

Ludzie z natury są dobrzy – wierzę w to. Ludzie nie chcą wojen, nie chcą też niszczyć świata, w którym żyją, ale istnieją byty lub siły, które prowadzą ludzi w kierunku samozniszczenia. Im prędzej sobie to uświadomimy, tym lepiej.

Obecnie żyję w Afryce, tutaj są moi ludzie, mój dom. Ale widzę, jak Afryka ginie w wojnach, które dla mnie jako Afrykanina nie mają sensu. Widzę Indie, które jak Afryka cierpiały z powodu jarzma kolonializmu Francuzów, Anglików i innych europejskich nacji, ale które poprzez niepodległość osiągnęły to, co nie udało się Afryce. Czemu?

Indie stworzyły bombę atomową, wystrzeliły satelity na orbitę Ziemi. Choć mają te same problemy, co Afryka – z rosnącą populacją, starciami na tle religijnym i plemiennym i choć istnieje tam duży odsetek ludzi biednych, który kontrastuje z niezwykle bogatą częścią populacji, Indie osiągają to, czego Afryka nie może?

Pytam sam siebie: „Jak to? Dlaczego?” Indie zostały założone przez lud z Afryki, ale nie mam tu na myśli czarnej rasy. Działo się to tysiące lat temu, kiedy to lud z Afryki kład podstawy pod wielkie indyjskie cywilizacje, a także inne rozwijające się w Południowo-Wschodniej Azji. Czemu jednak Afrykę wyniszczają choroby i głód?

Wielokrotnie, proszę pana, siedziałem w swej chacie i płakałem widząc, jak dziesiątkuje nas AIDS czy bezsensowne wojny toczone w istniejący z dawien dawna afrykańskich krajach.

Etiopia była krajem wolnym od tysięcy lat – niegdyś przykładem dla całej Afryki. Nigeria była niegdyś wielkim krajem z długą tradycją istniejącej tam władzy, zanim do Afryki przybyli Biali. Dziś jednak wszystkie te kraje, a także wiele innych, są niszczone.

Dziś wiele części Afryki jest wyludnionych wskutek wojny i chorób, jak AIDS – choroby, która wykazuje wszelkie znaki stworzenia przez człowieka. Zadaje sobie pytanie: „Kto albo co niszczy Afrykę i dlaczego?”
[Obrazek: hgjkjkj.jpg]
W wioskach, których mieszkałem istniały plemiona, które wspomagały mnie wiedzą – działo się to jeszcze przed II Wojną Światową i po niej. Dziś żadne z nich nie istnieje. Zniknęły, rozproszyły się, lub zostały doszczętnie eksterminowane w wojnach, jakie Czarnemu człowiekowi nie przynoszą nic.

Mieszkam teraz w RPA. Tu się urodziłem i tutaj umrę. Widzę jednak, jak mój kraj rozpada się niczym gnijące mango. Niegdyś był on potężną polonią z wielką armią i przemysłem produkującym wszystko – od wielkich lokomotyw, po maleńkie odbiorniki radiowe. Ale dziś kraj ten jest przesiąkniętym używkami i zżeranym przez przestępczość śmieciem. Dlaczego? Kraj przecież nie może zniknąć w czasie jednej nocy, choć istnieją siły, których celem jest tego osiągnięcie.

Widziałem ostatnio, proszę pana, zniszczenie kolejnego kraju na południu. Chodzi o Lesoto. Zamieszkują je jedne z najstarszych i najmądrzejszych plemion tej części Afryki. Wśród nich jest Bakwama. Jest to lud tak stary, że może przekazać panu opowieści o tajemniczym lądzie z ogromnymi szpiczastymi wierzchołkami gór, nad którym władzę sprawuje wielki bóg o głowie człowieka, lecz ciele lwa.

Na myśl natychmiast przychodzi Sfinks, którego statua znajduje się w odległej o tysiące kilometrów na północ Gizie. Szpiczaste góry oznaczać mogą piramidy. Natomiast Horus czczony jako sokół lub człowiek z głową sokoła, uosabiał cały Egipt. Podobne wędrówki nie są niczym nieznanym współczesnej nauce. Przykładem może być południowoafrykańsku lud Lemba, mający najprawdopodobniej żydowskie korzenie.

Bakwama nazywali ten kraj Ntswama-tfatfi, co oznacza „krainę słonecznego sokoła”. Jastrząb to drapieżny ptak. Dziś lud Bakwama z Południa Afryki pamięta kraj egipski, z którego jak twierdzą, pochodzili ich przodkowie. Odnoszą się oni do tej tajemniczej krainy, jako do „ziemi słonecznego sokoła” lub „słonecznego orła”. Tak właśnie starożytni Egipcjanie przedstawiali swój kraj – „ziemię Hora”, po grecku Horusa.

[...]

W Południowej Afryce dzieje się i działo wiele dziwnych rzeczy, które dla mnie, jako Afrykanina, nie miały żadnego sensu. Po odzyskaniu niepodległości z rąk kolonialnych w krajach wybuchały wojny, kiedy to grupy rebeliantów powstawały przeciw rządom, ale zamiast walczyć z nimi, za każdym razem dochodziło do podziałów między rebeliantami, którzy walczyli już nie tylko przeciwko rządowi, ale i samym sobą. Wiele krajów jest już tak zniszczonych, iż niezależnie od wyniku wyborów, przegra lud. Innymi słowy, Afrykanie toczą boje w wojnach, w których nie ma zwycięzcy, ale szerzy się samounicestwienie, tak samo ich, jak i ich ludów.

Chcę zwrócić pana uwagę na bezsensowną falę przemocy, która przelewa się przez Sudan i inne kraje Afryki. Chcę zwrócić uwagę pana i czytelników na najdłuższą i najkrwawszą wojnę domową, jaka toczy się na południu Sudanu [Darfur], a także wojnę pogrążającą w upadku Angolę. W wyniku wojny pewna część świata, na wschód od RPA została tak bardzo wyniszczona, iż są miejsca, w których próżno nasłuchiwać śpiewu ptaków. Wszystkie form życia zniknęły stamtąd. Ale dlaczego?

Odkryłem wówczas, że kraje te trapione są przez bezsensowne wojny, które nie leżą w charakterze nas, Afrykanów to te kraje (które, gdyby pozostawić w spokoju), byłyby w stanie dostarczyć całemu kontynentowi pożywienia, wody i cennych minerałów. Powiedziano mi, proszę pana, że pod powierzchnią Angoli, pod jej równinami, znajdują się pokłady węgla – największe na świecie. Powiedziano mi też potem, że znajdują się tam pokłady ropy naftowej ustępujące swym bogactwem tylko tym na Bliskim Wschodzie.

Sudan odwiedziłem kilkakrotnie w czasie oraz po zakończeniu II Wojny. W Sudanie było tyle jedzenia, że podróżując przez ten kraj dostawało się je za darmo od mieszkańców wsi. Dziś kraj ten jest nękanym przez głód polem piekielnej bitwy, gdzie dzieci w buszu umierają na biegunkę, zaś sępy i myszołowy czekają na gałęziach, aby się nimi pożywić. Afryka jest systematycznie i umyślnie wyniszczana przez siłę tak brutalną, że ta nie ustaje w swych wysiłkach.

Siła ta pogrąża się jednak w desperacji.

– Przepraszam, mówił pan o węglu czy złocie w Angoli?

– Tak, węglu. W Angoli są diamenty, proszę pana. Dowiedziałem się od wiarygodnych osób, że w pewnych miejscach w tym kraju jest tyle ropy, co na Bliskim Wschodzie.

Może dlatego właśnie niszczy się Afrykę? Może z tej przyczyny zabija się całe narody, poszukując węgla czy diamentów? Jeśli tak, to kto za tym stoi? Czy ludzie są zatem mniej cenni niż surowce, niż ropa?

Ponieważ, drogi panie, w Afryce ma miejsce zbrodnia gorsza od tej, jakiej Hitler dopuścił się na Żydach i której Ameryka zdaje się nie potępiać. Dlaczego? Jesteśmy przecież najlepszymi przyjaciółmi, jakich może mieć Ameryka, bo przecież kupujemy ich produkty, a nasze dzieci chcą wyglądać, jak Amerykańskie dzieci nosząc dżinsy i nawet mówiąc z amerykańskim akcentem, bowiem Amerykanie są modelem naszej roli. Jeśli tak, to dlaczego pomagają nam być mordowanymi?

Nie zabijają nas tylko wojny, ale i narkotyki. W czasie apartheidu w RPA nie było narkomanii. Teraz, w czasie rządów demokratycznych kraj stał się upojoną narkotykami dziurą. Dlaczego?

Dziś, mówiąc jaki tradycyjny uzdrowiciel, jednym z moich celów jest próba pomocy ludziom z problemem narkotykowym. Mogę pomóc młodym Afrykanom nadużywającym marihuany czy haszyszu. Jestem jednak bezsilny a moje umiejętności wydają się być bezskuteczne wobec nowego typu narkotyków, jak np. „cracku” – tak uzależniającego, że żaden szaman nie jest w stanie pomóc ofiarom tego narkotyku.

Pytam zatem ludzi z USA, moich czarnych braci i czarne siostry stamtąd, dlaczego pozwalacie, aby wasz kraj, który jest jak wasza matka, ginął?

Nie dbam o to, co powiedzą sceptycy. Proszę wybaczyć mi moją złość. Nie dbam o to, co powiedzą inni, ale istnieje siła niszcząca Afrykę i nie dopuszczam do siebie bezsensownych idei mówiących o bankierach z MFW czy wielkich banków. Nie zabija się gęsi znoszącej złote jaja, dlaczego więc to banki miałyby szkodzić Afryce? Za tymi ludźmi stoi inna siła, przerażająca obca siła, która pozostaje w ukryciu i którą im prędzej zauważymy, tym lepiej. Często ludzie, którzy są w tarapatach zganiają winę na siły inne niż oni sami.

Przyglądam się jednak sytuacji w Afryce od końca II Wojny Światowej i posiadam dowód wskazujący na to, że na kontynencie działa obca siła.

Kto stara się wyniszczyć najstarsze plemiona Afryki?
cdn...

Tłumaczenie, opracowanie i źródło: Serwis NPN
Skopiowane: wolnemedia.net
ŹRÓDŁA

1. Great Zulu Shaman and Elder CREDO MUTWA on Alien Abduction & Reptilians, A Rare, Astonishing Conversation 9/30/99 by Rick Martin.

2. Vasamazulu Credo Mutwa and the Alien Agenda, Louis Proud, FATE, May 2008.

3. Cytaty ze Starego Testamentu za: Biblia Tysiąclecia, Pallotinum, Poznań 2002.

4. Internet: Ufoevidence.org / Earthfiles.com


https://www.vismaya-maitreya.pl/zakryte_...i_cz3.html
***
Kiedy twój czas będzie bliski końca,
Może wtedy zaczniesz pojmować,
Że życie tutaj to tylko dziwna iluzja
***
Noli messorem timere
28-06-2020, 17:35
Znajdź Posty Reply
Mglisty Offline
Użytkownik

Liczba postów: 49
Dołączył: Jun 2019
Reputacja: 1
Podziękowania: 3
Podziękowano 11 razy w 9 postach
Post: #5
RE: Wywiad z Credo Mutwa
ZAPOMNIANA WIEDZA
Cz. 4


CREDO MUTWA: Proszę pozwolić mi opowiedzieć o tym, co rani moją duszę...

RICK MARTIN: Proszę bardzo.

– Przepraszam, że mówię tak dużo. Wybaczcie mi. Jestem Zulusem – pochodzę z narodu wojowniczego, narodu mędrców. Biali antropolodzy nie zbadali tego ludu do końca, ale Zulusi wiedzą o rzeczach, które jeśli zostaną ujawnione, mogą zdziwić.

Proszę pozwolić mi to zademonstrować. Zulusi wiedzieli (wśród wielu innych rzeczy), że Ziemia porusza się wokół Słońca, nie zaś odwrotnie. Mówili, wyjaśniając to biorącym udział w inicjacji, iż Ziemia to kobieta, zaś Słońce mężczyzna i dlatego Ziemia porusza się, tańcząc wokół Słońca. Jest jak księżniczka, która tańczy wokół ognistego króla. Nasz lud wiedział, że Ziemia jest okrągła, wiedział o drobnoustrojach i ich funkcji. Jakim cudem ta wiedza istniała przed pojawieniem się Białych? Nie wiem.

Ludzie z Ameryki i Europy twierdzą, że to Einstein był pierwszym człowiekiem, który stwierdził, że czas i przestrzeń to jedno i to samo. Ja twierdzę inaczej.

Mój lud wiedział wcześniej, iż czas i przestrzeń stanowią jedno. W języku Zulusów, jednym ze słów określającym przestrzeń jest „umkati”. Słowem oznaczającym czas jest „isikati”. Zulusi wiedzieli, że czas i przestrzeń stanowią jedność setki lat wcześniej niż pojawił się Einstein.

Co więcej, nasz lud wierzy, podobnie jak Dogoni, że w naszej części wszechświata istnieją 24 planety zamieszkałe przez stworzenia inteligentne. Wiedza ta nigdy nie znalazła ujścia w żadnej książce – jej jedyną szafarką jest moja ciotka – wysoka sanusi [szamanka]. Wciąż żyje, ma około 90 lat. Ja sam jestem bliski śmierci, cierpiąc na cukrzycę – współczesnego zabójcę Afrykanów.

Chcę powiedzieć wam, iż choć mój lud posiada ogromną wiedzę, nigdy nie zawarł jej w książce. Dziś wielu Zulusów jest zakażonych HIV i umiera na AIDS. Szacunki mówią, iż w ciągu najbliższych 50 lat w Natalu wymrze trzy-czwarte zuluskiej populacji. Jestem w posiadaniu świętych obiektów, które przekazał mi dziadek. Od strony matki, jestem ostatnim żyjącym potomkiem ostatniego zuluskiego króla, Dingame. Moim zadaniem zatem powinno być chronienie moich ludzi od wszystkiego, co zagraża ich życiu.

Proszę spojrzeć – każdy kto bada ludzkość z miłością, zrozumieniem i troską, odkrywa fakt, iż w każdym z nas zawiera się cząstka boga, który stara się w nas znaleźć swoje odzwierciedlenie. Staramy się temu zapobiec, a wielu z nas nie jest tego w ogóle świadomych. Rozwijamy w sobie chęć do ochrony planety, nie ważne kim lub czym jesteśmy.

W Afryce napotkać można wodzów, którzy ukarać mogą ciężko za nieuzasadnione niszczenie drzewa. Była to rzecz powszechna w przeszłości, ale zaginęła z pojawieniem się Białych. Dziś powraca.

Człowiek dokłada starań, aby stać się bardziej zaawansowanym, troskliwym, ale obce istoty nie chcą tego zaakceptować. Chcą znowu sprawić, abyśmy się zabijali. Boje się o to, co ma się stać.

Mogę panu pokazać wiele dziwnych rzeczy, które ludzie w Afryce robią, aby ustrzec się przed Szarymi obcymi. Te zabiegi nie wynikają z przesądów, ale przerażających osobistych doświadczeń.

Pewnego dnia, mam nadzieję, podzielę się z panem historią tego, jak zostałem zabrany. Wierzymy bowiem, że Mantindane („Dręczący”), Szarzy, to słudzy Chitauli. Oni, w przeciwieństwie do wierzeń białych ludzi (Biali źle sądzą) zakładających, iż Mantindane dopuszczają się eksperymentów wcale tego nie czynią. Powtarzam jeszcze raz: „nie”.

Każdy kto przechodził przez męki związane z tymi istotami powie, że nie ma to związku z żadnymi eksperymentami. Jest do zimna, zimne i wyrachowane rozwiązanie – nie robią tego jednak dla samych siebie, ale dla wyższych niż oni sami istot. Czy pozwoli mi pan wyjaśnić pokrótce, co mi się przydarzyło?

– O tak, oczywiście. Mamy tyle czasu, ile pan zechce.
UPROWADZENIE PRZEZ MANTINDANE (OK. 1959)
[Obrazek: hgfhhjhgjkkk.jpg]
– Był to dzień, jak każdy inny – piękny dzień w górach w górach na wschodzie Zimbabwe zwanych Inyangani. Moja nauczycielka nakazała mi udać się tam po zioło, którego mieliśmy użyć do wyleczenia ciężko chorego ucznia. Pani Moyo, moja nauczycielka, pochodziła z ludu Ndebele z Zimbabwe, byłej Rodezji.

Szukałem tego ziela, nie myśląc o niczym innym i jednocześnie nie wierząc wcale w te istoty. Nie spotkałem ich nigdy w przeszłości i choć ludzie w Afryce wierzą w wiele rzeczy, byłem wielce sceptyczny nawet wobec istnienia wszystkich istot, ponieważ nigdy żadnej nie spotkałem osobiście.

Niespodziewanie, proszę pana, temperatura wokół mnie spadła, choć był to upalny afrykański dzień. Zauważyłem, że robi się zimno a wokół mnie pojawia się niebieskawa i wirująca mgiełka, odcinając mnie od wschodniej strony. Zastanawiałem się głupio, co to znaczy, ponieważ zacząłem już wykopywać znalezione ziele.

Niespodziewanie znalazłem się w bardzo dziwnym miejscu, które wyglądało jak wyłożony metalem korytarz. Wcześniej pracowałem w kopalniach a miejsce, w którym się właśnie znalazłem przypominało chodnik wyłożony srebrzystoszarym metalem.

Leżałem na czymś, co przypominało ciężką i dużą ladę, albo warsztatowy stół. Nie byłem jeszcze do niego przykuty. Nie miałem na sobie spodni, ani ciężkich butów, bez jakich nie wybierałem się w busz. Niespodziewanie w tym dziwnym korytarzu pojawiły się pozbawione wyrazu, szare stworzenia, które poruszały się ku mnie.

W pomieszczeniu tym znajdowały się światła, ale nie takie, jakie znamy. Były to plamy ze świetlistej substancji, zaś ponad odległym wejściem znajdowało się coś, co wyglądało na napis umieszczony na srebrzystoszarej powierzchni. Istoty te szły ku mnie a ja byłem jak zahipnotyzowany – jakby ktoś rzucił na mnie czar.

Widziałem, jak ku mnie zmierzają, ale nie wiedziałem kim są. Byłem przerażony, ale nie mogłem ruszyć ręką ani nogą. Leżałem tam jak koza na ofiarnym ołtarzu. Kiedy istoty zbliżyły się, poczułem wewnętrzny strach. Były niskie – wzrostem odpowiadały afrykańskim Pigmejom. Miały też bardzo duże głowy oraz chude ręce i nogi.

Zauważyłem wówczas, jako malarz, że istoty te są z punktu widzenia malarza zupełnie źle zbudowane. Ich kończyny były zbyt długie w porównaniu z korpusem, zaś karki bardzo krótkie. Ich głowy były tak wielkie, jak dojrzałe arbuzy. Mieli także dziwaczne oczy przypominające swego rodzaju gogle. Nie mieli nosów, jak my, a jedynie niewielkie dziurki w uniesionej części twarzy miedzy oczyma. Nie posiadali także ust, a jedynie cienkie otwory, jakby wycięte żyletką.

Opis Mutwy zawiera charakterystyczne szczegóły podawane przez wiele innych osób, a wśród nich szczegół dotyczący wyglądu oczu tych istot, które wydają się być pokryte swego rodzaju osłoną. Charakterystyczne jest także uczucie paraliżu i wiele innych szczegółów czytelnych dla wszystkich osób zaznajomionych z głównymi charakterystykami abdukcji, m.in. silnego i nieprzyjemnego zapachu siarki.

Kiedy patrzałem na te istoty w zdumieniu i fascynacji, poczułem coś w pobliżu głowy. Kiedy spojrzałem w górę dostrzegłem kolejną istotę, tylko wyższą niż pozostałe, która stała ponad moją głową i wpatrywała się we mnie.

Spojrzałem w jej oczy i stałem się jak zahipnotyzowany, zauroczony. Spoglądając tak zrozumiałem, że istota chce, abym patrzył w jej oczy. Dostrzegłem, że za osłonami znajdują się jej prawdziwe oczy, skryte za przypominającą okulary osłoną. Były one okrągłe, z pionowymi źrenicami, niczym u kota. Istota nie poruszała głową, ale oddychała – widziałem to. Widziałem jak jej małe nozdrza poruszają się, zamykając się i otwierając... Lecz jeśli ktokolwiek powiedziałby mi kiedyś, że pachnę, jak to stworzenie, z pewnością dałbym mu w twarz.

Od stworzenia dochodził silny zapach, był dziwny i ściskał gardło. Była to chemiczna woń, niczym zgniłe jaja lub siarka, bardzo silna.

Istota zauważyła, że wpatruje się w nią i spojrzała na mnie. Nagle poczułem się potwornie. Wydawało mi się, że mój lewy bok został jakby przebodzony mieczem. Krzyknąłem z bólu, wzywając swą matkę, ale istota umieściła rękę na moich ustach. Było to tak, jakby położyć sobie na ustach pazury żywego kurczęcia – takie miałem wówczas odczucie.

Miała cienkie i długie palce, które posiadały więcej stawów, niż u człowieka. Kciuk znajdował się w innym miejscu. Na każdym z palców znajdował się czarny szpon, niczym u niektórych afrykańskich ptaków. Istota mówiła, abym był cicho. Nie wiem, jak długo utrzymywał się ten ból. Przez cały czas krzyczałem.

Wówczas, zupełnie niezapowiedzianie, coś zostało wyciągnięte z mojego ciała. Spojrzałem na udo pokryte krwią i zauważyłem tam stojącą istotę (jedną z czterech), inną od tej, która stała nade mną. One wszystkie ubrane były w srebrzyste kombinezony, zaś ich ciało przypominało mięso niektórych ryb znanych mi z Afryki. Istota stojąca nade mną wydawała się być kobietą i byłą trochę inna od reszty – wyższa, tęższa i mimo, iż nie posiadała widocznych piersi, wyglądała na kobietę. Pozostali czuli przed nią respekt, bali się jej – nie wiem dlaczego i nie potrafię tego wyrazić.

Potem zaś, kiedy działa się ta straszliwa rzecz, kolejna z istot, chwiejnym krokiem, zbliżyła się do mnie. (Szła jakby podrygując i wyglądała na pijaną.) Podeszła z prawej strony i zatrzymała się przy tej stojącej nad mą głową. Nim się zorientowałem, istota bez zastanowienia wsadziła w mój prawy otwór nosowy coś, co przypominało niewielki srebrny długopis z umieszczonym na końcu kablem.

Ból, jaki wówczas poczułem wydał się nieziemski. Wszędzie były ślady krwi. Dławiłem się i chciałem krzyknąć, ale krew zalała mi gardło. Był to koszmar. Po jakiś czasie stworzenie wyciągnęło ten przedmiot, ja zaś starałem się otrząsnąć i wstać.

Ból był nie do zniesienia, ale istota stojąca nade mną umieściła na mym czole swą rękę i przycisnęła ją lekko. Dusiłem się, starając się wypluć krew, po czym przekręciłem na prawo głowę, wypluwając ją. Co jednak działo się ze mną potem – nie wiem.

Wiem tyle, że ból zniknął, zaś w miejsce niego pojawiły się dziwne wizje – wizje miast, które jakby znałem ze swych podróży, choć były to miasta na wpół zniszczone. Wierzchy budynków były w nich postrącane, zaś okna zionęły pustką niczym puste oczodoły w ludzkiej czaszce. Miałem te wizje raz za razem. Widziałem te budynki zatopione do połowy w rudawej mętnej wodzie.

Wyglądało to na powódź, z wód której sterczały te budowle, częściowo zniszczone wskutek jakiejś katastrofy. Był to przerażający widok.

Potem zaś, nim się zorientowałem, istota stojąca u mych stóp umieściła coś w moim przyrodzeniu, ale nie spowodowało to bólu, tylko gwałtowne podrażnienie.

Kiedy istota wyciągnęła ten przedmiot przypominający małą czarną tubkę, doszło do dziwnej, niekontrolowanej relacji pęcherza moczowego. Oddałem mocz wprost na stojącą obok istotę, która zajęta była wyciąganiem przedmiotu. Ta odskoczyła, niemalże upadając, po czym wkrótce doszła do siebie i oddaliła się niczym pijany owad, opuszczając pokój.

Po chwili inne istoty wyszły, zostawiając mnie leżącego na pokrytym krwią i uryną stole. Mimo to, istota stojąca u wezgłowia pozostała, dotykając dziwnie czarującym i kobiecym gestem mojego lewego ramienia. Stała wpatrując się we mnie, bez jakiekolwiek wyrazu na twarzy. Nie słyszałem, aby istoty te wydawały jakieś dźwięki, dla mnie wydawały się jakby nieme.

Potem zaś jakby znikąd pojawiły się dwie inne postaci, w tym jedna w całości zbudowana z metalu. W swych koszmarach wciąż widzę to stworzenie. Było wysokie, wielkie, bo miejsce, gdzie się znajdowaliśmy było dla niej zbyt małe. Szedł lekko zgarbiony idąc prosto, ale na pewno nie było to żywe stworzenie. Była to metalowa istota, jakby swego rodzaju robot. Podszedł i stanął u mych stóp i niezgrabnie nachylony spoglądał na mnie z góry. Nie miał ust, ani nosa a jedynie parę jasnych oczu, które wydawały się zmieniać kolory i w jakiś sposób poruszać się.

Potem zza wysokiej zgarbionej istoty wyłoniła się postać, która zupełnie mnie zadziwiła. Wyglądała proszę pana na bardzo, bardzo, bardzo opuchniętą. Miała różową skórę, blond włosy i ludzkie ciało oraz jasne niebieskie skośne oczy. Jej włosy przypominały swego rodzaju nylonowe włókno. Postać ta miała umieszczone wysoko kości policzkowe i niemal ludzkie usta (z wargami) oraz wystający podbródek. Z pewnością była to kobieta, lecz jako malarz i rzeźbiarz zauważyłem, że zbudowana była nieproporcjonalnie.

Po pierwsze – jej piersi wydawały się być cienkie i zaostrzone, osadzone zbyt wysoko na klatce piersiowej. Jej ciało było potężne, niemal otyłe, jednak jej nogi były zbyt krótkie (podobnie zresztą, jak ramiona), w porównaniu do reszty ciała. Podeszła do mnie i spojrzała się i nim się zorientowałem, zaczęła ze mną kopulować. Było to wstrząsające przeżycie, gorsze nawet od tego, co przeszedłem wcześniej. Trauma tego, co się stało wpływa na moje życie do dziś dnia, dokładnie 40 lat od tych wydarzeń.

Ten etap przypomina historię Brazylijczyka Antonio Villas-Boasa, który doświadczył abdukcji w 1957 roku. Charakterystyczne są także wizje, których doświadczył Mutwa. Podobne szczegóły pojawiają się niekiedy w relacjach o uprowadzeniach.

Potem, kiedy istoty odeszły i zostałem tylko z tą, która stała nad mą głową, ta uchwyciła mnie za włosy i głowę, zmuszając do wstania i zejścia ze stołu. Zrobiłem to będąc w takim stanie, iż upadłem na podłogę, wspierając się na nadgarstkach i kolanach.

Zauważyłem, że podłoga była dziwna – widniały na niej ruchome nieustannie zmieniające się purpurowe, czerwone i zielonkawe wzory, widoczne na stalowym podłożu. Istota pochwyciła mnie za włosy, zmuszając do wstania, po czym popchnęła mnie rozkazując by iść za nią.

Mój drogi, opisanie tego, co widziałem w tym przedziwnym miejscu zabrałoby mi zbyt wiele czasu. Nawet dziś mój umysł nie potrafi pojąć tego, co widziałem podążając za istotą, która przepychała mnie z jednego pomieszczenia do drugiego. Wśród wielu rzeczy zauważyłem tam m.in. ogromne cylindryczne obiekty wykonane z tworzywa przypominającego szkło. W obiektach tych, które rozciągały się od podłogi po strop, znajdował się szaro-różowy płyn, w którym pływały miniaturowe wersje obcych istot przypominających wyglądem odrażające małe żabki.

Ten zatrważający incydent znany jest także wśród innych przypadków, gdzie świadkowie nie tylko widzieli, ale również obcowali z hybrydami – istotami powstałymi rzekomo ze skrzyżowania człowieka z obcymi. Często świadkowie opisują bardzo traumatyczne obrazy. W kilku przypadkach matki mówią o dziwnym związku z pokazanymi im istotami, które, jak się przypuszcza, mogą być ich dziećmi.

Nie potrafię zrozumieć, dlaczego mi to pokazano. Potem jednak, kiedy byłem w ostatnim pomieszczeniu, ujrzałem leżących na stołach ludzi i inne dziwne stworzenia, czego sensu do dziś nie mogę zrozumieć.

Minąłem białego człowieka, prawdziwego białego człowieka, od którego czuć było zapach potu, uryny, ekskrementów i strachu. Leżał on na stole, jak ja. Kiedy przechodziłem spojrzałem w jego oczy, zaś on w moje.

Potem znalazłem się znowu w buszu. Nie miałem spodni i czułem potworny ból w udzie i przyrodzeniu, który nasilał się. Zdjąłem koszulę, której użyłem jako przepaski i poszedłem w busz.

Spotkałem grupę młodych Rodezyjczyków, którzy zaprowadzili mnie do wioski nauczycielki. Kiedy zjawiłem się tam, cuchnąłem tak bardzo, iż każdy pies z wioski chciał porwać mnie na strzępy. Tylko moja nauczycielka, jej uczniowie i mieszkańcy wsi ocalili mnie tego dnia, choć nikt nie był zaskoczony tym, co im opowiedziałem. Zaakceptowali to mówiąc, że to, co przeżyłem stało się udziałem wielu innych ludzi przede mną i co więcej, miałem na tyle szczęścia, że przeżyłem, ponieważ w tych obszarach ludzie często ginęli bez wieści – zarówno Biali, jak i Czarni.

Lekko skrócę tą historię. W następnym roku, tj. 1960, dostarczałem paczki w Johannesburgu, pracując w sklepie z pamiątkami. Pewnego razu biały człowiek krzyknął i kazał mi się zatrzymać. Uznałem, że to funkcjonariusz policji, więc chciałem okazać mu dokumenty. Ten jednak ze złością powiedział mi, że wcale nie chce ich widzieć. Zapytał mnie wtedy: „Słuchaj, gdzie do cholery ja wcześniej cię widziałem? Kim ty jesteś?” „Nikim” – odrzekłem. „Zwyczajnym pracującym człowiekiem”. „Przestań pieprzyć” – odparł. „Kim u diabła jesteś I gdzie cię widziałem?”

Spojrzałem na niego i poznałem go po jego długich rozczochranych brązowawych włosach i śmiesznym zaroście. Pamiętałem go – jego niebieskie nabiegłe krwią oczy i przebijające przez nie przerażenie oraz skórę bladą niczym u kozy.

Odpowiedziałem mu: „Człowieku, widziałem cię w pewnym podziemnym miejscu w Rodezji”. Gdybym w tamtym momencie uderzył go, z pewnością nie zareagowałby w podobny sposób, bowiem odwrócił się i odszedł z przerażającym wyrazem twarzy, znikając po drugiej stronie ulicy.

Właśnie to z grubsza mi się przytrafiło, choć musi pan wiedzieć, że to wcale nie unikalne przeżycie.

Od tego czasu spotkałem wiele, wiele osób, które przeżyły coś identycznego a większość z nich to zwyczajni mieszkańcy Afryki, którzy nie potrafią ani pisać, ani czytać. Przybywali do mnie jako szamana, aby znaleźć ratunek, jednak ja sam poszukiwałem kogoś mądrzejszego, aby wyjaśnił mi, co tak właściwie wtedy się wydarzyło. Dzieje się tak dlatego, że jeśli ktoś został schwytany przez Mantindane, w jego życiu zachodzą wielkie zmiany, zaś osoba staje się tak zszokowana, iż wstydzi się samej siebie – wykształca wobec siebie nienawiść, której nie rozumie a także delikatne zmiany w życiu, których sensu nie pojmuje.

Rzeczy, o których mówi Mutwa, to z jednej strony problemy emocjonalne, jakie spotykają ludzi, którzy doświadczyli abdukcji, a z drugiej pojawiające się u niektórych zmiany osobowości, czasem mające skutek w pojawieniu się uzdolnień w kierunku artystycznym. Porównaj ze stanem „wyostrzenia zmysłów” u Mutwy.

Jedna z nich jest następująca: Wykształca się niespotykane umiłowanie rodzaju ludzkiego. Chce się objąć każdego i powiedzieć: „Hej ludzie! Obudźcie się! Nie jesteśmy sami, ja to wiem!”

Doświadcza się także uczucia, iż twoje życie, nie należy już do ciebie i co więcej, czuje się dziwną potrzebę przenoszenia się z miejsca na miejsce, potrzebę bycia w podróży. Człowiek boi się wtedy o przyszłość, napełnia się obawami o ludzi.

Kolejna rzecz to rozwijanie wiedzy, nie należącej do samego człowieka. Rozwija się zrozumienie kosmosu, czasu, stworzenia – pojęć, które nie mają sensu dla zwykłych ludzi. To stan, gdzie po strasznych torturach, usunięciu z ciała substancji, dochodzi do pewnego rodzaju wymiany i kiedy wie się rzeczy, o których wiedzą Mantindane, ale nie zwyczajni ludzie.

Ale proszę pana, taki stan boskiego oświecenia może zdarzyć się też pod innymi warunkami... Dla przykładu pewnego razu w 1966 roku zostałem aresztowany i dosyć brutalnie przesłuchiwany przez służbę bezpieczeństwa. Był to okres, w którym Czarni intelektualiści, bez względu na to kim się było, doświadczali wizyt ze strony tych ludzi, którzy poddawali ich torturom, czasem podłączając do prądu i zadając pytania itd.

Czasem, kiedy ci „ludzie” poddają innych torturom, ich ofiary wyczuwają, co myślą ich oprawcy. Czasem także w przypadku oddziaływań z ludźmi ma miejsce wymiana myśli. [...]

To właśnie dlatego mówię o tych dziwnych rzeczach, które przepływają przez moją głowę. Tamtego dnia moje myśli zalały wizje z mózgów Mantindane.

Od tego czasu (a jestem człowiekiem niewykształconym), trudno mi o tym mówić, a co dopiero pisać. Wyrażenie tego, co ludzie lepiej znający angielski powiedzą w kilku słowach, zajęłoby bardzo dużo czasu. Jednak moje dłonie są w stanie wykonywać rzeczy, których nikt mnie nie nauczył.

Wykonuje działające silniki, pistolety każdego typu, co potwierdzą znający mnie ludzie. Pan Icke może pokazać panu, co zrobiłem wokół mojego nowego domu. Konstruuje maszyny z kawałków żelaza. Nie wiem, skąd nabyłem tej wiedzy. I od owego przerażającego dnia, wizje (w tym te, które widuje od dziecka) oraz normalne odczucia szamana zyskały na intensywności.

Nie wiem dlaczego tak jest i chcę poznać tego powód. Muszę powiedzieć jednak panu, że istoty, które ludzie błędnie nazywają obcymi, nie są wcale tak obcy.
cdn...

Tłumaczenie, opracowanie i źródło: Serwis NPN
Skopiowane: wolnemedia.net
ŹRÓDŁA

1. Great Zulu Shaman and Elder CREDO MUTWA on Alien Abduction & Reptilians, A Rare, Astonishing Conversation 9/30/99 by Rick Martin.

2. Vasamazulu Credo Mutwa and the Alien Agenda, Louis Proud, FATE, May 2008.

3. Cytaty ze Starego Testamentu za: Biblia Tysiąclecia, Pallotinum, Poznań 2002.

4. Internet: Ufoevidence.org / Earthfiles.com

https://www.vismaya-maitreya.pl/zakryte_...i_cz4.html
***
Kiedy twój czas będzie bliski końca,
Może wtedy zaczniesz pojmować,
Że życie tutaj to tylko dziwna iluzja
***
Noli messorem timere
28-06-2020, 17:47
Znajdź Posty Reply


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Impressum | Mitglieder | Regeln | Forensoftware MyBB