John Dee
Autor Wiadomość
Mglisty Offline
Użytkownik

Liczba postów: 49
Dołączył: Jun 2019
Reputacja: 1
Podziękowania: 3
Podziękowano 11 razy w 9 postach
Post: #1
John Dee
John Dee, urodzony 13 lipca 1527 roku w Mortlake, oddalonym osiem mil od Londynu, człowiek uzdolniony i niezwykle pracowity, utrzymywał długotrwałe kontakty z aniołami, które pojawiały się w jego magicznym zwierciadle. Byty te udzielały mu rad, stawiały żądania i towarzyszyły jego poczynaniom. Do dziś zachował się język, w jakim się wypowiadały. Dla niektórych jest to najprawdziwsza mowa aniołów. Czy był to przykład jednego z pierwszych kontaktów z „tamtą stroną”? Transkomunikacja? Nie da się tego wykluczyć. 


 Dee studiował w Cambridge, na sen przeznaczał jedynie cztery godziny na dobę. Nic dziwnego, że w wieku piętnastu lat został lektorem greki na uniwersytecie. Podróżował do Niderlandów, a potem do Louvain w Belgii, gdzie zaprzyjaźnił się z Gerardusem Mercatorem – słynnym geografem i kartografem, twórcą pierwszych w świecie globusów. Zainteresowania Johna Dee skupiały się wokół teologii, astronomii, kartografii i mechaniki. Jeszcze jako student konstruował urządzenia mechaniczne. Podczas przedstawienia na uczelni jednej z komedii Arystofanesa, Dee – pierwszy w historii TWÓRCA EFEKTÓW SPECJALNYCH – wypuścił na widownię mechanicznego skarabeusza! Spowodował tym nieopisaną panikę i oskarżenia o uprawianie czarów. Dzięki wykładom na uczelniach całej Europy – a pamiętajmy, że miał dopiero dwadzieścia kilka lat! – John przestawał z awangardą ówczesnej nauki. Dodajmy, że interesował się również alchemią i astrologią. I chociaż twierdzono, że działalność okultystyczna służyła mu za kamuflaż, zajmował się bowiem szpiegostwem na rzecz Korony Brytyjskiej, jest mało prawdopodobne, aby chodziło wyłącznie o tzw. przykrywkę. Nie ulega natomiast wątpliwości, że używając kryptonimu „007” (sic!), w latach 1552-1555 był na usługach Williama Cecila, twórcy elżbietańskiej siatki szpiegowskiej (mój przyp. to Dee był pierwowzorem agenta Jamesa Bonda Iana Fleming'a).
Podobno królowa Elżbieta nadała mu przydomek „Eyes”, ponieważ tak ją zafascynowały jego oczy. Alchemik sygnował swoje raporty dwoma kółkami, nad którymi umieszczał liczbę 7. Siódemka – jak twierdził – przynosiła mu szczęście. W roku 1581 Dee miał niezwykłego gościa. Była to istota „nie z tego świata” – anioł. Podczas seansu wróżebnego posłaniec ów zjawił się w czarnym lustrze, które Dee odnalazł wśród artefaktów przywiezionych z Meksyku przez żeglarzy. Było ono okrągłe, wykonane z obsydianu – wulkanicznego szkliwa, którego magiczne właściwości doceniali już Aztekowie. Anioł zapowiedział, że wpatrując się w zwierciadło, alchemik będzie mógł oglądać inne światy i nawiązywać kontakt z ich mieszkańcami. Trudno dziś ustalić, czy MAGICZNE LUSTRO rzeczywiście okrywała jakaś tajemnica. Natomiast faktem jest, że angielski mag całkowicie podporządkował mu swe życie. Dodajmy, że zainteresowanie Anglika krystalomancją miało charakter praktyczny. Sam przeprowadzał eksperymenty optyczne oraz budował zwierciadła. O jednym z nich napisał w przedmowie do pierwszego angielskiego przekładu Euklidesa. Opis owego lustra wzbudził spore zainteresowanie. 16 marca 1576 roku, w dzień pogrzebu pierwszej żony Johna, zwierciadło podziwiała królowa Elżbieta. „Człowiek piekielnie się przeraża włas-nego cienia – pisał Dee. – (...) Jeżeli ty, będąc sam w pobliżu pewnego zwierciadła... spróbujesz sztyletem lub mieczem dotknąć lustro, nagle odsuniesz się w tył dlatego, że w powietrzu między tobą a lustrem ukazuje się zjawa z taką samą ręką, mieczem lub sztyletem i z tą samą szybkością zmierzająca wprost na twoje oko, tak jak ty wobec lustra. Zapewne to dziwne do słyszenia, ale rzeczywiście jest to jeszcze bardziej cudowne, niż słowa me to mogą oznajmić”. Dee, który miał raczej mierne wyniki jako medium, poszukiwał asystenta. Ostatecznie jego wybór padł na Edwarda Talbotta alias Kelleya, który w roku 1582 zjawił się w jego domu na przedmieściach Londynu. Ta decyzja zaowocowała wieloma problemami. 

KIM BYŁ KELLEY? Okultystą, alchemikiem, nekromantą, a ponadto – awanturnikiem i oszustem. O tym jednak Dee przekonał się wiele lat później. Nie sprawdził bowiem, że pod nigdy niezdejmowaną czapką – rodzaj skórzanej mycki z klapkami – Kelley ukrywał znamię hańby: blizny na przyciętych przez kata uszach. Kara ta spotkała go za sfałszowanie dokumentów notarialnych, co z pewnością nie było największym wykroczeniem, jakie zdarzyło mu się popełnić. Przedwojenny badacz technik wróżebnych, Ryszard Gansiniec, w publikacji pt. „Krystalomancja” tak napisał o nim: „Wpływ Kelleya, którego współcześni charakteryzują jako przebiegłego geszefciarza, niektórzy wprost jako oszusta, zapewne nie był dodatni. Kelley żadną miarą NIE DORÓWNYWAŁ DEE wykształceniem i nie miał skłonności naukowych, natomiast odznaczał się wybitnie tym, czego brakło Dee, mianowicie dużym sprytem życiowym obok ludowego mistycyzmu”. Dee i Kelley rozpoczęli wspólne seanse wróżenia. Razem podróżowali po całej Europie; ich znajomość trwała sześć lat. Podczas transów Kelley przemawiał w języku łacińskim i greckim, mimo że – jak już powiedzieliśmy – jego wykształcenie było mizerne. Także podawane przez niego komunikaty, których autorami były istoty duchowe, zdradzały dużą wiedzę w różnych dziedzinach. Na ogół rzecz sprowadzała się do dyktowania długich ciągów liter, składających się na magiczne kwadraty, z których następnie odcyfrowywano imiona duchów. Dzięki temu można było te byty przywołać i – co ważniejsze – nakłonić do współpracy. Lustro, niczym okno otwarte w zaświaty, stało się więc łącznikiem z tajemniczymi istotami. Przy czym ukazujące się w nim anioły porozumiewały się z Kelleyem za pośrednictwem dość specyficznego języka, który Dee nazwał enochiańskim. Fonetycznie nie przypomina żadnej ludzkiej mowy. Alfabet enochiański składa się z dwudziestu jeden liter. Są to kolczaste i rogate znaki, które łatwo rozpoznać. Z notatek z seansów wiemy, że oprócz swych imion, anioły przekazywały również inwokacje, będące rodzajem wezwania do nadprzyrodzonych mocy. Na podstawie udzielanych przez duchy wskazówek, jak przeprowadzać magiczne ceremonie, John Dee opracował MAGICZNY SYSTEM ENOCHIAŃSKI, który wielu adeptów magii stosuje do dziś. Benjamin Rowe, jeden z praktyków tej metody pisał: „trudność polega na tym, że zewy pozwalają magowi przywołać siłę bez żadnej znajomości jej natury. Normalnie w inwokacji mag zaczyna od symbolu lub zestawu symboli, dążąc do spowodowania przy ich użyciu manifestacji odpowiadających im mocy. Zastosowane symbole definiują inwokowaną moc. Za to zewy enochiańskie prowadzą do manifestacji niezależnie od tego, czy mag rozumie ich zawartość symboliczną. (...) Innymi słowy zewy i imiona otwierają przed nami różne krainy w zależności od poziomu istnienia, na którym operujemy”. 

Dee rozpoczął oficjalną służbę dla Korony Brytyjskiej, konsultując decyzje królowej. Jednocześnie prowadził swe badania alchemiczne. 13 maja 1583 roku zawarł znajomość z wojewodą Olbrachtem Łaskim, politykiem o wielkich ambicjach, szlachcicem, człowiekiem nietuzinkowym, zainteresowanym alchemią i magią. Łaskiego przyjęto bardzo przychylnie na dworze królowej. 18 maja udał się do Mortlake, gdzie mieszkał Dee, i zapoznał się ze sztukami mantycznymi, jakimi władał angielski uczony. Łaski chciał zasięgnąć rady Dee w sprawie trapiącej go podagry. Po wyjeździe Łaskiego Dee i Kelleyowi nieoczekiwanie pokazała się jakaś istota pod postacią małej dziewczynki. W „Dzienniku” angielskiego alchemika można na ten temat przeczytać: „Włosy jej z przodu układały się w loki i zwieszały się nisko wokół; miała ona na sobie sukienkę jedwabną w czerwone i zielone desenie i chodząc tu i tam między mymi książkami, pląsała wokoło”. Istota przedstawiła się jako Madini. Potem pojawiła się też Galvah, która twierdziła, że jest aniołem. Galvah zapowiadała napisanie przez Dee książki, która ZASTĄPI BIBLIĘ i da „nowe prawo z nieba, nowe światło i nową naukę”. Księga ta zostanie napisana w nowo utworzonym „świętym języku”. Kelley otrzymał od duchów w tym języku wiele przekazów, które rozumiał tylko w transie. Pisma w tym języku i próby ich przekładu wypełniają dużą część „Dziennika” Dee. O Olbrachcie Łaskim anioł powiedział: „Słońce nie zakończy swego biegu, gdy zostanie on królem. Mądrość jego wywoła wielką zmianę w Polsce, jak i na całym świecie”. 15 czerwca Dee przekazał Łaskiemu tę przepowiednię. 

Następnego dnia, podczas seansu z udziałem Łaskiego, w lustrze pojawił się duch Jubanladace, który przepowiedział wojewodzie spowodowanie nawrócenia Żydów oraz „zaniesienie przez niego krzyża do Turków i pogan”. 26 czerwca doszło do kolejnego seansu. „Byliśmy razem w mej pracowni, a ja stałem przy swym stole, gdy E. K. (Edward Kelley) dostrzegł nad moją głową okrągłą kulę, wyłaniającą się z białego dymu. Natychmiast odczułem obecność dobrej duchowej istoty i jakoś zjawił się dobry anioł Il”. Głos należący do anioła stwierdził: „Stefan, król polski w wojnie nędznie zginie (...) ja UCZYNIĘ CIĘ WODZEM I KRÓLEM narodu mego w Polsce i Mołdawii. Wtedy osiągniesz swój cel (...) Do pomocy i opieki polecę ci swego anioła w tajemnicy przed całym światem. (...) Tymczasem twardo trzymajcie się tego, co powiedziałem i zachowajcie tajemnicę”. Podobno Łaski – sam parający się magią – miał ambicję zasiąść na tronie zajmowanym podówczas przez Stefana Batorego. Był to zaledwie fragment jego planów dotyczących zmian politycznych w Europie. Czy zdradził je Johnowi Dee? Czy John Dee je poparł? W wydanej przed wojną książce „Czarnoksięstwo i mediumizm” prof. Ignacy Matuszewski tak pisze o Dee: „W ciągu tych dwudziestu czterech lat obserwował fenomeny najrozmaitszego rodzaju. Na pierwszym stało wpatrywanie się w kulę kryształową, w której zjawiały się różne obrazy i postacie. Objawom tym towarzyszyły początkowo głośne pukania, a później i KOMPLETNE MATERIALIZACJE. Odkąd wojewoda Olbracht Łaski poz-nał proroctwo na swój temat, namawiał Dee i Kelleya, aby towarzyszyli mu w drodze do Polski. Prawdopodobnie marzyło mu się wprowadzenie obu spirytystów na dwór Batorego i uzyskanie tym sposobem wpływu na króla. Nie powiadamiając o tym nikogo, nocą 21 września 1583 roku Łaski, Dee i Kelley wsiedli na dwie łodzie rybackie parę mil od portu Gravesend i przy świetle księżyca wyruszyli w dość niebezpieczną podróż. Do dziś pozostaje tajemnicą, jak wojewoda przekonał Anglików, by opuścili swą ojczyznę, pozostawiając w niej majątek i przysługujące im przywileje. Dodajmy, że zarówno Dee, jak i Kelley uciekli z Anglii razem ze swoimi żonami. Dee wziął ze sobą również syna, Arthura. Podróż trwała pięć dni. Przez Rotterdam, Bremę, Hamburg, Szczecin, Stargard i Poznań, 3 lutego 1584 roku cała siódemka dotarła do zamku rodowego wojewody w Łasku. Przedwojenny badacz mediumizmu Karol Kiesewetter w studium zatytułowanym „John Dee, spirytysta XVI wieku” tak opisuje te wydarzenia: „Zewnętrzne życie naszych magów w Łasku kształtowało się bardzo posępnie, gdyż Łaski został trochę przyciśnięty swymi długami, a w panującym gospodarstwie polskim często brakowało niezbędnych rzeczy. Dlatego właśnie 9 marca udali się do Krakowa”. 21 marca 1584 roku wojewoda wynajął mieszkanie przy ulicy św. Szczepana (dziś ul. Szczepańska) dla obu Anglików i ich żon. 

Kontynuowane seanse potwierdzały, że przed Łaskim otwiera się BŁYSKOTLIWA KARIERA POLITYCZNA. Po krótkim wyjeździe do Pragi na dwór Rudolfa II, zwanego królem alchemików, Anglicy ponownie pojawili się w Krakowie i 17 kwietnia 1585 roku doszło w końcu do audiencji na królewskim dworze. „W swojej przemowie zapewnił Dee, że przychodzi na bezpośredni rozkaz Boga – pisze Kiesewetter – aby królowi objawić wolę Pana, i mówił, że po kolei odczyta mu wszystkie tajemnice, ponieważ został oceniony jako godny ich poznania. Król odpowiedział mu bardzo łaskawie (...). 23 maja król wezwał Dee i Łaskiego na audiencję i pierwszemu uczynił zarzut, że wszystkie przepowiednie i boskie wyrocznie skończyły się wraz z Chrystusem. Jednak, dorzucił, ponieważ nie wątpi, że Bóg także jeszcze teraz może objawić ukryte rzeczy, chce go wysłuchać (...). W długiej mowie Dee próbował rozwiać wątpliwości króla (...). [Seans] odbył się 29 maja w gabinecie królewskim. Udział brali: król Stefan, Łaski, Kelley. Ukazał się Uriel w długiej, białej szacie, z falującymi lokami i mówił przez Kelleya – częściowo w jambach – po łacinie”. Anioł przekonywał Stefana Batorego, by ten krwawo rozprawił się z Czechami. 

Kolejna wizyta Anglików w Krakowie miała miejsce w pierwszym roku panowania Zygmunta III Wazy (1587). Król ten, ostrzeżony przez Watykan, który oskarżał Johna Dee o nekromancję, nie patrzył na Anglika już tak przychylnym okiem jak Batory. Wtedy też zaszło coś, co uprzedziło Johna Dee do eksperymentowania ze zwierciadłem i rozmów z objawiającymi się w lustrze bytami. Otóż podczas jednego z seansów duchy zażądały, aby Dee i Kelley na jedną noc zamienili się żonami! Obydwie panie: Jane Dee i Joan Kelley miały po dwadzieścia kilka lat. Przekaz podawał, że po tej nocy Jane zajdzie w ciążę i urodzi dziecko, które będzie miało NADPRZYRODZONE ZDOLNOŚCI. Kto wie, czy autorem tego pikantnego pomysłu nie był sam Kelley – to on w końcu, jako medium, przekazywał polecenia od „uskrzydlonych mężów”. Do roszady doszło, jednak od tego momentu Dee nabrał podejrzeń zarówno wobec swego towarzysza, jak i anielskich rozmówców z lustra. Może zaczął się zastanawiać, czy nie wszedł w kontakt z „aniołami upadłymi”, a mówiąc wprost – z diabłami? Wiele jednak wskazuje na to, że Dee rozmawiał z ciemną stroną świata duchów. Większość uzyskanych w lustrze proroctw okazała się chybiona. Dee i Kelley skończyli źle. Pierwszy, aresztowany za oszustwa, zginął podczas ucieczki z więzienia. Drugi umarł w ubóstwie, o mało co nie spalony na stosie jako czarnoksiężnik i herezjarcha. Żadnemu z nich kontakty z „tamtą stroną” nie przyniosły niczego dobrego.

Źródło
***
Kiedy twój czas będzie bliski końca,
Może wtedy zaczniesz pojmować,
Że życie tutaj to tylko dziwna iluzja
***
Noli messorem timere
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 30-05-2020, 13:44 {2} przez Mglisty.)
30-05-2020, 13:37
Znajdź Posty Reply
 Podziękowali: Kacper
Mglisty Offline
Użytkownik

Liczba postów: 49
Dołączył: Jun 2019
Reputacja: 1
Podziękowania: 3
Podziękowano 11 razy w 9 postach
Post: #2
RE: John Dee
Inna wersja biografii, bardziej szczegółowa:

John Dee przyszedł na świat w Londyńskiej Tower Ward, jako członek walijskiej rodziny Dee[1]. Jego ojciec, Roland Dee był kupcem[2] oraz piastował funkcję pomniejszego dworzanina. Do Londynu przybyli oni z Walii około roku 1485 – podczas koronacji Henryka Tudora na Henryka VII, Króla Anglii. Jeśli chodzi o swoją rodzinę, Dee lubił utrzymywać, iż są oni potomkami Wielkiego Rhodri Mawr'a, pierwszego księcia Walii z przydomkiem „Wielki”.  Dee uczęszczał do katolickiej szkoły w Chelmsford (dziś jest to King Edward VI Grammar School[3]), a następnie - w latach 1543-1546 - do St. John's College[4] w Cambridge. Jego zdumiewające zdolności intelektualne wywarły niemałe wrażenie na wykładowcach i szybko stał się honorowym profesorem Trinity College[5].  

W latach 40 i 50 XVI wieku John Dee podróżował po Europie, studiując w Leuven i Brukseli, a także wykładając matematykę Euklidesa w Paryżu. Wówczas poznał się z Gemmą Frisius i został bliskim przyjacielem kartografa Gerardusa Mercatora. Dzięki tym znajomościom powrócił do Anglii zaopatrzony w bogatą kolekcję przyrządów matematycznych i astronomicznych.  Po powrocie, w roku 1552, spotkał w Londynie Gerolamo Cardona; wraz z nim zajął się badaniami nad perpetum mobile jak również kamieniami szlachetnymi, które według niego miały posiadać magiczne moce – a nieco później najprawdopodobniej ozdobiły one magiczny artefakt stworzony przez Johna Dee - Stół Przymierza.  

W 1554 zaproponowano mu stanowisko profesora matematyki na Uniwersytecie w Oxford[6], propozycję tą jednak John Dee odrzucił - zajmował się w tym czasie pisaniem i być może miał nadzieję na lepszą pozycję na dworze króla Henryka. W 1555 Dee został członkiem "the Worshipful Company of Mercers"[7], pozycję tą odziedziczył po ojcu, dzięki patriarchalnej strukturze stowarzyszenia.  Dokładnie w tym samym roku, kilka miesięcy później John Dee został aresztowany i postawiono mu zarzut "wyrachowania" za stawianie horoskopów Królowej Marii i Księżniczce Elżbiecie, wkrótce zarzuty zostały poszerzone o zdradę wobec Królowej. Dee stawił się w Sądzie Izby Gwiaździstej[8] i jak przystało na człowieka o nieprzeciętnej inteligencji, szybko uwolnił się z zarzutów. Został oddany jednak w ręce katolickiego biskupa Bonner'a[9] w celu przeprowadzenia przesłuchania religijnego – zarzut zmieniono na herezję, a sąd polityczny – na sąd religijny. I właśnie ten sąd – jak i skłonność do niezdradzania tajemnic miały przyczynić się do jego upadku w przyszłości. Tymczasem jednak ponownie udało mu się oczyścić swoje imię i szybko stał się bliskim współpracownikiem Bonnera. 

 W 1556 Dee, jako wielbiciel mądrości i wiedzy, zaprezentował Królowej Marii swój plan dotyczący sposobu przechowywania starych ksiąg, manuskryptów i danych oraz stworzenia biblioteki narodowej. Propozycja ta została odrzucona. Niezrażony, poszerzył on swoją osobistą biblioteką w swym domu w Mortlake, niestrudzenie zdobywając książki i manuskrypty z Anglii i kontynentu europejskiego. Biblioteka Dee, największe centrum naukowe poza uniwersytetami szybko zdobyła sławę i przyciągnęła do siebie największym naukowców tamtych czasów.  

Gdy w 1558 na tronie Anglii zasiadła Elżbieta, Dee stał się jej zaufanym doradcą w sprawach astrologii i nauki, m.in. sam wybrał datę koronacji, współpracował z wojskiem angielskim[10] i od lat 50 do 70 XVI wieku służył, jako doradca angielskich wypraw odkrywczych. Zapewnił techniczną pomoc w sprawach nawigacji i ideologiczne wsparcie podczas tworzenia „Imperium Brytyjskiego”, był też pierwszą osobą, która użyła tej nazwy. W 1577, ukazała się publikacja Dee o nazwie General and Rare Memorials pertayning to the Perfect Arte of Navigation, praca, która prezentowała jego wizję morskiego imperium i dowodziła angielskich praw do terytoriów Nowego Świata.  Dee znał również Humphreya Gilberta i był bliskim znajomym Sir Philipa Sidney'a – często spotykał się z nim i jego otoczeniem.  

W 1564, Dee napisał hermetyczną pracę Monas Hieroglyphica („The Hieroglyphic Monad”), wyczerpującą kabalistyczną interpretację glifu jego własnego projektu, napisaną by wyrazić hermetyczną ideę mistycznej jedności całego stworzenia. Praca ta została wysoce oceniona przez wielu ówczesnych czytelników, jednak utrata niespisanej tradycji ustnej otoczenia Johna Dee sprawiła, że w dzisiejszych czasach interpretacja dzieła jest trudna, jeśli nie niemożliwa do dokonania. Sześć lat później, w 1570 Dee opublikował dzieło, które przyniosło mu jeszcze większą sławę - Mathematical Preface[11] (Przedmowa Matematyczna) do angielskiego tłumaczenia „Elementów” Euklidesa wg Henry'ego Billingsley'a. Stwierdził w nim między innymi ponadczasową ważność matematyki i jej wpływów na inne dziedziny sztuki i nauki. Przeznaczona dla osób spoza grona uniwersyteckiego, praca okazała się być najbardziej wpływowym i najczęściej drukowanym dziełem Dee.  

Na początku lat 80 XVI wieku, Dee zaczął być coraz bardziej nieusatysfakcjonowany swoim rozwojem duchowym, poziomem zrozumienia tajemnic natury oraz brakiem wpływów i uznania. Zwrócił się wówczas do nadnaturalnych metod zdobywania wiedzy. Dokładniej, szukał kontaktu z aniołami poprzez wróżbitów lub magów, którzy służyliby, jako media pomiędzy Johnem Dee a aniołami.  Pierwsze próby były nader niesatysfakcjonujące i nieudane, jednak w roku 1582, Dee poznał Edwarda Kelley'a (wówczas znanego, jako Edward Talbot), który bardzo zaimponował mu swoimi zdolnościami. Dee wziął Kelley'a do siebie na służbę[12] i poświęcił całą swoją energię swoim okultystycznym dążeniom. Owe „duchowe spotkania” lub „działania” były połączone z praktyką postawy intensywnej pobożności chrześcijańskiej[13], zawsze po okresie oczyszczenia, modlitwy i postu. Dee był przekonany o korzyściach, jakie jego działania mogą przynieść ludzkości. Utrzymywał, iż aniołowie podyktowali im w ten sposób kilka książek, niektóre z nich w ich własnym języku – anielskim (Enochiańskim)[14].  W 1583, Dee poznał polskiego szlachcica, Alberta Łaskiego, który poprosił go, aby ten mu towarzyszył w drodze powrotnej do Polski. Zachęcony przez aniołów, Dee zdecydował się jechać. Wkrótce, więc Albert Łaski, John Dee, Edward Kelley i ich rodziny opuścili Anglię we wrześniu 1583 i wyruszyli na dwór Stefana Batorego do Krakowa.  Tam spotkał ich zawód - Łaski okazał się bankrutem i człowiekiem bez uznania w swoim własnym kraju, a król Polski nie był zainteresowany przekazem anielskim. Dee i Kelley rozpoczęli podróże po Europie Środkowej, kontynuując duchowe spotkania, cały czas spisywane przez Dee. Mieli audiencje u Rudolfa II w Czechach, podczas której Dee ponownie starał się przekonać monarchę o ważności komunikacji z aniołami. Rudolf II, – mimo iż sam interesował się alchemią, tak jak Stefan Batory nie przyłożył zbyt wielkiej wagi do tego, co mają do powiedzenia aniołowie, bardziej zainteresowała go osoba Edwarda Kelleya, również alchemika[15].  Podczas duchowego spotkania w Bohemii w 1587 roku, Kelley obwieścił dziwny przekaz. Rzekł on, iż anioł Uriel rozkazał, aby mężczyźni podzielili się swoimi żonami. Kelley, który w tamtym okresie stał się prominentnym alchemikiem i był znacznie bardziej poważany niż Dee, mógł pragnąć użyć tego wybiegu, aby zakończyć spotkania duchowe – skądinąd całkowicie nieopłacalne. Rozkaz wywołał wielki gniew Dee, ale nie wątpił w jego prawdziwość i najprawdopodobniej wysłuchał go, jednakże zakończył spotkania duchowe zaraz potem i nigdy już nie spotkał się z Kelley'em. W 1589 roku powrócił do Anglii.  

Dee powrócił do Mortlake po sześciu latach, aby odnaleźć zrujnowaną bibliotekę i skradzione najcenniejsze książki i przyrządy matematyczne i astronomiczne. Ujrzawszy to, zaczął starać się o wsparcie ze strony królowej Elżbiety, która ostatecznie w 1592 roku dała mu główne stanowisko w „Christ's College”[16] w Manchesterze. Było to seminarium duchowne, zmienione w protestancką instytucję przez edykt królewski w roku 1578.  Jakkolwiek posada nie była najgorsza, Dee nie potrafił zachować kontroli nad wykładowcami, którzy okazywali mu brak szacunku i często go oszukiwali[17]. Na początku swojej pracy na tym stanowisku, została mu przedstawiona sprawa siedmiorga dzieci opętanych przez demony, jednakże sam Dee niezbyt się nią zainteresował, pozwalając jedynie na odnalezienie rozwiązania w swojej, nadal potężnej, bibliotece.  Mag opuścił Manchester, w 1605, aby powrócić do Londynu. W tym czasie zmarła Elżbieta i nowy władca, Jakub I, obojętny na cokolwiek związanego z mocami nadnaturalnymi nie zapewnił Dee żadnej pomocy. Ostatnie lata swojego życia John Dee spędził, jako biedak w Mortlake, zmuszony do sprzedania wielu swoich własności, aby chronić siebie i swoją córkę, Katherine, która opiekowała się nim do samego końca. Zmarł w Mortlake pod koniec 1608 lub na początku 1609 roku, mając 82 lata (nie ma żadnych danych dotyczących dokładnej daty, gdyż zginęły zarówno rejestry jak i nagrobek.)
  
 [1]Nazwisko Dee wywodzi się od walijskiego słowa 'Du' oznaczającego 'Czarny'. 
[2]Jego właściwy zawód to „Mercer” - byli to kupcy handlujący pięknymi na owe czasy ubraniami, sprowadzanymi z różnych stron Anglii i Europy. 
[3]http://kegswebsite.org.uk  [4]http://www.joh.cam.ac.uk 
[5]http://www.trin.cam.ac.uk  
[6]http://www.ox.ac.uk  
[7]Rodzaj cechu kupieckiego  
[8]„Star Chamber” - sąd o specjalnych uprawnieniach, powstały na przełomie XIV i XV wieku, zdeorganizowany w 1487 roku przez Henryka VII i od tego czasu zajmował się przestępcami politycznymi i miał za zadanie walkę z wrogami monarchii. Zniesiony przez Długi Parlament w 1641 roku.  
[9] O postaci biskupa Bonnera możemy przeczytać między innymi u Mareen Waller („Królowie Anglii”) - "Największym zwolennikiem stosów był Bonner, biskup Londynu, który jak i inny entuzjasta prześladowania heretyków, Tomasz Morus, osobiście chłostał ofiary w swoim ogrodzie." 
[10]Wiąże się z tym opowieść o ataku Armady Hiszpańskiej na wybrzeża Anglii. John Dee doradził nie wypływać angielskim statkom z zatoki, wyszedł na brzeg, z którego widać było statki hiszpańskiej floty, po czym rozpętał się sztorm tak poteżny, że zniszczył całą Wielką Armadę, pozostawiając angielskie statki nietknięte.  
[11]W dziele tym widać wyraźne ślady kabalistycznego pojmowania liczb jako pewnego rodzaju esencji formy każdego ciała rzeczywistego. 
[12]Wówczas jeszcze przewyższał go majątkiem i pozycją społeczną – okres ten skończył się po przyjeździe na dwor cesarza Rudolfa II do Pragi (patrz rozdział Edward Kelley)  
[13]Jest to bardzo ważny element praktyki. Kelley doznawał „objawienia” i zaczynał widzieć aniołów w kuli dopiero po kilkunasto-kilkudziesięcio minutowej gorliwej modlitwie Dee.  
[14]Więcej w rozdziale „Części składowe systemu”  
[15]Należy wiedzieć, iż w tamtych czasach Praga była stolicą wszelkiego rodzaju magów, alchemików, okultystów, wróżbitów – właśnie z powodu zainteresowań władcy (dotyczących głównie wynalezienia kamienia filozoficznego)  
[16]http://www.christs.cam.ac.uk/ 
[17]Byłi to ludzie mające bliskie powiązania z Izbą Gwiaździstą.  

Źródło tekstu
***
Kiedy twój czas będzie bliski końca,
Może wtedy zaczniesz pojmować,
Że życie tutaj to tylko dziwna iluzja
***
Noli messorem timere
25-07-2020, 12:08
Znajdź Posty Reply


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Impressum | Mitglieder | Regeln | Forensoftware MyBB