Ocena wątku:
  • 1 głosów - 5 średnio
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Życie jak gra
Autor Wiadomość
~Amber
Niezarejestrowany

 
Podziękowania:
Podziękowano razy w postach
Post: #1
Życie jak gra
ŻYCIE JAK GRA.
Zacznę nietypowo trochę, ostatnio znów miałam sen ze zmarłym Magiem. Śniła mi się jakaś łąka, mały okrągły stolik dla dwóch osób. Siedzę sobie z Aleisterem C. i rozmawiamy pijąc herbatkę w porcelanowych filiżankach. Nagle zmienia się sceneria... stolik i my przenosimy się na boisko... siedzimy w bramce. Patrzę w niebo i widzę jak leci na nas piłka i do bramki trafia tuż przy nas. Crowley popatrzył zdziwiony i zaskoczony rzekł - "o kurde.... znów nam wbili gola!". A ja na to - "widzisz Aleister... nie wszystko można przewidzieć i roześmieliśmy się oboje uhahahaha Uśmiech))". Obudziłam się i pomyślałam - no całkiem jak w życiu. Pomyślmy, ileż to razy coś nas zaskoczy? Wydaje się człowiekowi, że wszystko sobie już poukładał życiowo w pracy, w domu, w związku... a tu nagle coś... bum. Uśmiech I co wtedy? Ano nic. Należy spokojnie dopić herbatę i pomyśleć- co dalej? Mądrę jest powiedzenie, że "jedyną pewną w życiu jest zmiana." Możemy nie chcieć uczestniczyć w tej "grze" jaką jest życie, ale to nic nie da... czy chcemy czy nie i tak sytuacja zmusi nas do zajęcia jakiegoś stanowiska. Całkiem jak na boisku, można czasem oberwać piłką w głowę. Oczko Koło Fortuny bywa zaskakująco kapryśne i przynosi nagłe zwroty akcji, jednemu coś zabierze a drugiemu da. Można się z tym nie godzić ale co to da? Niestety, ale nie wszystko można przewidzieć. Ważne jest, żeby nie załamywać się lecz sensownie przemyśleć problem i stawić mu czoło. Zawsze jest jakieś wyjście. A czas, wiara i nadzieja w Dobry Los pomagają przebrnąć przez najtrudniejsze sytuacje. Pozdrawiam. Uśmiech
07-11-2012, 12:21
Reply
~Amber
Niezarejestrowany

 
Podziękowania:
Podziękowano razy w postach
Post: #2
RE: Psychologia - rozważania o Życiu
Konidziu Uśmiech)) masz racje, mam zapędy ale wynika to z mej natury i zainteresowań, co jest przydatne w pracy wróżki. Pozdrawiam. Uśmiech
07-11-2012, 14:29
Reply
~वोल्फ man 161616
Niezarejestrowany

 
Podziękowania:
Podziękowano razy w postach
Post: #3
RE: Psychologia - rozważania o Życiu
Życie, nie zależnie co będziesz robił postawi cię miedzy wyborami. Poprzeć 1 czy drugą osobę i tak trzeba dokonać wyboru jak nie ten to inny.
07-11-2012, 17:04
Reply
~Amber
Niezarejestrowany

 
Podziękowania:
Podziękowano razy w postach
Post: #4
RE: Psychologia - rozważania o Życiu
Man Uśmiech jak to ktoś powiedział, że - brak decyzji paradoksalnie też jest decyzją. A jak ktoś nie wie, co ma robić to najlepiej się zatrzymać i zastanowić, poobserwować rozwój sytuacji. Pozdrawiam. Uśmiech
07-11-2012, 19:53
Reply
~Amber
Niezarejestrowany

 
Podziękowania:
Podziękowano razy w postach
Post: #5
RE: Życie jak gra
Oglądałam dziś film o bardzo samotnym człowieku. Był on profesorem na jednej z amerykańskich uczelni, gejem, który przeżył 16 szczęśliwych lat w związku z młodszym mężczyzna. Pewnego dnia jego życiowy partner zginął w wypadku. Człowiek ten załamał się psychicznie i... chciał popełnić samobójstwo. A, że był perfekcjonistą wiec spisał testament, położył na biurku wszystkie dokumenty, ubezpieczenia, klucze, przygotował ubranie w które maja go przebrać do trumny. Później zaczął kombinować z pozycja w jakiej ma się ułożyć zanim strzeli sobie w głowę, więc... w wannie źle, na leżąco w łóżku tez niewygodnie..aż zadzwonił telefon. Dźwięk telefonu bywa irytujący wiec postanowił odebrać. Okazało się, że jego dawna przyjaciółka (rozwódka) właśnie przyjechała i chce się z nim spotkać. Tak wiec spotkali się Uśmiech spili się winem, wspominali i tańczyli. Z czasem myśli samobójcze przeszły mu, poznał kogoś. W tym filmie padły słowa: "miałem w życiu kilka jasnych chwil i te chwile dały mi sile, żeby zmierzyć się z teraźniejszością, bo przeszłości już nie ma, a przyszłość nie istnieje... nie znamy jej." Tak naprawdę każdy człowiek jest sam ze swoimi wewnętrznymi rozterkami i uczuciami. Ostatnio w którymś temacie na forum była rozmowa, w której ktoś się zastanawiał - czy są ludzie "źli" a jeśli są to dlaczego? Hm...myślę, że zdarzają się osoby faktycznie "złe", a wynika to z ich chorej psychiki najczęściej np. wielokrotni mordercy. Można dociekać - co jest źródłem tej choroby... złamane dzieciństwo, inne urazy. Ale nie usprawiedliwia to oczywiście czynów, których się dopuszczają. Bardzo wiele osób zaś jest nie tyle "złymi" co po prostu "złośliwymi". Z czego ta "złośliwość" wynika? przyczyn może być wiele... cechy wrodzone, przykład zachowań wyniesiony z domu rodzinnego, niedowartościowanie, kompleksy, zazdrość, zawiść itd. Niektórzy idą w "złośliwość" na zasadzie wewnętrznego buntu, jest to takie odreagowanie np. za życiowe niepowodzenia lub ciężkie dzieciństwo. Ktoś stanie i powie- a co wy wszyscy wiecie jak ja miałam(-łem) ciężko... byłem głodny, bity, wyzywany, nie miałem miłości w rodzinie. Albo... wcale tej rodziny nie miałem, bo np. wychowałem się w Domu Dziecka. No dobrze, powiedzmy sobie to otwarcie- ŻYCIE NIE JEST SPRAWIEDLIWE! Nie było i... nigdy nie będzie. Ale czy owa "złośliwość" jest właściwą drogą? Co komu da, że dokopie innemu? Chwilową "satysfakcje"? I co dalej? Ktoś życiowo mądry, napisał mi kiedyś takie zdanie- "POD CIĘŻARAMI ŻYCIA MOŻNA SIĘ UGIĄĆ, ALE NIGDY ZAŁAMAĆ." Nie wszyscy mamy lekko, nie każdy ma łatwy start, ale jest "coś" co dostajemy wszyscy na rożnych etapach życia- KOLEJNĄ SZANSE. Taką szanse dał sobie ten profesor z filmu, bo postanowił żyć dalej. Te "szanse" mają rożne oblicza, czasem jest to wyjazd, nowa osoba w życiu, odrodzenie wiary lub... niespodziewane pojawienie się dziecka w czyimś życiu. Możliwości na odbudowanie własnego życia jest wiele. Trzeba je umieć dostrzec, to co z początku wywraca nasze życie do góry nogami okazuje się błogosławieństwem. Np. jeśli ktoś nie miał miłości ani rodziny to los mu daje szanse na nauczenie się tej miłości poprzez macierzyństwo, stworzenie rodziny czy opiekę nad kimś chorym. Nie lubię jak mi ktoś mówi- "moje życie nie ma sensu." Zwykłam mówić- na tą chwile... ale jutro już będzie miało, bo życie nie znosi próżni, a skoro zostaliśmy do niego powołani tzn. że jest w tym jakiś Cel Wyższy. Każde życie ma sens i cokolwiek by to było... warto dać sobie szanse. Pozdrawiam. Uśmiech
13-01-2013, 18:20
Reply
~Amber
Niezarejestrowany

 
Podziękowania:
Podziękowano razy w postach
Post: #6
RE: Życie jak gra
Znów natrafiłam na ciekawy film pt. "Bliźniaczki", opowiada on historię dwóch sióstr bliźniaczek, pochodzenie Niemieckie. Czasy II wojny światowej. Jedna z nich zakochuje się w mężczyźnie, który jest Żydem, oboje bardzo młodzi. Zaczyna się wojna, on (ukrywa swoja wiarę) jako młody Niemiec zostaje wcielony do armii, nie chce tego... nie chce służyć dla Hitlera, ale nie ma wyjścia. Ona kocha go tak bardzo, że skłonna z czasem przyjąć jego wiarę. Biorą kościelny ślub potajemnie. Snują plany... kiedy skończy się wojna. Pewnego dnia on wychodzi z wojska na przepustkę, wybrali się do kina i po drodze wstąpili do kawiarni, ona zostawia torebkę. Czeka pod kinem aż on wróci z jej torebką i... okazuje się, że była łapanka. Przez "pomyłkę" on trafia do obozu pracy. Po wielu miesiącach udaje mu się wydostać stamtąd. Wraca do żony, cieszą się jak dzieci sobą, miłością i każdą wspólną chwilą. On znów dostaje wezwanie na front, więc wyjeżdża, wojna zmierza ku końcowi. Pewnego dnia przychodzi telegram - "zginął podczas akcji..." Kobieta jest w szoku, okazuje się, że jechał wraz z kolegami już do bazy i po drodze zatrzymali się, żeby zerwać trochę jabłek w pobliskim sadzie. Koledzy poszli, a on został w wozie bojowym, który został wysadzony. Zginął na miejscu. PS. Dlaczego opowiadam o tym filmie? W sumie, historia wojenna jakich wiele. Ale... tak sobie pomyślałam oglądając - wtedy Miłość miała inny "wymiar", inną wartość miały uczucia, bo ludzie zdawali sobie sprawę z tego, że każdy ich wspólny dzień, może być tym ostatnim. A jeśli ktoś wychodził z domu, to brał pod uwagę, że może już do niego nigdy nie wrócić. Ta świadomość kazała im żyć intensywnie, mimo wojny. Nie było sensu, ani czasu na skupianie się na rzeczach nieistotnych, nikt nie myślał o rozwodach, tylko o przetrwaniu. Trudne czasy, ale był to też "egzamin" Prawdziwej Miłości. I przyznać trzeba, że wiele z tych małżeństw dotrwało razem nie tylko końca wojny, ale też końca życia, wspólnie przeżywając 40-50 lat. Co się więc stało z naszym społeczeństwem od tamtego czasu? Dlaczego tak szybko rezygnują ludzie z małżeństwa? Poddają się przy konfliktach i mniejszych problemach. Dlaczego przestaje się cenić drugiego człowieka? A przecież to ta sama Miłość, tylko czasy inne. Z tego wniosek, że jeśli uczucie jest silne i prawdziwe to przetrwa w każdych okolicznościach. A to, co płytkie... i tak runie jak domek z kart. Nikt nie zbuduje zamku na lodzie... oj, nie. Oczko
11-03-2013, 14:17
Reply


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Impressum | Mitglieder | Regeln | Forensoftware MyBB