Ocena wątku:
  • 0 głosów - 0 średnio
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Śmiech
Autor Wiadomość
~Nesse
Niezarejestrowany

 
Podziękowania:
Podziękowano razy w postach
Post: #1
Śmiech
Do założenia wątku zainspirował mnie jeden z esejów Crowleya, ze względu na jego temat tytułu nie muszę przytaczać z powodów oczywistych. :p Mi samej Crowley jakoś nigdy nie podchodził, aczkolwiek w pewnym sensie go podziwiałam. Po zagłębieniu się w jego "poważniejsze dzieła" zmieniłam zdanie.
Skopiuję ten esej tu, żebyście sobie poczytali mądre lub nie rzeczy.

Brak miejsca dla śmiechu jest najbardziej powszechnym
mankamentem wszystkich systemów mistycznych poprzedzających
eon, którego prawem jest thelema. Lecz przecież smutek ponurej
matki i melancholia umierającego człowieka zepchnięte są
już do lamusa przeszłości pewnym siebie uśmiechem nieśmiertelnego
dziecka.
Nie ma też bardziej przełomowej wizji na ścieżce Adepta
Horusa niż wizja 'kosmicznego żartu'.
Podczas tego transu Adept przyjmuje w pełni formułę Ozyrysa
, starając się przezwyciężyć ją w działaniu. Włócznia setnika
bez przeszkód wdziera się w jego serce, a topór kata na próżno
tnie jego szyję. Odkrywa poza tym, że tragedia, która toczyła się
przez stulecia, jest zwykłą farsą przypominającą dziecięce igraszki.
Pięść uderza w twarz tylko po to, by mogła ona szczerzyć zęby
w uśmiechu, zupełnie jakby chciała powiedzieć: „A ku ku! Tu jestem!"
Judy, Woźny, Wisielec i Diabeł okazują się być towarzyszami
jego zabaw.
Jeśli jednak fakty, które niegdyś wydawały się mu tragiczne,
rzeczywiście mają miejsce, traktuje je tak jakby nie były
tym, czym się jawią. Są tylko jeszcze jednym szeregiem zjawisk
i jakkolwiek by nie były ciekawe łub głupie, to i tak, podobnie jak
każde inne zjawisko nie mogą mieć na niego wpływu. Jego smutek
wynikał więc z faktu, że namiętnie oddawał się pozbawionemu
znaczenia natłokowi zdarzeń zupełnie jakby stanowił on jedyną rzeczywistość i w związku z tym wiele znaczył w nieskończonej
masie przejawień.
W ten oto sposób dostrzeżenie 'kosmicznego żartu' prowadzi
do zrozumienia idei Jaźni jako pokrywającej się w czasie
z wszechświatem, zjednoczonej z jego twórcą, lecz jednocześnie
nie mającej z nim nic wspólnego. Ów troisty stan jest, jak wiadomo,
jednym z niezbędnych etapów samadhi. (Stanowi tez punkt
kulminacyjny jednego z dwóch najważniejszych rozdziałów Bhagawadgity.)"''
Istnieje wszakże jeszcze jeden pożytek z tej kwestii. Albowiem,
na co wskazywało już wielu filozofów, w idei śmiechu zawarta
jest również idea okrucieństwa. Nic więc dziwnego, że nie
było dla niej miejsca w programach nauczania wszelkich mistycznych
szkół handlarzy litością. Możemy, co najwyżej, wzruszyć na
to ramionami w geście ironicznej pogardy. Albowiem to na tej
właśnie skale rozbiły się ich wspaniałe barkentyny pośród
oceanu. Natura pełna jest okrucieństwa,
a jej szczyty radości i zwycięstwa znaczone są śmiechem, powstałym
na skutek gwałtownego uwalniania i luzowania napięć mających
swe miejsce w fizjologii człowieka. Warto tu wspomnieć
o tym, że jednym z najbardziej charakterystycznych efektów wywoływanych
przez takie narkotyki jak Cannabis Indica i Anhalonium
Lewinii, które rzeczywiście „rozluźniają stropnice duszy dające
jej natchnienie", jest natychmiastowy śmiech.
Och, jakże zdrowa pogarda do ograniczonej jaźni rozwija
się z tego poczucia gargantuejskiej niewspółmierności dostrzeganej
podczas tego śmiechu! Albowiem zaprawdę zabija ona w swej
rozweselonej ludożerczej maskaradzie obleczonego w gorzką czerń
powagi misjonarza ego, spychając go do czeluści jedną salwą śmiechu.
Tere-fere! — oto głos cywilizacji — wysłannik Boga białego człowieka - bul, bul, bul! Bracie, dorzuć jeszcze garść szałwi!
A słodko pachnący dym wzniesie się i okryje nieuchwytnym powabem
bezwstydne ciała gwiazd!
Niezależnie od tego wszystkiego, istnieją pewne praktyczne
względy, dla których warto korzystać ze śmiechu na ścieżce
mądrości. Każdy bowiem drogowskaz, jaki się przy niej znajduje,
zwiastuje NIEBEZPIECZEŃSTWO, a to już z chociażby tej racji,
że ścieżka ta jest drogą śmierci ego. Nic więc dziwnego, że
śmiech jawi się na niej jako gwarant zdrowia psychicznego.
A także jako broń przeciwko szarlatanom krasomówstwa, którzy
starają się wywołać w nas ów zwykły poryw duszy! Cóż za pożytek
będziemy mieli z niego, jeśli nie rozpoznamy ich śmieszności?
Niezmierzona jest otchłań głupoty, w której chcieliby nas pogrążyć ci
szalbierze wiary. I tylko poczucie humoru może nas przed nimi uchronić!
Jakże bliski Królestwu Bożemu był Robert Browning, gdy pisał:
Cieszcie się z tego, ze człek nigdy się nie wzruszy
Między zmianami szamocząc się nieustannie
I skrzydeł nie złoży nigdy rozhuśtanej duszy
Tym niemniej, warto pamiętać o szczypcie szyderstwa zawartej
w „Satur est cum dicit Horatius 'Evohe!"Juvenalisa. Nieznany
jest bowiem jak dotąd przypadek, aby jakiś człowiek pomógł
bliźniemu swemu, strojąc miny.
O nie, bo choć 'kosmiczny żart' nie jest prawdziwym transem,
jest jednak jednym z najbardziej pewnych źródeł łaski. Często
bywa też głównym składnikiem tego, co nazywane jest 'powszechnym
rozpuszczalnikiem'.
Powróćmy więc do Browninga i jego wspaniałych ostatnich
słów, jakie napisał, kiedy osiemdziesiątka wybiła na zegarze jego życia:To, co niewidziane, witaj z uśmiechem!
Wyjdź ku temu naprzód, z radosnym oddechem.
Krzycząc: „Śmiało, prędko, dalej!"
Podróżować tam i tu będzie wspaniale
Amen.
Gdybyś mógł poznać świat,
Zrozumiałbyś ze wart on
Rozkosznego tańca w delikatnym rytmie!
E tam! lepiej skończmy te rozważania zdumiewającymi
słowami pewnego Anioła z The Vision and the Voice, który pożegnał
pogrążonego w cichym transie Jasnowidza frywolną fazą:
„A ja teraz idę w tan!"
Pytacie się o Tablice Prawa? Trach! Solvuntur Tabulae! - risu!
Aleister Crowley "Krótkie eseje o prawdzie"
Tak więc, drogie robaczki, oficjalnie dyskusję uważam za rozpoczętą, tym samym kładąc się spać. :D
06-10-2013, 22:13


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Impressum | Mitglieder | Regeln | Forensoftware MyBB