Ocena wątku:
  • 0 głosów - 0 średnio
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Trzy sny z dwóch dni, dla tych, którzy chcą poćwiczyć.
Autor Wiadomość
Kynokefalos Offline
Wtajemniczony

Liczba postów: 80
Dołączył: Apr 2013
Reputacja: 3
Podziękowania: -1
Podziękowano 0 razy w 0 postach
Post: #1
Trzy sny z dwóch dni, dla tych, którzy chcą poćwiczyć.
Witam serdecznie! Co słychać? Jak się czujemy na siłach do interpretacji snów?

Mam dziś dla Was moi drodzy trzy sny, które przyśniły mi się w ciągu dwóch dni. Nazbyt dobrze wiem jaki jest mój stan świadomości, samopoczucie fizyczne, a także obecny stan jeśli chodzi o pecha i szczęście. Więc sny układają się w całość. To była podpowiedź. Teraz, żeby utrudnić jest jeden cholerny haczyk... w każdym.

Pierwszy.

Wyszedłem i przeciągnąłem się szeroko. Słońce świeciło ogrzewając moją twarz. Nagle na plecach poczułem zimny, wręcz lodowaty, strumień wody. Mój brat wyciął mi żart i oblał mnie wodą ze szlaucha. Podbiegłem do niego i zacząłem się przepychać by odwdzięczyć się tym samym. Sielanka trwała, mama która wyszła zza rogu domu pokręciła tylko głową twierdząc "że nigdy nie dorośniemy". Krzyknęła byśmy obaj przyszli i zobaczyli jak pięknie wygląda nasz ogród. Gdy tylko spojrzałem w jego stronę byłem zachwycony. Roślinność i jej zieleń zapierały dech w piersiach. Obfitość owocu na drzewach i zapachy rozchodzące się dookoła sprawiały, że człowiek nie chciał opuszczać tego miejsca. Podszedłem do tylko jednej rośliny. Był nią stary, brzydki, na wpół wyschnięty agrest. Zapytałem się czy on jest dojrzały? Usłyszałem, że tak. Jednak nikt nie próbował jego owoców. Ostrzeżono mnie również bym się nie pokaleczył o kolce. Wyciągnąłem dłoń by zerwać małą bubkę, a przyciągnąłem do siebie coś wielkości dojrzałego mango. Wgryzłem się w cudowny, rozpływający się w ustach miąższ o niepowtarzalnym smaku. Rozejrzałem się dookoła i stwierdziłem, że idę na spacer. Ruszyłem alejką pełną drzewek wiśniowych i kwitnących śliw.

Ogród poznaję ze starych fotografii.

Drugi.

Stojąc na swoim podwórku patrzyłem na swój stary dom. Kolory były żywe, świerk przed wejściem kiwał się delikatnie na wietrze. Właśnie wtedy zwróciłem uwagę na drabinę. Jak przystało na stary dom, była drewniana, lekko popękana i piękna. Dopiero teraz zauważyłem, że stare domostwo uzyskało dobudówkę, ale jest ona nieskończona. Z jednego z trzech otworów okiennych wyszedł wtedy mój pies. Zbiegł po drabinie i w zębach przyniósł mi łapkę (łom). Po chwili wrócił na górę i wybiegł z młotkiem. Spojrzałem na oba narzędzia i z uśmiechem odłożyłem łom na piasek.

Trzeci.

Przyznawać się, kto miał wczoraj koszmary? Łaził po starej szkole ganiany przez demony?

Siedziałem w szkolnej ławce. Lata gimnazjum mam już dawno za sobą, ale bez trudu rozpoznałem otoczenie. W klasie było jeszcze parę osób. Nauczyciela nie było, zdecydowanie okres tuż przed wakacjami. Luźne gadki i łażenie po sali. Nagle zrozumiałem, że nikogo nie poznaję. Wszyscy są dla mnie obcy. Wyszedłem na korytarz i odniosłem to samo wrażenie. Choć ludzi było niewielu nie chciałem się zbliżyć do nikogo. Przechodząc przez wszystkie piętra (tu mogę się walnąć bo nie pamiętam kolejności) najpierw spotkałem chłopaka. Około 180 wzrostu, ubrany w błękitną/niebieską koszulę, czarne spodnie i sportowe czarne buty. Pociągła twarz, szare oczy, lekko odstające uszy. Popielaty kolor włosów. Mimo, że nadal był dla mnie obcy wiedziałem, że idziemy razem. Właśnie tu napotkaliśmy po raz pierwszy dziwne postaci. Nie da się określić ich płci. Ubiór to toga, wyjątkowo podobna do arabskiej. Na głowach również niedbale zawiązane turbany. Jedna ubrana na czarno druga na niebiesko. Obydwie posiadały dwie twarze. Z głowy, która miała cerę ziemistą, wydaje mi się, że lekko zgniłą spływała jakby druga tworząc coś jak guz nowotworowy, z którego spoglądała para oczu. 

Uciekliśmy obaj na wyższe piętro. Tam napotkaliśmy dziewczynę. Niewysoka panna o niebieskich oczach i rudych, kręconych włosach. (Właśnie, dla mnie to był rudy, ktoś mógłby powiedzieć, że to ciemny blond, nie wiem jak to dokładnie określić) Prawie owalna twarz, lekko zadarty nos. Ubrana w dżinsowe bolerko i koszulę w szaro-czarną kratę. Spodnie to dżinsy o lekko odstającym zabarwieniu, do nich czerwony wąski pasek i balerinki.

W trójkę zbiegaliśmy po schodach omijając tępo wpatrzonych w nas innych ludzi ze szkoły. Dobrnęliśmy na sam dół. Jednak wyjścia były obstawione grupkami po trzy, cztery osoby. Wpadliśmy w pułapkę. Dziwne postaci stanęły na przeciwległych krańcach kręgu jaki zatoczono wokół nas. Dziewczyna zdążył przekroczyć granicę ubikacji. Zainteresowanie jej osobą spadło. Wiedziałem, że tak jest dobrze. Patrząc na twarze zbliżających się osób widziałem ich całkowicie czarne oczy (dokładnie jak w tym serialu). Jednak wyczuwając przerażenie swojego kolegi położyłem mu rękę na ramieniu. Powiedziałem by się nie bał, bo im pomogę i w tym momencie krzyknąłem. Od mojej osoby rozszedł się krąg idący powoli przez który przeniknęły dwa szybkie okręgi. Powtórzyłem tą czynność. Ponownie fala biało-różowo-złotej energii rozeszła się po korytarzu. Z postaci zostały jedynie turbany. Reszta popadała. Chwyciliśmy się za ręce i wybiegliśmy ze szkoły.

Ja biegnąc w raz z nimi cofnąłem sen do momentu, w którym mówię by się nie bał. Na jego twarzy zobaczyłem ulgę. Brakowało dwóch postaci na krańcach kręgów. Osoby, które tworzyły owal wokół nas nie podchodziły. Wpatrywały się czarnymi ślepiami. Spojrzałem w głąb ubikacji i skinieniem głowy nakazałem to zrobić również jemu. Ciało dziewczyny spoczywało wygięte nienaturalnie, połamane w wielu miejscach. Cały kibel był ubabrany w jej krwi. Mięśnie chłopaka spięły się z przerażenia, a ja spojrzałem na niego i delikatnie uśmiechnięty stwierdziłem "Albo zmieniam zdanie". Moje oczy stały się czarne i bardzo głęboko wgryzłem się w jego szyję. Umarł szybko. Wyprostowałem się, rozejrzałem. Pstryknąłem palcami i reszta upadła ciężko. Moje ślepia znów były całkiem ludzkie. Wszedłem do ubikacji, przeprosiłem martwe truchło, obmyłem twarz i wyszedłem ze szkoły. Słońce smaliło niesamowicie...
Nie jestem ideałem, znalazłem ciekawsze rozwiązanie - jestem sobą.
04-03-2014, 18:23
Znajdź Posty Reply
~Ismena
Niezarejestrowany

 
Podziękowania:
Podziękowano razy w postach
Post: #2
RE: Trzy sny z dwóch dni, dla tych, którzy chcą poćwiczyć.
Pierwszy sen jest w zasadzie pozytywny. Piekny ogrod i dojrzale owoce zwiastuja "tluste lata" i pomyslnosc, rowniez finansowa. Ogolnie zadowolenie z zycia. Drugi sen oznacza "cos" do naprawienia albo w stosunkach rodzinnych albo doslownie remont domu. A jest jeszcze trzecia opcja- pies to przyjazna ci osoba, ktora pomoze w pokonaniu przeszkod (drabina). Z tym, ze drabina moze rowniez oznaczac pomoc kogos w zdobyciu lepszego stanowiska pracy, co z kolei przyczyni sie do poprawienia finansow (awans materialny). Widac ten dom ma dla ciebie wyjatkowe znaczenie. Jako dom moze sie objawiac rowniez twoje wnetrze. Znaczen jest wiele. Trzeci sen pozostawiam innym do kombinacji. <zbyt dlugi> :D
04-03-2014, 20:10
Reply


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Impressum | Mitglieder | Regeln | Forensoftware MyBB