Ocena wątku:
  • 0 głosów - 0 średnio
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
"Wysokie Łowy" (jak ktoś lubi fantasy)
Autor Wiadomość
jerwal
Wtajemniczony

Liczba postów: 47
Dołączył: Sep 2012
Reputacja: 5
Podziękowania: 0
Podziękowano 4 razy w 2 postach
Post: #1
"Wysokie Łowy" (jak ktoś lubi fantasy)
Witam
Długie ale podobno napisałem to całkiem ciekawie 
                          
                                   "Wysokie Łowy"

W gospodzie zaczynał panować półmrok, pochodnie wypalały się, ogień w piecu, w największej sali gasnął, tylko świece stojące przy zajętych jeszcze stołach ożywiały cienie na ścianach
-nalej no jeszcze wina, dziewko- powiedział Ali i wrócił do rozmowy z kompanami przy stole. Siedzieli w trójkę Ali, Marko i Bukur którego nazywali Liki, albo młody. 
-Marko, jak ze zbrojkami?
-Stary jutro skończy koszule, broń czeka w magazynie, mapę mam przy sobie, trzech alchemików złożyło już zamówienie, trzeba będzie ruszać jutro... najpóźniej - powiedział Marko
-Możemy iść już, tylko mało nas na takie polowanie, przydałby się trzeci... - Bukur przerwał przechylając kielich -...łucznik, bo Ali dobija, a jak harpi będzie więcej niż trzy to możemy nie wrócić 
-Idziemy na dwa łuki, ja nie będę czekał, tylko wejdę na resztę z toporem
-Ali, harpie nawet ranne mogą latać, a toporem nad głową długo się machać nie da!!
-Młody, na ilu byłeś  wysokich polowaniach???- wysokimi polowaniami nazywano wyprawy na bestie... nie do końca będące zwierzętami
-Na trzech i nie jestem wielki Ali z północnych plemion- łowców, lubię handelek i grosiwo ale wolę je rękami wydawać a nie nakarmić rękami harpie... własnymi rękami
-Ja byłem na ponad stu wysokich polowaniach...
-Zamknijcie się, trajkoczecie jak baby, dopijać i kończymy naradę, ja o świcie idę do starego krawca sprawdzić nasze.. hehe koszule z kolczugi i jak wszystko będzie dobrze to przed południem idziemy, izbę na noc zapłaciłem a rano mają podać jakąś strawę 
-No to się zbieramy, pół nocy już minęło- Ali wstał zabrał brygantynę powieszoną na oparciu ławki, dopił wino i bez słowa poszedł do wynajętego małego pokoju z trzema łóżkami, młody poszedł zaraz za nim a Marko poszedł do kontuaru za którym stał gruby właściciel gospody z wielkimi wąsami i obserwował wszystko bystrymi oczkami bez słowa
-Dajcie no jeszcze jedną butelkę czerwonego, na rano się przyda- karczmarz spojrzał za siebie i krzyknął 
-Trynka, podaj czerwone, ale biegiem do piwniczki raz raz- zakończył wypowiedź klaskaniem. Z izby obok, która po części była kuchnią a po części magazynem żywności, wyszła młoda gnomka z czarną chustka na głowie i płóciennym fartuchu, w ręce miała pochodnie która lekko oświetlała jej twarz na pierwszy rzut oka nie wyglądającą na twarz gnoma, gnomy były krępe i często garbate, głowy miały prawie kwadratowe i nienaturalnie duże, oczy także miały duże i szerokie, wydatne usta a owa Trynka twarz miała ludzką, cechy gnomów w zasadzie były widoczne ale nie bardzo charakterystyczne. Pobiegła szybko po schodkach i migiem wróciła z głową schyloną, postawiła gliniaczek na ladzie i pobiegła do kuchni, Marko chciał się jej przyjrzeć, ale nie zdążył.
-Skąd ją macie, od handlarzy?-zapytał karczmarza a ten spojrzał krzywo wyprostował się i stanowczo odpowiedział
-Czego tu węszysz??? Ze służb jakich jesteś??? Lepiej nie wciskaj tu nosa, zabieraj wino i wynocha
-Nie ze służb panie karczmarzu i grzeczniej... bo tylko pytałem... i zwady nie szukam a za wszystko płacę
-Idźcie w cholerę trzeźwieć- odwrócił się i poszedł do kuchni a Marko splunął na podłogę i mamrocząc pod nosem poszedł szukać kompanów. Obudził go świt i... ból głowy, usiadł na swoim sienniku zakaszlał, zasapał i westchną z uśmiechem jak przypomniał sobie że pod workiem w koncie izby schował gliniaczek z czerwonym winem, wstał wyciągną swój skarb, potrząsną, zdrapał z korka wosk...
-jeszcze nie ruszony- powiedział i otworzył butelkę, dźwięk wyciąganego korka obudził obu jego kompanów i oboje wstali na równe nogi
-na Bogów!!! Ambozja z niebios!!!- wykrzyczał Ali i podszedł do pijącego już Marko
-ja też chcę łyka, nie wypić wszystkiego- powiedział nerwowo młody potykając się i wyłożył się jak długi 
-Ali odbierz broń i osiodłaj konie a ty Liki pozbieraj się do kupy, skocz na targ i kup żarcia na ... jakiś tydzień chyba, suszone mięso, suszone owoce i suchary
-to ci będzie uczta, Konie za gospodą?Ali zapytał podając butelkę młodemu
-zaraz zaraz czemu ja mam chodzić po targowisku i dźwigać to wszystko? pojedziemy może lepiej końmi?
-młody biegiem, ja muszę iść po zbrojki nie będzie mnie przed południem, róbcie swoje i trza się brać bo monety się kończą- wyjaśnił Marko wychodząc, po czym wrócił 
-tu macie kwit od składu i stajni i koniec pijaństwa moczymordy jedne- zaśmiał się i wyszedł. Dzień zapowiadał się pogodnie, słońce ogrzewało powoli powietrze i odbierało skierowane ku niemu modlitwy i pieśni unoszące się z większości domów, Marko spojrzał na wschód uklękną na jedno kolano i skłonił się bez słowa, po czym poszedł do miastowego kowala, a właściwie do jego ojca.
-ciekawe czym marko zapłaci za lekkie zbroje jak już my biedni jak... ach szkoda słów... wszystko przez wino, drogie w tej mieścinie-Bukur marudził idąc z Alim za gospodę, minęli róg budynku podmurowany dużymi kamieniami i przed ich oczyma stanął wielki plac a za nim sad pełen owocujących jabłoni, śliw i czereśni, do tylnej ściany karczmy przywiązane były konie, było ich dwanaście w tym trzy należały do Aliego i Marko, Bukur nie miał jeszcze konia więc udostępniali mu jednego, wysokie polowania były bardzo dochodowe i bardzo niebezpieczne, chętnych łuczników ciężko było znaleźć a Bukur swego czasu był najmłodszym "Łowcą Królewskim" miał doskonałe oko i rękę pewną, naciągał cięciwę i mierzył jednocześnie, strzałę puszczał w cel szybciej niż w sekundę i prawie zawsze trafiał, był dobrym myśliwym...bardzo dobrym. PO przeciwległej stronie placu,za karczmą stała stajnia i wozownia.
-Zajmij się czymś a ja obejrzę konie, czy im czasem ktoś podków nie ukradł- podszedł do swojego konia pstrykając na palcach ten spojrzał, Ali złapał konia za tylną nogę i w powietrzu rozbrzmiało :
-Ty świński ryju, ty w smoczym gównie moczona pijaczyno, ty... oj ja cię oduczę kraść- krzyczał, machając krótkimi rękoma karzeł wybiegający ze stajni. Ali poczerwieniał, puścił nogę konia
-to do mnie?-zapytał z niedowierzaniem
-a jak myślisz szujo jedna, ooojjj już jak cię batem wychłoszczę
-jak ty mnie kurwa nazwałeś??? ten bat ci wsadzę..., ty...ty.. karłowaty głupku ty- bat zaczął ciąć powietrze i strzelać a Ali, przynajmniej jak na razie, skutecznie wykonywał uniki, młody schował się między końmi a z gospody, tylnymi drzwiami wyszła Trynka, młoda Gnomka w czarnej chustce, spojrzała na bójkę, która raczej wyglądała jak "taniec z batem", zaśmiała się i pobiegła do środka. Ali nie miał jak uderzyć karła między świszczącym batem a na rany wolał się nie narażać. Po chwili, tymi samymi drzwiami którymi wcześniej wyglądała Trynka, wyszedł Karczmarz
-Ruchy, co ty wyrabiasz??? Cholera gości mi batem bić będziesz??? Czyś ty się z koniem na łby wymienił???- wykrzyczał nerwowo, zaskoczył z trzech schodków i pobiegł na środek placu gdzie sytuacja miała miejsce. Karzeł o imieniu Ruchy przestał machać batem a Ali nie zastanawiając się,stojąc przed nim kopnął go prosto w splot słoneczny
-i co bat ci wypadł??? ty..ty.. niedonoszony skrzacie ty... łeb ci urwę- krzyknął, zrobił krok przed siebie i zatrzymał się czując na ramieniu uścisk karczmarza
-czekajcie panie, przecież szkoda go zabijać, dajcie spokój, ja wam wynagrodzę.
-ciekawe jak?- krzyknął, szarpnął się i zrobił krok
-dam dobre czerwone i... nocleg- Ali stanął obejrzał się, 
-dawno nikt mnie tak nie wkurwił, szczęście ma żeście wyszli, kto to... ten karzeł?- przekrzywił głowę w prawo i w lewo a kręgosłup chrupnął. Bukur wyszedł z pomiędzy koni, żeby przypadkiem nie zostać... minęło by go czerwone.
-pomocnik stajennego, zwolniłbym go już dawno bo mędrek i pijaczyna ale rękę do koni ma jak mało kto, chodźcie panowie do środka, napijemy się, a on wam wyporządzi konie, wyczyści- podniósł głos- podkowy podobija jak która się słabo trzyma,i da im swój chleb psia mać-krzykną oglądając się w kierunku podnoszącego się Ruchego- a ja z tobą jeszcze pogadam.
   W kuźni było gorąco, znacznie cieplej niż na dworze.Kowal i jego trzech pomocników rytmicznie stukali młotami w rozgrzane do czerwoności żelazo, w koncie słychać było syczenie hartowanych podków, a kute miecze brzęczały, wszystko razem grało jedyną w swoim rodzaju, bardzo głośną muzykę. Marko stanął na progu i czekał cierpliwie aż ktoś go zauważy, nie chciał przeszkadzać.
-Witam, czego to potrzeba?? podkowy?a może zbrojne żelazo?
-ja do starszego
-po kolczugi? stary na piętrze ..plecie hahaha chodźcie żywo, na górze przewiew- kowal poszedł przodem sapiąc i pocąc się jak mysz, szedł szybko, przy lewej ścianie stały drewniane schody, niczym nie zabudowane przybite do  ściany potężnymi gwoźdźmi.
-idźcie na górę znajdziecie go-kowal odwrócił się i odszedł 
-przyjemnie tu na górze, chłodniej i ciszej
-witajcie panie - łysy już prawie całkiem,starszy mężczyzna siedział przy dużym, grubym stole z parą małych kleszczyków, okularem na prawym oku i  tysiącami małych drucianych kółeczek z których "plótł" kolczugi. Kleszczami w prawej ręce łapał kółeczko na nie nakładał kolejne i zaginał tak żeby nie mogły już spaść, i kolejne, i kolejne, tworząc tym piękne wzory kolczug, zdjął okular, odłożył kleszcze, wstał i podszedł do rozglądającego się Marko - pan szanowny zamawiał trzy kolczugi, lekkie z pół kapturami prawda?
-witam, tak trzy, jedna miała być większa
-to napierśniki właściwie, hmm tak tak są gotowe, skórą podszyty pół kaptur, i pas na piersi, proszę tędy- poprowadził go na koniec strychu między manekinami na których założone były kolczugi, gęste, z drobnego oczka i takie z rzadszym ściegiem, z ciemniejszych i jaśniejszych metali. Niektóre wyglądały jakby były srebrne, a zdarzały się i takie które wyglądały na ciemne złoto, Marko przyglądał się im dokładnie, były w pewnym sensie dziełami sztuki.
-o tutaj na ty pachołach, pan szanowny może przymierzy?
-chętnie, a jak z umową?
-yyyy no tak, tak, yyy pan na wysokie jedzie??? na harpie? prawda?
-na harpie
-dobrze dobrze, niech będzie jak mówiłem, szpony dla mnie i będziemy kwita
-ile??? musicie wiedzieć że na więcej niż trzy nie wejdziemy, więc szponów może być dziewięć
-dobrze dobrze dziewięć wystarczy 
-a jak będą dwie??
-to dopłacicie, ja mój panie i tak dużo pracy w ten interes wkładam, ściegi hartowane osobno, trzy dni roboty, no a twarde jak skała, rozgiąć się nie da ani przeciąć
-niech tak będzie - Marko powiedział zakładając kolczugę, a nie była to byle jaka kolczuga, pleciona z cienkiego drutu ale z dobrej stali, była lekka, osłaniała z przodu piersi, z tyłu była długa do pasa ale pas mocujący był wszyty rzemieniem na wysokości żeber. Pół kaptur osłaniał głowę z tyłu do połowy, na wysokość uszu a z przodu nachodził na brodę po środku wiązany rzemieniem, -dobrze leży- wykonał ruch jak przy naciąganiu cięciwy prawą i lewą ręką, trochę pomachał rękoma- biorę, pakujcie tamte dwie a w tej pójdę
-oczywiści, oczywiście a, że tak zapytam, kiedy wracacie??
-dziś wyjeżdżamy, zejdzie na tropieniu dwa może trzy dni, i dwa dni w jendą stronę, jakieś sześć siedem dni i będziemy
-aa tak tak-starszy kowal czy krawiec, bo w zasadzie nikt nie wiedział jak go nazywać, zdjął dwie pozostałe kolczugi, poskładał i umieścił w dużej torbie z grubego płótna,Marko złapał torbę i żegnając się powiedział jeszcze
-do zobaczenia po powrocie
-wracajcie zdrowo i, i szybko
    W karczmie było pusto, gospodarz zabrał swoich gości do gościnnej izby, jedynego w tym lokalu, dokładnie posprzątanego pomieszczenia, nawet kadzidła paliły się tu jeszcze przed chwilą.
-siadajcie panowie, zaraz podam... na zgodę, na stół jadło wyłożę, chwilkę, zaraz wracam
-Ali, ta ławka jest siennikiem obita, jak nigdzie, i pozamiatane oj to się postarałeś z tym karłem hehehehe- Liki zaśmiał się głośno
-jak nie karczmarz to bym go ubił, zaraza jedna, psia jucha tfu- splunął i roztarł plwociny butem na czystej podłodze, podrapał się po głowie
-młody tu można... a nie ważne
Usiedli oboje na ławce obok siebie, oparli się wygodnie i oboje westchnęli a z głównej sali słychać było kroki podających dziewczyn zmierzających w tym kierunku.Gdy weszły w powietrzu rozpłynął się zapach pieczonego drobiu, wędzonego boczku, i ciepłego jeszcze chleba, a dwie jasnowłose, zgrabne kobiety, ubrane w sukienki i fartuchy ułorzyły pyszności na stole. Ali klepnął jedną w tyłek, ona zaśmiała się i odsunęła szybko a po chwili obie wyszły.
-jemy czy czekamy?- zapytał Liki
-poczekaj chwile, ja bym nie czekał ale wina jeszcze nie ma-rozłożył ręce
Zapach kusił, ale pić też się chciało i to bardzo, chwila czekania na karczmarza minęła szybko, wszedł z trzema gliniakami wina 
-jedzcie na zdrowie puki ciepłe
-pachnie ładnie ale popić czym nie ma, a na sucho się nie dobrze je-uśmiechnął się Ali
-aaaa to proszę trójniak i jedno białe, już z przed pięciu lat
-polejcie tego trójniaka
Chętnie zabrali się za jedzenie i widocznie smakowało, wzdychali przy tym aż karczmarz się dziwił
-rano tam Trynka przyniosła jakieś śniadanie, ale  wszyscy  spaliście 
-dobre te boczki, sami wędzicie panie karczmarzu?-Ali sięgną po kolejny gruby plaster boczku
-sam, a jakże
Od drzwi dobiegł nerwowy głos:
-co to za biesiada, znów kurwa pijecie? konie gotowe? żarcie kupione? jedziemy?
Przy stole zapanował bezruch, karczmarz spojrzał krzywo na stojącego w drzwiach Marko a ten odwdzięczył się takim samym spojrzeniem 
-panie szanowny, to na zgodę, robotnik ze stajni źle się zachował, toć przeprosić trzeba, usiądźcie z nami jak kompania to kompania-karczmarz wstał zaklaskał a jedna z dziewczyn przybiegła-podaj no jeszcze jedno nakrycie
-mieliśmy jechać
-Marko, Marko daj spokój, gościny nie można odrzucać, a jadło królewskie, trójniak jak miód, siadaj i zjedz z nami
-Młody, ty mnie nie drażnij, łowy kurwa to łowy, trza się przygotować a drogi jeszcze kawał przed nami, na straganach byłeś??
-ja wyślę kogoś z moich ludzi, a wy siądźcie i odpocznijcie jeszcze, to na mój koszt, a nocleg wam też dam, jutro pojedziecie, dziś się coś chmurzy, tylko spiszcie co trza kupić-Marko po tych wyjaśnieniach nie miał co dodać, pomimo pięknej słonecznej pogody,  w końcu chciał ruszać bo nie było ich już stać na kolejną noc w karczmie, ale jak na koszt karczmarza to czemu nie
-za co ta zgoda?? zwyzywał ich ktoś??-twarzy karczmarza i Marko złagodniały
-taki tam karzeł, Ruchy, w stajni pomaga, głupi ale ma rękę do koni, chciał waszego kolegę batem bić
-młody czym zasłużyłeś??
-nie ja, to Ali jak konie oglądał- zamilknął słysząc gromki śmiech Marko
-Ali, karzeł cię batem wyćwiczył, na udeptanej ziemi chociaż?? hahahaha - roześmiał się tak że usiadł
-i co się kurwa śmiejesz? Dostałeś kiedyś batem? ja do dziś mam blizny... o patrz
-daj że wolnego, żartuje tylko, ale karzeł ciebie takiego łowcę z północnych plemion hahahaha, lejcie wino- krótki opis zdarzeń zdany przez karczmarza rozweselił go tak, że od razu sięgnął po plaster pachnącego boczku. Półmisek i kielich tym razem przyniosła Tyrka, położyła przed nim nalała wina do pełna i spojrzała na niego, tym razem przyglądnął się jej twarzy, mało tego, ona nawet uśmiechnęła się i powoli, jakby celowo odwracała twarz od niego nie spuszczając z niego wzroku. Ta sytuacja zamknęła go na chwilę jakby w bańce mydlanej, nic nie było ważne, nie słyszał kompanów, nie widział ich nawet zapachu wina nie czuł, była tylko ona i on, przez ten ułamek sekundy ale czas płynie więc przepłynął... wyszła.
-wy na łowy jedziecie?? daleko?? na dużego zwierza??-karczmarz pytał patrząc tylko na Marko
-jak żeście nas tak ugościli to wam powiem, na wysokie, na harpie
-ubiliście już jakie?
-tak tak, ale nie ważne, powiedzcie mi co to za dziewka?? ta w jasnych włosach?? wczoraj myślałem że gnomka, ale jak spojrzała to na gnomke nie wygląda, kim ona jest?
-oj dociekacie tego po nic, po co wam to?? opowiedzcie lepiej o wysokich
-gadajcie co z nią to i ja opowiem- Marko nie myślał o niczym więcej jak o niej, o tej którą wczoraj traktował jak gnomkę, a dziś stała się piękna, piękna jak panny chodzące po dworach
-jak żeście tacy ciekawi to wam powiem, ale powiecie o wysokich?
-opowiem i o trollach i południcach, a baby się gorzej bije
-wiecie moi goście, takie to morały prawili, gnomy babę zbrzuchaciły, tam przy ich jaskiniach, chłop niedojda leciał ją ratować ale go ubili... a brzydko umierał, łeb kamieniem rozbili ale przytomny został tylko go paraliż chwycił i tak leżał i patrzył się co jego babie potwory robią 
-nie miła śmierć, nie miła- powiedział Liki biorąc łyk wina 
-uciekła ponoć ale uciekła do wsi i mowę jej strach odebrał, a brzuch rosną to ludziska zaczęli pytać, to ona do lasu uciekła i słuch zaginął. Parę lat po tym otwierałem karczmę a tu jeden z pierwszych gości stary drwal co w chacie w lesie mieszkał i opowiada, że się do niego baba przyplątała, bachora u niego prosiła doczekać byle dach nad głową..."mi tam za jedno, sam tak siedzieć nie będę" mówił a dziecko była strasznie głupie i brzydkie jak gęś albo jeszcze głupsze, dziewczynka była jak podrosła to poszła z matką diabli wiedzą gdzie, ale wróciła młoda i to paręnaście lat później i płacze mi że ich zbójce złapali, że matkę zabili a z nią sypiali i co ona ma począć??
-to się mu przytulisko jakieś zrobiło, mógł się żenić jeszcze-Ali zaśmiał się, złapał butelką i rozlał resztę do kielichów-było wino, nie ma wina- dodał z posępną miną
- młoda urodziła ale coś było nie dobrze, bo odchowała pół roku i zmarła, a drwal się mnie pyta co z dzieckiem teraz zrobić jak nie jego, pyta mnie czy zabić? I co miałem zrobić?? dziada wygnałem a dziecko zostało, moja się nią zajęła i taka nam ot Trynka urosła, głupia nie jest,w karczmie pomaga
- oj kurwa, w tym rodzie  za brzuchem śmierć idzie, wy już lepiej na nią uważajcie-powiedział Ali i wziął ostatni łyk wina- dobre wino.
- a jak z tymi wysokimi, opowiadajcie panowie
- to ta Trynka tak szczęśliwie na was trafiła, na północy to drwal by wilkom rzucił, albo krukom. A na wysokich bywa tak, że i dziecko trza zabić, jak porwane przez harpie a żyje, to na pewno się zharpi. skóra już sinieje od pierwszego dnia, krew na buzi po jedzeniu zaschnięta, a płacze jak dziecko, ciężkie to przeżycia, kiedyś biliśmy topielca, a na bagnach źle się walczy
- ty z tym swoim puginałem to masz lekko, weź obosieczny topór i z taką śliską i szybką kreaturą stań oko w oko, jak kompan leży bo drapnięty, a jadu na sobie topielec ma jak sto ropuch razem, psia jucha
- a żeby takie kolczugi były jak ta co dziś przyniosłem to by mnie nie drapnął
- właśnie koszule haha, dobry materiał na to?? hartował je mocno?? no i czyś sprawdził?- Ali przejechał ręką po plecach sprawdzając czy jakieś oczko nie jest przypadkiem niedokładnie zagięte... nic nie znalazł, kolczuga była gładka jak łuski na wężu
- no na kim miałem sprawdzać jak dziadek kuleje, przecie nie na sobie- wszystkie wypowiedzi kończyły się śmiechem, wino robiło swoje- młody weź no ten tasak ze stołu i bij, jak nie szkoda karczmarzowi??
- to dobra stal, nie wykruszy na kolczudze, na płytową to bym nie dał,ino się od stołu odsuńcie, żeby kto nie dostał przypadkiem hahaha
-młody bij, jak nie będzie śladu to ja poprawię, od lewej ukośną zza głowy się zamachnij- Ali uwielbiał stal bojową, zanim zaczął polować na dużego zwierza a później na wysokich, często brał udział w walkach między plemionami, zwykle zwycięskich a broń i zbroję jego plemię miało najlepsze, wstali wszyscy, Marko założył ręce za plecy i stanął w wykroku lewą nogą, Liki wziął zamach tak jak Ali doradził zza lewego ucha trzymając tasak w prawej ręce i ciął z całej siły na zewnątrz, ukośnie w dół. Cięcie poszło przez ramię i piersi, Marko cofną się półkroku po uderzeniu a na kolczudze, często nazywaną koszulą nie została nawet rysa, na żadnym oczku
- Ali nie próbuj- powiedział szybko Marko i usiedli znów przy stole, otwarli kolejne wino, wieczór przyszedł szybko, i przyniósł potrzebę zamknięcia oczu, Ali myślał o walkach i łowach, młody o czasach na dworach i wspólnych książęcych polowania Marko o jasnowłosej Trynce która przeobraziła się z dnia na dzień z gnomki na kwintesencję kobiecego piękna, a myśleli już o tym w łóżkach

Zastrzegam sobie prawa autorskie, nie kopiować 

Ps. proszę o oceny i komentarze żeby złapać wenę i dokończyć drugą część Uśmiech
 Pozdrawiam
07-09-2014, 22:54
~Viktor
Niezarejestrowany

 
Podziękowania:
Podziękowano razy w postach
Post: #2
RE: "Wysokie Łowy" (jak ktoś lubi fantasy)
A jakieś "to be continue"?
07-11-2014, 14:31
jerwal
Wtajemniczony

Liczba postów: 47
Dołączył: Sep 2012
Reputacja: 5
Podziękowania: 0
Podziękowano 4 razy w 2 postach
Post: #3
RE: "Wysokie Łowy" (jak ktoś lubi fantasy)
... a i owszem, jeżeli jesteście zainteresowani to dopiszę część drugą do końca przyszłego tygodnia ,Uśmiech trzymać kciuki... bo Ali ma ciężki topór...
07-13-2014, 00:51
~Viktor
Niezarejestrowany

 
Podziękowania:
Podziękowano razy w postach
Post: #4
RE: "Wysokie Łowy" (jak ktoś lubi fantasy)
A i owszem. Pisz, pisz drogi kolego, wyżyj się artystycznie, a my z chęcią poczytamy.
07-13-2014, 18:49
 



[-]
Szybka odpowiedź
Wiadomość
Wpisz tutaj swoją odpowiedź.



Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Impressum | Mitglieder | Regeln | Forensoftware MyBB