O Orfeuszu i Eurydyce
Autor Wiadomość
Jiruka Offline
Wtajemniczony

Liczba postów: 202
Dołączył: Aug 2014
Reputacja: 7
Podziękowania: 144
Podziękowano 190 razy w 52 postach
Post: #1
O Orfeuszu i Eurydyce
O Orfeuszu i Eurydyce

Orfeusz był królem Tracji, a zarazem najbardziej znanym w niej śpiewakiem. Piękny i młody władca odznaczał się olśniewająco pięknym głosem, tak urzekającym, że sam Apollo mu nie dorównywał, a do tego grał na lutni tak czysto i melodyjnie, że wszystko, co żywe zbierało się, aby posłuchać jego pieśni. Drzewa uginały się, użyczając mu cienia w trakcie śpiewu, by cieszyć się jego muzyką, rzeki przestawały płynąć, dziki zwierz potulnie kładł się u jego stóp - wszystko milkło, a pośród wszechogarniającej ciszy roznosił się wibrujący dźwięk lutni i najpiękniejszego głosu jaki dane było słyszeć. Został okrzyknięty czarodziejem i za takiego uchodził wśród następnych pokoleń, przypisujących mu wiele dzieł, w których opisywał sztuki czarnoksięskie.
Jego żoną była Eurydyka, nimfa drzewna, hamadriada. Dziewczę tak delikatne jak płatek róży, czarujące jak poranny promyk jutrzenki. Kochali się oboje tak szalenie mocno, że aż ciężko to sobie wyobrazić. Jednak uroda nimfy nie rozpalała uczuć jedynie w Orfeuszu. Każdy kto ją ujrzał, musiał się w niej zakochać. To właśnie przydarzyło się Aristajosowi. Był synem Apollina i Kyreny - nimfy, która dusiła lwy jedną reką - bartnik, dobry lekarz i właściciel rozległych winnic. Pewnego razu spostrzegł Eurydykę w dolinie Tempe. Nie istnieje na świecie dolina cudniejsza od niej, a dziewczyna pośród zielonych łąk, okrytych welonem najrozmaitszych kwiatów kwitnących, wydawała się jeszcze bardziej urokliwa niż na co dzień. Gdyby Aristajos wiedział, iż Eurydyka jest zaślubiona Orfeuszowi, pozostałby w domu, próbując wyrzucić dziewczę z pamięci. Jednak nieświadom tego, począł ją gonić, nimfa zaś, spostrzegłszy go zaczęła uciekać. I wtedy nieszczęście dopadło biedną Eurydykę: w biegu nadepnęła na żmiję, wąż ukąsił ją i kobieta umarła.
Ogromny ból zamieszkał w sercu biednego Orfeusza. Przestał grać, przestał śpiewać, tylko błądził po rozległych łąkach i gajach zielonych wołając: "Eurydyko! Eurydyko!". Pośród przejmującej ciszy, odpowiadało mu tylko echo. Wtedy, w smutku, zdobył się na rzecz, na którą mało komu starczyłoby odwagi: postanowił pójść za swoją ukochaną do podziemia. Nie wziął ze sobą nic, prócz swej czarodziejskiej lutni. Nie wiedział, czy to wystarczy, lecz nie posiadał żadnej innej broni. Jakoż wystarczyło. Charona tak przejęła słodycz pieśni wypływającej z ust króla Tracji, że bez oporu przewiózł go na drugi brzeg Styksu, nie żądając zań zapłaty. Sam Cerber, czujny strażnik Hadesu, nie ujadał, lecz wpuścił go do Krainy Zmarłych. A kiedy już stanął Orfeusz przed obliczem władcy podziemia, nie przestawszy trącać delikatnie strun, zaczął przelewać nań frustrację i skargi układając z nich pieśni. Można było ulec wrażeniu, iż w królestwie smutku, milczenia i śmierci zaległa cisza większa i dotkliwsza niż zazwyczaj. I stała się rzecz przekraczająca wszelkie granice ludzkiego rozsądku: Erynie, bezlitosne furie, płakały przejęte żalem młodego muzyka!
Hades po namyśle postanowił oddać Orfeuszowi Eurydykę i nakazał Hermesowi, Posłańcowi Bogów, wyprowadzić z powrotem do świata żywych, by znów mogła cieszyć się ciepłem promieni słonecznych i miłością swego lubego. Na końcu dodał wyraźnym tonem: "Eurydyka iść będzie za Orfeuszem, za nią niech kroczy Hermes, a Orfeusz niech pamięta, że nie wolno mu oglądać się poza siebie". I wyruszyli w drogę powrotną. Wiodła ona przez długie, mroczne ścieżki. I kiedy byli już prawie na górze, przepełnionym szczęściem muzykiem zaczęły targać wątpliwości. W jego głowie zagnieździła się myśl, że Hades wraz ze swoją żoną, Persefoną, postanowili zakpić z niego, z jego miłości, nie wypuszczając Eurydyki i każąc mu opuścić Podziemia z pustymi rękami, kiedy on nawet by o tym nie wiedział. I kiedy zdawało się, że widzi światło poranka, przegrał walkę z wewnętrznym niepokojem, który przez tę drogę przerodził się w burze szalejącą po jego ciele. Gwałtownie odwrócił się i omiótł spojrzeniem swoją piękną, uroczą żonę. W tamtej chwili utracił ją na zawsze. Hermes zatrzymał Eurydykę w ramionach Hadesu, zaś Orfeusz sam wyszedł do świata żywych. Nadaremno dobijał się do wrót piekielnych: nie wpuszczono go po raz kolejny.
Zrozpaczony Orfeusz powrócił do Tracji. Skargami swymi, frustracją i żalem przepełniał wysokie góry i niekończące się doliny. Pewnej nocy trafił na rozszalały, nieujarzmiony oddział bakchiczny i dzikie, obłąkane menady rozerwały ciało nieszczęśnika na strzępy. Głowa jego spadła do rzeki i pomimo, że utraciła już ciepło życia, wciąż powtarzała zmartwiałymi ustami jedno słowo: "Eurydyko...". Płynęła z prądem aż do morza i zatrzymała się przy wyspie Lesbos. Tu mieszkańcy pogrzebali ją, a na jej miejscu spoczynku powstała wyrocznia. Muzy, którym Orfeusz przez całe swe życie wiernie służył, pozbierały pozostałe części jego ciała i złożyły u stóp Olimpu.
"Co nie zostało powiedziane, to powiedzieć zostanie musiane"

Wigilia Imbolc 2015 - po raz pierwszy zarzucono mi bycie wampirem. :D
08-30-2014, 20:56
Znajdź Posty Reply


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Impressum | Mitglieder | Regeln | Forensoftware MyBB