"O tym Jak Vingthor z Hrungnirem walczył"
Autor Wiadomość
Finneus Offline
Olśniewający Jeż

Liczba postów: 210
Dołączył: Aug 2014
Podziękowania: 39
Podziękowano 26 razy w 17 postach
Post: #1
"O tym Jak Vingthor z Hrungnirem walczył"
"O tym Jak Vingthor z Hrungnirem walczył".



Na początku była jeno Ziejąca Pustką przepaść, Ginnungagap, a w niej krążyło nasienie Yggrdrasila. Na północy były Lody Nilfheimu, na południu wrzały zaś ognie Muspelheimu, i to tak silnie, że lód począł się topić, zmieniając w wodę. Z tego topiącego się lodu wyłonił się Ymir, ogromny Hrimthurs i krowa Audhumla, której mlekiem się karmił. W krainie Ognia zamieszkał zaś Sutr. Czas jakiś stan ten trwał i zbierano siły...

Następnie ze słonego lodu, lizanego przez Audhumlę, wyłonił się mężczyzna imieniem Buri, który miał syna Bora, który pojął Córkę olbrzyma Bolthorna – Bustlę. Oni to są w męskiej lini protoplastami Asów i ludzi. Synowie Bora bowiem, Odin,Vili i Ve zabić mieli Ymira, a z jego ciała rozpiętego nad Ginnungagap uczynić świat, a w jego centrum sami mieszkać mieli w Asgardzie i radzić wśród porosłych wiecznie Zielonym Czosnkiem pól Równiny Idy.
Tam też stoją boskie halle, tam jest Tron Odina, tam wzniesiono Vallhallę... Lecz nie o tym nam mowa dzisiaj. I Nie o wojnie bogów, ni o Wyprawach Odyna, Naszyjnikach, czy Mechanicznych Dzikach.
Bo ani mądrość Ojca Poległych, ani sztuki seidhr Wanów, ani Runy, ni Pieśni od Olbrzymów wyuczone nie pozwoliły, by Bogom i ludziom przetrwać tak długo, gdyby nie Największy z licznych Synów Odyna – Thor – Obronća Ludzkości.
Syn Olbrzymki Jord i Odyna był dziełem konieczności, ale i przysporzycielem wielkiej chwały dla ojca. On to, samotnie lub samowtór, stawał olbrzymom do holmgangu i chronił Asgaard przed ich zakusami, uzbrojony w swój Młotek – Mjolnir, Pas – Megingjord i Rękawice Jarngreipr, bez których nikt Młotka użyć nie mógł. On to też, gdy zaszła potrzeba ruszał w zaświaty Utgaardu, by odebrać olbrzymom potężne przedmioty, których oni i tak nie umieli wykorzystać.
Nie czyni ich to jednak głupimi, nie... Byli mądrzy, w swej mądrości wiekowi, a zazwyczaj nawet mądrzejsi od bogów. Ale także nieprzewidywalni, chaotyczni w swym działaniu i szaleni w gniewie... Jak i potrafił być Piorun Asów.
W żadnej ze swoich wypraw Rzucający Gromy nie odniósł nawet najmniejszej rany, ni zadrapania, żaden przeciwnik nie zdołał go powalić, żaden nie stanowił dlań większego wyzwania.
Znał się on i na czarach, choć jako osoba prostoduszna i uczciwa gardził nimi, jak i wszystkimi ich używającymi. Pewnego razu wezbrana rzeka przez którą brodził porwałaby go jednak, gdyby nie zmusił zaklęciem Jarzębiny, by schyliła swe gałęzie i dała mu podporę. Tak powstać miało Słynne powiedzenie "Jarzębina brzegiem Thora".
W wielu walkach pomnażał swą On sławę, lecz jedna z nich była dlań najważniejsza, i ona go definiuje. I o tym właśnie dziś możecie posłuchać z moich ust, jeśli Czas mi pozwoli:


Ukochana Bogin! Królowo Asów! Racz krztę miodu poetów mi zesłać, bym mógł prawdę godnie oddać i w niczym jej nie uchybić! Jako było, tak będę pisał.
Dalekie drogi do zaświatów prowadzą, dalekie... Nikt pieszo drogi tej pokonać nie zdoła. Na wschód ona biegnie, przez lad i przez morze potworami usianie i dalej potem jeszcze iść trzeba przez Las Żelazny, gdzie złe wilki i Wiedźma Angerboda mają swe mieszkanie. Za nim dopiero bliższe krainy olbrzymów, Jotunnheim – gdzie Asathor orły trolami karmić był się udał.
Jak nie masz jeźdźców nad Freyra, tak nie uświadczysz Rumaka nad Sleipnira, ośmionogi to grzywacz Odinowy, syn Lokiego. Na nim to Pan Poległych wyprawił się przez władztwo Sokołów i szlak łabędzi {co jest niebem i morzem}do Jotunnheimu. Złotą miał na sobie zbroję i hełm złoty, i Gungir swój z Cisu Świata - włócznie, co nie chybia. Dwa kruki były nad nim, i dwa Wilki przy boku, a majestat bił taki, że kto go spotkał, ten schodził mu z drogi zlękniony o życie, bo wiedział, że to Pan Asów jedzie przez niebo.
Takim zastał go szkaradny Hrungnir, ale nie rozpoznał go i nie zszedł mu z drogi, lecz patrzył nań z podziwem.
  • Któż to jest Ten, co w złotej zbroi na ośmionogim rumaku przez przestwór niebieski i morza śpieszył do ziem Olbrzymów? Znakomity to koń, że zdzierzył, ale już ledwo chrapie i pianę toczy! - wrzasnął Hrimthurs do Asa. A ten wstrzymał konia w galopie i odpowiedział mu dumnie:
  • Nie masz u olbrzymów konia który, by się memu równał! Głowę za to daję w zastaw, że nie znajdziesz takiego choćbyś i 9 lat szukał.
    Zaśmiał się na to Wrzeszczący śmiechem szaleńczym:
  • Choćbym i 9 lat miał szukać, nie znajdę, bo stoi on tu przy mnie, w zagrodzie i zgubić mi go ciężko! Grzywacz mój zwie się Gullfaxi i to ten jest najlepszy! - rzekł i wyprowadził ze stajni przepięknego rumaka o sierści koloru czerwonego złota i jak ono jasnej grzywie. Stąpał on ciężko, czując, że zaraz ruszy w drogę i para mu szła z nozdrzy. Zachwycił się nim Odin i zapragnął go dla siebie.
  • Oto jest Grzywacz, przed którym żadnego nie masz w każdym ze światów! A teraz wezmę sobie mój zastaw! - krzyknął wesoło Hrungnir i dosiadł Gullfaxiego, tak jak stał, po czym ruszył na Wszechojca, by wyrwać mu głowę. Lecz ten zwrócił konia na zachód i puścił się galopem krzycząc do paskudnego Hrimthursa:
  • Jeśliś taki pewny chyżości swej szkapy, to udowodnij jej wyższość! Jeśli mnie schwytasz, będziesz miał mą głowę!
    I ruszył Yggr na zachód przez Las Żelazny, a Olbrzym za nim. Niósł go Sleipnir ośmionogi, przez wody morza, a Gullfaxi wciąż był bliżej i bliżej. W zaślepienie wpadł Hrungir w locie nad Midgaardem, tylko Odina już widział, tylko jego czerep chciał strącić. Już go miał, już prawie go doścignął, ale przyznać musiał, że Sleipnir równy był Gullfaxiemu, a może i lepszy. Nim spostrzegł się Hrimthurs już byli w Asaheimie i wrota muru za nimi zamknięto. Siadł tedy z konia i przeląkł się, że wśród wrogów jest i postrada życie. Ale uspokoił go Odin i rzekł głośno przy wszystkich:
  • Nie lękaj się olbrzymie, chyżego masz Grzywacza, więc i zakładu rostrzygnąć nie sposób. Gościem moim jesteś i nic ci nie grozi, póki prawom gościnności nie uchybisz. Tak ci obiecuję, przy wszystkich. A teraz chodźmy! Nadszedł czas uczty! - I zgodzili się z nim Asowie i Asynje, że gościem jest olbrzym i zła mu czynić nie wolno, bo to hańba gospodarzowi gościa nie podjąć, gdy w dom mu przybywa.
Wiele włości, sal i domów kryje się za murem Grodu Asów, a największym z nich jest umieszczony w centrum Asgardu na Równinie Idy Gladsheim{co jest Miejsce radości, radowania się}
Ach! O ogromnej hali gdzie radzić mają bogowie krążą legendy, Tam stać ma dwanaście stolców, z których bogowie wydawali wyroki nim przybyły Norny. Największą,najlepszą i najpiękniejszą z sal pokrywa od zewnątrz i od wewnątrz złoto oświetlające ją jasnym blaskiem. Przy Gladsheimie dla Asynji wzniesiono Vingolf, a w samej sali stoi Valhalla!
Okrągły dach Sali poległych stanowią tarcze, a ściany zrobiono z włóczni, 580 jest wrót do sali i 800 ludzi naraz przejść przez nie może ramię przy ramieniu – nimi to ruszą Einherjar na bitwę.
Widział to olbrzym, jaki i ja teraz widzę natchnionymi oczyma, w środku sali drzewo stoi, pod nim stół zastawiony mięsiwem najprzedniejszym Saehrimnira które Andhrimnir w Eldhrimnirze gotuje nie przeliczonym wojom. Przy stole tym zasiada Wszechojciec, mięsem mu podawanym karmi Wilki Geriego i Frekiego, a sam pije jeno wino i o nim żyje. Tamteż usadzono olbrzyma, który już ponownie odwagi nabrawszy zapytał siedzących przy nim bogów:
  • A Czyje to naczynie tam stoi, że nikt go nie używa? Największe jest ono ze wszystkich jakie widzę i jako jedyne mogłoby zgasić moje pragnienie.
    Popatrzyli po sobie Asowie słysząc tak butne słowa, ale odpowiedziała mu Sif:
  • To jest naczynie Thora i on tylko z niego pić może, jeśliś taki mądry pij proszę z niego, nie zdołasz go opróżnić.
Hrungir zaśmiał się tylko i jednym haustem opróżnił podane mu naczynie.
  • Całe Asom Piwo wypiję nim padnę! Słabe jest ono, cienkusz straszny!
  • Myśl co rzeczesz, bo z rodaka kadzi piwo pijesz! - Odfuknęła mu gniewnie Freja, której jako jedynej odwagi starczało ciągle, by Hrimthrusowi napitek dolewać. - To Thor ją zdobył na Hymirze i sam przyniósł, gniewny będzie, gdy cię usłyszy.
Na jej słowa nieokrzesany potomek Ymira zarechotał znowu i odpowiedział, pijany już mocno:
  • Tę kadź przeniósł Thor? Ja całą Valhallę przeniosę! Asgaard zatopię w morzu! A ciebie, i tę drugą pyskatą dziewkę dla siebie zabiorę, gdy już bogów wybiję! Piwa dolej!
  • Wstrzymaj język! Sif jest żoną Thora! On ci łeb rozłupie, gdy wróci!
Nie bali się Asowie gróźb olbrzyma i ubliżyć im nie mógł, choć się starał, dopiero ciągłe:
  • Całe Piwo Asom wypiję! - przeraziło ich w końcu, gdyż zbliżać się zaczęło do prawdy – przepastne spiżarnie robiły się coraz bardziej przepastne. Posłał więc Odin po Thora i ten stawił się natychmiast i z młotem mierzącym we wroga zakrzyknął:
  • Jakim prawem to nieokrzesane bydlę ucztuje z bogami i mnie obraża?! - i już miał cios zadać, ale Hrungir - który nawiasem mówiąc natychmiast wytrzeźwiał - wstrzymał go gestem i odpowiedział mu butnie, pewny swego:
  • Gościem tu jestem u Odina i prawem gościa tknąć mnie nie możesz! Hańba na cię za taki czyn, by spadła, Grzmiący.
Nie ostudziło to jednak gniewu Asathora.
  • Wyjdź więc z Sali na dwór i walcz jak mężczyzna, albo na ciebie Hańba spadnie!
  • Bezbronnego chcesz bić, Potężny synu Hlodyny? - rzucił mu na to prześmiewczo olbrzym, doprowadzając Thora na skraj wytrzymałości, ąż mu włos się od błyskawic zjeżył.
  • Wybierz miejsce Synu Ymira, a stanę gdy zechcesz i ci łeb przetrącę!
  • Niech i tak będzie. - zgodził się Hrimthurs. - Na miejsce Holmgangu wybieram Griotungagardr, i tam czekać na ciebie będę. W zbroi i z bronią, coby cii nie uchybić, bo – podkreślił znowu. - Hańba to, nieuzbrojonego zabić.

I jako ustalili, tak miało się stać. Bali się olbrzymowie o najsilniejszego z nich, wiedząc, że razem z Thorem do walki stanie jego wychowanek – Thjalfi, syn Egila. Znaleźć usiłowali kogoś spośród nich, kto byłby dość silnym i godnym walki u boku Hrungnira. Jednak nikt nie wydał im się dość dobry. W końcu wpadli na pomysł, jeden z nich zaproponował:
  • Uczyńmy w Griotungagardzie mężczyznę z gliny! Niech to on walczy z Thjalfim! - A gdy inni poparli ten pomysł, praca ruszyła. Szybko powstał wysoki na 9 mil, a w barach szeroki na 3 Gliniany Mokkurkarfi, ale szybko powstał też problem...
  • I jak go teraz ożywimy? Nie znajdziesz człowieka o sercu dość wielkim, by biło w tej piersi.
I wtedy popełniono pierwszy błąd...
  • Weźmy serce klaczy, ono jest dość duże, by krew dotarła do członków olbrzyma. - Uradzili i zabili klacz, a jej serce umieszczono w piersi Mokkurkarfiego, a do dłoni dano mu maczugę.
W sam czas olbrzymowie zdążyli z przygotowaniami, przybył już Thjalfi i oznaczono miejsce Holmgangu wicią leszczynową. Hrungnir zaś czekał gotowy w zbroi, ze swoją osełką jako maczugą i tarczą na ramieniu, wyglądał bardzo groźnie i Thjalfi zląkł sie o Thora. I wtedy popełniono drugi błąd. Potrzedł bowiem wychowanek Wingthora do olbrzyma i w te słowa mu rzekł:
  • Głupiś Hrungnirze! Dlaczego trzymasz tarczę w dłoni? Wszak nie wiesz, że ziemia{Jord} jest matką Thora? Thor uderzać będzie z dołu! - A olbrzym w swym zaślepieniu przeląkł się wsparcia Hlodyny dla Thora i stanął na swojej tarczy, butnie krzycząc:
  • A gdzież jest Thor?! Czyżby stchórzył?!
Odpowiedziała mu przerażająca cisza, której w pierwszej chwili nie zrozumiał, zebrani jak jeden mąż odwrócili wzrok na wschód. Niebo pokryło się granatem, chmury zasłoniły słońce i księżyc, a dokoła bić zaczęły pioruny! Podmuchy wiatru wywołanego potężnym okrzykiem Grzmiącego Boga Łamały Żelazne Drzewa na swojej drodze, a nad morzem w oddali trwał sztorm jakiego nikt dotąd nie widział. Oto Nadjeżdżał Thor... Samwtór gnał bez lęku na spotkanie swego przeciwnika w swoim wozie zaprzężonym w kozły z których jeden nieznacznie kulał. Kopyta kozłów krzesały iskry, a Mjolnir słał wyzwanie wrogom. Ziemia trzęsła się tak, że tarcza Olbrzyma pękła z głośnym hukiem, a powietrze nabrało odcienia czerwieni i zaczęło płonąć żywym ogniem. - Tak potężnym, że część obserwujących pojedynek olbrzymów uciekła w przerażeniu o życie.
Thor był potężny w swym szale, teraz dopiero pojął Hrungnir kogo obrażał, lecz nie zląkł się jak inni. Poprzysiągł sobie, że powali Boga Gromu, mimo że straszny był to przeciwnik. Olbrzym także wpadł w szał, mierzył Grzmiącego wzrokiem, a kamienne serce Hrimthursa z trzech splecionych rogów złożone biło gniewem, równym gniewowi Thora.
Gdy Potężny As ujrzał już przeciwnika cisnął w niego młotem z oddali, a wzdłuż jego dłoni przebiegła błyskawica. Straszy Olbrzym cisnął zaś w Boga trzymaną oburącz osełką, Sekundanci też ruszyli na siebie. Młotek i Osełka spotkały się wśród bicia piorunów i huku gromów na płonącym niebie pomiędzy wojownikami. I choć dobrą broń miał olbrzym, As miał lepszą. Huk zderzenia słychać wszędzie, aż karły ze strachu skuliły się w swych grotach jak to uczynią w dzień Ostatniej Bitwy. Osełka pękła na tysiące kawałków i to z nich czyni się do dziś nasze osełki. Jednak olbrzym dopiął swego i powalił Thora – Jeden z tych odłamków trafił boga w czaszkę i zrzucił go na ziemię. A wtedy olbrzym pożałował, że nie ma swojej tarczy, bo młot Potężnego Asa w chwilę potem rozłupał czaszkę przeciwnika. W ten czas też Thjalfi pokonał Mokkurkarfiego, a padające gliniane cielsko przygniotło dodatkowo Boga gromu i nikt nie mógł Thora uwolnić, od jego poniżenia. Leżał tam ranny i przygnieciony, a Asowie próbowali podnieść łydkę giganta. Bez skutku.
Asa uratować miał dopiero jego liczący zaledwie 3 nocy syn Magni, odrzucił on nogę olbrzyma na bok, a asowie mogli zając się opatrzeniem upokorzonego wojownika. Ten ofiarował zaś Gullfaxiego – konia Hrungira swojemu synowi w nagrodę za pomoc, i ku złości Odyna, od którego sprawa się zaczęła.
Do rannego sprowadzono wieszczkę Groę, która zaczęła leczyć czarami Wojownika. Ten zaś zapytał się jej:
  • Tyś jest Groa, żona Aurvandila? - a gdy potwierdziła, rzekł dalej: - Znałem ja twojego męża. Gdy Odyn jeździł w zawody z Hrungnirem, ja pomogłem mu przebyć lodową rzekę Elivag. Niosłem go w koszu na plecach. Udało nam się ją przebyć i dotrzeć do Midgaardu, ale Aurvandilowi odmarzł palec u nogi, teraz jest tam... - Thor wskazał gwiazdę jaśniejącą na nieboskłonie. - Błyszczy się. Twój mąż zaś żyje i niedługo powinien wrócić do domu.
Słowa boga tak ucieszyły Volvę, że łzy miała w oczach i ze wzruszenia zapomniała zaklęć i fragment broni na zawsze pozostał w czaszce Boga. Dlatego też nie wolno upuszczać osełek na ziemię, bo fragment w głowie Thora drga wtedy raniąc wojownika.
Oto największy bój Asathora i jego największe zwycięstwo, okupione trudem, krwią i hańbą. Ten jeden raz Thor został zraniony. Ten jeden raz zhańbił się upadkiem. Ale zwyciężył. Najsilniejszy z Asów pokonał najsilniejszego z Olbrzymów w uczciwym pojedynku i już nie mogło być wątpliwości co do siły bogów. Ale jak niewiele brakowało do porażki... Gdyby nie przynosząca pecha ofiara z klaczy, gdyby nie ostrzeżenie Thjafliego dziś mogłoby nie być już Asgaardu, ani Midgaardu, tylko płonące pustynie i lodowe równiny. Może ta historia pozwoli wam pojąć cenę, jaką trzeba płaci sie za bezpieczeństwo, może pozwoli wam lepiej pojąc kim jest sam Thor, któremu tak naiwnie dokłada się obowiązków prosząc o opiekę nad forum pogardzanych przez niego zniewieściałych magów?


Ukochana Bogini! Królowa Asów i Asynji, co chmury przędziesz i roztaczasz opiekę nad wybranymi przez siebie. Dziękuję, jeśliś czas znalazła pomóc w mym dziele i miodu Kvasira użyczyć. Wam pisałem, na ich chwałę. Koniec.
09-03-2014, 20:40
Znajdź Posty Reply


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Impressum | Mitglieder | Regeln | Forensoftware MyBB