Historia prawdziwa - Tarot
Autor Wiadomość
Tetram Offline
Szukający

Liczba postów: 79
Dołączył: Jan 2014
Reputacja: 3
Podziękowania: -1
Podziękowano 0 razy w 0 postach
Post: #1
Historia prawdziwa - Tarot
Historia prawdziwa - Tarot.

Niedługo minie rok, gdy pierwszy raz dokonałem zakupu talii Tarota. Nie byłem przed tym momentem zbytnio przekonany do takich działań, bo zawsze uważałem, że to my tworzymy przyszłość, a wszelkie wróżby są tylko elementem, który naprowadza nas na konkretną ścieżkę, z wielu. I zadawałem sobie wtedy pytanie: Dlaczego ta, a nie jakaś inna? I tu pewnie pada pytanie. Co się zmieniło Tetruś, że dokonałeś takiego zakupu?

Otóż, pewnego rodzaju działania, wymagały ode mnie zakupienia czegoś, co pomoże mi sprawdzić, czy po prostu się udały, a nie są zwykłym złudzeniem. Nie pytajcie mnie co to za działania. (Nie sprawdzałem czy ziemniaki wyrosną na lato!). Długo szukałem na Czary Mary (to nie jest lokowanie produktu) czegoś, co pozwoliłoby przekonać mnie do siebie. W tamtym okresie dużo bardziej niż teraz byłem zafascynowany kulturą samurajów. Dlatego z pośród wszystkich talii, w oko wpadł mi, Samurai Tarot. Nie jest to talia jakoś epicko wykonana, wręcz prosta i bardzo tania. Ale czuć w niej specyficzny klimat wielkich wojowników azjatyckiej części świata. Tak, talia wypełniona jest po brzegi obrazami walki, która jest nieodłącznym elementem naszego istnienia. (No mówię przecież, że nie lokuję produktu...)

[Obrazek: 00-Major-Fool.jpg]

Nigdy zbędnie nie przejmowałem się zasadami, które wymyślili inni, bo choć nie można przeczyć ich mądrości, to każdy powinien robić, to co sam uważa za stosowne. Dlatego wbrew standardom, moimi strażnikami zostali: Sprawiedliwość i Magik. Dla połączenia cech obu tych atutów. Oraz bliskości jakiej dzięki nim zawsze odczuwałem. Talii zawsze dziękowałem za wróżbę, ale nie obchodziłem wielkich obrządków podczas wróżenia, jak to niektórzy mają w zwyczaju. I zabierałem ją ze sobą w większość miejsc, gdzie akurat przyszło mi się udać, jest ze mną teraz 350 km od domu...

Stwierdziłem, że mogę chociaż raz wam opowiedzieć o przygodach, które spotkały mnie z tym "przyjacielem". Od pewnego momentu przestałem szukać odpowiedzi w kartach, czym jest to spowodowane, nie potrafię odpowiedzieć. Możliwe, że dlatego, iż moje życie przestało toczyć się po nierównym terenie. A ja z ulgą mogę powiedzieć, że warto mieć takiego przyjaciela, chociaż lepiej obejść się przez niego. Aaa, dodam jeszcze, że nie lubiłem i nie lubię wróżyć innym. Uważam, że każdy powinien mieć własną talię. I rzadko robię wyjątki.

Mijał już 3 miesiąc gdy używałem kart do poszukiwania odpowiedzi, bywały takie momenty, gdy nawet kilka razy dziennie. Mieszkałem wtedy w pokoju 3-osobowym jednego z typowych akademików. Koledzy nigdy nie robili problemów z powodów rytów, czy typowego wróżenia. A jeden z nich, czasem nawet pytał o niektóre rzeczy. Podczas jednej z nocy miałem sen, ten wspomniany kolega miał w nim problemy z dziewczyną, ona z nim zerwała i nie mogli się pogodzić. A o wszystkim dowiedziałem się z tego powodu, iż ona do mnie tym śnie przyszła. Dlaczego akurat ja? Może to dziwne, ale w tak krótkim okresie pozyskałem sympatię obojga. A dla rzeczonego kolegi stałem się kimś, prawie jak przyjaciel (pewnie mnie za takiego uważa, ale ja... no cóż).

[Obrazek: samurai-04993.jpg]

Następny dzień zacząłem normalnie, niby zwykły czas. Ale wieczorem wszystko się zmieniło. Kolega popełnił błąd, którego nie powinien. Nie powiem wam jaki! Ale seksów żadnych nie było. Ważne jest to, że nazajutrz dziewczyna nie przyjęła jego prezentu urodzinowego i kazała mu sobie iść. Wtedy dostałem sms z prośbą o radę ratunek. Już kilkukrotnie udzielałem mu rad z kart, dlatego znów się nimi posłużyłem. Dzięki odpowiedzi, którą mu przekazałem, pogodzili się jeszcze tego samego dnia. Dostałem odpowiedź: "Karty **** 4 : 0 Ja". Zapamiętałem to najmilej, bo połączył się wtedy mój sen z życiem codziennym, znajomymi i Tarotem.

Na koniec powiem wam coś śmiesznego, traktujcie to jak chcecie. Ale kiedyś dostałem radę: Wejdź do karty. Porozmawiaj z nią. Rada opiekuna, więc warto by wykorzystać. Wszedłem do Wisielca i pierwsze co dostałem, to z dyńki w głowę... Nasze stosunki wcale nie były potem złe. Co dziwne, uważam, że to by specyficzny sposób przywitania się ze mną. Który do teraz niezmiernie mnie bawi. Szczerbol A taki był niegrzeczny. (Jak wszedłem? A to już inna opowieść).


Do usłyszenia. Odmeldowuję się. Tetram.
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 24-09-2014, 13:03 {2} przez Tetram.)
24-09-2014, 12:52
Znajdź Posty Reply


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Impressum | Mitglieder | Regeln | Forensoftware MyBB