Historia magii w pigułce: czarodziejka i czarownica w średniowieczu.
Autor Wiadomość
Aleksy Offline
Aleksy

Liczba postów: 8
Dołączył: Nov 2014
Reputacja: 0
Podziękowania: 0
Podziękowano 0 razy w 0 postach
Post: #1
Historia magii w pigułce: czarodziejka i czarownica w średniowieczu.
Część I. Czarodziejka i czarownica w średniowieczu.

Istnieje zasadnicza różnica między czarodziejką i czarownicą.

Czarodziejka ma zdecydowanie bardziej pozytywny wydźwięk od czarownicy, która w czasach średniowiecznych miała kojarzyć się raczej pejoratywnie.

Są dwie kategorie uprawiania czarów w czasach wieków ciemnych: ludowa i sataniczna.

Czarownica ludowa (czarodziejka) to poganka, przebiegła wróżbitka, kobieta przepowiadająca przyszłość, posiadająca tajemnicze moce i zamieszkująca nieznane miejsce.

Czarownica sataniczna posiadała te same umiejętności co czarodziejka, tyle że jej moce były wynikiem zawarcia paktu z diabłem.

Czarodziejki w średniowieczu istniały, natomiast co do czarownic nie ma pewności. Ich istnienie jest wątpliwe i wielu badaczy zakłada, że czarownica jest wymysłem chrześcijaństwa, które postanowiło walczyć z pogaństwem. Mimo tego, że wiele kobiet było oskarżanych o bycie czarownicą (spiskowanie z diabłem), każde przyznanie się do winy mogło być wymuszone torturami. W efekcie wiele czarodziejek i wróżbitek zamieniano w złe czarownice, które podpisywały cyrografy, aby zdobyć moc. Od XIII wieku w zasadzie nie mówiono już o czarodziejkach, ponieważ każda kobieta, którą posądzono o uprawianie magii, była nazywana czarownicą.

Czarostwo nie jest synonimem czarodziejstwa. Według współczesnych badaczy czarostwo jest zjawiskiem wymyślonym przez Kościół w średniowieczu, czarodziejstwo natomiast odnosi się do rzeczywistych obrzędów ludowych. Czarostwem nazywa się magię przesyconą pewną złośliwością i związaną z paktowaniem z diabłem.
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 25-02-2015, 03:01 {2} przez Aleksy.)
24-02-2015, 23:29
Znajdź Posty Reply
Verae Offline
Kluska

Liczba postów: 13
Dołączył: Jul 2016
Reputacja: 4
Podziękowania: 5
Podziękowano 11 razy w 4 postach
Post: #2
RE: Historia magii w pigułce: czarodziejka i czarownica w średniowieczu.
Widzę, że post jest stary, jednak muszę się do Niego odnieść, gdyż zbyt mocno nie daje mi spokoju Uśmiech
Przede wszystkim nie posiadamy tak obszernych traktatów na temat magii z krajów słowiańskich. Dlatego polecam bazować na tekstach pisanych, ale i kultury zachodnich - od antycznych greckich i rzymskich, przez francuskie i angielskie. Co do niemieckich są one najbardziej "złośliwe" moim zdaniem i mogą wprowadzać w błąd. Czarownica ludowa jak to napisał Aleksy to w języku polskim nikt inny jak wiedźma (od słowa wiedza, czyli "osoba posiadająca wiedzę"), czarownica/czarodziejka pochodzą od tego samego słowa, zaszły tu jedynie procesy językowe - czarownica jest formą pejoratywną, czarodziejka zaś pozytywną (ta, co "działa czary"). Co do ogólnie nazwy wiejskiej, do dzisiaj na obszarach wiejskich są wszelkie babki, znachorki, znachorzy i cała masa ludzi obcujących z magią, ich ludowe nazwy zależą od regionu i praktykowanej tam magii, a najlepszym przykładem są wiedźmy z Podlasia, na wsiach zwane Szeptuchami, gdyż podczas swoich "czarów" szepczą zaklęcia. Osobiście widziałem parę przedstawicielek, w rodzinach których przez wieki się to praktykowały. Niektóre nieświadomie wchodzą w trans, a ich "szeptane modlitwy" stają się w pewnym momencie tak jednolite, że zamieniają się w specyficzny syko-szept. Co do mężczyzn w języku polskim narodziła się również forma "czarnoksiężnik" co jest zdecydowanie pejoratywną formą, gdyż wskazuje, że jest to osoba co praktykuje czarne czary. Nie wiem też czemu "Czarownica ludowa" została zakwalifikowana jako poganka. Niektóre w nich były jak najbardziej pobożnymi chrześcijankami (nawet te współczesne często są), a zrodziło się wśród nich przekonanie, że magia to moc Boga dana im by walczyć z Szatanem. Szczególnie dla tych, którzy chcą zgłębiać angielskie teksty to wiedźma jest najprościej i najczęściej "witch" (to forma bezpłciowa, odnosi się zarówno do kobiet, jak i mężczyzn, a dotyczy tych od "prymitywnej magii ludowej").
Co do Czarownic od Szatana (żeby było od razu jak język angielski je określa - sorcerer, wizard (to ciekawa forma, pochodzi z legend arturiańskich, możliwe, że ma początki w tym samym słowie, co witch, jednak stała się ona formą odnoszącą do ludzi, cóż bardziej...cywilizowanych), magician - to najnowsza "forma" w języku), bo nawet nie wiem jak je nazwać nie były wcale takie złe w średniowieczu. Tak naprawdę na prawie każdym dworze był/a przynajmniej jeden/jedna dworzanin/nka, zajmujący/a się arkanami magii. Chrześcijaństwo (zarówno Zachodnie, jak i Wschodnie) na początku swojej kariery, ale również i w średniowieczu uważały "czary" za raczej ludzki wymysł, gdyż moce takie mogą posiadać tylko święci oraz Bóg. Bardziej wtedy Kościół absorbowało tropienie apostatów i heretyków, czarownice uważano raczej za praktyczne. Dlaczego? Już w tamtych czasach uważano, że wiedźmy, jak i czarownice z marszu wszystkie znają się na ziołolecznictwie, a przy takiej ilości ludzi i lekarzy było to zbyt słabe, więc były raczej przydatnym wrzodem. Poza tym te co bardziej wyrywne traktowano upomnieniem, a w"najgorszym" wypadku ekskomuniką i łatką chorych na umyśle.
Co do sytuacji do roku 1347 w całej Europie był względny spokój. Oczywiście, że zawsze znalazła się "czarownica" do ukarania, jednak zwykle nie chodziło o Szatany i inne wielkie sprawy, a że "z zazdrości mu pogłówne bydła ubiła, za pomocą magii, gdyż bydło jej za jego sprawą padło wiosnę wcześniej". Chodziło głównie o ukaranie ludzi w osobistych porachunkach. Rok 1347 przyniósł zmiany, gdyż jest to wybuch wielkiej epidemii dżumy, jak wszyscy wiemy z historii - jedna wielka jatka. Zakończyła się w roku 1353, a winny nie był znany. Kościół chcąc uspokoić nastroje wskazał, że winnymi są grzesznicy co żyją pośród porządnych chrześcijan. Wzmogło się wtedy prześladowania WSZYSTKICH grzeszników, a w tym czarownic. Jednak czarownice NADAL CHRONIŁA INSTRUKCJA PAPIESKA z roku 906 "Canon Episcopi". Kolorowo przestało być, gdy powołano pod koniec XIV wieku Inkwizycję Francuską przez papieża Mikołaja V. Inkwizycja w najbardziej wtedy zachodniochrześcijańskim kraju dosyć szybko zaczęła działać by dorwać wszystkich "grzeszników" (tak, to nie tylko czarownice, ale również ktoś kto raczył zjeść mięso w piątek - nu! nu! nu!). Polowania te jednak dotyczyły przede wszystkim terenów Francji. W tym samym czasie na terenach Królestwa Anglii nadal można było praktykować "białą" magię. Czym konkretnie była - nikt nie wie, gdyż dokumenty pisane były najczęściej przez władcę lub hierarchów kościelnych, którzy tylko zabierali podpis władcy, jednak można przyjąć, że chodziło o dywinację, również tak obrzydliwą jak haruspicja, ziołolecznictwo, proste czary i rytuały ochronne, zdrowotne i miłosne. Jednak Niemiec gorszy od Francuza być nie mógł, więc Inkwizycja działająca na terenach Świętego Cesarstwa Rzymskiego Narodu Niemieckiego w XV wieku zaczęło nadrabiać lepiej, z początku były to głównie kary - batożenie, głodzenie w ciemnicy, podduszanie w wodzie święconej, wypalanie rozżarzonym żelazem, oślepianie, etc. Dopiero druga połowa XV wieku przyniosła tak naprawdę pierwsze, prawne kary śmierci, przede wszystkim w ŚCRNN. Dopiero wydanie poradnika "Malleus Maleficarum " (tytuł polski - "Młot na czarownice"), czyli poradnika dla wszystkich chrześcijański rodzin, które nie wiedzą co robić w weekend Oczko. Pierwsze wydanie to rok 1486/7 -nie znamy dokładnej daty pierwszego wydania, możliwe, że na przełomie roku. Wtedy to zaczęły lecieć kary, najczęściej śmierci poprzez powieszenie, ścięcie lub utopienie - słynny Hollywoodzki stos był rzadszy ze względu na swoją kosztowną formę i długość trwania "eventu" - niestety "czarownica" nie umierała tak potulnie jak w poprzednich formach, tylko krzyczała, płakała, skwierczała i "kunie na targu płoszyła". Datą końcową średniowiecza przyjmujemy rok 1492 - czyli odkrycie przez Kolumba Ameryki. Dalej będzie to już historia czarownic w RENESANSIE.
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 04-07-2016, 08:58 {2} przez Verae.)
04-07-2016, 08:37
Znajdź Posty Reply
 Podziękowali: Olimpia , Cathubodua , Nilvan
Cathubodua Offline
Użytkownik

Liczba postów: 25
Dołączył: Jul 2016
Reputacja: 2
Podziękowania: 11
Podziękowano 20 razy w 14 postach
Post: #3
RE: Historia magii w pigułce: czarodziejka i czarownica w średniowieczu.
W rozwinięciu tematu polecam książkę R. Bugaja, "Nauki tajemne w dawnej Polsce. Mistrz Twardowski", Wrocław 1986.
Jak to wyglądało wtedy w Polsce.
Fragmenty:

Legendarny Mistrz Twardowski, po którym ślady skrzętnie wymazano z kart historii, istniał naprawdę i prowadził ponoć w Krakowie szkołę czarów. Mówiono nawet, że słynny mag, Johann Faust (ok. 1480-1540), który miał zawrzeć pakt z Diabłem, nauczył się sztuk czarnoksięskich właśnie w Polsce. Nad Wisłę ściągali też inni słynni okultyści, w tym nekromanci John Dee (ok. 1527-1608) i Edward Kelley (1555-97) czy słynny lekarz-alchemik Paracelsus (1493-1541). To w Polsce urodził się mag rabin Maharal (ok. 1520-1609) - twórca legendarnego "Praskiego golema". Wreszcie, to Polska wydała jednego z najsłynniejszych alchemików w dziejach, Michała Sędziwoja (1566-1636).

Wielu ludzi nie wie nic o tym aspekcie naszej kultury, a to zaledwie kilka przykładów. Ale skąd wzięło się w odrodzeniu - epoce rozkwitu wiedzy i sztuki - tak silne zainteresowanie okultyzmem? Mówiąc krótko, wynikało to z połączenia renesansowego wolnomyślicielstwa z napływem z podbitego przez Turków Konstantynopola dzieł o tematyce magicznej, kabalistycznej i alchemicznej. Nauki tajemne dały początek wielu współczesnym dziedzinom, takim jak optyka, farmacja czy chemia. Ale, jak pisze dr Roman Bugaj (1922-2009) - historyk i znawca tej tematyki, wszyscy dobrze wiedzieli, że poza murami uczelni scholarowie oddają się praktykom zakazanym…

Pod koniec XVI w. Polska stała się dla okultystów przystankiem w drodze do Pragi, gdzie cesarz Rudolf II (1552-1612) - według niektórych szaleniec, a według innych satanista - chętnie dawał schronienie magom i alchemikom. Licząc na karierę w tym rejonie Europy, do Krakowa trafili dwaj angielscy nekromanci - John Dee (uczony i były królewski doradca) oraz Edward Kelley, którzy praktykowali coś, co można porównać do współczesnych "seansów spirytystycznych". Do Polski sprowadził ich wojewoda Olbracht Łaski, który chętnie korzystał z ich usług. Wiadomo, że w 1585 r. obaj magowie zjawili się w Niepołomicach na audiencji u Stefana Batorego (1533-86). Podczas seansu byty przemawiające przez Kelleya stwierdziły, że królowi "towarzyszy duch nieczysty", "łożnica jego zbrukana" i "toczy go obrzydliwy trąd". Mimo tej jawnej obrazy, Batory puścił te komentarze mimo uszu…

Drugą najpopularniejszą dziedziną w XVI i XVII-wiecznej Polsce była alchemia. W praktyce sprowadzała się do eksperymentów, których celem była "transmutacja" nieszlachetnych metali w złoto. W warstwie teoretycznej opierała się ona na zasadach, które czerpały z filozofii okultystycznej. Prekursorami tej dziedziny w Polsce byli… zakonnicy. Jan Długosz wspominał, że wskutek eksperymentu alchemicznego krakowskich dominikanów w 1462 r. doszło do pożaru, który strawił trzy ulice, w tym siedzibę biskupa. W późniejszym okresie zagadka transmutacji zainteresowała możnych i władców, którzy uznali, że może być ona kluczem do wielkiego bogactwa. Poszukiwaniem legendarnego "kamienia filozoficznego" - substancji, która miała inicjować przemianę w złoto, interesowali się m.in. Zygmunt III Waza (1566-1632), a także doradca i sekretarz królewski, założyciel Zamościa, Jan Zamoyski (1542-1605).

Staropolska moda na okultyzm pociągała za sobą krytykę ze strony duchownych. Żyjący w połowie XVI w. eksjezuita, Stanisław z Gór Poklatecki, autor księgi "Pogrom czarnoksięskie błędy" narzekał, że "nauk czarnoksięskich każda zwierzchność broni". Rzeczywiście, magowie cieszyli się wówczas sporą swobodą, choć ludowe czarownice i guślarki często trafiały przed sąd. Wysyp fałszywych alchemików, XVII-wieczne wojny i wyniszczenie Rzeczpospolitej doprowadziły jednak do spadku zainteresowania "uczoną magią". Rodzące się w połowie XVIII w. oświecenie uznało ją za szarlatanerię i zabobon. Dziś nikt nie kwestionuje jednak tego, że Sędziwój czy Paracelsus mieli spory wkład w rozwój nauki.

Oprócz tego w renesansie zaczęły formować się w Polsce różnego rodzaju stowarzyszenia i "koła" praktykujące filozofię kabalistów, czy różokrzyżowców. Ale to już zupełnie inna historia…

Warto zapoznać się z całością książki.
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 10-07-2016, 20:10 {2} przez Cathubodua.)
10-07-2016, 20:06
Znajdź Posty Reply
 Podziękowali: Nilvan , Szczęściarz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Impressum | Mitglieder | Regeln | Forensoftware MyBB