Ocena wątku:
  • 0 głosów - 0 średnio
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Rzecz o zmorach i upiorach*
Autor Wiadomość
Kamlost Offline
Wtajemniczony

Liczba postów: 19
Dołączył: Oct 2016
Reputacja: 4
Podziękowania: 0
Podziękowano 19 razy w 9 postach
Post: #1
Rzecz o zmorach i upiorach*
*(Właściwie, to tylko o zmorach, ale tak ładniej brzmi, można to traktować metaforycznie)

SKRÓT TREŚCI: Zamierzam napisać tutaj o zmorach, w sensie istotach ze słowiańskiej mitologii, o śnie, o interpretacji snu, o paraliżu sennym i coś o byciu wołchwem, zdaje się. Jeśli jesteś zainteresowany/a, to zapraszam do lektury, a jeśli nie, to mam nadzieję, że oszczędziłem Ci paru minut życia.


Slava!

Zacznę od kwestii paraliżu sennego. Podejrzewam, że nie ma się tutaj co rozwodzić, bo pewnie większość chociaż średniozaawansowanych magów zainteresowanych eksterioryzacją, magią energii, czy kontaktami z duchami, doświadczyła tego zajwiska lub czytała o nim wystarczjąco dużo. Z drugiej jednak strony zdaje się, że nie ma na naszym pięknym forum ani jednego posta poświęconego szczegółowo temu zjawisku. Chciałbym tylko zwrócić uwagę na jedną rzecz, zauważyłem, że czasem używa się terminu "paraliż senny" do opisania tej chwili kiedy wchodzi się w trans, czegoś takiego między snem, a jawą. Lingwistycznie nie miałbym nic przeciwko, ale wydaje mi się to mylące, w tym przypadku to raczej celowe i świadome rozluźnienie mięśni. Chciałem tylko zauważyć, że w tym wpisie traktuję paraliż senny jako ten moment, kiedy człowiek budzi się w nocy bez powodu, nie może się ruszyć, czuje nacisk na pierś, duszność i czyjąś obecność.

W moim przypadku to jest tak, że słyszałem o paraliżu i spodziewałem się, że kiedyś mnie to spotka, skoro interesuję się podobnymi rzeczami, ale jednocześnie trochę byłem sceptyczny. Coś na zasadzie "wszystkim się zdarza, ale nie mi". Teraz przejdę do opisu swojego snu, po którym nastąpił paraliż. (A zainteresowanych zmorami proszę jeszcze o cierpliwość)

Sen był zdecydowanie wyraźny, dokładnie go pamiętam, a poza tym spisałem go od razu po przebudzeniu, więc nie powinno być jakichś moich odautorskich wstawek typu "wydaje mi się, że wtedy to się stało". Co więcej sytuacja miała miejsce jeszcze dzisiaj, około godziny 3 w nocy.

Zaczynał się jak jechałem pociągiem, jeszcze takim z przedziałami, jechałem gdzieś niedaleko z mojego miasta, do jakiejś takiej wioski. Tuż przy torach był stary zniszczony dom, w którym mieszkały dwie osoby, ale nie jestem pewien kto. To oni mnie wynajęli do czegoś, bo wiedzieli, że się zajmuję magią, ale nie wiedziałem jeszcze do czego. (Nawet wiedziałem jak się poznaliśmy, przez aparaty, bo wszyscy się interesowaliśmy) Przywitali mnie i wtedy się dowiedziałem, że nie było już pociągów powrotnych, że będę musiał zostać na noc, chociaż chciałem tylko na chwilę wpaść i że się w sumie dobrze składa, to od razu załatawię całą sprawę. Pokazali mi dom przez chwilę, ale zaraz coś odwróciło moją uwagę. W domu obok, lekko oddalonym, działa się jakaś impreza i tam był ktoś znajomy, ale większość nieznajoma, przyjeżdżali właśnie. Chciałem ich poznać, poszedłem tam do nich, ale nie byłem szczególnie milewidziany. Zrobiła się noc i miałem wrócić do zniszczonego domu się wyspać i zobaczyć o co im tam chodzi. Do tej pory nie byłem jeszcze pewien, czy to w ogóle nawiedzone, czy może cokolwiek. Ale jak wracałem do tego domu, to miałem coś w rodzaju wizji we śnie, bo to już nie było moje spojrzenie, ale czułem, że patrzę czyimiś oczami, ale znowu ze sceny wynikało, że były tylko dwie osoby, a ja nie byłem żadną z nich. W samochodzie, służbowym, siedział jakiś gruby biskup, do niego przyszła staruszka, którą normalnie nazwanoby mocherem. Pamiętam analizowanie tej rozmowy, postaci i sytuacji we śnie, że miałem lekki dystans do wydarzeń cały czas, trochę oglądałem treść, a jednocześnie byłem w środku. Myślałem sobie, że to dla mnie doskonałe przedstawienie kościoła katolickiego. (Nie zamierzam tutaj obrażać niczyich uczuć religijnych, jeśli to zrobiłem, to przepraszam) Babcia, bardzo zresztą wredna z wyglądu, musiała coś wiedzieć wcześniej o domu i duchu i to zgłosiła kościolowi, dlatego teraz rozmawiali. To ona pyta jak to wygląda, a on, że kościół się tym nie zajmie, a ona jak to, a on, że kościół stwierdził, że to jest nieopłacalny egzorcyzm, że za duże zło siedzi w tym domu i tam zrobił dyskretną aluzję do szatana, ale aż tak nie pamiętam. Ona była przerażona, zrobiła znak krzyża, on był posępny, ale w zasadzie oboje byli przerażeni i wszystko mi tam pasowało do kościoła. Wtedy ta wizja mi się skończyła, byłem pokierowany jakby do własnego spojrzenia znowu. (pokierowany, jakby to coś przez co patrzyłem na tę scenę pofrunęło z powrotem do mnie) A że byłem już obok tego domu, było ciemno, nie miałem jak wrócić i czułem trochę pogardę dla kościoła, że się tym nie zajmie, chociaż należy, to poszedłem do środka. Postanowiłem czekać na rozwój wydarzeń, żeby zobaczyć co duch zrobi, nie prowokować go za bardzo, ani nic, zawsze można się z nimi dogadać. Położyłem się na swoim miejscu, miałem takie posłanie na podłodze. Spałem sam, bo pozostała dwójka była gdzieś indziej i wtedy miałem takie zaciemnie, jakbym faktycznie spał, ale nagle się obudziłem i wtedy paraliż.
Było tak, że miałem faktycznie fizycznie otwarte oczy, byłem świadom, że jestem jakby w dwóch miejscach, u siebie w łóżku, a jednocześnie w tym domu, obraz domu przysłaniał mi obraz mojego pokoju, to się działo jakby jednocześnie. Miałem prawą rękę położoną na brzuchu i nagle poczułem, że coś zaczyna ją jakby przygniatać. W ogóle jakby coś naciskało z prawej strony. Pomyślałem jeszcze, że może to tylko ręka mi drętwieje, więc chciałem nią poruszyć, mogłem trochę, ale im bardziej naciskałem, tym mniej mogłem, aż przestałem próbować. Ale myślałem jednocześnie o tym, że to jakaś forma manifestacji tego ducha, tylko że było inaczej niż sądziłem. Ja myślałem, że to wywołał jakiś wiatr, czy coś w tym rodzaju, bo firany się poruszyły i jakaś karta i że to przygniata moją rękę, ale kiedy próbowałem ją podnieść, poczułem, że jestem przygniatany teraz też już z lewej. W tej chwili sądziłem już, że duch siedzi na mnie w tej chwili, że trzyma moją dłoń i wyobrażałem sobie, że pewnie wrzeszczy mi w twarz, ale ja niczego nie widzę, było ciemno, księżyc trochę przeświecał, to widziałem, że duch jeśli tam siedzi, to jest zupełnie przezroczysty. Ale wiedziałem już że tam jest, tylko nie do końca chciałem przyznać, bo jak przyznajesz coś duchowi, to wykorzystuje to przeciwko Tobie, dlatego nie krzyczałem po tamtą dwójkę. Zamiast tego zacząłem się mocować z duchem, chciałem się podnieść, zacząłem napinać faktyczne fizyczne mieśnie, tak jak leżałem w łóżku. Zacząłem stekać z wysiłku, ale w niczym mi to nie pomagało, teraz chciałem już krzyczeć, ale głos zamarł mi w gardle. Jakoś w tej chwili zauważyłem, że na ścianie przede mną błyszczy się, czy świeci nawet jakiś wzorek, nie wiem co to było, ale jakieś ciepłe światło. Pomogło mi to o tyle, że jak na nie patrzyłem, to zaważyłem, że przesłaniają mi to ciemne kontury ciała tego ducha. Nie mogłem więc już mieć żadnych złudzeń. Nie będę ukrywał, bałem się w tej chwili, bo czułem, że jestem sparaliżowany, w wizji i faktycznie, obawiałem się wcześniej takiej chwili, no i ten duch. Żeby się jakoś zebrać w sobie, postanowiiłem zawołać swoich bogów. Krzyknąłem coś w rodzaju "W imię Swaroga, pokaż mi twarz!" i teraz włączyło mi się coś w rodzaju astralnej latarki w oczach, bo nie patrzyłem dokładnie na ducha, ale widziałem, że coś mi się zmieniło we wzroku, potem skierowałem go w miejsce, w którym powinna być jej głowa. Najpierw był tylko ten ciemny kontur, ale potem zaczeły się w powietrzu pojawiać strzępy twarzy. To była dziewczyna, w zasadzie chyba w moim wieku, ale jej twarz była straszna, nieludzka, była ubrana w jakąś taką ładną sukienkę, ale zniszczoną. No i moja wyobraźnia miała rację, faktycznie patrzyła prosto na mnie i krzyczała. To nie były żadne słowa, tylko krzyk. W miarę jak zaczynałem ją widzieć krzyk też stawał się coraz głośniejszy. Tak że widziałem ją w całości tylko przez krótką chwilę, bo jakby zemdlałem, czy coś w tym rodzaju, ale wreszcie odzyskałem świadomość, leżałem w swoim łóżku dysząc i bojąc się poruszyć ręką, żeby się nie okazało, że wciąż coś ją trzyma.


Nota dotycząca paraliżu: Jeśli ktoś jest obeznany ze zjawiskiem, to prawdopodobnie zauważył parę szczegółów, które nie pasują. Mianowicie podejrzane jest to, że byłem w stanie choć lekko ruszyć dłonią, bo paraliż powinien być całościowy, przynajmniej w większości relacji tak było, z drugiej strony, to czytałem też, że można się ruszyć, jeśli skupi się całą swoją osobę na tej jednej części ciała, tylko że wtedy powinienem się wybudzić, ale może to dlatego, że się szybko rozkojarzyłem. No i może nawet bardziej zaskakująca jest ta wizja, w sensie obraz domu nałożony na obraz mojego pokoju, bo oczy miałem otwarte, to może się wiązać z tym co zaraz napisżę o zmorze. Ogólną intensywność doświadczenia chciałbym sobie tłumaczyć tym, że ćwiczę się jako mag i może wpłynęło to na moje możliwości (chociaż i tak dominowało uczucie braku możliwości), ale no nie wiem, jestem otwarty na sugestie.

Teraz kwestia samej zmory. To jest to, co dręczy mnie od pierwszych chwil wolności o tej trzeciej. Łatwo byłoby wmówić sobie, że to był sen, ale przecież nie tym się tu zajmujemy. Łatwo byłoby powiedzieć, że to tylko paraliż senny i wszystko wynikło z mojej wyobraźni, jednak za blisko temu wszystkiemu do zmory.

Zmora według wierzeń była przedstawiana zazwyczaj jako wysoka kobieta z ciemnymi włosami (zgadza się). Sprowadzała ona na człowieka koszmary, sny niespokojne (zgadza się). Siadała człowiekowi w nocy na piersi i dusiła go, nie pozwalając się ruszyć (zgadza się). Czasem można było ją zobaczyć przy promieniach księżyca (nie jestem pewien co to było za światło, ale widziałem ją przez to światło). A skąd brała się zmora? Opowieści ludowe sugerują wiele możliwości, jest jednak jedna, która mnie szczególnie niepokoi. Zmory to podobno dusze, które mają jakieś niedokończone sprawy i potrzebują jeszcze czegoś.

No i mam mały dylemat, który kieruję głównie do słowiańskiej części naszej społeczności. Nie jest trudne zabezpieczyć się przed taką zmorą, o ile się na mnie nie uwzięła (mogłaby wystarczyć zmaina pozycji snu), więc mógłbym to zrobić. Z drugiej jednak strony chcę zostać wołchwem. Jako ten wysłannik Welesa czuję się nieco zobligowany do pomocy duszom, które mnie spotykają. Powinienem więc nie robić nic, żeby się zabezpieczyć, ale czekać na nią tej nocy i spróbować coś zrozumieć. No ale, wiecie, w sumie straszne, to poczucie bezradności i w ogóle.

Z tego też powodu opisuję to wszystko. Gdybyśmy założyli, że to zmora, która pochodzi od umęczonej duszy, to być może sen był próbą przekazania mi czegoś. Nigdy nie byłem dobry w podobnych interpretacjach, ale zwróciłem uwagę na pewne cechy snu, które zdały mi się kierunkujące. Typu pociąg, jako motyw podróży, zniszczony dom, który wyglądał jak stereotypowy nawiedzony, (zdaje mi się, że sny posługują się tego rodzaju archetypami, zgadza się?), katolicki biskup jako egzorcysta i zwrócenie uwagi na pracę z energią... Ale na tym się nie znam, dlatego piszę.

Mam szczerą nadzieję, że opis mojego przypadku jest w jakimś stopniu informacyjny i merytorycznie poprawny, żeby mógł służyć pozostałym członkom społeczności.

Gdyby ktoś miał ochotę odpowiedzieć mi kiedykolwiek, to mam zrozumiałą prośbę, żeby najlepiej przed północą. Może być w tym wątku, lub w PW. Oczywiście późniejsze wiadomości też chętnie przeczytam, to w ogóle myślę o tym bardziej jako o miejscu na gromadzenie wiedzy w tym temacie.
Aure Entuluva!
02-27-2017, 18:05
Znajdź Posty Reply
 Podziękowali: LupusAlbum , Nikodem , Weles , Olimpia
Nikodem Offline
* * * * *

Liczba postów: 117
Dołączył: Jun 2015
Reputacja: 23
Podziękowania: 247
Podziękowano 202 razy w 82 postach
Post: #2
RE: Rzecz o zmorach i upiorach*
Cytat:czuję się nieco zobligowany do pomocy duszom, które mnie spotykają. Powinienem więc nie robić nic, żeby się zabezpieczyć, ale czekać na nią tej nocy i spróbować coś zrozumieć.

Godna podziwu postawa, na którą stać nie każdego maga! ;P
Większość bezmyślnie goni Duchy, odpędza, kadzidła pali, wodą kropi, kulami ognia miota i inne dziwy wyczynia, by tylko się ich pozbyć.
Nie wielu decyduje się, by spróbować je zrozumieć i pomóc!


No ale do rzeczy.

Cytat:Opowieści ludowe sugerują wiele możliwości, jest jednak jedna, która mnie szczególnie niepokoi. Zmory to podobno dusze, które mają jakieś niedokończone sprawy i potrzebują jeszcze czegoś.

Opowieści ludowe mówią różne rzeczy, ale jeden wątek jest dla nich wspólny - większość szkodliwych (choć i wiele pomocnych) Duchów pochodzi z dusz zmarłych.
Koncepcja duszy u Słowian jest szeroka i wieloznaczna, więc nie będziemy się nad nią rozwodzić.

Natomiast możemy śmiało założyć, że demon nazywany Zmorą, który przydusza i paraliżuje w nocy, może mieć takie właśnie smutne pochodzenie.

-----------------

Na podstawie własnej praktyki, wysnułem wniosek wg którego Duchy tej mrocznej natury, nie zawsze wiedzą, że szkodzą.
Najczęściej robią TYLKO to, co potrafią.
A potrafią niewiele, bo jeśli utknęły tu przez jakieś traumatyczne przeżycie (które było też ich ostatnim przeżyciem) - niosą w swojej okaleczonej formie tylko ból/strach/złość/itd.

I najczęściej nie posiadają tej "dobrej" strony, którą mogli przejawiać jako ludzie.
Stąd powszechne przeświadczenie, że są to złe, nikczemne i drapieżne demony.


Dlatego o ile da się z nimi porozumieć i dogadać, to warto nie kierować ku nim swojego gniewu, czy nienawiści - ale właśnie zrozumienie, współczucie i chęć pomocy.
To je najczęściej (nadużywam tego słowa - ale nie mogę jednoznacznie powiedzieć, że ZAWSZE, bo nie zawsze) uspokaja i pozwala w zgodzie odejść do Nawii.


Jeśliby się zdarzyło, że nawet po dobroci, taka Istota nie chce odejść, wtedy warto zastanowić się dlaczego?.
Nie da się do tego inaczej dojść, niż przez rozmowę. ;]
A znając powód, można negocjować warunki odejścia.


-------------------------

Więc jeśli miałbym Ci coś poradzić - spróbuj na początek zwyczajnie wysłać tą Zmorę do Nawii.
Z pomocą i błogosławieństwem Welesa otwórz Bramy i heja.
Jeśli się uda, to dobrze.
Ba! Nawet lepiej, bo jeśli będzie Cię nadal ciekawiła zagadka tego domu i związek z nim Zmory - łatwiej będzie dogadać Ci się z Duszą, która znalazła spokój, niż z pełną negatywnych emocji bestią. ;]

Cóż to dla wprawnego Wołchwa zejść do Nawii i pogadać ze znajomą duszą. ;D

Powodzenia!


PS - zdążyłem przed północą! ;P
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 02-27-2017, 22:39 {2} przez Nikodem.)
02-27-2017, 22:34
Znajdź Posty Reply
Kamlost Offline
Wtajemniczony

Liczba postów: 19
Dołączył: Oct 2016
Reputacja: 4
Podziękowania: 0
Podziękowano 19 razy w 9 postach
Post: #3
RE: Rzecz o zmorach i upiorach*
(02-27-2017, 22:34)Nikodem napisał(a): Na podstawie własnej praktyki, wysnułem wniosek wg którego Duchy tej mrocznej natury, nie zawsze wiedzą, że szkodzą.
Najczęściej robią TYLKO to, co potrafią.
A potrafią niewiele, bo jeśli utknęły tu przez jakieś traumatyczne przeżycie (które było też ich ostatnim przeżyciem) - niosą w swojej okaleczonej formie tylko ból/strach/złość/itd.

I najczęściej nie posiadają tej "dobrej" strony, którą mogli przejawiać jako ludzie.
Stąd powszechne przeświadczenie, że są to złe, nikczemne i drapieżne demony.


Dlatego o ile da się z nimi porozumieć i dogadać, to warto nie kierować ku nim swojego gniewu, czy nienawiści - ale właśnie zrozumienie, współczucie i chęć pomocy.

Też odniosłem takie wrażenie, nawet tylko czytając w interneciewypowiedzi na temat paraliżu sennego, ale też w kontakcie z innymi bytami. To chyba jest trochę tak, że próbujemy je oceniać według własnej miary, a one mają własne zasady.

Cytat:Więc jeśli miałbym Ci coś poradzić - spróbuj na początek zwyczajnie wysłać tą Zmorę do Nawii.
Z pomocą i błogosławieństwem Welesa otwórz Bramy i heja.

Pewnie, to pierwsze przychodzi do głowy, ale tu jest jeden haczyk, z którym pierwszy raz się spotykam. No bo nie ma zmory kiedy się budzę. Musiałbym działać we śnie, albo w momencie paraliżu, a nie opanowałem do tej pory świadomego śnienia. Nie wiem, może dałoby się ją zwabić w czasie transu, albo zostawić sobie w łóżku jakieś pieczęcie na wypadek kolejnego paraliżu, ale przyznasz, że ciekawe zagadnienie. To jest, to wszystko o ile wróci, bo przecież nie jestem tego pewien.

Cytat:PS - zdążyłem przed północą! ;P

Hah, i to znacznie, dzięki
Aure Entuluva!
02-27-2017, 22:54
Znajdź Posty Reply
Nikodem Offline
* * * * *

Liczba postów: 117
Dołączył: Jun 2015
Reputacja: 23
Podziękowania: 247
Podziękowano 202 razy w 82 postach
Post: #4
RE: Rzecz o zmorach i upiorach*
Cytat:Pewnie, to pierwsze przychodzi do głowy, ale tu jest jeden haczyk, z którym pierwszy raz się spotykam. No bo nie ma zmory kiedy się budzę. Musiałbym działać we śnie, albo w momencie paraliżu, a nie opanowałem do tej pory świadomego śnienia. Nie wiem, może dałoby się ją zwabić w czasie transu, albo zostawić sobie w łóżku jakieś pieczęcie na wypadek kolejnego paraliżu, ale przyznasz, że ciekawe zagadnienie. To jest, to wszystko o ile wróci, bo przecież nie jestem tego pewien.

Podczas paraliżu sennego też możesz działać - co sam zauważyłeś, wzywając Swarożyca. ;]
Więc to żadna przeszkoda.

Ale jest jeszcze jedna możliwość.
Możesz nawet teraz-zaraz wezwać tą Istotę i zrobić to, co należy.
Nie musisz czekać aż przyjdzie sama. ;P
W końcu jesteś wołchwem (czy tam kandydatem), a nie ofiarą! ;D
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 02-27-2017, 23:06 {2} przez Nikodem.)
02-27-2017, 23:05
Znajdź Posty Reply
Kamlost Offline
Wtajemniczony

Liczba postów: 19
Dołączył: Oct 2016
Reputacja: 4
Podziękowania: 0
Podziękowano 19 razy w 9 postach
Post: #5
RE: Rzecz o zmorach i upiorach*
To znaczy, na pewno spróbuję, nawet zaraz, bo śpiący jestem, po prostu lubię być przygotowany.
Aure Entuluva!
02-27-2017, 23:09
Znajdź Posty Reply


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Impressum | Mitglieder | Regeln | Forensoftware MyBB