Przypowieści, czyli nauka...
Autor Wiadomość
~Karthas
Niezarejestrowany

 
Podziękowania:
Podziękowano razy w postach
Post: #1
Przypowieści, czyli nauka...
Hejka,

Postanowiłem założyć ten temat ponieważ nie uśmiechało mi się wkładanie większy tekstów (przypowieści) do tematu motto, bo narobiłoby to bałaganu. Mając na myśli przypowieści, chodzi mi nie tylko, o te z biblii.


"Os­tatnia wie­czerza Je­zusa z uczniami, na­malo­wana przez Leonar­da da Vin­ci. Tworząc to dzieło, Leonar­do da Vin­ci nat­knął się na pewną trud­ność. Mu­siał na­malo­wać Dob­ro pod pos­ta­cią Je­zusa oraz zło pod pos­ta­cią Ju­dasza - przy­jaciela, który zdradza go pod­czas os­tatniej wie­czerzy. Ma­larz zmuszo­ny był przer­wać pra­ce, gdyż poszu­kiwał mo­deli dos­ko­nałych. Pew­ne­go dnia w cza­sie występu chóru chłopięce­go, dos­trzegł w jed­nym ze śpiewaków ideal­ne uoso­bienie Chrys­tu­sa. Zap­ro­sił go do swo­jej pra­cow­ni i wy­konał kil­ka szkiców. Minęły trzy la­ta. Os­tatnia wie­czerza była pra­wie go­towa, jed­nak Leonar­do wciąż nie zna­lazł ideal­ne­go mo­delu Ju­dasza. Kar­dy­nał zaczął na­cis­kać, żądając, by mis­trz jak naj­szyb­ciej ukończył ob­raz. Pew­ne­go dnia, po wielu ty­god­niach poszu­kiwań, ma­larz zna­lazł w ryn­szto­ku przed­wcześnie pod­starzałego młodzieńca, ob­darte­go i pi­jane­go w sztok. Z tru­dem udało mu się nakłonić swoich uczniów, by zab­ra­li go pros­to do kościoła, po­nieważ nie miał już cza­su na szki­cowa­nie. Za­niesiono zde­zorien­to­wane­go nędzarza do świąty­ni. Uczniowie pod­trzy­mywa­li go, pod­czas gdy Leonar­do na­nosił na fresk ry­sy wy­rażające ok­ru­cieństwo, grzech, sa­molub­ność, tak wy­raziście ma­lujące się na tej twarzy. W tym cza­sie żeb­rak nieco ot­rzeźwiał. Ot­worzył oczy i uj­rzał przed sobą malowidło.

- Widziałem już ten ob­raz! - wyk­rzyknął z przerażeniem.

- Kiedy? - za­pytał zas­koczo­ny mistrz.

- Przed trze­ma la­ty, za­nim wszys­tko stra­ciłem. Śpiewałem wte­dy w chórze, mo­je życie było pełne marzeń i pe­wien ar­tysta pop­ro­sił mnie, abym mu po­zował do pos­ta­ci Je­zusa."

Taki więc jeżeli macie podobne, długie przypowieści, wrzucajcie tutaj do tego tematu. ;D

Druga
"Przed wielo­ma la­ty pe­wien pus­telnik, zna­ny później ja­ko święty Sa­win, mie­szkał w jed­nej z oko­licznych grot. Vis­cos było wówczas przyg­ra­nicznym mias­teczkiem, za­lud­nionym przez zbiegłych ban­dytów, prze­myt­ników, pros­ty­tut­ki, łotrów i awan­turników poszu­kujących to­warzys­twa ludzi so­bie po­dob­nych, mor­derców zbierających siły przed ko­lejną rze­zią. Naj­gor­szy z nich Arab imieniem Ahab, pa­nował nad całą oko­licą, ściągając og­romne po­dat­ki od wieśniaków, którzy sta­rali się mi­mo wszys­tko ja­koś wiązać ko­niec z końcem i god­nie żyć. Pew­ne­go dnia Sa­win opuścił swoją grotę, udał się do do­mu Acha­ba i pop­ro­sił go o nocleg. - Czyżbyś nic o mnie nie słyszał? - ro­ześmiał sie­szy­der­czo Ahab - Jes­tem łot­rem, który ściął wiele głów na tych ziemiach. Two­je życie nic dla mnie nie znaczy. - Wiem o tym - od­rzekł Sa­win. - Ale dość już mam mo­jej pus­telni i chciałbym przy­naj­mniej jedną noc spędzić pod twoim dachem. Aha­bowi nie w smak była sława święte­go, która mogła równać się tyl­ko z je­go sławą - nie chciał się nią dzieliś z kimś tak słabym jak Sa­win. Dla­tego pos­ta­nowił za­bić go jeszcze tej sa­mej no­cy, aby po­kazać wszyt­kim, że to on jest je­dynym praw­dzi­wym władcą Viscos. Ja­kiś czas gawędzi­li. Aha­ba po­ruszyły słowa świete­go, jed­nak był człowiekiem po­dej­rzli­wym i od daw­na nie wie­rzył już w Dob­ro. Wska­zał Sa­wino­wi i ku przes­trodze zaczął os­trzyć nóż. Sa­win przyglądał mu się przez ja­kiś czas, po czym zam­knął oczy i zasnął. Ahab os­trzył nóż przez całą noc. Wczes­nym ran­kiem, gdy Sa­win obudził się, uj­rzał Aha­ba płaczące­go przy je­go posłaniu. - Nie wys­traszyłeś się mnie, ani też pochop­nie nie osądziłeś. Ty pier­wszy spędziłeś noc pod moim dachem, wierząc że jes­tem dob­ry i zdol­ny dać schro­nienie pot­rze­bującym. Po­nieważ uwie­rzyłeś, że mogę postąpić uczci­wie, nie mogłem zro­bić inaczej. Z dnia na dzień Ahab porzu­cił ban­dyckie życie i zaczął na swoim te­renie wpro­wadzać zmiany. Wte­dy to Vis­cos przes­tało być przyg­ra­niczną kryjówką dla szu­mowin i stało się ośrod­kiem handlu." Obie- Paulo Coelho
05-30-2013, 08:04
~Karthas
Niezarejestrowany

 
Podziękowania:
Podziękowano razy w postach
Post: #2
RE: Przypowieści, czyli nauka...
"Pan uśmiechał się radośnie z niebios - tego właśnie pragnął: aby każdy wziął w swoje ręce odpowiedzialność za własne życie. Ostatecznie dał swoim dzieciom dar największy ze wszystkich - zdolność wyboru i decydowania o swych czynach.
Jedynie te kobiety i ci mężczyźni, w których sercach płonie święty ogień, mają odwagę się z Nim zmierzyć. I tylko oni znają drogę powrotu do Jego miłości, bo w końcu rozumieją, że tragedia nie jest kara lecz wyzwaniem.
Eliasz przyjrzał się raz jeszcze swojemu życiu. Od chwili gdy porzucił warsztat ciesielski, przyjmował swą misję bez słowa sprzeciwu. Nawet jeśli była słuszna - a tak przecież sądził - nigdy nie miał sposobności sprawdzić, co działoby się na ścieżkach, na które zabronił sobie wstępu, z obawy, że utraci wiarę, oddanie, swą wolę. Uważał, że drogi zwyczajnych ludzi były bardzo niebezpieczne, bo mógł przyzwyczaić się i polubić je. Nie rozumiał, że on też był taki jak inni, choć słyszał anioły i choć od czasu do czasu Bóg wydawał mu rozkazy. Tak mocno był przekonany o tym, iż wie czego chce, że zachował się jak ci, którzy nigdy w życiu nie podjęli ważnej decyzji.
Uciekał przed wątpliwościami, przed porażką, przed chwilami niepewności. Ale pan okazał się łaskawy i przyprowadził go na skraj nieuniknionego, aby mu pokazać, że człowiek musi wybierać, i że nie wolno mu godzić się na swój los.
Wiele lat temu, pewnej podobnej do tej nocy, Jakub nie pozwolił Bogu odejść, nim Bóg go nie pobłogosławił. Wtedy Pan zapytał go: Jakie masz imię?
To było ważne: mieć imię. A gdy Jakub odpowiedział, jak ma na imię, Bóg nadał mu nowe: Izrael. Każdy z nas ma imię od kołyski, ale musi być zdolny wybrać dla swojego życia nowe imię, aby nadać mu sens.
"Jestem Akbarem" - powiedziała wdowa.
Potrzeba było aż zagłady miasta i utraty ukochanej kobiety, aby Eliasz pojął, że potrzebne mu imię. I nadał swojemu losowi imię Wyzwolenie."
06-02-2013, 19:41
~Karthas
Niezarejestrowany

 
Podziękowania:
Podziękowano razy w postach
Post: #3
RE: Przypowieści, czyli nauka...
"Uczeń, który kochał i podziwiał swojego mistrza, postanowił obserwować go bardzo uważnie. Wierzył, że robiąc to co on, także osiągnie mądrość. Mistrz nosił tylko białe ubrania, więc uczeń też tak zaczął się ubierać. Mistrz był wegetarianinem, więc uczeń przestał jeść mięso, zamiast niego spożywał zioła. Mistrz był skromnym człowiekiem, więc uczeń poświęcił się i spał na łóżku ze słomy. Po pewnym czasie mistrz zauważył zmianę w zachowaniu swojego ucznia i postanowił dowiedzieć się, co się dzieje. -Wspinam się po schodach inicjacji - padła odpowiedź. -Biały strój to symbol prostoty moich poszukiwań, wegetariańskie jadło oczyszcza moje ciało, a brak wygód sprawia, że myślę o sprawach duchowych. Mistrz uśmiechnął się i zaprowadził ucznia na łąkę, gdzie pasł się siwy koń. -Spędziłeś ten czas, obserwując to, co jest na zewnątrz - rzekł. -Widzisz to zwierzę? Ten koń ma białą skórę, je tylko zioła i śpi w stajni na podłodze pokrytej słomą. Czy twoim zdaniem wygląda jak święty i pewnego dnia zostanie prawdziwym mistrzem?"
06-03-2013, 12:45
~Karthas
Niezarejestrowany

 
Podziękowania:
Podziękowano razy w postach
Post: #4
RE: Przypowieści, czyli nauka...
"Cassan Sai Amer opowiada historię o pewnym prelegencie, który rozpoczął wykład, trzymając w ręku dwudziestodolarowy banknot. - Kto chciałby ten banknot? – zwrócił się do słuchaczy. Podniosło się wiele rąk. - Zanim go oddam, muszę z nim coś zrobić. Zgniótł go z furią i ponownie zapytał: - Czy ktoś nadal chce ten banknot? Te same ręce znalazły się w górze. - A gdy zrobię z nim to? Rzucił zmiętym banknotem o ścianę, a gdy spadł podeptał go. Potem podniósł i rozprostował pognieciony papier. Ponownie zadał te same pytanie i te same ręce znów znalazły się w górze. - Nie wolno wam nigdy zapomnieć tej sceny. - odezwał się prelegent. - Bez względu na to, co zrobię z tym banknotem będzie to nadal dwudziesto-dolarówka. WIELOKROĆ JESTEŚMY ZGNIECENI, ZDEPTANI, ZNIEWAŻENI, ZMIĘTOSZENI PRZEZ ŻYCIE, ALE MIMO TO NADAL ZACHOWUJEMY SWOJĄ WARTOŚĆ."
06-03-2013, 14:15
~Karthas
Niezarejestrowany

 
Podziękowania:
Podziękowano razy w postach
Post: #5
RE: Przypowieści, czyli nauka...
Mężczyzna szedł plażą, zastanawiając się nad swoim życiem. Zawsze chciał coś zmienić w świecie, ale choćby najbardziej się starał, kończyło się to poczuciem daremności.

Nagle usłyszał głośny chrzęst i spojrzał pod nogi. Dokładnie tam, gdzie stał, i tak daleko, jak mógł sięgnąć wzrokiem w obie strony, leżały setki tysięcy maleńkich rozgwiazd wyrzuconych na brzeg przez fale oceanu.

Mężczyzna szedł dalej, rozmyślając o widocznym okrucieństwie oceanu. W końcu te rozgwiazdy nie zrobiły nic złego! A jednak przed końcem dnia będą martwe, bo leżą wyrzucone na brzeg i czekają na śmierć.

Po jakimś czasie mężczyzna natknął się na staruszkę, która stała na brzegu i wrzucała do wody wyrzucone przez fale rozgwiazdy.

Kiedy zapytał ją co robi, powiedziała, że zawsze coś chciała zmienić w świecie i uznała ten właśnie dzień za dobry moment, żeby zacząć.

Mężczyzna przeniósł wzrok na tysiące rozgwiazd, które umierały na wybrzeżu i powiedział: „Na każdą rozgwiazdę, którą wrzuca pani do morza, przypadają trzy wyrzucone na brzeg! Jakim sposobem ma to coś zmienić?”

Kobieta przez chwilę patrzyła z namysłem, po czym podniosła kolejną rozgwiazdę i cisnęła ją do wody. „Dla tej jednej to bardzo wiele zmienia” – odparła i uśmiechnęła się najpiękniejszym uśmiechem, jaki mężczyzna kiedykolwiek widział.
06-09-2013, 13:37
 


[-]
Szybka odpowiedź
Wiadomość
Wpisz tutaj swoją odpowiedź.



Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Impressum | Mitglieder | Regeln | Forensoftware MyBB