<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0" xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">
	<channel>
		<title><![CDATA[Witchcraft - Forum ezoteryczne - Mity, legendy, opowieści]]></title>
		<link>http://witchcraft.com.pl/</link>
		<description><![CDATA[Witchcraft - Forum ezoteryczne - http://witchcraft.com.pl]]></description>
		<pubDate>Wed, 26 Aug 2026 22:33:25 +0000</pubDate>
		<generator>MyBB</generator>
		<item>
			<title><![CDATA[Yggdrasil]]></title>
			<link>http://witchcraft.com.pl/showthread.php?tid=11675</link>
			<pubDate>Fri, 16 Jun 2023 23:57:47 +0200</pubDate>
			<dc:creator><![CDATA[<a href="http://witchcraft.com.pl/member.php?action=profile&uid=9141">Zefir</a>]]></dc:creator>
			<guid isPermaLink="false">http://witchcraft.com.pl/showthread.php?tid=11675</guid>
			<description><![CDATA[<iframe width="560" height="315" src="//www.youtube.com/embed/99Zd_vrgceQ" frameborder="0" allowfullscreen></iframe>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<iframe width="560" height="315" src="//www.youtube.com/embed/99Zd_vrgceQ" frameborder="0" allowfullscreen></iframe>]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Malum Malus - luźne rozważania]]></title>
			<link>http://witchcraft.com.pl/showthread.php?tid=11303</link>
			<pubDate>Fri, 29 Oct 2021 22:29:47 +0200</pubDate>
			<dc:creator><![CDATA[<a href="http://witchcraft.com.pl/member.php?action=profile&uid=9453">Bunnicula</a>]]></dc:creator>
			<guid isPermaLink="false">http://witchcraft.com.pl/showthread.php?tid=11303</guid>
			<description><![CDATA[<div style="text-align: justify;" class="mycode_align">  Chciałbym zacząć od tego, że artykuł nie ma na celu nikogo obrazić, nie jest to też niezmienny dogmat. Całe dzieło jest po prostu zbiorem przemyśleń i myśli. Piszę go by zachęcić do przemyślenia paru kwestii. Artykuł ten jest po prostu ,,luźną" tezą, a nawet tezami. <span style="color: #333333;" class="mycode_color"><span style="font-size: small;" class="mycode_size"><span style="font-family: Tahoma, Verdana, Arial, sans-serif;" class="mycode_font">Nie chodzi mi tu o pisanie jakieś epopei bardziej zarysowania pewnego sposobu myślenia i podejścia i skonfrontowanie go z innymi. </span></span></span></div>
<div style="text-align: justify;" class="mycode_align">   Wszyscy znamy biblijną historię Adama i Ewy. Opowieść, w której pierwsi ludzie zostają wygnani z Edenu za ulegnięcie namową szatana pod postacią węża, a w rezultacie skosztowanie zakazanego owocu. Wąż już na zawsze został związany ze złem i mrokiem, a kobieta stała się symbolem grzechu*. </div>
<div style="text-align: justify;" class="mycode_align">   W tym momencie pojawia się pewna kwestia. Mianowicie; Jaką łaską jest wolna wola, skoro nie do końca rozumiemy co robimy. Co nam po tym, że możemy iść w każdą możliwą stronę, skoro nie wiemy dokąd dojdziemy? Cała ta historia jest potępieniem wiedzy i dążenia do niej. Jak można mówić o ,,wolnej woli" skoro nawet nie mamy świadomości tego co robimy. Rzekomo możemy kierować swoimi czynami ale jak możemy wybrać co dla nas najlepsze skoro nie mamy pojęcia do czego właściwie dążymy. </div>
<div style="text-align: justify;" class="mycode_align">    Ta historia pokazuje, że mamy biernie znosić swój los, odrzucić wszelką wiedzę i żyć w dostatku, zamknięci, wręcz uwięzieni w krainie niewiedzy i ubezwłasnowolnienia jaką był biblijny Eden. Jest to po prostu kwintesencja kościoła katolickiego. Nie buntuj się, nie rozwijaj, płać na tacę, módl się, a potem pójdziesz do nieba pełnego ciemnoty i fanatyzmu. Cały czas wmawia się nam**, że rodzimy się z grzechem. Nauka i wiedza były, są i będą odbierane negatywnie przez kościół a ta opowieść tylko temu dowodzi.</div>
<div style="text-align: justify;" class="mycode_align">    Wychodząc z tego założenia, Ewa nie była głupia i łatwowierna. Była istotą ciekawą, dążącą do wiedzy i oświecenia. Przeciwstawiła się Bogu, i choć została wygnana z Edenu, przekazała na wszystkim wiedzę, która choć nie była nam pisana, umożliwiła nam zrozumienie świata, a także pełną świadomość podejmowanych przez nas działań. Wąż nie był zły, on jest tak naprawdę dawcą wolności, to on podarował Ewie ten dar, jakim był malum malus. Czy więc to wąż nie darzył nas prawdziwą miłością, w końcu dał nam tak naprawdę możliwość pełnego funkcjonowania, buntowania się przeciwko starym porządkom, oraz możliwość świadomego wyboru, prawdziwą wolną wolę, a nie tylko jej imitację. Szczerze mówiąc osobiście odbieram Ewę jako kogoś kto podarował mi dar nie grzech. Siedzenie w krainie wiecznego szczęścia i bierne zgadanie się na swój los jest dla mnie żałosne i kompletnie pozbawione sensu. Niczym obiekty eksperymentu albo zwierzątka w zoo do podziwiania i zabawy.<br />
<br />
Co wy sądzicie na ten temat? </div>
<div style="text-align: justify;" class="mycode_align">*Nie chcę zostać opacznie zrozumiany, jednak niekwestionowanym faktem jest, że w religiach Abrahamowych kobietę uznaję się za ,,z natury grzeszną". W tych religiach płeć żeńska odbierana jest jako piętno, a przecież wszyscy rodzimy się ludźmi, i nie zależnie od płci możemy być zarówno tak samo błogosławieni jak i przeklęci, ponieważ dusze nie mają płci.</div>
 **Zakładam, że większość osób czytających ten artykuł albo była  członkiem kościoła albo spotkała się z jego nauką.<br />
<br />
Podkreślam też, że nie jestem satanistą, staram się polemizować z tradycją i ogólnie przyjętymi normami. Artykuł nie ma na celu zachęcania kogokolwiek do zmiany wiary. ma być po prostu bodźcem dla umysłu.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div style="text-align: justify;" class="mycode_align">  Chciałbym zacząć od tego, że artykuł nie ma na celu nikogo obrazić, nie jest to też niezmienny dogmat. Całe dzieło jest po prostu zbiorem przemyśleń i myśli. Piszę go by zachęcić do przemyślenia paru kwestii. Artykuł ten jest po prostu ,,luźną" tezą, a nawet tezami. <span style="color: #333333;" class="mycode_color"><span style="font-size: small;" class="mycode_size"><span style="font-family: Tahoma, Verdana, Arial, sans-serif;" class="mycode_font">Nie chodzi mi tu o pisanie jakieś epopei bardziej zarysowania pewnego sposobu myślenia i podejścia i skonfrontowanie go z innymi. </span></span></span></div>
<div style="text-align: justify;" class="mycode_align">   Wszyscy znamy biblijną historię Adama i Ewy. Opowieść, w której pierwsi ludzie zostają wygnani z Edenu za ulegnięcie namową szatana pod postacią węża, a w rezultacie skosztowanie zakazanego owocu. Wąż już na zawsze został związany ze złem i mrokiem, a kobieta stała się symbolem grzechu*. </div>
<div style="text-align: justify;" class="mycode_align">   W tym momencie pojawia się pewna kwestia. Mianowicie; Jaką łaską jest wolna wola, skoro nie do końca rozumiemy co robimy. Co nam po tym, że możemy iść w każdą możliwą stronę, skoro nie wiemy dokąd dojdziemy? Cała ta historia jest potępieniem wiedzy i dążenia do niej. Jak można mówić o ,,wolnej woli" skoro nawet nie mamy świadomości tego co robimy. Rzekomo możemy kierować swoimi czynami ale jak możemy wybrać co dla nas najlepsze skoro nie mamy pojęcia do czego właściwie dążymy. </div>
<div style="text-align: justify;" class="mycode_align">    Ta historia pokazuje, że mamy biernie znosić swój los, odrzucić wszelką wiedzę i żyć w dostatku, zamknięci, wręcz uwięzieni w krainie niewiedzy i ubezwłasnowolnienia jaką był biblijny Eden. Jest to po prostu kwintesencja kościoła katolickiego. Nie buntuj się, nie rozwijaj, płać na tacę, módl się, a potem pójdziesz do nieba pełnego ciemnoty i fanatyzmu. Cały czas wmawia się nam**, że rodzimy się z grzechem. Nauka i wiedza były, są i będą odbierane negatywnie przez kościół a ta opowieść tylko temu dowodzi.</div>
<div style="text-align: justify;" class="mycode_align">    Wychodząc z tego założenia, Ewa nie była głupia i łatwowierna. Była istotą ciekawą, dążącą do wiedzy i oświecenia. Przeciwstawiła się Bogu, i choć została wygnana z Edenu, przekazała na wszystkim wiedzę, która choć nie była nam pisana, umożliwiła nam zrozumienie świata, a także pełną świadomość podejmowanych przez nas działań. Wąż nie był zły, on jest tak naprawdę dawcą wolności, to on podarował Ewie ten dar, jakim był malum malus. Czy więc to wąż nie darzył nas prawdziwą miłością, w końcu dał nam tak naprawdę możliwość pełnego funkcjonowania, buntowania się przeciwko starym porządkom, oraz możliwość świadomego wyboru, prawdziwą wolną wolę, a nie tylko jej imitację. Szczerze mówiąc osobiście odbieram Ewę jako kogoś kto podarował mi dar nie grzech. Siedzenie w krainie wiecznego szczęścia i bierne zgadanie się na swój los jest dla mnie żałosne i kompletnie pozbawione sensu. Niczym obiekty eksperymentu albo zwierzątka w zoo do podziwiania i zabawy.<br />
<br />
Co wy sądzicie na ten temat? </div>
<div style="text-align: justify;" class="mycode_align">*Nie chcę zostać opacznie zrozumiany, jednak niekwestionowanym faktem jest, że w religiach Abrahamowych kobietę uznaję się za ,,z natury grzeszną". W tych religiach płeć żeńska odbierana jest jako piętno, a przecież wszyscy rodzimy się ludźmi, i nie zależnie od płci możemy być zarówno tak samo błogosławieni jak i przeklęci, ponieważ dusze nie mają płci.</div>
 **Zakładam, że większość osób czytających ten artykuł albo była  członkiem kościoła albo spotkała się z jego nauką.<br />
<br />
Podkreślam też, że nie jestem satanistą, staram się polemizować z tradycją i ogólnie przyjętymi normami. Artykuł nie ma na celu zachęcania kogokolwiek do zmiany wiary. ma być po prostu bodźcem dla umysłu.]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[La Tarasque - prowansalski smok]]></title>
			<link>http://witchcraft.com.pl/showthread.php?tid=11149</link>
			<pubDate>Thu, 25 Feb 2021 14:08:24 +0100</pubDate>
			<dc:creator><![CDATA[<a href="http://witchcraft.com.pl/member.php?action=profile&uid=9453">Bunnicula</a>]]></dc:creator>
			<guid isPermaLink="false">http://witchcraft.com.pl/showthread.php?tid=11149</guid>
			<description><![CDATA[Do Prowansji przybył z Galicji. Był potomkiem Onachusa i Lewiatana. Jego wygląd pozostaje kwestią sporną, najczęściej opisuje się go jako hybrydę lwa i żółwia. Jest bohaterem chrześcijańskiej legendy o św. Marcie.<br />
<br />
<br />
<br />
<div style="text-align: justify;" class="mycode_align">Według legendy potwór wyłonił się z rzeki Rodan. Był ,,większy niż wół, dłuższy niż koń, posiadający zęby ostre jak miecz, głowę miał jak lew, ogon skorpiona, z dwoma skrzydłami po obu stronach, był tak silny, jak dwanaście lwów i niedźwiedzi." Siał postrach wśród ludzi przybywających lub opuszczających miasto Tarascon. Król Nerluc wysłał wojska by zabiły monstrum. Wojska Arles i Awinionu zgromadziły się by rozwiązań problem z potworem w typowy dla ludzi sposób. Osaczony smok uderzył w rzekę zabijając wszystkich żołnierzy i zatapiając ich statki. Ostatecznie Tarasque postanowiła się zająć św. Marta z Betanii. Z robiła to zgodnie z zasadami Chrystusa, zamiast walczyć z potworem okazała mu dobroć i czułość. Smok stał się potulny jak baranek. Kobieta postanowiła zabrać stworzenie do miasta by pojednać je ze smokiem. Istota posłusznie udała się za św. Martą. Jednak mieszkańcy Tarascon, widząc, że bestia stała się łagodna, rzucili się na nią zabijając ją. Podobno pod wpływem poczucia winny postanowili nazwać swoje miasto imieniem smoka. <br />
<br />
We francuskim i hiszpańskim folklorze można spotkać się z innymi istotami nazwanymi Tarasque, jednak często mówi się o tym, że nadając imię pozosatłym istotą inspirowano się właśnie  smokiem z Tarascon. </div>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[Do Prowansji przybył z Galicji. Był potomkiem Onachusa i Lewiatana. Jego wygląd pozostaje kwestią sporną, najczęściej opisuje się go jako hybrydę lwa i żółwia. Jest bohaterem chrześcijańskiej legendy o św. Marcie.<br />
<br />
<br />
<br />
<div style="text-align: justify;" class="mycode_align">Według legendy potwór wyłonił się z rzeki Rodan. Był ,,większy niż wół, dłuższy niż koń, posiadający zęby ostre jak miecz, głowę miał jak lew, ogon skorpiona, z dwoma skrzydłami po obu stronach, był tak silny, jak dwanaście lwów i niedźwiedzi." Siał postrach wśród ludzi przybywających lub opuszczających miasto Tarascon. Król Nerluc wysłał wojska by zabiły monstrum. Wojska Arles i Awinionu zgromadziły się by rozwiązań problem z potworem w typowy dla ludzi sposób. Osaczony smok uderzył w rzekę zabijając wszystkich żołnierzy i zatapiając ich statki. Ostatecznie Tarasque postanowiła się zająć św. Marta z Betanii. Z robiła to zgodnie z zasadami Chrystusa, zamiast walczyć z potworem okazała mu dobroć i czułość. Smok stał się potulny jak baranek. Kobieta postanowiła zabrać stworzenie do miasta by pojednać je ze smokiem. Istota posłusznie udała się za św. Martą. Jednak mieszkańcy Tarascon, widząc, że bestia stała się łagodna, rzucili się na nią zabijając ją. Podobno pod wpływem poczucia winny postanowili nazwać swoje miasto imieniem smoka. <br />
<br />
We francuskim i hiszpańskim folklorze można spotkać się z innymi istotami nazwanymi Tarasque, jednak często mówi się o tym, że nadając imię pozosatłym istotą inspirowano się właśnie  smokiem z Tarascon. </div>]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Lustro Twardowskiego]]></title>
			<link>http://witchcraft.com.pl/showthread.php?tid=10914</link>
			<pubDate>Fri, 27 Mar 2020 12:01:46 +0100</pubDate>
			<dc:creator><![CDATA[<a href="http://witchcraft.com.pl/member.php?action=profile&uid=4">Olimpia</a>]]></dc:creator>
			<guid isPermaLink="false">http://witchcraft.com.pl/showthread.php?tid=10914</guid>
			<description><![CDATA[<div style="text-align: center;" class="mycode_align">
<br />
Kilka dni temu napisałam artykuł odnośnie Skałek Twardowskiego i samego czarnoksiężnika: <a href="http://witchcraft.com.pl/showthread.php?tid=10912&amp;pid=88311#pid88311" target="_blank" rel="noopener" class="mycode_url">http://witchcraft.com.pl/showthread.php?tid=10912&pid=88311#pid88311</a><br />
<br />
Zostawiłam tam otwarty temat Lustra Twardowskiego, dzisiaj mam zamiar go wyczerpać i zamknąć.<br />
<br />
<img src="https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/4/40/Oppman%2C_Kraszewski_-_Mistrz_Twardowski_page047.jpg/440px-Oppman%2C_Kraszewski_-_Mistrz_Twardowski_page047.jpg" loading="lazy"  alt="[Obrazek: 440px-Oppman%2C_Kraszewski_-_Mistrz_Twar...age047.jpg]" class="mycode_img" /><br />
<br />
<span style="font-size: medium;" class="mycode_size"><span style="color: #66ccff;" class="mycode_color"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Legenda </span></span></span><br />
<br />
<br />
W poprzednim artykule mogliście przeczytać o tym, jak Król Zygmunt August udręczony śmiercią swojej ukochanej żony Barbary Radziłłównej poprosił o pomoc słynnego czarnoksiężnika Jana Twardowskiego.<br />
Czarnoksiężnik zabrał się za seans spirytystyczny, który miał na celu wywołanie ducha Barbary. <br />
<br />
Twardowski usadził Króla na krześle i przestrzegł, że powstanie z niego podczas seansu może mieć opłakane skutki wywołując tragedię. Jednak kiedy Barbara się pojawiła i zmaterializowała przed Królem ten tak się wzruszył, że powstał, by uściskać swą żonę - w tym momencie rozległ się głośny huk. Jan ocknął się w jednym kącie sali, Król w drugiej - pomiędzy nimi było lustro, pęknięte na trzy części. Wkrótce oboje umarli.<br />
<br />
<br />
<br />
<span style="font-size: medium;" class="mycode_size"><span style="color: #66ccff;" class="mycode_color"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Wygląd</span></span></span><br />
<br />
Lustro ma wymiary 560 x 465 o grubości płyty ok. 8 mm i wagę 17,80 kg. Ciężko powiedzieć z czego lustro zostało wykonane, ponieważ mimo prób nigdy nie udało się zrobić dokładnej analizy chemicznej lustra.<br />
Metalowe lustro na pewno jest stopem kilku metali - srebra, złota, cynku, cyny oraz między, głównymi częściami składowymi prawdopodobnie są bizmut i antymon. Lustro ma kilka delikatnych i nieokreślonych grawerek no i pod silnym strumieniem światła można w nim zobaczyć dwie postacie - kobiety i Diabła.<br />
Lustro zostało oprawione w czarną ramę, na której wyryto łacińską inskrypcję: <br />
<br />
<img src="https://1.bp.blogspot.com/-woa6EALa8tg/Vxn0m3HeH6I/AAAAAAAAADs/gk3jalY_yI0_EsI6aB99YYQ1TNmyhvr6QCLcB/s1600/zxcZ.PNG" loading="lazy"  alt="[Obrazek: zxcZ.PNG]" class="mycode_img" /><br />
<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">"Luserat hoc speculo magicas Twardovius artes, lusus at iste Dei versus in obsequium est"</span><br />
<br />
W tłumaczeniu na język polski: <br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">"Bawił się tym lustrem Twardowski, magiczne sztuki czyniąc, teraz przeznaczone jest na służbę Bogu".</span><br />
<br />
Autora tego przesłania ciężko zidentyfikować - jednak jest dwoje głównych podejrzanych.<br />
Pierwszy z nich to Sekretarz Królewski znanego nam już Zygmunta Augusta (1560-1577) i Biskup Krakowa (1572-1577) Franciszek Krasiński z którym to Twardowski się przyjaźnił. Drugi to pierwszy proboszcz w Węgrowie, gdzie obecnie przebywa lustro. <br />
<br />
<br />
<br />
<span style="font-size: medium;" class="mycode_size"><span style="color: #66ccff;" class="mycode_color"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Historia</span></span></span><br />
<br />
Lustro Twardowskiego jest Europejskim zabytkiem i ma wysoką wartość muzealną. Szacuje się, że wykonane zostało ok. 1706 r.<br />
<br />
Jest problem z tym komu przypisywać wykonanie tego magicznego arcydzieła. Spekulacje jednak są dość ciekawe...<br />
Jedna z nich mówi, że lustro zostało wykonane w XVI w. w Bodzentynie gdzie swoją rezydencję miał wspomniany biskup Franciszek Krasiński i to właśnie jemu, należy przypisać zasługi powstania lustra. <br />
<br />
Inni uważają, że lustro powstało w Niemczech w XVI w. w Wittenberdzie przez magów z kręgu Fausta. Jednak nie wiadomo czy Faust rzeczywiście istniał, czy był tylko postacią fikcyjną - jednak uważany jest za naszego polskiego Twardowskiego, czyli Faust był badaczem i naukowcem, który po podpisaniu cyrografu z Diabłem posiadł wiedzę i umiejętności sztuk magicznych. Złożył szkołę i nauczał magii, tak jak robił to Twardowski w Polsce.<br />
<br />
Natomiast jest też opcja trzecia, bardziej ogólna - mianowicie uważa się, że stworzycielami lustra byli po prostu anonimowi średniowieczni magowie i alchemicy. <br />
<br />
<br />
<img src="https://lh3.googleusercontent.com/proxy/ojYes84eZe1gr8NW7KqR5g56fVSLmjoU8ZASr2_x-0vVKIkpSiW-mzGEamAZmG-i2IWpg_1As0fzGortyvLDl6K1967-sCqosKzuLL5yWUi-NgC1GXbeH5wNY9qRGrsilQ" loading="lazy"  alt="[Obrazek: ojYes84eZe1gr8NW7KqR5g56fVSLmjoU8ZASr2_x...Y9qRGrsilQ]" class="mycode_img" /><br />
<br />
<span style="font-size: medium;" class="mycode_size"><span style="color: #66ccff;" class="mycode_color"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Miejsce</span></span></span><br />
<br />
Jan Twardowski (być może) przeczuwając swą śmierć zostawił lustro w spadku swojemu przyjacielowi (a może i autorowi) Franciszkowi Krasińskiemu. Tak więc, lustro było w posiadaniu rodziny Krasińskich, jednak na początku XVIII zdecydowali się je oddać do nowego Domu Zakonnego Księży Komunistów. Tam, stało przez długi czas odwrócone, by nikt w nie spojrzał, wkońcu zawieszono go w Zakrystii, ale w taki sposób, by ciężko było się w nim komukolwiek przejrzeć - gdyż podobno ten kto się w nim przejrzy ujrzy swoją przyszłość, ale rzadko ta przyszłość przejawia się pięknie i kolorowo - zazwyczaj pokazuje straszne obrazy, uważa się również, że ten kto zobaczy swoje odbicie w Lustrze Twardowskiego ściągnie na siebie nieszczęście. <br />
<br />
Możliwe, że to tylko straszenie zakonników biorąc pod uwagę kilka innych historii... jak choćby pewnego powstańca, który był gościem w Korytnicy na dworze rodziny Ronikierów gdzie podobno wówczas w czasie powstań narodowych w XIX w. znajdowało się Lustro Twardowskiego. Oddział tego powstańca rozbito, a on zwierzył się dziedzicowi Ronikierów, że boi się o swoje życie, iż umrze niebawem i młodo - ten natomiast poradził mu, by spojrzał w Lustro Twardowskiego i tak też powstaniec zrobił. W lustrze ujrzał samego siebie jako starego człowieka z długą, siwą brodą i faktycznie powstaniec dożył sędziwych dni jako starzec, którego zobaczył w lustrze. <br />
<br />
Styczność z lustrem miał też ponoć sam Napoleon! Kiedy to w 1812 r. jego armia zmierzała do Rosji słuchy doszły do Napoleona, o diabelskim lustrze Twardowskiego i tak oto zrobił przystanek w Węgrowie chcąc dowiedzieć się jakie losy czekają jego i jego armie. Lustro pokazało mu klęskę pod Moskwą, którą zresztą poniósł. Podobno Napoleon tak się wściekł, że walnął pięścią w lustro i stąd niektóre bruzdy, które można na nim zobaczyć. <br />
<br />
Dzisiaj do Węgrowa przyjeżdża mnóstwo turystów chcących zobaczyć lustro, oczywiście ze względu na jego położenie, ciężko się jest w nim przejrzeć, ale Ci którzy chcą nie mają z tym aż takiego problemu - podobno lustro ukazuje nie tylko złą i straszną przyszłość. Tylko przyszłość, która się spełnia. Jednak od jakiegoś czasu lustro można zobaczyć, tylko z przewodnikiem i niestety w tym momencie zajrzenie w nie jest utrudnione - trzeba, by było wyjść po drabinie. <br />
<br />
<img src="http://www.pomniejszacz.pl/files/lustro-twa.jpg" loading="lazy"  alt="[Obrazek: lustro-twa.jpg]" class="mycode_img" /><br />
<br />
Zapewne dziwi i ciekawi was fakt, co u licha robi przedmiot do magii i to jeszcze czarnej magii w kościele. Otóż zniszczyć się go bali, a potem po prostu stał się chronionym zabytkiem... natomiast rodzina Kraińskich go oddała do kościoła mając nadzieję, że tam straci swoją diabelską moc. Jednak jak widać... nie stracił. Podobno jest nie groźne w kościele, ale biorąc pod uwagę, że turyści się zarzekają, że wciąż działa oraz pożar, który wybuchł zakrystii - raczej wątpliwe. <br />
<br />
Podpaliły się szafki i szaty liturgiczne akurat na przeciwko Lustra Twardowskiego - podpalenie wykluczono i do dzisiaj nikt nie zdołał rozwiązać zagadki, skąd ten pożar mógł się wziąć. <br />
<br />
Ciekawostką jest to, że na lustro przez 3-4 lata znajdowało się na wystawie w Krakowie i podobno można, było w nim zobaczyć różne tajemnicze postacie. <br />
<br />
<br />
<br />
</div>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div style="text-align: center;" class="mycode_align">
<br />
Kilka dni temu napisałam artykuł odnośnie Skałek Twardowskiego i samego czarnoksiężnika: <a href="http://witchcraft.com.pl/showthread.php?tid=10912&amp;pid=88311#pid88311" target="_blank" rel="noopener" class="mycode_url">http://witchcraft.com.pl/showthread.php?tid=10912&pid=88311#pid88311</a><br />
<br />
Zostawiłam tam otwarty temat Lustra Twardowskiego, dzisiaj mam zamiar go wyczerpać i zamknąć.<br />
<br />
<img src="https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/4/40/Oppman%2C_Kraszewski_-_Mistrz_Twardowski_page047.jpg/440px-Oppman%2C_Kraszewski_-_Mistrz_Twardowski_page047.jpg" loading="lazy"  alt="[Obrazek: 440px-Oppman%2C_Kraszewski_-_Mistrz_Twar...age047.jpg]" class="mycode_img" /><br />
<br />
<span style="font-size: medium;" class="mycode_size"><span style="color: #66ccff;" class="mycode_color"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Legenda </span></span></span><br />
<br />
<br />
W poprzednim artykule mogliście przeczytać o tym, jak Król Zygmunt August udręczony śmiercią swojej ukochanej żony Barbary Radziłłównej poprosił o pomoc słynnego czarnoksiężnika Jana Twardowskiego.<br />
Czarnoksiężnik zabrał się za seans spirytystyczny, który miał na celu wywołanie ducha Barbary. <br />
<br />
Twardowski usadził Króla na krześle i przestrzegł, że powstanie z niego podczas seansu może mieć opłakane skutki wywołując tragedię. Jednak kiedy Barbara się pojawiła i zmaterializowała przed Królem ten tak się wzruszył, że powstał, by uściskać swą żonę - w tym momencie rozległ się głośny huk. Jan ocknął się w jednym kącie sali, Król w drugiej - pomiędzy nimi było lustro, pęknięte na trzy części. Wkrótce oboje umarli.<br />
<br />
<br />
<br />
<span style="font-size: medium;" class="mycode_size"><span style="color: #66ccff;" class="mycode_color"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Wygląd</span></span></span><br />
<br />
Lustro ma wymiary 560 x 465 o grubości płyty ok. 8 mm i wagę 17,80 kg. Ciężko powiedzieć z czego lustro zostało wykonane, ponieważ mimo prób nigdy nie udało się zrobić dokładnej analizy chemicznej lustra.<br />
Metalowe lustro na pewno jest stopem kilku metali - srebra, złota, cynku, cyny oraz między, głównymi częściami składowymi prawdopodobnie są bizmut i antymon. Lustro ma kilka delikatnych i nieokreślonych grawerek no i pod silnym strumieniem światła można w nim zobaczyć dwie postacie - kobiety i Diabła.<br />
Lustro zostało oprawione w czarną ramę, na której wyryto łacińską inskrypcję: <br />
<br />
<img src="https://1.bp.blogspot.com/-woa6EALa8tg/Vxn0m3HeH6I/AAAAAAAAADs/gk3jalY_yI0_EsI6aB99YYQ1TNmyhvr6QCLcB/s1600/zxcZ.PNG" loading="lazy"  alt="[Obrazek: zxcZ.PNG]" class="mycode_img" /><br />
<br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">"Luserat hoc speculo magicas Twardovius artes, lusus at iste Dei versus in obsequium est"</span><br />
<br />
W tłumaczeniu na język polski: <br />
<br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">"Bawił się tym lustrem Twardowski, magiczne sztuki czyniąc, teraz przeznaczone jest na służbę Bogu".</span><br />
<br />
Autora tego przesłania ciężko zidentyfikować - jednak jest dwoje głównych podejrzanych.<br />
Pierwszy z nich to Sekretarz Królewski znanego nam już Zygmunta Augusta (1560-1577) i Biskup Krakowa (1572-1577) Franciszek Krasiński z którym to Twardowski się przyjaźnił. Drugi to pierwszy proboszcz w Węgrowie, gdzie obecnie przebywa lustro. <br />
<br />
<br />
<br />
<span style="font-size: medium;" class="mycode_size"><span style="color: #66ccff;" class="mycode_color"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Historia</span></span></span><br />
<br />
Lustro Twardowskiego jest Europejskim zabytkiem i ma wysoką wartość muzealną. Szacuje się, że wykonane zostało ok. 1706 r.<br />
<br />
Jest problem z tym komu przypisywać wykonanie tego magicznego arcydzieła. Spekulacje jednak są dość ciekawe...<br />
Jedna z nich mówi, że lustro zostało wykonane w XVI w. w Bodzentynie gdzie swoją rezydencję miał wspomniany biskup Franciszek Krasiński i to właśnie jemu, należy przypisać zasługi powstania lustra. <br />
<br />
Inni uważają, że lustro powstało w Niemczech w XVI w. w Wittenberdzie przez magów z kręgu Fausta. Jednak nie wiadomo czy Faust rzeczywiście istniał, czy był tylko postacią fikcyjną - jednak uważany jest za naszego polskiego Twardowskiego, czyli Faust był badaczem i naukowcem, który po podpisaniu cyrografu z Diabłem posiadł wiedzę i umiejętności sztuk magicznych. Złożył szkołę i nauczał magii, tak jak robił to Twardowski w Polsce.<br />
<br />
Natomiast jest też opcja trzecia, bardziej ogólna - mianowicie uważa się, że stworzycielami lustra byli po prostu anonimowi średniowieczni magowie i alchemicy. <br />
<br />
<br />
<img src="https://lh3.googleusercontent.com/proxy/ojYes84eZe1gr8NW7KqR5g56fVSLmjoU8ZASr2_x-0vVKIkpSiW-mzGEamAZmG-i2IWpg_1As0fzGortyvLDl6K1967-sCqosKzuLL5yWUi-NgC1GXbeH5wNY9qRGrsilQ" loading="lazy"  alt="[Obrazek: ojYes84eZe1gr8NW7KqR5g56fVSLmjoU8ZASr2_x...Y9qRGrsilQ]" class="mycode_img" /><br />
<br />
<span style="font-size: medium;" class="mycode_size"><span style="color: #66ccff;" class="mycode_color"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Miejsce</span></span></span><br />
<br />
Jan Twardowski (być może) przeczuwając swą śmierć zostawił lustro w spadku swojemu przyjacielowi (a może i autorowi) Franciszkowi Krasińskiemu. Tak więc, lustro było w posiadaniu rodziny Krasińskich, jednak na początku XVIII zdecydowali się je oddać do nowego Domu Zakonnego Księży Komunistów. Tam, stało przez długi czas odwrócone, by nikt w nie spojrzał, wkońcu zawieszono go w Zakrystii, ale w taki sposób, by ciężko było się w nim komukolwiek przejrzeć - gdyż podobno ten kto się w nim przejrzy ujrzy swoją przyszłość, ale rzadko ta przyszłość przejawia się pięknie i kolorowo - zazwyczaj pokazuje straszne obrazy, uważa się również, że ten kto zobaczy swoje odbicie w Lustrze Twardowskiego ściągnie na siebie nieszczęście. <br />
<br />
Możliwe, że to tylko straszenie zakonników biorąc pod uwagę kilka innych historii... jak choćby pewnego powstańca, który był gościem w Korytnicy na dworze rodziny Ronikierów gdzie podobno wówczas w czasie powstań narodowych w XIX w. znajdowało się Lustro Twardowskiego. Oddział tego powstańca rozbito, a on zwierzył się dziedzicowi Ronikierów, że boi się o swoje życie, iż umrze niebawem i młodo - ten natomiast poradził mu, by spojrzał w Lustro Twardowskiego i tak też powstaniec zrobił. W lustrze ujrzał samego siebie jako starego człowieka z długą, siwą brodą i faktycznie powstaniec dożył sędziwych dni jako starzec, którego zobaczył w lustrze. <br />
<br />
Styczność z lustrem miał też ponoć sam Napoleon! Kiedy to w 1812 r. jego armia zmierzała do Rosji słuchy doszły do Napoleona, o diabelskim lustrze Twardowskiego i tak oto zrobił przystanek w Węgrowie chcąc dowiedzieć się jakie losy czekają jego i jego armie. Lustro pokazało mu klęskę pod Moskwą, którą zresztą poniósł. Podobno Napoleon tak się wściekł, że walnął pięścią w lustro i stąd niektóre bruzdy, które można na nim zobaczyć. <br />
<br />
Dzisiaj do Węgrowa przyjeżdża mnóstwo turystów chcących zobaczyć lustro, oczywiście ze względu na jego położenie, ciężko się jest w nim przejrzeć, ale Ci którzy chcą nie mają z tym aż takiego problemu - podobno lustro ukazuje nie tylko złą i straszną przyszłość. Tylko przyszłość, która się spełnia. Jednak od jakiegoś czasu lustro można zobaczyć, tylko z przewodnikiem i niestety w tym momencie zajrzenie w nie jest utrudnione - trzeba, by było wyjść po drabinie. <br />
<br />
<img src="http://www.pomniejszacz.pl/files/lustro-twa.jpg" loading="lazy"  alt="[Obrazek: lustro-twa.jpg]" class="mycode_img" /><br />
<br />
Zapewne dziwi i ciekawi was fakt, co u licha robi przedmiot do magii i to jeszcze czarnej magii w kościele. Otóż zniszczyć się go bali, a potem po prostu stał się chronionym zabytkiem... natomiast rodzina Kraińskich go oddała do kościoła mając nadzieję, że tam straci swoją diabelską moc. Jednak jak widać... nie stracił. Podobno jest nie groźne w kościele, ale biorąc pod uwagę, że turyści się zarzekają, że wciąż działa oraz pożar, który wybuchł zakrystii - raczej wątpliwe. <br />
<br />
Podpaliły się szafki i szaty liturgiczne akurat na przeciwko Lustra Twardowskiego - podpalenie wykluczono i do dzisiaj nikt nie zdołał rozwiązać zagadki, skąd ten pożar mógł się wziąć. <br />
<br />
Ciekawostką jest to, że na lustro przez 3-4 lata znajdowało się na wystawie w Krakowie i podobno można, było w nim zobaczyć różne tajemnicze postacie. <br />
<br />
<br />
<br />
</div>]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Zakrzówek, Skałki Twardoskiego, Jan Twardowski]]></title>
			<link>http://witchcraft.com.pl/showthread.php?tid=10912</link>
			<pubDate>Mon, 23 Mar 2020 12:57:42 +0100</pubDate>
			<dc:creator><![CDATA[<a href="http://witchcraft.com.pl/member.php?action=profile&uid=4">Olimpia</a>]]></dc:creator>
			<guid isPermaLink="false">http://witchcraft.com.pl/showthread.php?tid=10912</guid>
			<description><![CDATA[<div style="text-align: center;" class="mycode_align">
<br />
<br />
Zakrzówek to jedno z tych miejsc w Krakowie, w których lepiej się nie zapuszczać się po zmroku. Kiedy byłam nastolatką często przyjaciele mnie tam wyciągali na pływanie, czułam energię tego miejsca jak i duszę tam uwięzione, no ale cóż... odwieść się ich od tego pomysłu nie dało.<br />
Przeżyłam tam sporo przygód zanim jeszcze poznałam dziwy i historie tego miejsca, oto kilka z nich.<br />
<br />
<br />
<span style="font-size: medium;" class="mycode_size"><span style="color: #66ccff;" class="mycode_color"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Zakrzówek - moje historie związane z nim związane </span></span></span><br />
<br />
Raz się tam prawie utopiłam wraz z kolegą, trzymaliśmy się za ręce, a jak sam stwierdził, niby skurcz, ale miał wrażenie, że coś go ciągnie za nogę na dno - no, ale jak się trzyma czarownicę za rękę no to peszek, nikt nie utonął. Sama trzymając go za rękę, też miałam wrażenie, że coś go ściąga, nieźle się namęczyłam, żeby nas wydobyć na powierzchnie - udało się dopiero po wysłaniu tarczy energetycznej pod wodę. <br />
<br />
Innym razem poszłyśmy tam z przyjaciółką i obie po jakimś czasie dostałyśmy strasznej depresji i myśli samobójczych, zaczęłyśmy planować jak to zrobimy, jakie to cudowne miejsce na śmierć i wogóle jaka śmierć jest cudowna. Czułam, że jesteśmy pod wpływem pewnej niewiasty, która popełniła samobójstwo poprzez utopienie się z powodu niespełnionej miłości, ale to było tak przyjemne, tak majestatyczne i tak bardzo nawiązałam empatyczne połączenie z przyjaciółką, że nie chciałam przestać. Uczucie z kategorii - musisz poczuć, żeby zrozumieć. <br />
Oczywiście przeszło nam, jak tylko stamtąd wyszłyśmy.<br />
<br />
Te wszystkie powyższe akcje działy się w biały dzień. <br />
W nocy jest dużo bardziej niebezpiecznie, zwłaszcza dla osób wrażliwych energetycznie. <br />
<br />
Pewnej nocy byłam sobie na spacerze z moim chłopakiem, chłopak niezbyt odpowiedzialny i rozgarnięty, no ale okeyyy... Stwierdził, że chce mi coś pokazać i poleciał w księżycową noc w pełni o godzinie około 1 w nocy w krzaki pod moim blokiem. ... Nie sądziłam, że te krzaki okażą się tak podobne do Szafy, która prowadzi do Narni... Za tymi krzakami był las i dróżka no i mówiłam mu, wołałam go, że to nie najlepszy moment i czas - wtedy jeszcze nie wiedziałam na jakim terenie jesteśmy, natomiast czułam tą armie zbłąkanych dusz na karku... <br />
Byliśmy jedynymi żywymi ludźmi na tym "cmentarzysku", mijałam mnóstwo skupisk z piwami i śmieciami, oraz majtkami i zużytymi prezerwatywami, co też normalna myśląca osoba zastanawia się kto i z jakimi intencjami może do buszować w takim miejscu.<br />
<br />
No a chłopak miał totalnie gdzieś wszystko, chodził sobie, śmiał się i zwiedzał - a ja byłam na skraju załamania energetycznego. Co prawda nie doszło do tego, żebym musiała nas bronić - pewnie z tej racji, że czułam, że co po niektórzy wiedzą kim jestem i wiedzą że ja ich czuje i wiem co i jak, byli mocno zainteresowani. Co po niektórej lepkiej, negatywnej energii zagubionych dusz musiałam wysłać ostrzeżenie, żeby trzymała się na dystans, ale było ogólnie było ok... Poprowadził mnie na Skałki Twardowskiego i już wiedziałam, gdzie jestem i czemu u licha jest tu tyle zagubionych dusz. <br />
<br />
<img src="http://zmniejszacz.pl/zdjecie/2020/3/23/16179343_624px-Wojciech_Gerson_-_Zjawa_Barbary_Radziwiwny.jpg" loading="lazy"  alt="[Obrazek: 16179343_624px-Wojciech_Gerson_-_Zjawa_B...iwiwny.jpg]" class="mycode_img" /><br />
<br />
<span style="font-size: medium;" class="mycode_size"><span style="color: #66ccff;" class="mycode_color"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Legenda o Twardowskim</span></span></span><br />
<br />
Obecnie Zakrzówek to teren Krakowa, który jest umiejscowiony w dzielnicy VIII Dębniki. <br />
<br />
Natomiast kiedyś był małą wsią włączoną do Krakowa. <br />
Z tej oto wsi pochodzi najbardziej w historii znany i najpotężniejszy mag Krakowa (w legendach i mitach mówi się czarnoksiężnik). <br />
<br />
Mowa tu o Janie Twardowskim - Jan Twardowski był szlachcicem i wielkim naukowcem oraz badaczem. Był bardzo zainteresowany naukami magicznymi oraz okultystycznymi, no ale, że czasy były ciężkie Witchcrafta nie było, no to doszedł do wniosku, że bez sił nadprzyrodzonych nie ma możliwości zdobyć mocy magicznej. Przewertował, więc czarne księgi okultystyczne i wezwał Diabła*. <br />
<br />
Diabeł się wielkie ucieszył na widok Twardowskiego, że będzie miał kolejną duszę i wogóle wooowww... no i zawarli cyrograf. Nie zapominajmy jednak, że Janek był Polakiem, a wiecie - Polak potrafi!<br />
Tak, więc Twardowski dopisał do cyrografu klauzulę, że owszem zgadza się na sprzedaż duszy w zamian za pomoc Diabła w praktykach magicznych, no ale Diabeł tą duszę może mu zabrać, tylko i wyłącznie w Rzymie, do którego się wybiera za kilka tygodni. <br />
<br />
Diabeł się ucieszył i zgodził się oczywiście no i pakt został sfinalizowany. Ku zaskoczeniu Złego, Jan wykorzystywał swoje moce, by pomagać innym - tępił złe dusze, leczył chorych, odmładzał starych i wzbogacał biednych. W tych czasach panował Król Polski Zygmunt II August, jego żoną była wtedy Elżbieta Habsburżanka, jednak miał romans z Barbarą Radziwiłłówną, po śmierci Elżbiety, Król po cichu wziął ślub z Barbarą, potem jego rodzina chciała unieważnić małżeństwo, ale Król bardzo kochał swoją żonę i wywalczył sobie, by rodzina uległa. Sielanka małżonków nie trwała długo, bo Elżbieta umarła - według historyków na raka szyjka macicy. W każdym razie zrozpaczony Król Zygmunt II August bardzo pragnął zobaczyć żonę, choćby jeszcze raz. <br />
<br />
W ten oto sposób Jan Twardowski dostał prestiżową robotę na dworze Króla. Pewnie słyszeliście o Lustrze Twardowskiego - obecnie jest wystawione na widok publiczny w zakrystii kościoła parafialnego w Węgrowie**. Jan zamierzał przywołać ukochaną żonę poprzez to lustro, usadził naszego Zygmunta na krześle i przestrzegł go, że absolutnie nie może z tego krzesła wstać inaczej ściągnie klęskę i nieszczęście. Operacja się udała, Jan przywołał Elżbietę i jeszcze ją zmaterializował! <br />
Zygmunt natomiast tak się wzruszył, że aż zapomniał i wstał z krzesła, by ją uściskać - w tym momencie ona się rozpłynęła, zniknęła. <br />
<br />
W niedługim czasie życie zarówno Króla jak i Twardowskiego się skończyło. Choć w przypadku tego drugiego nie do końca...<br />
<br />
Diabeł czekał na duszę Twardowskiego przez lata... a przecież przy pakcie Jan mówił, że wyjeżdża do Rzymu za kilka tygodni. Diabeł był wściekły, że człowiek go przechytrzył (hehe Polak, który oszukał Diabła) i  uknuł naprawdę szczwany plan! Pod postacią człowieka zapukał do Jana i poprosił o pomoc przy chorej staruszce, Jan dobry i uczynny oczywiście się zgodził i pobiegł razem ze starcem do karczmy gdzie miała czekać biedna, schorowana staruszka i tam okazał Twardowskiemu swoje prawdziwe oblicze. Karczma nazywała się "Rzym",*** dlatego zgodnie z cyrografem Diabłem mógł Janowi zabrać duszę. <br />
<br />
Diabeł leciał z duszą Twardowskiego ku górze (?!) wyżej i wyżej, aż nad Księżyc, ale Jan zgodnie ze starym polskim zwyczajem, że Polak mądry po szkodzie i że jak trwoga to do Boga, zaczął się żarliwie modlić do Świętej Matki Marii wraz z modlitwą Diabeł słabł i nie mógł już wkońcu unieść Twardowskiego i go puścił - jednak byli nad Księżycem no i Jan spadł właśnie tam, na Księżyc. Podobno do dzisiaj Jan tam jest tęsknie obserwując Polskę oraz swój ukochany Kraków. Jego jedynym przyjacielem jest pająk****, który raz w miesiącu schodzi na ziemię w okolice Zakrzówka, słucha ploteczek i wraca do Twardowskiego mówić mu co tam i jak tam. Ja osobiście bardziej niż zwykle uważam, żeby mój but nie spotkał się z pająkiem w tym miejscu. <br />
<br />
<span style="color: #66ccff;" class="mycode_color">---------------</span><br />
<br />
*Według niektórych źródeł tym Diabeł był Mefistofeles - jeden z Upadłym Aniołów. <br />
**Link do artykułu na temat Lustra: <a href="http://witchcraft.com.pl/showthread.php?tid=10914&amp;pid=88317#pid88317" target="_blank" rel="noopener" class="mycode_url">http://witchcraft.com.pl/showthread.php?tid=10914&pid=88317#pid88317</a><br />
*** Karczma "Rzym" zbudowana około XVIII wieku stoi do dziś! Karma jest w Suchej Beskidzkiej i znajduje się pod ochroną jako zabytek.<br />
****No a jakże! Mag powinien mieć chowańca!<br />
<br />
<img src="http://zmniejszacz.pl/zdjecie/2020/3/23/16179341_Twardowski_z_diablem.jpg" loading="lazy"  alt="[Obrazek: 16179341_Twardowski_z_diablem.jpg]" class="mycode_img" /><br />
<br />
<br />
<span style="font-size: medium;" class="mycode_size"><span style="color: #66ccff;" class="mycode_color"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Fakty Historyczne</span></span></span><br />
<br />
Twardowski według legend miał swoje laboratorium, które wybuchło tworząc właśnie Skałki Twarowskiego, zostało to jednak poddane w wątpliwość. Na Podgórzu istniał kamieniołom nazywany Szkołą Twardowskiego i tam historycy znaleźli ślady prac alchemicznych Twardowskiego, stąd właśnie to miejsce uważa się za byłe laboratorium. Wszystko jednak zostało zniszczone pod koniec XIX w. kiedy zaczęła się budowa kościoła św. Józefa.<br />
<br />
Ja osobiście uważam, że historycy wysunęli pochopny wniosek - wkońcu Szkoła Twardowskiego też musiała mieć jakieś laboratorium, no i jakby nie było... takich można mieć kilka.<br />
<br />
<br />
<img src="http://zmniejszacz.pl/zdjecie/2020/3/23/16179390_kiiii.jpg" loading="lazy"  alt="[Obrazek: 16179390_kiiii.jpg]" class="mycode_img" /><br />
<br />
<br />
<br />
<span style="font-size: medium;" class="mycode_size"><span style="color: #66ccff;" class="mycode_color"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Skałki Twardowskiego</span></span></span><br />
<br />
Piękne miejsce! Ale to prawdziwy cmentarz - ludzi, którzy się tam utopiło nie sposób zliczyć... od początku czerwca 2017 r. do jego końca - 90 osób na tym się zatrzymałam, nie będę liczyć ofiar bo i do niczego nam to nie potrzebne. Są osoby zmarłe, które zginęły przez głupotę np. chłopcy zrobili taki konkurs ze szczytu skał skakali rowerami do jeziora, są też tacy co byli nieostrożni, lub tacy co chcieli popełnić samobójstw, a moim zdaniem też tacy co zostali wciągnięci pod wodę przez topielca. <br />
<br />
To jest doskonałe miejsce dla osób, które chcą popracować z energią śmierci, chcą nawiązać kontakt z bytami czy po prostu pomedytować, poznać tą energię i oczyścić umysł. Miejsce jest pięknie jak z bajki, ale ma kły, ma pazury i trzeba uważać. <br />
<br />
Centrum Nurkowe Kraken od 1999 roku prowadziło nad tym jeziorem badania i za darmo udostępniało go nurkom. Zalew wodny ma 32 m. głębokości, natomiast na głębokościach 7-31 metrów mamy różne ciekawe atrakcje typu: furgonetka, autobus, łódki, biały samochód Polski Fiat 125p, dawne ubrania robotników, lustra do ćwiczeń a także tabliczka upamiętniająca Karola Wojtyłę,który pracował na terenie Skałek w czasie II wojny światowej... ciała są wyławiane, więc nie powinniście ich spotkać podczas nurkowania, ale kto wie.<br />
<br />
<br />
<br />
<span style="font-size: medium;" class="mycode_size"><span style="color: #66ccff;" class="mycode_color"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Łupy do Magii</span></span></span><br />
<br />
Do magii i rytuałów tego miejsca nie używam, coś się może przykleić, coś może pójść nie tak i bla bla... ale tak naprawdę z moim doświadczeniem tego się, aż tak nie obawiam, po prostu... są lepsze miejsca nasiąknięte pozytywną magią, niż to. <br />
<br />
Natomiast Skałki Twardowskiego to prawdziwa skarbnica roślin do magii. <3 Już nie mówiąc o naprawdę rzadkich i cennych składnikach do rytuałów. Na terenie Zakrzówka mamy aż 579 gatunków roślinnych w tym również okazy rzadkie.<br />
<br />
<img src="https://lh3.googleusercontent.com/proxy/uZO_oXDgEcWm7g_jezIQt9Ci_E-S24IyTanjGLR7Wocpjn6vpoSgEWN0PaJ75xWqsIdKiZ4zmgy5Z1PLLR_e48Joj3j_Zi_kt33NCvnNqVZP1YLtTwd6Zce1jfXEoj5gbip7Y1bRcVgRvfA" loading="lazy"  alt="[Obrazek: uZO_oXDgEcWm7g_jezIQt9Ci_E-S24IyTanjGLR7...1bRcVgRvfA]" class="mycode_img" /><br />
<br />
Jednym z rzadkich relikwii czarownicy jakie tam się znajdują to skóra węża. Tak, nie pomyliłam się. <br />
W tych rejonach buszuje mój stary kumpel - Gniewosz Plamisty. <br />
Gniewko (jak lubię go nazywać) jest wężem podobnym do żmii zygzakowatej, jednak nie jest jadowity i nie jest niebezpieczny dla ludzi - natomiast ludzie są niebezpieczni dla niego. Gniewko jest wężem pod ochroną, grozi mu wyginięcie. Teraz pytanko do was... zdajecie sobie sprawę jaką niesamowitą moc ma skóra węża? A już w szczególności rzadkiego węża? <br />
<br />
<br />
<span style="color: #66ccff;" class="mycode_color"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Uwaga!!!</span></span><br />
Nie bądźcie debilami, którzy się zaraz rzucą na Zakrzówek w poszukiwaniu Gniewosza chcąc zedrzeć z niego skórę, bo przysięgam kilka tygodni max miesięcy i grubo tego pożałujecie. Przyroda tego miejsca jest zarówno pod ochroną bytów jak i moją. Każdy kto skrzywdzi Gniewka będzie w szybkim tempie srał po gaciach. <br />
<br />
Absolutnie nie popieram krzywdzenia jakichkolwiek zwierząt! Zwłaszcza ku swoim chorym egoistycznym celom. Żeby zdobyć skórę węża wystarczy po prostu poszukać. Węże zrzucają skórę raz na dwa-trzy miesiące, okres godów u Gniewosza Plamistego to kwiecień-maj koło września rodzą się młode. <br />
<br />
<br />
Najlepiej po prostu pójść z atlasem roślin czy czymś w tym stylu i zbierać z szacunkiem dary Natury - bez niczyjej szkody.<br />
<br />
<br />
</div>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div style="text-align: center;" class="mycode_align">
<br />
<br />
Zakrzówek to jedno z tych miejsc w Krakowie, w których lepiej się nie zapuszczać się po zmroku. Kiedy byłam nastolatką często przyjaciele mnie tam wyciągali na pływanie, czułam energię tego miejsca jak i duszę tam uwięzione, no ale cóż... odwieść się ich od tego pomysłu nie dało.<br />
Przeżyłam tam sporo przygód zanim jeszcze poznałam dziwy i historie tego miejsca, oto kilka z nich.<br />
<br />
<br />
<span style="font-size: medium;" class="mycode_size"><span style="color: #66ccff;" class="mycode_color"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Zakrzówek - moje historie związane z nim związane </span></span></span><br />
<br />
Raz się tam prawie utopiłam wraz z kolegą, trzymaliśmy się za ręce, a jak sam stwierdził, niby skurcz, ale miał wrażenie, że coś go ciągnie za nogę na dno - no, ale jak się trzyma czarownicę za rękę no to peszek, nikt nie utonął. Sama trzymając go za rękę, też miałam wrażenie, że coś go ściąga, nieźle się namęczyłam, żeby nas wydobyć na powierzchnie - udało się dopiero po wysłaniu tarczy energetycznej pod wodę. <br />
<br />
Innym razem poszłyśmy tam z przyjaciółką i obie po jakimś czasie dostałyśmy strasznej depresji i myśli samobójczych, zaczęłyśmy planować jak to zrobimy, jakie to cudowne miejsce na śmierć i wogóle jaka śmierć jest cudowna. Czułam, że jesteśmy pod wpływem pewnej niewiasty, która popełniła samobójstwo poprzez utopienie się z powodu niespełnionej miłości, ale to było tak przyjemne, tak majestatyczne i tak bardzo nawiązałam empatyczne połączenie z przyjaciółką, że nie chciałam przestać. Uczucie z kategorii - musisz poczuć, żeby zrozumieć. <br />
Oczywiście przeszło nam, jak tylko stamtąd wyszłyśmy.<br />
<br />
Te wszystkie powyższe akcje działy się w biały dzień. <br />
W nocy jest dużo bardziej niebezpiecznie, zwłaszcza dla osób wrażliwych energetycznie. <br />
<br />
Pewnej nocy byłam sobie na spacerze z moim chłopakiem, chłopak niezbyt odpowiedzialny i rozgarnięty, no ale okeyyy... Stwierdził, że chce mi coś pokazać i poleciał w księżycową noc w pełni o godzinie około 1 w nocy w krzaki pod moim blokiem. ... Nie sądziłam, że te krzaki okażą się tak podobne do Szafy, która prowadzi do Narni... Za tymi krzakami był las i dróżka no i mówiłam mu, wołałam go, że to nie najlepszy moment i czas - wtedy jeszcze nie wiedziałam na jakim terenie jesteśmy, natomiast czułam tą armie zbłąkanych dusz na karku... <br />
Byliśmy jedynymi żywymi ludźmi na tym "cmentarzysku", mijałam mnóstwo skupisk z piwami i śmieciami, oraz majtkami i zużytymi prezerwatywami, co też normalna myśląca osoba zastanawia się kto i z jakimi intencjami może do buszować w takim miejscu.<br />
<br />
No a chłopak miał totalnie gdzieś wszystko, chodził sobie, śmiał się i zwiedzał - a ja byłam na skraju załamania energetycznego. Co prawda nie doszło do tego, żebym musiała nas bronić - pewnie z tej racji, że czułam, że co po niektórzy wiedzą kim jestem i wiedzą że ja ich czuje i wiem co i jak, byli mocno zainteresowani. Co po niektórej lepkiej, negatywnej energii zagubionych dusz musiałam wysłać ostrzeżenie, żeby trzymała się na dystans, ale było ogólnie było ok... Poprowadził mnie na Skałki Twardowskiego i już wiedziałam, gdzie jestem i czemu u licha jest tu tyle zagubionych dusz. <br />
<br />
<img src="http://zmniejszacz.pl/zdjecie/2020/3/23/16179343_624px-Wojciech_Gerson_-_Zjawa_Barbary_Radziwiwny.jpg" loading="lazy"  alt="[Obrazek: 16179343_624px-Wojciech_Gerson_-_Zjawa_B...iwiwny.jpg]" class="mycode_img" /><br />
<br />
<span style="font-size: medium;" class="mycode_size"><span style="color: #66ccff;" class="mycode_color"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Legenda o Twardowskim</span></span></span><br />
<br />
Obecnie Zakrzówek to teren Krakowa, który jest umiejscowiony w dzielnicy VIII Dębniki. <br />
<br />
Natomiast kiedyś był małą wsią włączoną do Krakowa. <br />
Z tej oto wsi pochodzi najbardziej w historii znany i najpotężniejszy mag Krakowa (w legendach i mitach mówi się czarnoksiężnik). <br />
<br />
Mowa tu o Janie Twardowskim - Jan Twardowski był szlachcicem i wielkim naukowcem oraz badaczem. Był bardzo zainteresowany naukami magicznymi oraz okultystycznymi, no ale, że czasy były ciężkie Witchcrafta nie było, no to doszedł do wniosku, że bez sił nadprzyrodzonych nie ma możliwości zdobyć mocy magicznej. Przewertował, więc czarne księgi okultystyczne i wezwał Diabła*. <br />
<br />
Diabeł się wielkie ucieszył na widok Twardowskiego, że będzie miał kolejną duszę i wogóle wooowww... no i zawarli cyrograf. Nie zapominajmy jednak, że Janek był Polakiem, a wiecie - Polak potrafi!<br />
Tak, więc Twardowski dopisał do cyrografu klauzulę, że owszem zgadza się na sprzedaż duszy w zamian za pomoc Diabła w praktykach magicznych, no ale Diabeł tą duszę może mu zabrać, tylko i wyłącznie w Rzymie, do którego się wybiera za kilka tygodni. <br />
<br />
Diabeł się ucieszył i zgodził się oczywiście no i pakt został sfinalizowany. Ku zaskoczeniu Złego, Jan wykorzystywał swoje moce, by pomagać innym - tępił złe dusze, leczył chorych, odmładzał starych i wzbogacał biednych. W tych czasach panował Król Polski Zygmunt II August, jego żoną była wtedy Elżbieta Habsburżanka, jednak miał romans z Barbarą Radziwiłłówną, po śmierci Elżbiety, Król po cichu wziął ślub z Barbarą, potem jego rodzina chciała unieważnić małżeństwo, ale Król bardzo kochał swoją żonę i wywalczył sobie, by rodzina uległa. Sielanka małżonków nie trwała długo, bo Elżbieta umarła - według historyków na raka szyjka macicy. W każdym razie zrozpaczony Król Zygmunt II August bardzo pragnął zobaczyć żonę, choćby jeszcze raz. <br />
<br />
W ten oto sposób Jan Twardowski dostał prestiżową robotę na dworze Króla. Pewnie słyszeliście o Lustrze Twardowskiego - obecnie jest wystawione na widok publiczny w zakrystii kościoła parafialnego w Węgrowie**. Jan zamierzał przywołać ukochaną żonę poprzez to lustro, usadził naszego Zygmunta na krześle i przestrzegł go, że absolutnie nie może z tego krzesła wstać inaczej ściągnie klęskę i nieszczęście. Operacja się udała, Jan przywołał Elżbietę i jeszcze ją zmaterializował! <br />
Zygmunt natomiast tak się wzruszył, że aż zapomniał i wstał z krzesła, by ją uściskać - w tym momencie ona się rozpłynęła, zniknęła. <br />
<br />
W niedługim czasie życie zarówno Króla jak i Twardowskiego się skończyło. Choć w przypadku tego drugiego nie do końca...<br />
<br />
Diabeł czekał na duszę Twardowskiego przez lata... a przecież przy pakcie Jan mówił, że wyjeżdża do Rzymu za kilka tygodni. Diabeł był wściekły, że człowiek go przechytrzył (hehe Polak, który oszukał Diabła) i  uknuł naprawdę szczwany plan! Pod postacią człowieka zapukał do Jana i poprosił o pomoc przy chorej staruszce, Jan dobry i uczynny oczywiście się zgodził i pobiegł razem ze starcem do karczmy gdzie miała czekać biedna, schorowana staruszka i tam okazał Twardowskiemu swoje prawdziwe oblicze. Karczma nazywała się "Rzym",*** dlatego zgodnie z cyrografem Diabłem mógł Janowi zabrać duszę. <br />
<br />
Diabeł leciał z duszą Twardowskiego ku górze (?!) wyżej i wyżej, aż nad Księżyc, ale Jan zgodnie ze starym polskim zwyczajem, że Polak mądry po szkodzie i że jak trwoga to do Boga, zaczął się żarliwie modlić do Świętej Matki Marii wraz z modlitwą Diabeł słabł i nie mógł już wkońcu unieść Twardowskiego i go puścił - jednak byli nad Księżycem no i Jan spadł właśnie tam, na Księżyc. Podobno do dzisiaj Jan tam jest tęsknie obserwując Polskę oraz swój ukochany Kraków. Jego jedynym przyjacielem jest pająk****, który raz w miesiącu schodzi na ziemię w okolice Zakrzówka, słucha ploteczek i wraca do Twardowskiego mówić mu co tam i jak tam. Ja osobiście bardziej niż zwykle uważam, żeby mój but nie spotkał się z pająkiem w tym miejscu. <br />
<br />
<span style="color: #66ccff;" class="mycode_color">---------------</span><br />
<br />
*Według niektórych źródeł tym Diabeł był Mefistofeles - jeden z Upadłym Aniołów. <br />
**Link do artykułu na temat Lustra: <a href="http://witchcraft.com.pl/showthread.php?tid=10914&amp;pid=88317#pid88317" target="_blank" rel="noopener" class="mycode_url">http://witchcraft.com.pl/showthread.php?tid=10914&pid=88317#pid88317</a><br />
*** Karczma "Rzym" zbudowana około XVIII wieku stoi do dziś! Karma jest w Suchej Beskidzkiej i znajduje się pod ochroną jako zabytek.<br />
****No a jakże! Mag powinien mieć chowańca!<br />
<br />
<img src="http://zmniejszacz.pl/zdjecie/2020/3/23/16179341_Twardowski_z_diablem.jpg" loading="lazy"  alt="[Obrazek: 16179341_Twardowski_z_diablem.jpg]" class="mycode_img" /><br />
<br />
<br />
<span style="font-size: medium;" class="mycode_size"><span style="color: #66ccff;" class="mycode_color"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Fakty Historyczne</span></span></span><br />
<br />
Twardowski według legend miał swoje laboratorium, które wybuchło tworząc właśnie Skałki Twarowskiego, zostało to jednak poddane w wątpliwość. Na Podgórzu istniał kamieniołom nazywany Szkołą Twardowskiego i tam historycy znaleźli ślady prac alchemicznych Twardowskiego, stąd właśnie to miejsce uważa się za byłe laboratorium. Wszystko jednak zostało zniszczone pod koniec XIX w. kiedy zaczęła się budowa kościoła św. Józefa.<br />
<br />
Ja osobiście uważam, że historycy wysunęli pochopny wniosek - wkońcu Szkoła Twardowskiego też musiała mieć jakieś laboratorium, no i jakby nie było... takich można mieć kilka.<br />
<br />
<br />
<img src="http://zmniejszacz.pl/zdjecie/2020/3/23/16179390_kiiii.jpg" loading="lazy"  alt="[Obrazek: 16179390_kiiii.jpg]" class="mycode_img" /><br />
<br />
<br />
<br />
<span style="font-size: medium;" class="mycode_size"><span style="color: #66ccff;" class="mycode_color"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Skałki Twardowskiego</span></span></span><br />
<br />
Piękne miejsce! Ale to prawdziwy cmentarz - ludzi, którzy się tam utopiło nie sposób zliczyć... od początku czerwca 2017 r. do jego końca - 90 osób na tym się zatrzymałam, nie będę liczyć ofiar bo i do niczego nam to nie potrzebne. Są osoby zmarłe, które zginęły przez głupotę np. chłopcy zrobili taki konkurs ze szczytu skał skakali rowerami do jeziora, są też tacy co byli nieostrożni, lub tacy co chcieli popełnić samobójstw, a moim zdaniem też tacy co zostali wciągnięci pod wodę przez topielca. <br />
<br />
To jest doskonałe miejsce dla osób, które chcą popracować z energią śmierci, chcą nawiązać kontakt z bytami czy po prostu pomedytować, poznać tą energię i oczyścić umysł. Miejsce jest pięknie jak z bajki, ale ma kły, ma pazury i trzeba uważać. <br />
<br />
Centrum Nurkowe Kraken od 1999 roku prowadziło nad tym jeziorem badania i za darmo udostępniało go nurkom. Zalew wodny ma 32 m. głębokości, natomiast na głębokościach 7-31 metrów mamy różne ciekawe atrakcje typu: furgonetka, autobus, łódki, biały samochód Polski Fiat 125p, dawne ubrania robotników, lustra do ćwiczeń a także tabliczka upamiętniająca Karola Wojtyłę,który pracował na terenie Skałek w czasie II wojny światowej... ciała są wyławiane, więc nie powinniście ich spotkać podczas nurkowania, ale kto wie.<br />
<br />
<br />
<br />
<span style="font-size: medium;" class="mycode_size"><span style="color: #66ccff;" class="mycode_color"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Łupy do Magii</span></span></span><br />
<br />
Do magii i rytuałów tego miejsca nie używam, coś się może przykleić, coś może pójść nie tak i bla bla... ale tak naprawdę z moim doświadczeniem tego się, aż tak nie obawiam, po prostu... są lepsze miejsca nasiąknięte pozytywną magią, niż to. <br />
<br />
Natomiast Skałki Twardowskiego to prawdziwa skarbnica roślin do magii. <3 Już nie mówiąc o naprawdę rzadkich i cennych składnikach do rytuałów. Na terenie Zakrzówka mamy aż 579 gatunków roślinnych w tym również okazy rzadkie.<br />
<br />
<img src="https://lh3.googleusercontent.com/proxy/uZO_oXDgEcWm7g_jezIQt9Ci_E-S24IyTanjGLR7Wocpjn6vpoSgEWN0PaJ75xWqsIdKiZ4zmgy5Z1PLLR_e48Joj3j_Zi_kt33NCvnNqVZP1YLtTwd6Zce1jfXEoj5gbip7Y1bRcVgRvfA" loading="lazy"  alt="[Obrazek: uZO_oXDgEcWm7g_jezIQt9Ci_E-S24IyTanjGLR7...1bRcVgRvfA]" class="mycode_img" /><br />
<br />
Jednym z rzadkich relikwii czarownicy jakie tam się znajdują to skóra węża. Tak, nie pomyliłam się. <br />
W tych rejonach buszuje mój stary kumpel - Gniewosz Plamisty. <br />
Gniewko (jak lubię go nazywać) jest wężem podobnym do żmii zygzakowatej, jednak nie jest jadowity i nie jest niebezpieczny dla ludzi - natomiast ludzie są niebezpieczni dla niego. Gniewko jest wężem pod ochroną, grozi mu wyginięcie. Teraz pytanko do was... zdajecie sobie sprawę jaką niesamowitą moc ma skóra węża? A już w szczególności rzadkiego węża? <br />
<br />
<br />
<span style="color: #66ccff;" class="mycode_color"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Uwaga!!!</span></span><br />
Nie bądźcie debilami, którzy się zaraz rzucą na Zakrzówek w poszukiwaniu Gniewosza chcąc zedrzeć z niego skórę, bo przysięgam kilka tygodni max miesięcy i grubo tego pożałujecie. Przyroda tego miejsca jest zarówno pod ochroną bytów jak i moją. Każdy kto skrzywdzi Gniewka będzie w szybkim tempie srał po gaciach. <br />
<br />
Absolutnie nie popieram krzywdzenia jakichkolwiek zwierząt! Zwłaszcza ku swoim chorym egoistycznym celom. Żeby zdobyć skórę węża wystarczy po prostu poszukać. Węże zrzucają skórę raz na dwa-trzy miesiące, okres godów u Gniewosza Plamistego to kwiecień-maj koło września rodzą się młode. <br />
<br />
<br />
Najlepiej po prostu pójść z atlasem roślin czy czymś w tym stylu i zbierać z szacunkiem dary Natury - bez niczyjej szkody.<br />
<br />
<br />
</div>]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Lotofagowie]]></title>
			<link>http://witchcraft.com.pl/showthread.php?tid=7040</link>
			<pubDate>Sat, 25 Jul 2015 17:50:42 +0200</pubDate>
			<dc:creator><![CDATA[<a href="http://witchcraft.com.pl/member.php?action=profile&uid=5898">Plague Doctor</a>]]></dc:creator>
			<guid isPermaLink="false">http://witchcraft.com.pl/showthread.php?tid=7040</guid>
			<description><![CDATA[W mitologii greckiej, Lotofagowie (inaczej Zjadacze Lotosu) to przyjaźnie usposobiony lud, żyjący na terenie Libii. Lotofagowie, jak sama ich nazwa wskazuje - żywili się wyłącznie kwiatami lotosu oraz jego owocami o smaku miodu. Mieli w zwyczaju częstować rośliną podróżnych. Po spożyciu lotosu, przybysze popadali w stan wszechogarniającej błogości i zapominali o wszystkim, co dotychczas miało dla nich wartość. Pragnęli więc zostać w kraju Lotofagów na zawsze.<br />
<br />
O Lotofagach można przeczytać w <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Odysei</span>. Część załogi Odyseusza, została uczęstowana lotosem i efekt był wiadomy - zapomnieli o bożym świecie i nie chcieli się ruszyć z Libii. Biedny Odyseusz, musiał siłą zaciągać towarzyszy z powrotem na statek.<br />
O Lotofagach wspominał także Herodot, w swoim dziele pt. "Dzieje".<br />
<br />
Ciekawostki:<br />
1. Lotos rzeczywiście jest rośliną jadalną. Można spożywać kwiaty, młode liście i owoce (trzeba wpierw usunąć gorzki zarodek). W każdym razie tak jest napisane na Wikipedii.<br />
2. Jeden z utworów Dead Can Dance nazywa się "The Lotus Eaters" <a href="https://www.youtube.com/watch?v=ELhoHQEGGUc" target="_blank" rel="noopener" class="mycode_url">https://www.youtube.com/watch?v=ELhoHQEGGUc</a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[W mitologii greckiej, Lotofagowie (inaczej Zjadacze Lotosu) to przyjaźnie usposobiony lud, żyjący na terenie Libii. Lotofagowie, jak sama ich nazwa wskazuje - żywili się wyłącznie kwiatami lotosu oraz jego owocami o smaku miodu. Mieli w zwyczaju częstować rośliną podróżnych. Po spożyciu lotosu, przybysze popadali w stan wszechogarniającej błogości i zapominali o wszystkim, co dotychczas miało dla nich wartość. Pragnęli więc zostać w kraju Lotofagów na zawsze.<br />
<br />
O Lotofagach można przeczytać w <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Odysei</span>. Część załogi Odyseusza, została uczęstowana lotosem i efekt był wiadomy - zapomnieli o bożym świecie i nie chcieli się ruszyć z Libii. Biedny Odyseusz, musiał siłą zaciągać towarzyszy z powrotem na statek.<br />
O Lotofagach wspominał także Herodot, w swoim dziele pt. "Dzieje".<br />
<br />
Ciekawostki:<br />
1. Lotos rzeczywiście jest rośliną jadalną. Można spożywać kwiaty, młode liście i owoce (trzeba wpierw usunąć gorzki zarodek). W każdym razie tak jest napisane na Wikipedii.<br />
2. Jeden z utworów Dead Can Dance nazywa się "The Lotus Eaters" <a href="https://www.youtube.com/watch?v=ELhoHQEGGUc" target="_blank" rel="noopener" class="mycode_url">https://www.youtube.com/watch?v=ELhoHQEGGUc</a>]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Mit o Asklepiosie]]></title>
			<link>http://witchcraft.com.pl/showthread.php?tid=6965</link>
			<pubDate>Sun, 21 Jun 2015 14:35:19 +0200</pubDate>
			<dc:creator><![CDATA[<a href="http://witchcraft.com.pl/member.php?action=profile&uid=4">Olimpia</a>]]></dc:creator>
			<guid isPermaLink="false">http://witchcraft.com.pl/showthread.php?tid=6965</guid>
			<description><![CDATA[<img src="http://vignette2.wikia.nocookie.net/mitologia/images/e/e4/Asklepios.jpg/revision/latest?cb=20120329121900&amp;path-prefix=pl" loading="lazy"  alt="[Obrazek: latest?cb=20120329121900&path-prefix=pl]" class="mycode_img" /><br />
<br />
Historia zaczyna się od pięknego Boga słońca, światła, piękna, wrózb i sztuki czyli Apolla, który wybrał się na kilka dni na dwór Króla Lapitów i tam zakochał się w królewskiej córce Koronis, z którą spędził wiele upokojnych dni i nocy aż do czasu kiedy musiał wyjechać po wkońcu przyjechał tylko na te kilka dni i musiał już wyjechać wszak Bóg zwłaszcza taki jak on ma pełne ręce roboty. Apollo jednak nie chciał opuścić swej ukochanej, owszem wyjechał ale chciał po nią wrócić a do tego czasu nakazał wronie - która wtedy miały piękny czysty biały kolor aby śledził jego ukochaną Koronis i informowała go o tym co robi. Wrona była lojalna i prawdomówna, śledziła krok w krok nie podejrzewającą niczego Koronis i tak oto się dowiedziała, że królewska córka już od dawna kocha się w synu króla Cypru o imieniu Ischys i są oni w poważnym związku a od tej pory od kiedy Apollo usłyszał tą wiadomość za jego sprawą wrony mają czarne upierzenie i symboliką bardzo są zbliżone do kruka czyli zwiastują śmierć, nieszczeście, mrok, nieporozumienia, kłótnie itp. I faktycznie... nastąpiła tragedia za tragedią... Najpierw śmierć spotkała Ischysa z ręki rządnego zemsty Apolla, a potem Artemida - Bogini łowów i dziewictwa zemściła się okrutnie na Koronis, za cierpienie swojego brata Apolla i zabiła księżniczkę z łuku trafiając w serce, za to ojciec Koronis w odwecie spalił świątynie Bogów wraz ze swoją córką w środku. Mimo wszystko jednak Apollo musiał ją naprawdę kochać, nie chciał jej śmierci nie prosił Artemidy by ta zabiła dziewczynę, ale już na jej ratunek było za późno znalazła się w Hadesie i nikt nic nie mógł na to poradzić, a Hades jak powszechnie wiadomo nigdy nie wypuszcza ze swego królestwa tego kto raz do niego wszedł. Jednak nie było za późno dla dziecka Apollina, którego to Koronis się spodziewała i dlatego został tam posłany Hermes (posłaniec Bogów i lekarz), by ten wykonał cesarskie cięcie i uratował z martwego ciała Konis dziecko Apolla. Operacja się powiodła i dziecko zostało uratowane jeszcze nie nikt nie wiedział że syn, który uszedł z życiem będzie najlepszym spośród lekarzy i uzdrowicieli. Apollo jednak nie mógł lub nie chciał się nim się zajmować... synowi dał na imię Asklepios i oddał na wychowanie kozie, która była jego matką i karmicielką zaś wielki czarny pies pełnił raczej funkcje ojca i pilnował szkraba zarówno w dzień jak i nocy, przed realnymi niebezpieczeństwami świata jak i koszmarami sennymi oraz upiorami. <br />
<br />
<img src="http://www.czasduszy.pl/image/Asklepios1.jpg" loading="lazy"  alt="[Obrazek: Asklepios1.jpg]" class="mycode_img" /><br />
<br />
W tych czasach żył centaur Chiron, jeden z najlepszych medytów jak i nauczyciel herosów, a przecież Asklepios jako syn Apolla był pół Bogiem, a więc również i herosem... Apollo oddając go pod opiekę Chirona dał mu zdolności uzdrowicielskie, a Asklepios okazał się bardzo pojętnym uczniem jednym z najlepszych jakich Chiron kiedykolwiek miał i bardzo szybko stał się najlepszym lekarzem jaki kiedykolwiek stąpał po ziemi - i mówię o zarówno o tamtych czasach jak i o tych. Poza tym... podczas kiedy większość Bogów i herosów raczej myślało o sobie i swoje zdolności wykorzystywali kiedy im było wygodnie, to Asklepios dzień i noc oddał się służbie ludzkiej a oni naprawdę go z całego serca kochali i byli mu wdzięczni, jednak pojawił się przez to problem... mianowicie, Hades zaczął święcić pustkami. Asklepios nie tylko potrafił wyleczyć każdą chorobę, ale również potrafił ściągnąć odeszłe już dusze z Hadesu z powrotem do życia czyli innymi słowy Asklepios potrafił wskrzesać zmarłych, co strasznie rozgniewało oczywiście mrocznego Boga podziemi... i poskarżył się na Asklepiosa Zeusowi, a ten w swej złości na taki stan rzeczy uderzył swym piorunem w syna Apolla. <br />
<br />
<br />
No i zaczęła się afera... Apollo ważył się zemścić na Bogu nad Bogami i zabił kilku Cyklopów, wściekły Zeus udobruchany jednak przez współczujące Boginie i Boginki zamiast wtrącić Apolla do Tartaru wysłał go jako zwykłego śmiertelnika na posługi na okres roku do króla Admeta. W między czasie Zeus się uspokoił i zrozumiał rozpacz swego syna, chcąc naprawić swój błąd zabrał Asklepiosa z Hadesu i umieścił na niebie dając mu na imię Wężownik, tam Asklepios nieśmiertelny wciąż przynosił ukojenie i ozdrowienie tym, którzy o to prosili... O było ich naprawdę wiele. <img src="http://witchcraft.com.pl/images/smilies/smile.png" alt=":)" title=":)" class="smilie smilie_1" /> <br />
<br />
<img src="http://cdn1.mowimyjak.smcloud.net/t/photos/t/2114/13_znak_zodiaku_jaki_jest_258306.jpg" loading="lazy"  alt="[Obrazek: 13_znak_zodiaku_jaki_jest_258306.jpg]" class="mycode_img" /><br />
<br />
Jednym z najsłyniejszych ośrodków kultu i światyń Asklepiosa była Epidaurus - tam ludzie gromadzili się często i często następowały wielkie uzdrowienia, nawet obłożni chorzy po spędzeniu nocy w tym cudownym sanktuarium budzili się rano całkowicie zdrowi i wolni od jakichkolwiek dolegliwości. Jednak myślę, że należy sie trochę cofnąć do miejsca w którym Asklepios zaczął występować jako Wężownik - dlaczego akurat Wężownik? Otóż Asklepios zawsze miał przy sobie laskę wokół, której były owinięte dwa węże - tak, oczywiście mowa o Kacedeuszu atrybucie Boga Hermesa. Węże jako symbol transformacji widocznie były nie tylko u Hermesa a potem Asklepiosa, również jego potomstwo miało atrybuty z tymi zwierzętami - jednym z takich atrybutów jest Czara/Kielich Boginki Hygieji.<br />
<br />
Czara:<br />
<img src="http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/d/d9/Bowl_hygeia.svg/130px-Bowl_hygeia.svg.png" loading="lazy"  alt="[Obrazek: 130px-Bowl_hygeia.svg.png]" class="mycode_img" /><br />
<br />
Hygieja:<br />
<img src="http://farm1.static.flickr.com/208/489971330_6221c26a92.jpg" loading="lazy"  alt="[Obrazek: 489971330_6221c26a92.jpg]" class="mycode_img" /><br />
<br />
Żoną Asklepiosa była pomniejsza Boginka zdrowia Epione, wraz z nią miał liczne potoństwo, między innymi właśnie Hygieję, ale także Panaceję, Iaso, Akeso, Ajgle - wszystkie one były w orszaku Asklepiosa gotowe wspomagać ojca podczas uzdrowień potrzebujących, ale najzdolniejszych to on miał synów... Machaon był internistą, a Podalejros chirurgiem. Przed nimi wielkimi lekarzami byli głownie Hermes, Apollo i Chiron ale Asklepios był z nich wszystkich najlepszy i od niego oraz jego dzieci zaczęła rozwijać się medycyna. <br />
<br />
Atrybutami Asklepiosa była szyszka sosnowa i wieniec laurowy, oczywiście również Laska Asklepiosa podobna i przez to czzęsto mylona z Kacedeuszem (Kacedeusz to dwa węże owinięte wokół laski, a laska Asklepiosa ma jednego węża).<br />
<br />
<img src="https://bobea85.files.wordpress.com/2014/05/rod-of-asclepius-vs-caduceus.png?w=365&amp;h=258" loading="lazy"  alt="[Obrazek: rod-of-asclepius-vs-caduceus.png?w=365&h=258]" class="mycode_img" />]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<img src="http://vignette2.wikia.nocookie.net/mitologia/images/e/e4/Asklepios.jpg/revision/latest?cb=20120329121900&amp;path-prefix=pl" loading="lazy"  alt="[Obrazek: latest?cb=20120329121900&path-prefix=pl]" class="mycode_img" /><br />
<br />
Historia zaczyna się od pięknego Boga słońca, światła, piękna, wrózb i sztuki czyli Apolla, który wybrał się na kilka dni na dwór Króla Lapitów i tam zakochał się w królewskiej córce Koronis, z którą spędził wiele upokojnych dni i nocy aż do czasu kiedy musiał wyjechać po wkońcu przyjechał tylko na te kilka dni i musiał już wyjechać wszak Bóg zwłaszcza taki jak on ma pełne ręce roboty. Apollo jednak nie chciał opuścić swej ukochanej, owszem wyjechał ale chciał po nią wrócić a do tego czasu nakazał wronie - która wtedy miały piękny czysty biały kolor aby śledził jego ukochaną Koronis i informowała go o tym co robi. Wrona była lojalna i prawdomówna, śledziła krok w krok nie podejrzewającą niczego Koronis i tak oto się dowiedziała, że królewska córka już od dawna kocha się w synu króla Cypru o imieniu Ischys i są oni w poważnym związku a od tej pory od kiedy Apollo usłyszał tą wiadomość za jego sprawą wrony mają czarne upierzenie i symboliką bardzo są zbliżone do kruka czyli zwiastują śmierć, nieszczeście, mrok, nieporozumienia, kłótnie itp. I faktycznie... nastąpiła tragedia za tragedią... Najpierw śmierć spotkała Ischysa z ręki rządnego zemsty Apolla, a potem Artemida - Bogini łowów i dziewictwa zemściła się okrutnie na Koronis, za cierpienie swojego brata Apolla i zabiła księżniczkę z łuku trafiając w serce, za to ojciec Koronis w odwecie spalił świątynie Bogów wraz ze swoją córką w środku. Mimo wszystko jednak Apollo musiał ją naprawdę kochać, nie chciał jej śmierci nie prosił Artemidy by ta zabiła dziewczynę, ale już na jej ratunek było za późno znalazła się w Hadesie i nikt nic nie mógł na to poradzić, a Hades jak powszechnie wiadomo nigdy nie wypuszcza ze swego królestwa tego kto raz do niego wszedł. Jednak nie było za późno dla dziecka Apollina, którego to Koronis się spodziewała i dlatego został tam posłany Hermes (posłaniec Bogów i lekarz), by ten wykonał cesarskie cięcie i uratował z martwego ciała Konis dziecko Apolla. Operacja się powiodła i dziecko zostało uratowane jeszcze nie nikt nie wiedział że syn, który uszedł z życiem będzie najlepszym spośród lekarzy i uzdrowicieli. Apollo jednak nie mógł lub nie chciał się nim się zajmować... synowi dał na imię Asklepios i oddał na wychowanie kozie, która była jego matką i karmicielką zaś wielki czarny pies pełnił raczej funkcje ojca i pilnował szkraba zarówno w dzień jak i nocy, przed realnymi niebezpieczeństwami świata jak i koszmarami sennymi oraz upiorami. <br />
<br />
<img src="http://www.czasduszy.pl/image/Asklepios1.jpg" loading="lazy"  alt="[Obrazek: Asklepios1.jpg]" class="mycode_img" /><br />
<br />
W tych czasach żył centaur Chiron, jeden z najlepszych medytów jak i nauczyciel herosów, a przecież Asklepios jako syn Apolla był pół Bogiem, a więc również i herosem... Apollo oddając go pod opiekę Chirona dał mu zdolności uzdrowicielskie, a Asklepios okazał się bardzo pojętnym uczniem jednym z najlepszych jakich Chiron kiedykolwiek miał i bardzo szybko stał się najlepszym lekarzem jaki kiedykolwiek stąpał po ziemi - i mówię o zarówno o tamtych czasach jak i o tych. Poza tym... podczas kiedy większość Bogów i herosów raczej myślało o sobie i swoje zdolności wykorzystywali kiedy im było wygodnie, to Asklepios dzień i noc oddał się służbie ludzkiej a oni naprawdę go z całego serca kochali i byli mu wdzięczni, jednak pojawił się przez to problem... mianowicie, Hades zaczął święcić pustkami. Asklepios nie tylko potrafił wyleczyć każdą chorobę, ale również potrafił ściągnąć odeszłe już dusze z Hadesu z powrotem do życia czyli innymi słowy Asklepios potrafił wskrzesać zmarłych, co strasznie rozgniewało oczywiście mrocznego Boga podziemi... i poskarżył się na Asklepiosa Zeusowi, a ten w swej złości na taki stan rzeczy uderzył swym piorunem w syna Apolla. <br />
<br />
<br />
No i zaczęła się afera... Apollo ważył się zemścić na Bogu nad Bogami i zabił kilku Cyklopów, wściekły Zeus udobruchany jednak przez współczujące Boginie i Boginki zamiast wtrącić Apolla do Tartaru wysłał go jako zwykłego śmiertelnika na posługi na okres roku do króla Admeta. W między czasie Zeus się uspokoił i zrozumiał rozpacz swego syna, chcąc naprawić swój błąd zabrał Asklepiosa z Hadesu i umieścił na niebie dając mu na imię Wężownik, tam Asklepios nieśmiertelny wciąż przynosił ukojenie i ozdrowienie tym, którzy o to prosili... O było ich naprawdę wiele. <img src="http://witchcraft.com.pl/images/smilies/smile.png" alt=":)" title=":)" class="smilie smilie_1" /> <br />
<br />
<img src="http://cdn1.mowimyjak.smcloud.net/t/photos/t/2114/13_znak_zodiaku_jaki_jest_258306.jpg" loading="lazy"  alt="[Obrazek: 13_znak_zodiaku_jaki_jest_258306.jpg]" class="mycode_img" /><br />
<br />
Jednym z najsłyniejszych ośrodków kultu i światyń Asklepiosa była Epidaurus - tam ludzie gromadzili się często i często następowały wielkie uzdrowienia, nawet obłożni chorzy po spędzeniu nocy w tym cudownym sanktuarium budzili się rano całkowicie zdrowi i wolni od jakichkolwiek dolegliwości. Jednak myślę, że należy sie trochę cofnąć do miejsca w którym Asklepios zaczął występować jako Wężownik - dlaczego akurat Wężownik? Otóż Asklepios zawsze miał przy sobie laskę wokół, której były owinięte dwa węże - tak, oczywiście mowa o Kacedeuszu atrybucie Boga Hermesa. Węże jako symbol transformacji widocznie były nie tylko u Hermesa a potem Asklepiosa, również jego potomstwo miało atrybuty z tymi zwierzętami - jednym z takich atrybutów jest Czara/Kielich Boginki Hygieji.<br />
<br />
Czara:<br />
<img src="http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/d/d9/Bowl_hygeia.svg/130px-Bowl_hygeia.svg.png" loading="lazy"  alt="[Obrazek: 130px-Bowl_hygeia.svg.png]" class="mycode_img" /><br />
<br />
Hygieja:<br />
<img src="http://farm1.static.flickr.com/208/489971330_6221c26a92.jpg" loading="lazy"  alt="[Obrazek: 489971330_6221c26a92.jpg]" class="mycode_img" /><br />
<br />
Żoną Asklepiosa była pomniejsza Boginka zdrowia Epione, wraz z nią miał liczne potoństwo, między innymi właśnie Hygieję, ale także Panaceję, Iaso, Akeso, Ajgle - wszystkie one były w orszaku Asklepiosa gotowe wspomagać ojca podczas uzdrowień potrzebujących, ale najzdolniejszych to on miał synów... Machaon był internistą, a Podalejros chirurgiem. Przed nimi wielkimi lekarzami byli głownie Hermes, Apollo i Chiron ale Asklepios był z nich wszystkich najlepszy i od niego oraz jego dzieci zaczęła rozwijać się medycyna. <br />
<br />
Atrybutami Asklepiosa była szyszka sosnowa i wieniec laurowy, oczywiście również Laska Asklepiosa podobna i przez to czzęsto mylona z Kacedeuszem (Kacedeusz to dwa węże owinięte wokół laski, a laska Asklepiosa ma jednego węża).<br />
<br />
<img src="https://bobea85.files.wordpress.com/2014/05/rod-of-asclepius-vs-caduceus.png?w=365&amp;h=258" loading="lazy"  alt="[Obrazek: rod-of-asclepius-vs-caduceus.png?w=365&h=258]" class="mycode_img" />]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Historie niesamowite]]></title>
			<link>http://witchcraft.com.pl/showthread.php?tid=6074</link>
			<pubDate>Wed, 08 Oct 2014 19:52:41 +0200</pubDate>
			<dc:creator><![CDATA[<a href="http://witchcraft.com.pl/member.php?action=profile&uid=0">Ismena</a>]]></dc:creator>
			<guid isPermaLink="false">http://witchcraft.com.pl/showthread.php?tid=6074</guid>
			<description><![CDATA[<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Poniewaz zbliza sie Swieto Zmarlych, lub jak ktos woli Halloween, postanowiam zalozyc nowy temat.</span> Bede w nim zamieszczac historie paranormalne, ktore faktycznie mialy miejsce. Prosze rowniez uzytkownikow Forum, zeby opisywali historie i zdarzenia, ktore znaja. Zaczne od czegos, co wydarzylo sie dawno temu w moich rodzinnych stronach. *** <br />
"Wysoki kamień"<br />
<br />
„Każdy, kto weźmie do rąk mapę Gór Bardzkich i spojrzy na ich Grzbiet Wschodni, z łatwością znajdzie na niej szczyt o nazwie Wysoki Kamień (niemiecka nazwa: „Der Hohe Stein”). Znajduje się on mniej więcej w połowie linii prostej między wsią Laskówka a Przełęczą Łaszczowa. Wierzchołek góry jest dość płaski i wydłużony, z dwoma widocznymi niewielkimi wzniesieniami. Na jednym z nich znajduje się właśnie „Wysoki Kamień”, będący potężnym, wysokim i masywnym blokiem skalnym skrytym wśród drzew (…) „Wysoki Kamień” byłby wymarzonym miejscem na spacery, gdyby nie pewne wydarzenia z 1966 roku, które na zawsze odmieniły jego historię. Z rozmów ze świadkami, do których udało mi się dotrzeć i przeprowadzonej kwerendy w prasie z tamtych czasów udało się ustalić najważniejsze fakty. 16 lipca 1966 roku grupa czterech nastolatków, dla rozrywki, postanowiła przeprowadzić seans spirytystyczny i wywołać ducha. Podeszli do sprawy bardzo poważnie, zgromadziwszy wszystkie potrzebne przedmioty i przestudiowawszy dostępną literaturę na ten temat. Na miejsce owego seansu wybrali szczyt góry „Wysoki Kamień”, z uwagi na aurę tajemniczości, jaką roztaczało to miejsce wokół siebie i zupełne odludzie. Seans odbył się dokładnie o północy (…) Byli pewni, że nie wyjdzie z tego nic oprócz dobrej zabawy (…) Tuż po zakończeniu seansu nagle ucichł wiatr. Letnie, ciepłe powietrze zamarło i zgęstniało. Nie poruszało się ani jedno źdźbło trawy, ani jedna gałązka. Nastąpiła głucha cisza. Ognisko, które rozpalili, zgasło nagle, tak jakby po prostu ktoś je zdmuchnął. Przerażeni rzucili się do plecaków po latarki. W tym momencie usłyszeli szelest kroków. Coś lub ktoś zaczęło się poruszać biegiem, w szaleńczym pędzie, dookoła ich obozowiska. Łamiąc z trzaskiem gałęzie, poruszając krzaki, kołysząc mniejszymi drzewami. Świecąc latarkami w ciemnościach, w kierunkach skąd dobywały się te dźwięki, widzieli tylko ruszające się gałęzie i drzewa. Spanikowali. Rzucili się do ucieczki na oślep w dół zbocza. Do najbliższej wsi Laskówki, dotarło tylko dwóch. Byli wykończeni, przerażeni i cali pokaleczeni nocnym biegiem po lesie. Nikt nie chciał im uwierzyć w to co opowiadali. Od razu wezwano milicję. Rankiem po dwóch dniach od zdarzenia, rozpoczęto poszukiwania dwójki, która była w noc wywoływania duchów na górze i nie wróciła do tej pory. Trwały one sześć dni. Sześć dni, w czasie których przeczesano góry na całej szerokości, od Barda po szosę Kłodzko-Złoty Stok. Chłopaków nigdy nie odnaleziono. Zostali uznani oficjalnie za zaginionych. Po tym zdarzeniu pozostała dwójka miała co noc koszmary senne o swojej śmierci. W każdym śnie występowała niewyraźna, wysoka postać o imieniu Aargaroth (pisownia zachowana według wywiadu jednego z chłopaków dla gazety), która – jak mówili nastolatkowie – patrzyła jak umierają. Pierwszy z nich zniknął bez wieści 24 lipca, osiem dni po wydarzeniu, drugi zaś dwa dni później tj. 26 lipca 1966 roku. Nigdy ich nie odnaleziono. Od 16 lipca 1966 roku do czasów dzisiejszych istnieje łącznie osiem udokumentowanych przypadków zaginięć osób, które były w dni poprzedzające zaginięcie na Wysokim Kamieniu. W większości byli to pracownicy leśni. Obecnie zbocza „Wysokiego Kamienia” porasta najgęstszy i najbardziej niedostępny las w całych Górach Bardzkich. Ci, którzy wracają z góry, zawsze w dzień, opowiadają o niesamowitych rzeczach, jakie dzieją się na samym jej szczycie. Jak do tej pory nikt nigdy nie zdecydował się zostać tam po zmroku. Mówią, że strach ma wielkie oczy, ale na „Der Hohe Stein” czuć nie tylko jego wzrok na sobie, ale także dotyk…”.  Zrodlo- internet]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Poniewaz zbliza sie Swieto Zmarlych, lub jak ktos woli Halloween, postanowiam zalozyc nowy temat.</span> Bede w nim zamieszczac historie paranormalne, ktore faktycznie mialy miejsce. Prosze rowniez uzytkownikow Forum, zeby opisywali historie i zdarzenia, ktore znaja. Zaczne od czegos, co wydarzylo sie dawno temu w moich rodzinnych stronach. *** <br />
"Wysoki kamień"<br />
<br />
„Każdy, kto weźmie do rąk mapę Gór Bardzkich i spojrzy na ich Grzbiet Wschodni, z łatwością znajdzie na niej szczyt o nazwie Wysoki Kamień (niemiecka nazwa: „Der Hohe Stein”). Znajduje się on mniej więcej w połowie linii prostej między wsią Laskówka a Przełęczą Łaszczowa. Wierzchołek góry jest dość płaski i wydłużony, z dwoma widocznymi niewielkimi wzniesieniami. Na jednym z nich znajduje się właśnie „Wysoki Kamień”, będący potężnym, wysokim i masywnym blokiem skalnym skrytym wśród drzew (…) „Wysoki Kamień” byłby wymarzonym miejscem na spacery, gdyby nie pewne wydarzenia z 1966 roku, które na zawsze odmieniły jego historię. Z rozmów ze świadkami, do których udało mi się dotrzeć i przeprowadzonej kwerendy w prasie z tamtych czasów udało się ustalić najważniejsze fakty. 16 lipca 1966 roku grupa czterech nastolatków, dla rozrywki, postanowiła przeprowadzić seans spirytystyczny i wywołać ducha. Podeszli do sprawy bardzo poważnie, zgromadziwszy wszystkie potrzebne przedmioty i przestudiowawszy dostępną literaturę na ten temat. Na miejsce owego seansu wybrali szczyt góry „Wysoki Kamień”, z uwagi na aurę tajemniczości, jaką roztaczało to miejsce wokół siebie i zupełne odludzie. Seans odbył się dokładnie o północy (…) Byli pewni, że nie wyjdzie z tego nic oprócz dobrej zabawy (…) Tuż po zakończeniu seansu nagle ucichł wiatr. Letnie, ciepłe powietrze zamarło i zgęstniało. Nie poruszało się ani jedno źdźbło trawy, ani jedna gałązka. Nastąpiła głucha cisza. Ognisko, które rozpalili, zgasło nagle, tak jakby po prostu ktoś je zdmuchnął. Przerażeni rzucili się do plecaków po latarki. W tym momencie usłyszeli szelest kroków. Coś lub ktoś zaczęło się poruszać biegiem, w szaleńczym pędzie, dookoła ich obozowiska. Łamiąc z trzaskiem gałęzie, poruszając krzaki, kołysząc mniejszymi drzewami. Świecąc latarkami w ciemnościach, w kierunkach skąd dobywały się te dźwięki, widzieli tylko ruszające się gałęzie i drzewa. Spanikowali. Rzucili się do ucieczki na oślep w dół zbocza. Do najbliższej wsi Laskówki, dotarło tylko dwóch. Byli wykończeni, przerażeni i cali pokaleczeni nocnym biegiem po lesie. Nikt nie chciał im uwierzyć w to co opowiadali. Od razu wezwano milicję. Rankiem po dwóch dniach od zdarzenia, rozpoczęto poszukiwania dwójki, która była w noc wywoływania duchów na górze i nie wróciła do tej pory. Trwały one sześć dni. Sześć dni, w czasie których przeczesano góry na całej szerokości, od Barda po szosę Kłodzko-Złoty Stok. Chłopaków nigdy nie odnaleziono. Zostali uznani oficjalnie za zaginionych. Po tym zdarzeniu pozostała dwójka miała co noc koszmary senne o swojej śmierci. W każdym śnie występowała niewyraźna, wysoka postać o imieniu Aargaroth (pisownia zachowana według wywiadu jednego z chłopaków dla gazety), która – jak mówili nastolatkowie – patrzyła jak umierają. Pierwszy z nich zniknął bez wieści 24 lipca, osiem dni po wydarzeniu, drugi zaś dwa dni później tj. 26 lipca 1966 roku. Nigdy ich nie odnaleziono. Od 16 lipca 1966 roku do czasów dzisiejszych istnieje łącznie osiem udokumentowanych przypadków zaginięć osób, które były w dni poprzedzające zaginięcie na Wysokim Kamieniu. W większości byli to pracownicy leśni. Obecnie zbocza „Wysokiego Kamienia” porasta najgęstszy i najbardziej niedostępny las w całych Górach Bardzkich. Ci, którzy wracają z góry, zawsze w dzień, opowiadają o niesamowitych rzeczach, jakie dzieją się na samym jej szczycie. Jak do tej pory nikt nigdy nie zdecydował się zostać tam po zmroku. Mówią, że strach ma wielkie oczy, ale na „Der Hohe Stein” czuć nie tylko jego wzrok na sobie, ale także dotyk…”.  Zrodlo- internet]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Romulus i Remus]]></title>
			<link>http://witchcraft.com.pl/showthread.php?tid=6338</link>
			<pubDate>Mon, 08 Sep 2014 23:57:34 +0200</pubDate>
			<dc:creator><![CDATA[<a href="http://witchcraft.com.pl/member.php?action=profile&uid=5090">Lossen</a>]]></dc:creator>
			<guid isPermaLink="false">http://witchcraft.com.pl/showthread.php?tid=6338</guid>
			<description><![CDATA[<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><img src="http://www.sprachenstudio.net/RomulusetRemus/romulusremus1.jpg" loading="lazy"  alt="[Obrazek: romulusremus1.jpg]" class="mycode_img" /></div>
<br />
Na początku chciałem opisać cały ich życiorys, jednak wyszłoby naprawdę sporo tekstu, na który niestety nie mam czasu, więc skupię się jedynie na ich młodzieńczych latach.<br />
<br />
Romulus i Remus to słynne bliźniaki z mitologii rzymskiej. Narodzeni zostali przez Rea'ę Sylwię. Ich ojcem był sam bóg wojny, Mars.<br />
<br />
Romulus i Remus zostali odseparowani od swojej rodzicielki, gdyż samo ich pojawienie się bardzo nie spodobało się władcy, tyranowi Amuliusowi. Dzieci były wnukami poprzedniego króla, z którym zacięcie musiał walczyć, gdyż tamten miał wśród ludu spore poparcie i szacunek. Rozzłoszczony monarcha skazał dzieci na śmierć, miały zostać wyrzucone do Tybru w koszyku. Sama matka skończyła z wyrokiem śmierci poprzez zagłodzenie.<br />
<br />
Jak postanowił władca, tak uczyniono. Koszyk z dziećmi wrzucony został do rzeki, która poniosła ich bardzo daleko, w okolice wzgórza nazywanego Palatynem. Była to kraina dzika, zamieszkała przez ludy pasterskie i rolnicze. Koszyk z chłopcami zatrzymał się pod drzewem figowym. Niemowlęta łkały, jednak nikt nie słyszał ich krzyku. Wyjątkiem była wilczyca, która zdziwiona całą sytuacją nakarmiła je własnym mlekiem. Sytuacja ta powtarzała się cały czas - codziennie wilczyca odwiedzała dzieci, karmiąc je własnym mlekiem. Nie raz zdarzało się, że jako matka wilcząt brakowało jej już pokarmu, wtedy też z pomocą przylatywał dzięcioł (ptak poświęcony Marsowi), który dostarczał owoce.<br />
<br />
Wilczyca zajmowała się nimi do czasu, aż w okolicy nie pojawił się pasterz imieniem Faustulus. Pewnego razu zauważył kręcącą się wilczycę w towarzystwie dzięcioła. Zachowanie to wydało mu się dziwne, tak więc postanowił sprawdzić co się dzieje.<br />
<br />
Jak zwykle karmiła własnym mlekiem i odchodziła. Wtedy to korzystając z okazji, pasterz zbliżył się do tajemniczego koszyka z zawiniątkiem. Wielce zdziwił się na widok dwójki małych chłopców. Bez zastanowienia chwycił za kosz, udając się z powrotem na swoje gospodarstwo, by podzielić się nowiną ze swoją żoną. Chciał ich wychować jak własnych synów. Żona bardzo ucieszyła się z takiego obrotu spraw, gdyż małżeństwo starało się o własne potomstwo, niestety bezskutecznie.<br />
<br />
Wraz z upływem czasu, chłopcy wyrośli na silnych i przystojnych młodzieńców. Cechowała ich duża sprawność umysłowa, oraz fizyczna. Zdecydowanie wyróżniali się na tle rówieśników. W końcu płynęła w nich królewska krew, z której istnienia nie zdawali sobie sprawy. Z pomocą swoich zdolności, udało im się wywalczyć silną pozycję na wzgórzu, które praktycznie było małym miastem, oddzielonym od reszty społeczeństwa.<br />
<br />
Pewnego południa wybuchł spory konflikt, dotyczący poglądów na władzę. Część pasterzy było zwolennikami dawnego króla Numitora (dziadka naszych bohaterów), zaś kolejna część wstawiało się za obecnym władcą, Amuliusem. Po tej właśnie stronie opowiedzieli się Romulus i Remus. W wyniku sporu rozpętała się bójka, którą wygrali liczniejsi zwolennicy Numitora. Romulus, wraz z garstką pasterzy zbiegł, zaś Remus został pojmany, skrępowany i wzięty do niewoli. Spętany, postawiony został przed obliczem dawnego władcy, który tak naprawdę nie miał prawie żadnej władzy, jednak budził respekt wśród swoich dawnych poddanych.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><img src="http://www.sprachenstudio.net/RomulusetRemus/romulusremus1.jpg" loading="lazy"  alt="[Obrazek: romulusremus1.jpg]" class="mycode_img" /></div>
<br />
Na początku chciałem opisać cały ich życiorys, jednak wyszłoby naprawdę sporo tekstu, na który niestety nie mam czasu, więc skupię się jedynie na ich młodzieńczych latach.<br />
<br />
Romulus i Remus to słynne bliźniaki z mitologii rzymskiej. Narodzeni zostali przez Rea'ę Sylwię. Ich ojcem był sam bóg wojny, Mars.<br />
<br />
Romulus i Remus zostali odseparowani od swojej rodzicielki, gdyż samo ich pojawienie się bardzo nie spodobało się władcy, tyranowi Amuliusowi. Dzieci były wnukami poprzedniego króla, z którym zacięcie musiał walczyć, gdyż tamten miał wśród ludu spore poparcie i szacunek. Rozzłoszczony monarcha skazał dzieci na śmierć, miały zostać wyrzucone do Tybru w koszyku. Sama matka skończyła z wyrokiem śmierci poprzez zagłodzenie.<br />
<br />
Jak postanowił władca, tak uczyniono. Koszyk z dziećmi wrzucony został do rzeki, która poniosła ich bardzo daleko, w okolice wzgórza nazywanego Palatynem. Była to kraina dzika, zamieszkała przez ludy pasterskie i rolnicze. Koszyk z chłopcami zatrzymał się pod drzewem figowym. Niemowlęta łkały, jednak nikt nie słyszał ich krzyku. Wyjątkiem była wilczyca, która zdziwiona całą sytuacją nakarmiła je własnym mlekiem. Sytuacja ta powtarzała się cały czas - codziennie wilczyca odwiedzała dzieci, karmiąc je własnym mlekiem. Nie raz zdarzało się, że jako matka wilcząt brakowało jej już pokarmu, wtedy też z pomocą przylatywał dzięcioł (ptak poświęcony Marsowi), który dostarczał owoce.<br />
<br />
Wilczyca zajmowała się nimi do czasu, aż w okolicy nie pojawił się pasterz imieniem Faustulus. Pewnego razu zauważył kręcącą się wilczycę w towarzystwie dzięcioła. Zachowanie to wydało mu się dziwne, tak więc postanowił sprawdzić co się dzieje.<br />
<br />
Jak zwykle karmiła własnym mlekiem i odchodziła. Wtedy to korzystając z okazji, pasterz zbliżył się do tajemniczego koszyka z zawiniątkiem. Wielce zdziwił się na widok dwójki małych chłopców. Bez zastanowienia chwycił za kosz, udając się z powrotem na swoje gospodarstwo, by podzielić się nowiną ze swoją żoną. Chciał ich wychować jak własnych synów. Żona bardzo ucieszyła się z takiego obrotu spraw, gdyż małżeństwo starało się o własne potomstwo, niestety bezskutecznie.<br />
<br />
Wraz z upływem czasu, chłopcy wyrośli na silnych i przystojnych młodzieńców. Cechowała ich duża sprawność umysłowa, oraz fizyczna. Zdecydowanie wyróżniali się na tle rówieśników. W końcu płynęła w nich królewska krew, z której istnienia nie zdawali sobie sprawy. Z pomocą swoich zdolności, udało im się wywalczyć silną pozycję na wzgórzu, które praktycznie było małym miastem, oddzielonym od reszty społeczeństwa.<br />
<br />
Pewnego południa wybuchł spory konflikt, dotyczący poglądów na władzę. Część pasterzy było zwolennikami dawnego króla Numitora (dziadka naszych bohaterów), zaś kolejna część wstawiało się za obecnym władcą, Amuliusem. Po tej właśnie stronie opowiedzieli się Romulus i Remus. W wyniku sporu rozpętała się bójka, którą wygrali liczniejsi zwolennicy Numitora. Romulus, wraz z garstką pasterzy zbiegł, zaś Remus został pojmany, skrępowany i wzięty do niewoli. Spętany, postawiony został przed obliczem dawnego władcy, który tak naprawdę nie miał prawie żadnej władzy, jednak budził respekt wśród swoich dawnych poddanych.]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[O 12 chińskich znakach]]></title>
			<link>http://witchcraft.com.pl/showthread.php?tid=6337</link>
			<pubDate>Sat, 06 Sep 2014 14:14:58 +0200</pubDate>
			<dc:creator><![CDATA[<a href="http://witchcraft.com.pl/member.php?action=profile&uid=5470">Zawieniewmagii</a>]]></dc:creator>
			<guid isPermaLink="false">http://witchcraft.com.pl/showthread.php?tid=6337</guid>
			<description><![CDATA[O 12 chińskich znakach .<br />
<br />
Kiedyś, kiedy ludzie nie umieli liczyć czasu, Jadeitowy Cesarz - władca Nieba, postanowił to zmienić i tak oto zapowiedział wszystkim zwierzętom konkurs, pierwsze 12 zwycięzców nagrodzi ranga Patrona Roku. Największym trudem było pokonanie rwącej rzeki, a potem z górki szybciutko do mety. Ale... dwójka najlepszych przyjaciół - Kot i Szczur mieli pewien ogromny problem, a mianowicie? Nie umieli pływać. Wzięli więc za serce Woła, a serce miał ogromne i wziął przyjaciół na swój grzbiet... kiedy już prawie przepłynęli rzekę, Szczur zaczął się bać... przecież Kot jest bardzo szybki i zwinny! I tak oto Kot wylądował w rzece, przez zwycięskiego i cwanego Szczura, Koty jak wiadomo są pamiętliwe... co można zauważyć w ich dzisiejszym stosunku do Szczurów, ich potomkach Myszach oraz kuzynach chomikach. :d Nietrudno się domyślić kto przekroczyć metę jako drugi... tak, to był Wół - Złote Serce.  Trzeci dobiegł do Jadeitowego Cesarza wymęczony Tygrys, ledwo stojący - Cesarz zapytał się go, co mu się stało, a Tygrys odpowiedział, że rzeka ciągle znosiła go w dół i nie pozwalała się przepłynąć, ale był wytrwały, silny i zdeterminowany, i wygrał potyczkę z rzeką! I tak Tygrys został opiekunem trzeciego roku z dwunastu lat. Nagle pojawił się Królik, który także nie umiał pływać (jak Szczur i Kot), ale znalazł mądre rozwiązanie, przebył rzekę skacząc z kamienia na kamień, a kiedy kamienie się skończyły, szczęście się do niego uśmiechnęło i pojawiła się kłoda, która zawiozła go na drugi koniec rzeki. Wtem nadleciał Smok, Cesarz się spodziewał go jako pierwszego, wszak Smok umiał i pływać, i latać! Smok powiedział, że nie nie mógł pozwolić ludziom cierpieć z powodu suszy, musiał im pomoc więc wywołał deszcz, a kiedy latał nad rzeką, zobaczył Królika na kłodzie, którego to rzeka zaczynała znosić, więc Smok się zatrzymał i ukierunkowując odpowiednio podmuch wiatru sprawił, że kłoda bezpiecznie zawiozła Królika na brzeg. Wtedy do mety zbliżał się Koń, nagle jednak zza jego kopyt coś przemknęło sprawiając, że Koń się przestraszył i się cofnął gwałtownie. To był Wąż mianowany patronem piątego roku, siódmym został Koń. Następni byli: Baran, Małpa i Kogut, którzy nie mieli tak naprawdę zamiaru brać udziału w konkursie... ale Kogut dostrzegł tratwę ze wzgórza, wziął ze sobą Barana i Małpę i wspólnymi siłami dotarli do brzegu - Cesarz dal Baranowi ósmy rok, Małpie dziewiąty, a Kogutowi dziesiąty. Jako jedenasty przybył Pies, który był doskonałym pływakiem, wiec czemu przybył dopiero jako jedenasty? Ponieważ Pies oddal się przyjemności pływania i zabawy w wodzie. Bardzo długo czekali na dwunaste miejsce... jednak wciąż nikt nie nadchodził, Cesarz już miał ogłosić koniec, kiedy na metę sturlała się Świnia - okazuje się, że po drodze zgłodniała, wiec zatrzymała się aby coś zjeść - zjadła za dużo, gdyż po posiłku stanęła się bardzo senna i zasnęła i tak oto Świnia zajęła ostatnie dwunaste miejsce wiec i dwunasty rok.<br />
<span style="color: #FF0000;" class="mycode_color"><br />
Pozwoliłem sobie poprawić większe błędy. Bo było ciężko to przeczytać. Pracuj nad pisownią. // Tetram </span>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[O 12 chińskich znakach .<br />
<br />
Kiedyś, kiedy ludzie nie umieli liczyć czasu, Jadeitowy Cesarz - władca Nieba, postanowił to zmienić i tak oto zapowiedział wszystkim zwierzętom konkurs, pierwsze 12 zwycięzców nagrodzi ranga Patrona Roku. Największym trudem było pokonanie rwącej rzeki, a potem z górki szybciutko do mety. Ale... dwójka najlepszych przyjaciół - Kot i Szczur mieli pewien ogromny problem, a mianowicie? Nie umieli pływać. Wzięli więc za serce Woła, a serce miał ogromne i wziął przyjaciół na swój grzbiet... kiedy już prawie przepłynęli rzekę, Szczur zaczął się bać... przecież Kot jest bardzo szybki i zwinny! I tak oto Kot wylądował w rzece, przez zwycięskiego i cwanego Szczura, Koty jak wiadomo są pamiętliwe... co można zauważyć w ich dzisiejszym stosunku do Szczurów, ich potomkach Myszach oraz kuzynach chomikach. :d Nietrudno się domyślić kto przekroczyć metę jako drugi... tak, to był Wół - Złote Serce.  Trzeci dobiegł do Jadeitowego Cesarza wymęczony Tygrys, ledwo stojący - Cesarz zapytał się go, co mu się stało, a Tygrys odpowiedział, że rzeka ciągle znosiła go w dół i nie pozwalała się przepłynąć, ale był wytrwały, silny i zdeterminowany, i wygrał potyczkę z rzeką! I tak Tygrys został opiekunem trzeciego roku z dwunastu lat. Nagle pojawił się Królik, który także nie umiał pływać (jak Szczur i Kot), ale znalazł mądre rozwiązanie, przebył rzekę skacząc z kamienia na kamień, a kiedy kamienie się skończyły, szczęście się do niego uśmiechnęło i pojawiła się kłoda, która zawiozła go na drugi koniec rzeki. Wtem nadleciał Smok, Cesarz się spodziewał go jako pierwszego, wszak Smok umiał i pływać, i latać! Smok powiedział, że nie nie mógł pozwolić ludziom cierpieć z powodu suszy, musiał im pomoc więc wywołał deszcz, a kiedy latał nad rzeką, zobaczył Królika na kłodzie, którego to rzeka zaczynała znosić, więc Smok się zatrzymał i ukierunkowując odpowiednio podmuch wiatru sprawił, że kłoda bezpiecznie zawiozła Królika na brzeg. Wtedy do mety zbliżał się Koń, nagle jednak zza jego kopyt coś przemknęło sprawiając, że Koń się przestraszył i się cofnął gwałtownie. To był Wąż mianowany patronem piątego roku, siódmym został Koń. Następni byli: Baran, Małpa i Kogut, którzy nie mieli tak naprawdę zamiaru brać udziału w konkursie... ale Kogut dostrzegł tratwę ze wzgórza, wziął ze sobą Barana i Małpę i wspólnymi siłami dotarli do brzegu - Cesarz dal Baranowi ósmy rok, Małpie dziewiąty, a Kogutowi dziesiąty. Jako jedenasty przybył Pies, który był doskonałym pływakiem, wiec czemu przybył dopiero jako jedenasty? Ponieważ Pies oddal się przyjemności pływania i zabawy w wodzie. Bardzo długo czekali na dwunaste miejsce... jednak wciąż nikt nie nadchodził, Cesarz już miał ogłosić koniec, kiedy na metę sturlała się Świnia - okazuje się, że po drodze zgłodniała, wiec zatrzymała się aby coś zjeść - zjadła za dużo, gdyż po posiłku stanęła się bardzo senna i zasnęła i tak oto Świnia zajęła ostatnie dwunaste miejsce wiec i dwunasty rok.<br />
<span style="color: #FF0000;" class="mycode_color"><br />
Pozwoliłem sobie poprawić większe błędy. Bo było ciężko to przeczytać. Pracuj nad pisownią. // Tetram </span>]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Mit o Śmierci Baldra]]></title>
			<link>http://witchcraft.com.pl/showthread.php?tid=6335</link>
			<pubDate>Thu, 04 Sep 2014 17:44:35 +0200</pubDate>
			<dc:creator><![CDATA[<a href="http://witchcraft.com.pl/member.php?action=profile&uid=3861">Nina</a>]]></dc:creator>
			<guid isPermaLink="false">http://witchcraft.com.pl/showthread.php?tid=6335</guid>
			<description><![CDATA[Mit o Śmierci Baldra. <br />
<br />
<br />
Baldr Bóg światła i wiosny, kochany przez wszystkich, ludzi, Bogów, Naturę, wnoszący szczęście i uśmiech na świecie stał się nagle smutny i melancholijny... jego matka Frigg, którą męczyły sny o umierającym Baldrze bardzo się zaniepokoiła, szczęśliwy na ogół Baldr cierpiał a wraz z nim, także i Natura, szczęście i spokój na świecie bardzo spadły na jakości... Frigg podzieliła się swoimi obawami z Odynem, próbowali porozmawiać z Baldrem, ale on ciągle mówił ze nic się nie stało, poza tym że ma sny o śmierci... a więc jego ojciec, Odyn wziął swojego ośmionogiego konia i poleciał na nim do krainy zmarłych Hel, zapytać o przeznaczenie Baldra... spotkał tam ducha, strażniczkę Hel zwaną Wala, a ta zdradziła mu, że Baldra zabije jego ślepy brat Hodur. Frigg kazała przysiąc każdej istocie na ziemi, że nie skrzywdzi Baldra - wszystkie elfy, olbrzymy, kamienie, rośliny, drzewa... skłoniła wszystkich do przysięgi, co nie było zresztą trudne, bo wszyscy bardzo kochali Baldra i nie chcieli jego śmierci. Jednak... podstępny Loki chciał. Był zazdrosny o Baldra, ludzie bardziej i częściej go czcili niz. jego, wysławiali go ponad nim. Przebrał się za żebraczkę i dowiedział sie od Frigg w sekrecie, że zapomniała o jednej roślince... była to Jemioła, jednak Frigg nie przejmowała sie tym, przecież to taka słaba i łagodna roślinka ... Loki poszedł do Dębu i zerwał z niego Jemiole, po czym wrócił do Asgardu gdzie Bogowie zabawiali sie w rzucaniem strzałami, i bronią do Baldra, które go omijały nie czyniąc mu krzywdy... no, wszyscy poza Hodurem, który był ślepy... Loki podszedł do niego ze strzałą zrobioną z Jemioły i pokierował nim jak ma strzelić do Baldra... padł martwy na ziemie, Nannie jego żonie pękło serce i umarła wtulona w zmarłego męża... Zemsty uniknął Hodur, gdyż wstawił się za nim Odyn mówiąc, iż Hodur był tylko narzędziem w rękach przeznaczenia... Frigg po raz pierwszy zapłakała. Odyn szepnął Baldrowi coś do ucha podczas pochowku. I nastała nowa nadzieja...<br />
Może uda się zmiękczyć Hel? Wysłano tak więc posłańca, Hermodura do Krainy Zmarłych, Odyn dał mu swego Slephnira, który znając drogę sam go zawiezie do Hel. Hermodur prosił i błagał Hel... ale powiedziała, że nikt nie wraca z Królestwa Zmarłych, jednak zrobi wyjątek, jeśli wszystkie istoty na świecie będą opłakiwać Baldra to go zwróci. Hermodur poszedł zanieść wiadomość Bogom, Frigg rozesłała Alby - duchy podziemia, aby przekazały wszystkim wiadomość - jednak na próżno, nie było istoty, która by już nie opłakiwała Baldra. Jednak... kiedy Alby juz wracały do Asgardu natknęły się na bezlitosną olbrzymkę - Thurg, nie żal jej było Baldra i nie udało się jej namówić, aby przyłączyła się do żałoby... Baldr pozostał wiec w Hel. W innym micie Loki nie opatrznie przyznał się do wrobienia Hodura, został uwięziony w jaskini a nad jego glową jest wąż, z którego kapie jad dający niewyobrażalny ból.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[Mit o Śmierci Baldra. <br />
<br />
<br />
Baldr Bóg światła i wiosny, kochany przez wszystkich, ludzi, Bogów, Naturę, wnoszący szczęście i uśmiech na świecie stał się nagle smutny i melancholijny... jego matka Frigg, którą męczyły sny o umierającym Baldrze bardzo się zaniepokoiła, szczęśliwy na ogół Baldr cierpiał a wraz z nim, także i Natura, szczęście i spokój na świecie bardzo spadły na jakości... Frigg podzieliła się swoimi obawami z Odynem, próbowali porozmawiać z Baldrem, ale on ciągle mówił ze nic się nie stało, poza tym że ma sny o śmierci... a więc jego ojciec, Odyn wziął swojego ośmionogiego konia i poleciał na nim do krainy zmarłych Hel, zapytać o przeznaczenie Baldra... spotkał tam ducha, strażniczkę Hel zwaną Wala, a ta zdradziła mu, że Baldra zabije jego ślepy brat Hodur. Frigg kazała przysiąc każdej istocie na ziemi, że nie skrzywdzi Baldra - wszystkie elfy, olbrzymy, kamienie, rośliny, drzewa... skłoniła wszystkich do przysięgi, co nie było zresztą trudne, bo wszyscy bardzo kochali Baldra i nie chcieli jego śmierci. Jednak... podstępny Loki chciał. Był zazdrosny o Baldra, ludzie bardziej i częściej go czcili niz. jego, wysławiali go ponad nim. Przebrał się za żebraczkę i dowiedział sie od Frigg w sekrecie, że zapomniała o jednej roślince... była to Jemioła, jednak Frigg nie przejmowała sie tym, przecież to taka słaba i łagodna roślinka ... Loki poszedł do Dębu i zerwał z niego Jemiole, po czym wrócił do Asgardu gdzie Bogowie zabawiali sie w rzucaniem strzałami, i bronią do Baldra, które go omijały nie czyniąc mu krzywdy... no, wszyscy poza Hodurem, który był ślepy... Loki podszedł do niego ze strzałą zrobioną z Jemioły i pokierował nim jak ma strzelić do Baldra... padł martwy na ziemie, Nannie jego żonie pękło serce i umarła wtulona w zmarłego męża... Zemsty uniknął Hodur, gdyż wstawił się za nim Odyn mówiąc, iż Hodur był tylko narzędziem w rękach przeznaczenia... Frigg po raz pierwszy zapłakała. Odyn szepnął Baldrowi coś do ucha podczas pochowku. I nastała nowa nadzieja...<br />
Może uda się zmiękczyć Hel? Wysłano tak więc posłańca, Hermodura do Krainy Zmarłych, Odyn dał mu swego Slephnira, który znając drogę sam go zawiezie do Hel. Hermodur prosił i błagał Hel... ale powiedziała, że nikt nie wraca z Królestwa Zmarłych, jednak zrobi wyjątek, jeśli wszystkie istoty na świecie będą opłakiwać Baldra to go zwróci. Hermodur poszedł zanieść wiadomość Bogom, Frigg rozesłała Alby - duchy podziemia, aby przekazały wszystkim wiadomość - jednak na próżno, nie było istoty, która by już nie opłakiwała Baldra. Jednak... kiedy Alby juz wracały do Asgardu natknęły się na bezlitosną olbrzymkę - Thurg, nie żal jej było Baldra i nie udało się jej namówić, aby przyłączyła się do żałoby... Baldr pozostał wiec w Hel. W innym micie Loki nie opatrznie przyznał się do wrobienia Hodura, został uwięziony w jaskini a nad jego glową jest wąż, z którego kapie jad dający niewyobrażalny ból.]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Początek świata wg. mitologii skandynawskiej]]></title>
			<link>http://witchcraft.com.pl/showthread.php?tid=6336</link>
			<pubDate>Thu, 04 Sep 2014 16:27:42 +0200</pubDate>
			<dc:creator><![CDATA[<a href="http://witchcraft.com.pl/member.php?action=profile&uid=3860">salut</a>]]></dc:creator>
			<guid isPermaLink="false">http://witchcraft.com.pl/showthread.php?tid=6336</guid>
			<description><![CDATA[Początek świata wg. mitologii skandynawskiej.<br />
<br />
<br />
Na początku był Chaos, pustka, próżnia czyli Grrinnungapap, na północ od niej był Niflheim - kraina lodu i ciemności zaś na południu była kraina ognia, mnóstwo buchająch wulkanów palących ziemie i rzeki z lawy - ten kraj nazył sie Muspellheim. A w kosmosie dryfowało nasionko jesionu Yggdrasil. Po setkach, może tysiącach rzeka umiejscowiona w Nifheilmie o nazwie Elivlgor dopłyneła aż do pustki Ginnungapap wypełniajając ją, jednak rzeka zamarzła, roztopiło ją ciepło południowego Muspellheim i wtedy narodził się Ymir - pierwszy obrzym. Był słaby, nie miał jedzenia więc krowa o imieniu Audumla powstała tuż za nim z góry lodowej, wykarmiła Ymira swoim mlekiem, kiedy Ymir był już silny sprządził potomstwo. Z jego nogi urodził się sześciogłowy syn któremu dał na imię Thrudgelmir, zaś z jego potu spod pach narodziła się córka Ymira i syn. I tak nazwali się rodem Thursów. Natomiast krowa Audumla poszła lizać osolony lód Nifheimu, lizała długo i tak narodził się Buri, który jak się okazało miał wielką magiczna moc. Jednak krowa nie wylizała mu żony, więc poszedł do Thrumsów, ale oni nie chcieli mu dać żony, ani przyjać do swojego rodu, bo nie był z nimi spokrewniony.<br />
<br />
Tak więc wściekły Buri pomyślał, że skoro po dobroci się nie dało to wezmie sobie żonę siłą, i tak oto porwał olbrzymkę Bestię z którą miał trzech synów - Odyna, Wilego i We. <br />
<br />
Dostali oni misje zemsty na Thursach i cała magiczną moc swojego ojca - Buriego. <br />
<br />
Synowie postanowili jednocześnie spełnić wolę ojca jak i zaspokoić swoje ambicje stworzenia nowego świata. Dorwali Ymira i zabili go, (reszta olbrzymów uciekła ze strachu jednak wszyscy się potopili w krwi Ymira oprócz Bergalmira i jego żony), potem go rozszarpali. I tak z ciała Ymira stworzyli ziemie, z krwi morza, z włosów lasy, z zębów skały i kamienie, z kości zaś góry, z głowy zrobili niebo a wylewającego się z niej mózgu powstały chmury, natomiast z rzęs Ymira ogrodzili nowy świat przed olbrzymami - a nawet nowy świat nazwali Midgard co znaczy "Środkowa Kraina" bo w rzeczy samej Bogowie stworzyli nasz świat wokół innych.<br />
<br />
Potem Bogowie stworzyli gwiazdy oraz planety i zaczeli się zastanawiać jak będą liczyć czas. Ale jest przecież córka obrzyma Nott (Noc) i jej dziecko Dag (Dzień) - tak więc stworzyli dla nich rydwany konie -  dla Daga biały koń Skinfaxe i złoty rydwan a dla Nott czarny o imieniu Hrimfaxe i srebrny rydwan - ten miał oszronioną grzywę i kiedy ciągnął Nott zostawiał rosę i szron następnie nadjeżdżał Dag. Potem Bogowie zrobili Słońce i Księżyc także z płomieniu Muspwllheimu - Słońce wsadzili do rydwanu Daga a Księżyc do rydwanu Nott. <br />
<br />
Alfy... hm. W niektórych żrodłach podają, że te piękne istoty przybyły z daleka i miały już w niebie swój kraj znany Alfheim który sami wybudowali, w innych mówią, że Asowie (Bogowie z Asgardu) je stowrzyli i wybudowali niebiański Alfheim zaś inne że zrobili to Wanie (Bogowie pierwszego pokolenia, nie wiadomo skąd się wzieli) - co by było prawdą, mniejsza. Alfy przysięgły lojalnie służyć Bogom i wspierać ich. Następnie Bogowie chcieli więcej, starali się skopiować Alfy tworząc nowe stworzenia z krwi i kości Ymira - jednak Krasnoludy były obrzydliwe i niezdarne, na dodatek promienie Słoneczne zamieniało je w kamień - tak więc Bogowie wybudowali Krasnoludom w podziemii nowy świat zwany Svartalfheimem, a tam Kranoludy z gliny ulepiły reszte swojego rodu.<br />
<br />
Potem w Midgardzie wybrali najpiękniejsze miejsce i wybudowali Asgard nad Alfheimem i Wanatheimem (ojczyzną Wanów).<br />
<br />
Pewnego dnia Loki (Bog Ognia z rodu Ognistych Olbrzymów które  mieszkaja w Muspeillheim) przechadzał się ze swoim bratem Odynem (złożyli sobie krwawą przysiegę) i Hónkrem i Loki patrząc na dwa drzewa - jesion i wiąz i spytał Odyna co myśli o nowym plemieniu. I tak z jesionu powstał mężczyzna o imieniu Ask i z wiązu kobieta o imieniu Embla - ale nie byli żywi, więc Odyn dał im oddachanie, Hónir dusze zaś Loki przepływającą krew. I tak powstali ludzie, którzy szybko zapełnili Midgard, jednemu z ludzi urodziły się bliżnięta - Sol i Mani, nierozważny człowiek wychwalał urodę swych dzieci przy których jak mówił Asynie mogą się schować. Wściekłe Boginie kazały Lokiemu porwać dzieci, porwał i przyprowadził do Bogiń, które wściekły się jeszcze bardziej widząc iż uroda dzieci naprawdę poraża, chciały rozszarpać dzieci, ale Odyn je uratował mówiąc że ma pewne plany co do nich - i tak Sol stała się woźnicą Dada a Mani woźnicą Nott. A Fennir - wilczy syn Lokiego, nienawidzi światła posłał więc swych synów, Skóla i Hatiego aby goniły Słońce i Księżyc i pożarli je przy pierwszej sposobności.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[Początek świata wg. mitologii skandynawskiej.<br />
<br />
<br />
Na początku był Chaos, pustka, próżnia czyli Grrinnungapap, na północ od niej był Niflheim - kraina lodu i ciemności zaś na południu była kraina ognia, mnóstwo buchająch wulkanów palących ziemie i rzeki z lawy - ten kraj nazył sie Muspellheim. A w kosmosie dryfowało nasionko jesionu Yggdrasil. Po setkach, może tysiącach rzeka umiejscowiona w Nifheilmie o nazwie Elivlgor dopłyneła aż do pustki Ginnungapap wypełniajając ją, jednak rzeka zamarzła, roztopiło ją ciepło południowego Muspellheim i wtedy narodził się Ymir - pierwszy obrzym. Był słaby, nie miał jedzenia więc krowa o imieniu Audumla powstała tuż za nim z góry lodowej, wykarmiła Ymira swoim mlekiem, kiedy Ymir był już silny sprządził potomstwo. Z jego nogi urodził się sześciogłowy syn któremu dał na imię Thrudgelmir, zaś z jego potu spod pach narodziła się córka Ymira i syn. I tak nazwali się rodem Thursów. Natomiast krowa Audumla poszła lizać osolony lód Nifheimu, lizała długo i tak narodził się Buri, który jak się okazało miał wielką magiczna moc. Jednak krowa nie wylizała mu żony, więc poszedł do Thrumsów, ale oni nie chcieli mu dać żony, ani przyjać do swojego rodu, bo nie był z nimi spokrewniony.<br />
<br />
Tak więc wściekły Buri pomyślał, że skoro po dobroci się nie dało to wezmie sobie żonę siłą, i tak oto porwał olbrzymkę Bestię z którą miał trzech synów - Odyna, Wilego i We. <br />
<br />
Dostali oni misje zemsty na Thursach i cała magiczną moc swojego ojca - Buriego. <br />
<br />
Synowie postanowili jednocześnie spełnić wolę ojca jak i zaspokoić swoje ambicje stworzenia nowego świata. Dorwali Ymira i zabili go, (reszta olbrzymów uciekła ze strachu jednak wszyscy się potopili w krwi Ymira oprócz Bergalmira i jego żony), potem go rozszarpali. I tak z ciała Ymira stworzyli ziemie, z krwi morza, z włosów lasy, z zębów skały i kamienie, z kości zaś góry, z głowy zrobili niebo a wylewającego się z niej mózgu powstały chmury, natomiast z rzęs Ymira ogrodzili nowy świat przed olbrzymami - a nawet nowy świat nazwali Midgard co znaczy "Środkowa Kraina" bo w rzeczy samej Bogowie stworzyli nasz świat wokół innych.<br />
<br />
Potem Bogowie stworzyli gwiazdy oraz planety i zaczeli się zastanawiać jak będą liczyć czas. Ale jest przecież córka obrzyma Nott (Noc) i jej dziecko Dag (Dzień) - tak więc stworzyli dla nich rydwany konie -  dla Daga biały koń Skinfaxe i złoty rydwan a dla Nott czarny o imieniu Hrimfaxe i srebrny rydwan - ten miał oszronioną grzywę i kiedy ciągnął Nott zostawiał rosę i szron następnie nadjeżdżał Dag. Potem Bogowie zrobili Słońce i Księżyc także z płomieniu Muspwllheimu - Słońce wsadzili do rydwanu Daga a Księżyc do rydwanu Nott. <br />
<br />
Alfy... hm. W niektórych żrodłach podają, że te piękne istoty przybyły z daleka i miały już w niebie swój kraj znany Alfheim który sami wybudowali, w innych mówią, że Asowie (Bogowie z Asgardu) je stowrzyli i wybudowali niebiański Alfheim zaś inne że zrobili to Wanie (Bogowie pierwszego pokolenia, nie wiadomo skąd się wzieli) - co by było prawdą, mniejsza. Alfy przysięgły lojalnie służyć Bogom i wspierać ich. Następnie Bogowie chcieli więcej, starali się skopiować Alfy tworząc nowe stworzenia z krwi i kości Ymira - jednak Krasnoludy były obrzydliwe i niezdarne, na dodatek promienie Słoneczne zamieniało je w kamień - tak więc Bogowie wybudowali Krasnoludom w podziemii nowy świat zwany Svartalfheimem, a tam Kranoludy z gliny ulepiły reszte swojego rodu.<br />
<br />
Potem w Midgardzie wybrali najpiękniejsze miejsce i wybudowali Asgard nad Alfheimem i Wanatheimem (ojczyzną Wanów).<br />
<br />
Pewnego dnia Loki (Bog Ognia z rodu Ognistych Olbrzymów które  mieszkaja w Muspeillheim) przechadzał się ze swoim bratem Odynem (złożyli sobie krwawą przysiegę) i Hónkrem i Loki patrząc na dwa drzewa - jesion i wiąz i spytał Odyna co myśli o nowym plemieniu. I tak z jesionu powstał mężczyzna o imieniu Ask i z wiązu kobieta o imieniu Embla - ale nie byli żywi, więc Odyn dał im oddachanie, Hónir dusze zaś Loki przepływającą krew. I tak powstali ludzie, którzy szybko zapełnili Midgard, jednemu z ludzi urodziły się bliżnięta - Sol i Mani, nierozważny człowiek wychwalał urodę swych dzieci przy których jak mówił Asynie mogą się schować. Wściekłe Boginie kazały Lokiemu porwać dzieci, porwał i przyprowadził do Bogiń, które wściekły się jeszcze bardziej widząc iż uroda dzieci naprawdę poraża, chciały rozszarpać dzieci, ale Odyn je uratował mówiąc że ma pewne plany co do nich - i tak Sol stała się woźnicą Dada a Mani woźnicą Nott. A Fennir - wilczy syn Lokiego, nienawidzi światła posłał więc swych synów, Skóla i Hatiego aby goniły Słońce i Księżyc i pożarli je przy pierwszej sposobności.]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA["O tym Jak Vingthor z Hrungnirem walczył"]]></title>
			<link>http://witchcraft.com.pl/showthread.php?tid=6311</link>
			<pubDate>Wed, 03 Sep 2014 20:40:45 +0200</pubDate>
			<dc:creator><![CDATA[<a href="http://witchcraft.com.pl/member.php?action=profile&uid=5424">Finneus</a>]]></dc:creator>
			<guid isPermaLink="false">http://witchcraft.com.pl/showthread.php?tid=6311</guid>
			<description><![CDATA[<span style="font-size: large;" class="mycode_size"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">"O tym Jak Vingthor z Hrungnirem walczył".</span></span><br />
<br />
<br />
<br />
Na początku była jeno Ziejąca Pustką przepaść, Ginnungagap, a w niej krążyło nasienie Yggrdrasila. Na północy były Lody Nilfheimu, na południu wrzały zaś ognie Muspelheimu, i to tak silnie, że lód począł się topić, zmieniając w wodę. Z tego topiącego się lodu wyłonił się Ymir, ogromny Hrimthurs i krowa Audhumla, której mlekiem się karmił. W krainie Ognia zamieszkał zaś Sutr. Czas jakiś stan ten trwał i zbierano siły...<br />
<br />
Następnie ze słonego lodu, lizanego przez Audhumlę, wyłonił się mężczyzna imieniem Buri, który miał syna Bora, który pojął Córkę olbrzyma Bolthorna – Bustlę. Oni to są w męskiej lini protoplastami Asów i ludzi. Synowie Bora bowiem, Odin,Vili i Ve zabić mieli Ymira, a z jego ciała rozpiętego nad Ginnungagap uczynić świat, a w jego centrum sami mieszkać mieli w Asgardzie i radzić wśród porosłych wiecznie Zielonym Czosnkiem pól Równiny Idy.<br />
Tam też stoją boskie halle, tam jest Tron Odina, tam wzniesiono Vallhallę... Lecz nie o tym nam mowa dzisiaj. I Nie o wojnie bogów, ni o Wyprawach Odyna, Naszyjnikach, czy Mechanicznych Dzikach.<br />
Bo ani mądrość Ojca Poległych, ani sztuki <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">seidhr</span> Wanów, ani Runy, ni Pieśni od Olbrzymów wyuczone nie pozwoliły, by Bogom i ludziom przetrwać tak długo, gdyby nie Największy z licznych Synów Odyna –<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"> Thor</span> – Obronća Ludzkości.<br />
Syn Olbrzymki Jord i Odyna był dziełem konieczności, ale i przysporzycielem wielkiej chwały dla ojca. On to, samotnie lub samowtór, stawał olbrzymom do holmgangu i chronił Asgaard przed ich zakusami, uzbrojony w swój Młotek – Mjolnir,<span style="font-family: Times New Roman;" class="mycode_font"> Pas – </span><span style="color: #000000;" class="mycode_color"><span style="font-family: Times New Roman;" class="mycode_font">Megingjord </span></span><span style="font-family: Times New Roman;" class="mycode_font">i Rękawice </span><span style="color: #000000;" class="mycode_color"><span style="font-family: Times New Roman;" class="mycode_font">Jarngreipr</span></span><span style="font-family: Times New Roman;" class="mycode_font">, </span>bez których nikt Młotka użyć nie mógł. On to też, gdy zaszła potrzeba ruszał w zaświaty Utgaardu, by odebrać olbrzymom potężne przedmioty, których oni i tak nie umieli wykorzystać.<br />
Nie czyni ich to jednak głupimi, nie... Byli mądrzy, w swej mądrości wiekowi, a zazwyczaj nawet mądrzejsi od bogów. Ale także nieprzewidywalni, chaotyczni w swym działaniu i szaleni w gniewie... Jak i potrafił być Piorun Asów.<br />
W żadnej ze swoich wypraw Rzucający Gromy nie odniósł nawet najmniejszej rany, ni zadrapania, żaden przeciwnik nie zdołał go powalić, żaden nie stanowił dlań większego wyzwania.<br />
Znał się on i na czarach, choć jako osoba prostoduszna i uczciwa gardził nimi, jak i wszystkimi ich używającymi. Pewnego razu wezbrana rzeka przez którą brodził porwałaby go jednak, gdyby nie zmusił zaklęciem Jarzębiny, by schyliła swe gałęzie i dała mu podporę. Tak powstać miało Słynne powiedzenie "Jarzębina brzegiem Thora".<br />
W wielu walkach pomnażał swą On sławę, lecz jedna z nich była dlań najważniejsza, i ona go definiuje. I o tym właśnie dziś możecie posłuchać z moich ust, jeśli Czas mi pozwoli:<br />
<br />
<br />
Ukochana Bogin! Królowo Asów! Racz krztę miodu poetów mi zesłać, bym mógł prawdę godnie oddać i w niczym jej nie uchybić! Jako było, tak będę pisał. <br />
Dalekie drogi do zaświatów prowadzą, dalekie... Nikt pieszo drogi tej pokonać nie zdoła. Na wschód ona biegnie, przez lad i przez morze potworami usianie i dalej potem jeszcze iść trzeba przez Las Żelazny, gdzie złe wilki i Wiedźma Angerboda mają swe mieszkanie. Za nim dopiero bliższe krainy olbrzymów, Jotunnheim – gdzie Asathor orły trolami karmić był się udał.<br />
Jak nie masz jeźdźców nad Freyra, tak nie uświadczysz Rumaka nad Sleipnira, ośmionogi to grzywacz Odinowy, syn Lokiego. Na nim to Pan Poległych wyprawił się przez władztwo Sokołów i szlak łabędzi {co jest niebem i morzem}do Jotunnheimu. Złotą miał na sobie zbroję i hełm złoty, i Gungir swój z Cisu Świata - włócznie, co nie chybia. Dwa kruki były nad nim, i dwa Wilki przy boku, a majestat bił taki, że kto go spotkał, ten schodził mu z drogi zlękniony o życie, bo wiedział, że to Pan Asów jedzie przez niebo.<br />
Takim zastał go szkaradny Hrungnir, ale nie rozpoznał go i nie zszedł mu z drogi, lecz patrzył nań z podziwem.<ul class="mycode_list"><li>Któż to jest Ten, co w złotej zbroi na ośmionogim rumaku przez przestwór niebieski i morza śpieszył do ziem Olbrzymów? Znakomity to koń, że zdzierzył, ale już ledwo chrapie i pianę toczy! - wrzasnął Hrimthurs do Asa. <span style="font-size: small;" class="mycode_size">A ten wstrzymał konia w galopie i odpowiedział mu dumnie:</span><br />
</li>
<li>Nie masz u olbrzymów konia który, by się memu równał! Głowę za to daję w zastaw, że nie znajdziesz takiego choćbyś i 9 lat szukał.<br />
Zaśmiał się na to Wrzeszczący śmiechem szaleńczym:<br />
</li>
<li>Choćbym i 9 lat miał szukać, nie znajdę, bo stoi on tu przy mnie, w zagrodzie i zgubić mi go ciężko! Grzywacz mój zwie się Gullfaxi i to ten jest najlepszy! - rzekł i wyprowadził ze stajni przepięknego rumaka o sierści koloru czerwonego złota i jak ono jasnej grzywie. Stąpał on ciężko, czując, że zaraz ruszy w drogę i para mu szła z nozdrzy. Zachwycił się nim Odin i zapragnął go dla siebie.<br />
</li>
<li>Oto jest Grzywacz, przed którym żadnego nie masz w każdym ze światów! A teraz wezmę sobie mój zastaw! - krzyknął wesoło Hrungnir i dosiadł Gullfaxiego, tak jak stał, po czym ruszył na Wszechojca, by wyrwać mu głowę. Lecz ten zwrócił konia na zachód i puścił się galopem krzycząc do paskudnego Hrimthursa:<br />
</li>
<li>Jeśliś taki pewny chyżości swej szkapy, to udowodnij jej wyższość! Jeśli mnie schwytasz, będziesz miał mą głowę!<br />
I ruszył Yggr na zachód przez Las Żelazny, a Olbrzym za nim. Niósł go Sleipnir ośmionogi, przez wody morza, a Gullfaxi wciąż był bliżej i bliżej. W zaślepienie wpadł Hrungir w locie nad Midgaardem, tylko Odina już widział, tylko jego czerep chciał strącić. Już go miał, już prawie go doścignął, ale przyznać musiał, że Sleipnir równy był Gullfaxiemu, a może i lepszy. Nim spostrzegł się Hrimthurs już byli w Asaheimie i wrota muru za nimi zamknięto. Siadł tedy z konia i przeląkł się, że wśród wrogów jest i postrada życie. Ale uspokoił go Odin i rzekł głośno przy wszystkich:<br />
</li>
<li>Nie lękaj się olbrzymie, chyżego masz Grzywacza, więc i zakładu rostrzygnąć nie sposób. Gościem moim jesteś i nic ci nie grozi, póki prawom gościnności nie uchybisz. Tak ci obiecuję, przy wszystkich. A teraz chodźmy! Nadszedł czas uczty! - I zgodzili się z nim Asowie i Asynje, że gościem jest olbrzym i zła mu czynić nie wolno, bo to hańba gospodarzowi gościa nie podjąć, gdy w dom mu przybywa.<br />
</li>
</ul>
Wiele włości, sal i domów kryje się za murem Grodu Asów, a największym z nich jest umieszczony w centrum Asgardu na Równinie Idy <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Gladsheim</span>{co jest Miejsce radości, radowania się}<br />
Ach! O ogromnej hali gdzie radzić mają bogowie krążą legendy, Tam stać ma dwanaście stolców, z których bogowie wydawali wyroki nim przybyły Norny. Największą,najlepszą i najpiękniejszą z sal pokrywa od zewnątrz i od wewnątrz złoto oświetlające ją jasnym blaskiem. Przy Gladsheimie dla Asynji wzniesiono Vingolf, a w samej sali stoi Valhalla!<br />
Okrągły dach Sali poległych stanowią tarcze, a ściany zrobiono z włóczni, 580 jest wrót do sali i 800 ludzi naraz przejść przez nie może ramię przy ramieniu – nimi to ruszą Einherjar na bitwę.<br />
Widział to olbrzym, jaki i ja teraz widzę natchnionymi oczyma, w środku sali drzewo stoi, pod nim stół zastawiony mięsiwem najprzedniejszym Saehrimnira które Andhrimnir w Eldhrimnirze gotuje nie przeliczonym wojom. Przy stole tym zasiada Wszechojciec, mięsem mu podawanym karmi Wilki Geriego i Frekiego, a sam pije jeno wino i o nim żyje. Tamteż usadzono olbrzyma, który już ponownie odwagi nabrawszy zapytał siedzących przy nim bogów:<ul class="mycode_list"><li>A Czyje to naczynie tam stoi, że nikt go nie używa? Największe jest ono ze wszystkich jakie widzę i jako jedyne mogłoby zgasić moje pragnienie.<br />
Popatrzyli po sobie Asowie słysząc tak butne słowa, ale odpowiedziała mu Sif:<br />
</li>
<li>To jest naczynie Thora i on tylko z niego pić może, jeśliś taki mądry pij proszę z niego, nie zdołasz go opróżnić.<br />
</li>
</ul>
Hrungir zaśmiał się tylko i jednym haustem opróżnił podane mu naczynie.<ul class="mycode_list"><li>Całe Asom Piwo wypiję nim padnę! Słabe jest ono, cienkusz straszny!<br />
</li>
<li>Myśl co rzeczesz, bo z rodaka kadzi piwo pijesz! - Odfuknęła mu gniewnie Freja, której jako jedynej odwagi starczało ciągle, by Hrimthrusowi napitek dolewać. - To Thor ją zdobył na Hymirze i sam przyniósł, gniewny będzie, gdy cię usłyszy.<br />
</li>
</ul>
Na jej słowa nieokrzesany potomek Ymira zarechotał znowu i odpowiedział, pijany już mocno:<ul class="mycode_list"><li>Tę kadź przeniósł Thor? Ja całą Valhallę przeniosę! Asgaard zatopię w morzu! A ciebie, i tę drugą pyskatą dziewkę dla siebie zabiorę, gdy już bogów wybiję! Piwa dolej!<br />
</li>
<li>Wstrzymaj język! Sif jest żoną Thora! On ci łeb rozłupie, gdy wróci!<br />
</li>
</ul>
Nie bali się Asowie gróźb olbrzyma i ubliżyć im nie mógł, choć się starał, dopiero ciągłe:<ul class="mycode_list"><li>Całe Piwo Asom wypiję! - przeraziło ich w końcu, gdyż zbliżać się zaczęło do prawdy – przepastne spiżarnie robiły się coraz bardziej przepastne. Posłał więc Odin po Thora i ten stawił się natychmiast i z młotem mierzącym we wroga zakrzyknął:<br />
</li>
<li>Jakim prawem to nieokrzesane bydlę ucztuje z bogami i mnie obraża?! - i już miał cios zadać, ale Hrungir - który nawiasem mówiąc natychmiast wytrzeźwiał - wstrzymał go gestem i odpowiedział mu butnie, pewny swego:<br />
</li>
<li>Gościem tu jestem u Odina i prawem gościa tknąć mnie nie możesz! Hańba na cię za taki czyn, by spadła, Grzmiący.<br />
</li>
</ul>
Nie ostudziło to jednak gniewu Asathora.<ul class="mycode_list"><li>Wyjdź więc z Sali na dwór i walcz jak mężczyzna, albo na ciebie Hańba spadnie!<br />
</li>
<li>Bezbronnego chcesz bić, Potężny synu Hlodyny? - rzucił mu na to prześmiewczo olbrzym, doprowadzając Thora na skraj wytrzymałości, ąż mu włos się od błyskawic zjeżył.<br />
</li>
<li>Wybierz miejsce Synu Ymira, a stanę gdy zechcesz i ci łeb przetrącę!<br />
</li>
<li>Niech i tak będzie. - zgodził się Hrimthurs. - Na miejsce Holmgangu wybieram Griotungagardr, i tam czekać na ciebie będę. W zbroi i z bronią, coby cii nie uchybić, bo – podkreślił znowu. - Hańba to, nieuzbrojonego zabić.<br />
</li>
</ul>
<br />
I jako ustalili, tak miało się stać. Bali się olbrzymowie o najsilniejszego z nich, wiedząc, że razem z Thorem do walki stanie jego wychowanek – Thjalfi, syn Egila. Znaleźć usiłowali kogoś spośród nich, kto byłby dość silnym i godnym walki u boku Hrungnira. Jednak nikt nie wydał im się dość dobry. W końcu wpadli na pomysł, jeden z nich zaproponował:<ul class="mycode_list"><li>Uczyńmy w Griotungagardzie mężczyznę z gliny! Niech to on walczy z Thjalfim! - A gdy inni poparli ten pomysł, praca ruszyła. Szybko powstał wysoki na 9 mil, a w barach szeroki na 3 Gliniany Mokkurkarfi, ale szybko powstał też problem...<br />
</li>
<li>I jak go teraz ożywimy? Nie znajdziesz człowieka o sercu dość wielkim, by biło w tej piersi.<br />
</li>
</ul>
I wtedy popełniono pierwszy błąd...<ul class="mycode_list"><li>Weźmy serce klaczy, ono jest dość duże, by krew dotarła do członków olbrzyma. - Uradzili i zabili klacz, a jej serce umieszczono w piersi Mokkurkarfiego, a do dłoni dano mu maczugę.<br />
</li>
</ul>
W sam czas olbrzymowie zdążyli z przygotowaniami, przybył już Thjalfi i oznaczono miejsce Holmgangu wicią leszczynową. Hrungnir zaś czekał gotowy w zbroi, ze swoją osełką jako maczugą i tarczą na ramieniu, wyglądał bardzo groźnie i Thjalfi zląkł sie o Thora. I wtedy popełniono drugi błąd. Potrzedł bowiem wychowanek Wingthora do olbrzyma i w te słowa mu rzekł:<ul class="mycode_list"><li>Głupiś Hrungnirze! Dlaczego trzymasz tarczę w dłoni? Wszak nie wiesz, że ziemia{Jord} jest matką Thora? Thor uderzać będzie z dołu! - A olbrzym w swym zaślepieniu przeląkł się wsparcia Hlodyny dla Thora i stanął na swojej tarczy, butnie krzycząc:<br />
</li>
<li>A gdzież jest Thor?! Czyżby stchórzył?!<br />
</li>
</ul>
Odpowiedziała mu przerażająca cisza, której w pierwszej chwili nie zrozumiał, zebrani jak jeden mąż odwrócili wzrok na wschód. Niebo pokryło się granatem, chmury zasłoniły słońce i księżyc, a dokoła bić zaczęły pioruny! Podmuchy wiatru wywołanego potężnym okrzykiem Grzmiącego Boga Łamały Żelazne Drzewa na swojej drodze, a nad morzem w oddali trwał sztorm jakiego nikt dotąd nie widział. Oto Nadjeżdżał Thor... Samwtór gnał bez lęku na spotkanie swego przeciwnika w swoim wozie zaprzężonym w kozły z których jeden nieznacznie kulał. Kopyta kozłów krzesały iskry, a Mjolnir słał wyzwanie wrogom. Ziemia trzęsła się tak, że tarcza Olbrzyma pękła z głośnym hukiem, a powietrze nabrało odcienia czerwieni i zaczęło płonąć żywym ogniem. - Tak potężnym, że część obserwujących pojedynek olbrzymów uciekła w przerażeniu o życie. <br />
Thor był potężny w swym szale, teraz dopiero pojął Hrungnir kogo obrażał, lecz nie zląkł się jak inni. Poprzysiągł sobie, że powali Boga Gromu, mimo że straszny był to przeciwnik. Olbrzym także wpadł w szał, mierzył Grzmiącego wzrokiem, a kamienne serce Hrimthursa z trzech splecionych rogów złożone biło gniewem, równym gniewowi Thora.<br />
Gdy Potężny As ujrzał już przeciwnika cisnął w niego młotem z oddali, a wzdłuż jego dłoni przebiegła błyskawica. Straszy Olbrzym cisnął zaś w Boga trzymaną oburącz osełką, Sekundanci też ruszyli na siebie. Młotek i Osełka spotkały się wśród bicia piorunów i huku gromów na płonącym niebie pomiędzy wojownikami. I choć dobrą broń miał olbrzym, As miał lepszą. Huk zderzenia słychać wszędzie, aż karły ze strachu skuliły się w swych grotach jak to uczynią w dzień Ostatniej Bitwy. Osełka pękła na tysiące kawałków i to z nich czyni się do dziś nasze osełki. Jednak olbrzym dopiął swego i powalił Thora – Jeden z tych odłamków trafił boga w czaszkę i zrzucił go na ziemię. A wtedy olbrzym pożałował, że nie ma swojej tarczy, bo młot Potężnego Asa w chwilę potem rozłupał czaszkę przeciwnika. W ten czas też Thjalfi pokonał Mokkurkarfiego, a padające gliniane cielsko przygniotło dodatkowo Boga gromu i nikt nie mógł Thora uwolnić, od jego poniżenia. Leżał tam ranny i przygnieciony, a Asowie próbowali podnieść łydkę giganta. Bez skutku.<br />
Asa uratować miał dopiero jego liczący zaledwie 3 nocy syn Magni, odrzucił on nogę olbrzyma na bok, a asowie mogli zając się opatrzeniem upokorzonego wojownika. Ten ofiarował zaś Gullfaxiego – konia Hrungira swojemu synowi w nagrodę za pomoc, i ku złości Odyna, od którego sprawa się zaczęła.<br />
Do rannego sprowadzono wieszczkę Groę, która zaczęła leczyć czarami Wojownika. Ten zaś zapytał się jej:<ul class="mycode_list"><li>Tyś jest Groa, żona Aurvandila? - a gdy potwierdziła, rzekł dalej: - Znałem ja twojego męża. Gdy Odyn jeździł w zawody z Hrungnirem, ja pomogłem mu przebyć lodową rzekę Elivag. Niosłem go w koszu na plecach. Udało nam się ją przebyć i dotrzeć do Midgaardu, ale Aurvandilowi odmarzł palec u nogi, teraz jest tam... - Thor wskazał gwiazdę jaśniejącą na nieboskłonie. - Błyszczy się. Twój mąż zaś żyje i niedługo powinien wrócić do domu.<br />
</li>
</ul>
Słowa boga tak ucieszyły Volvę, że łzy miała w oczach i ze wzruszenia zapomniała zaklęć i fragment broni na zawsze pozostał w czaszce Boga. Dlatego też nie wolno upuszczać osełek na ziemię, bo fragment w głowie Thora drga wtedy raniąc wojownika.<br />
Oto największy bój Asathora i jego największe zwycięstwo, okupione trudem, krwią i hańbą. Ten jeden raz Thor został zraniony. Ten jeden raz zhańbił się upadkiem. Ale zwyciężył. Najsilniejszy z Asów pokonał najsilniejszego z Olbrzymów w uczciwym pojedynku i już nie mogło być wątpliwości co do siły bogów. Ale jak niewiele brakowało do porażki... Gdyby nie przynosząca pecha ofiara z klaczy, gdyby nie ostrzeżenie Thjafliego dziś mogłoby nie być już Asgaardu, ani Midgaardu, tylko płonące pustynie i lodowe równiny. Może ta historia pozwoli wam pojąć cenę, jaką trzeba płaci sie za bezpieczeństwo, może pozwoli wam lepiej pojąc kim jest sam Thor, któremu tak naiwnie dokłada się obowiązków prosząc o opiekę nad forum pogardzanych przez niego zniewieściałych magów? <br />
<br />
<br />
Ukochana Bogini! Królowa Asów i Asynji, co chmury przędziesz i roztaczasz opiekę nad wybranymi przez siebie. Dziękuję, jeśliś czas znalazła pomóc w mym dziele i miodu Kvasira użyczyć. Wam pisałem, na ich chwałę. Koniec.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<span style="font-size: large;" class="mycode_size"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">"O tym Jak Vingthor z Hrungnirem walczył".</span></span><br />
<br />
<br />
<br />
Na początku była jeno Ziejąca Pustką przepaść, Ginnungagap, a w niej krążyło nasienie Yggrdrasila. Na północy były Lody Nilfheimu, na południu wrzały zaś ognie Muspelheimu, i to tak silnie, że lód począł się topić, zmieniając w wodę. Z tego topiącego się lodu wyłonił się Ymir, ogromny Hrimthurs i krowa Audhumla, której mlekiem się karmił. W krainie Ognia zamieszkał zaś Sutr. Czas jakiś stan ten trwał i zbierano siły...<br />
<br />
Następnie ze słonego lodu, lizanego przez Audhumlę, wyłonił się mężczyzna imieniem Buri, który miał syna Bora, który pojął Córkę olbrzyma Bolthorna – Bustlę. Oni to są w męskiej lini protoplastami Asów i ludzi. Synowie Bora bowiem, Odin,Vili i Ve zabić mieli Ymira, a z jego ciała rozpiętego nad Ginnungagap uczynić świat, a w jego centrum sami mieszkać mieli w Asgardzie i radzić wśród porosłych wiecznie Zielonym Czosnkiem pól Równiny Idy.<br />
Tam też stoją boskie halle, tam jest Tron Odina, tam wzniesiono Vallhallę... Lecz nie o tym nam mowa dzisiaj. I Nie o wojnie bogów, ni o Wyprawach Odyna, Naszyjnikach, czy Mechanicznych Dzikach.<br />
Bo ani mądrość Ojca Poległych, ani sztuki <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">seidhr</span> Wanów, ani Runy, ni Pieśni od Olbrzymów wyuczone nie pozwoliły, by Bogom i ludziom przetrwać tak długo, gdyby nie Największy z licznych Synów Odyna –<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"> Thor</span> – Obronća Ludzkości.<br />
Syn Olbrzymki Jord i Odyna był dziełem konieczności, ale i przysporzycielem wielkiej chwały dla ojca. On to, samotnie lub samowtór, stawał olbrzymom do holmgangu i chronił Asgaard przed ich zakusami, uzbrojony w swój Młotek – Mjolnir,<span style="font-family: Times New Roman;" class="mycode_font"> Pas – </span><span style="color: #000000;" class="mycode_color"><span style="font-family: Times New Roman;" class="mycode_font">Megingjord </span></span><span style="font-family: Times New Roman;" class="mycode_font">i Rękawice </span><span style="color: #000000;" class="mycode_color"><span style="font-family: Times New Roman;" class="mycode_font">Jarngreipr</span></span><span style="font-family: Times New Roman;" class="mycode_font">, </span>bez których nikt Młotka użyć nie mógł. On to też, gdy zaszła potrzeba ruszał w zaświaty Utgaardu, by odebrać olbrzymom potężne przedmioty, których oni i tak nie umieli wykorzystać.<br />
Nie czyni ich to jednak głupimi, nie... Byli mądrzy, w swej mądrości wiekowi, a zazwyczaj nawet mądrzejsi od bogów. Ale także nieprzewidywalni, chaotyczni w swym działaniu i szaleni w gniewie... Jak i potrafił być Piorun Asów.<br />
W żadnej ze swoich wypraw Rzucający Gromy nie odniósł nawet najmniejszej rany, ni zadrapania, żaden przeciwnik nie zdołał go powalić, żaden nie stanowił dlań większego wyzwania.<br />
Znał się on i na czarach, choć jako osoba prostoduszna i uczciwa gardził nimi, jak i wszystkimi ich używającymi. Pewnego razu wezbrana rzeka przez którą brodził porwałaby go jednak, gdyby nie zmusił zaklęciem Jarzębiny, by schyliła swe gałęzie i dała mu podporę. Tak powstać miało Słynne powiedzenie "Jarzębina brzegiem Thora".<br />
W wielu walkach pomnażał swą On sławę, lecz jedna z nich była dlań najważniejsza, i ona go definiuje. I o tym właśnie dziś możecie posłuchać z moich ust, jeśli Czas mi pozwoli:<br />
<br />
<br />
Ukochana Bogin! Królowo Asów! Racz krztę miodu poetów mi zesłać, bym mógł prawdę godnie oddać i w niczym jej nie uchybić! Jako było, tak będę pisał. <br />
Dalekie drogi do zaświatów prowadzą, dalekie... Nikt pieszo drogi tej pokonać nie zdoła. Na wschód ona biegnie, przez lad i przez morze potworami usianie i dalej potem jeszcze iść trzeba przez Las Żelazny, gdzie złe wilki i Wiedźma Angerboda mają swe mieszkanie. Za nim dopiero bliższe krainy olbrzymów, Jotunnheim – gdzie Asathor orły trolami karmić był się udał.<br />
Jak nie masz jeźdźców nad Freyra, tak nie uświadczysz Rumaka nad Sleipnira, ośmionogi to grzywacz Odinowy, syn Lokiego. Na nim to Pan Poległych wyprawił się przez władztwo Sokołów i szlak łabędzi {co jest niebem i morzem}do Jotunnheimu. Złotą miał na sobie zbroję i hełm złoty, i Gungir swój z Cisu Świata - włócznie, co nie chybia. Dwa kruki były nad nim, i dwa Wilki przy boku, a majestat bił taki, że kto go spotkał, ten schodził mu z drogi zlękniony o życie, bo wiedział, że to Pan Asów jedzie przez niebo.<br />
Takim zastał go szkaradny Hrungnir, ale nie rozpoznał go i nie zszedł mu z drogi, lecz patrzył nań z podziwem.<ul class="mycode_list"><li>Któż to jest Ten, co w złotej zbroi na ośmionogim rumaku przez przestwór niebieski i morza śpieszył do ziem Olbrzymów? Znakomity to koń, że zdzierzył, ale już ledwo chrapie i pianę toczy! - wrzasnął Hrimthurs do Asa. <span style="font-size: small;" class="mycode_size">A ten wstrzymał konia w galopie i odpowiedział mu dumnie:</span><br />
</li>
<li>Nie masz u olbrzymów konia który, by się memu równał! Głowę za to daję w zastaw, że nie znajdziesz takiego choćbyś i 9 lat szukał.<br />
Zaśmiał się na to Wrzeszczący śmiechem szaleńczym:<br />
</li>
<li>Choćbym i 9 lat miał szukać, nie znajdę, bo stoi on tu przy mnie, w zagrodzie i zgubić mi go ciężko! Grzywacz mój zwie się Gullfaxi i to ten jest najlepszy! - rzekł i wyprowadził ze stajni przepięknego rumaka o sierści koloru czerwonego złota i jak ono jasnej grzywie. Stąpał on ciężko, czując, że zaraz ruszy w drogę i para mu szła z nozdrzy. Zachwycił się nim Odin i zapragnął go dla siebie.<br />
</li>
<li>Oto jest Grzywacz, przed którym żadnego nie masz w każdym ze światów! A teraz wezmę sobie mój zastaw! - krzyknął wesoło Hrungnir i dosiadł Gullfaxiego, tak jak stał, po czym ruszył na Wszechojca, by wyrwać mu głowę. Lecz ten zwrócił konia na zachód i puścił się galopem krzycząc do paskudnego Hrimthursa:<br />
</li>
<li>Jeśliś taki pewny chyżości swej szkapy, to udowodnij jej wyższość! Jeśli mnie schwytasz, będziesz miał mą głowę!<br />
I ruszył Yggr na zachód przez Las Żelazny, a Olbrzym za nim. Niósł go Sleipnir ośmionogi, przez wody morza, a Gullfaxi wciąż był bliżej i bliżej. W zaślepienie wpadł Hrungir w locie nad Midgaardem, tylko Odina już widział, tylko jego czerep chciał strącić. Już go miał, już prawie go doścignął, ale przyznać musiał, że Sleipnir równy był Gullfaxiemu, a może i lepszy. Nim spostrzegł się Hrimthurs już byli w Asaheimie i wrota muru za nimi zamknięto. Siadł tedy z konia i przeląkł się, że wśród wrogów jest i postrada życie. Ale uspokoił go Odin i rzekł głośno przy wszystkich:<br />
</li>
<li>Nie lękaj się olbrzymie, chyżego masz Grzywacza, więc i zakładu rostrzygnąć nie sposób. Gościem moim jesteś i nic ci nie grozi, póki prawom gościnności nie uchybisz. Tak ci obiecuję, przy wszystkich. A teraz chodźmy! Nadszedł czas uczty! - I zgodzili się z nim Asowie i Asynje, że gościem jest olbrzym i zła mu czynić nie wolno, bo to hańba gospodarzowi gościa nie podjąć, gdy w dom mu przybywa.<br />
</li>
</ul>
Wiele włości, sal i domów kryje się za murem Grodu Asów, a największym z nich jest umieszczony w centrum Asgardu na Równinie Idy <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Gladsheim</span>{co jest Miejsce radości, radowania się}<br />
Ach! O ogromnej hali gdzie radzić mają bogowie krążą legendy, Tam stać ma dwanaście stolców, z których bogowie wydawali wyroki nim przybyły Norny. Największą,najlepszą i najpiękniejszą z sal pokrywa od zewnątrz i od wewnątrz złoto oświetlające ją jasnym blaskiem. Przy Gladsheimie dla Asynji wzniesiono Vingolf, a w samej sali stoi Valhalla!<br />
Okrągły dach Sali poległych stanowią tarcze, a ściany zrobiono z włóczni, 580 jest wrót do sali i 800 ludzi naraz przejść przez nie może ramię przy ramieniu – nimi to ruszą Einherjar na bitwę.<br />
Widział to olbrzym, jaki i ja teraz widzę natchnionymi oczyma, w środku sali drzewo stoi, pod nim stół zastawiony mięsiwem najprzedniejszym Saehrimnira które Andhrimnir w Eldhrimnirze gotuje nie przeliczonym wojom. Przy stole tym zasiada Wszechojciec, mięsem mu podawanym karmi Wilki Geriego i Frekiego, a sam pije jeno wino i o nim żyje. Tamteż usadzono olbrzyma, który już ponownie odwagi nabrawszy zapytał siedzących przy nim bogów:<ul class="mycode_list"><li>A Czyje to naczynie tam stoi, że nikt go nie używa? Największe jest ono ze wszystkich jakie widzę i jako jedyne mogłoby zgasić moje pragnienie.<br />
Popatrzyli po sobie Asowie słysząc tak butne słowa, ale odpowiedziała mu Sif:<br />
</li>
<li>To jest naczynie Thora i on tylko z niego pić może, jeśliś taki mądry pij proszę z niego, nie zdołasz go opróżnić.<br />
</li>
</ul>
Hrungir zaśmiał się tylko i jednym haustem opróżnił podane mu naczynie.<ul class="mycode_list"><li>Całe Asom Piwo wypiję nim padnę! Słabe jest ono, cienkusz straszny!<br />
</li>
<li>Myśl co rzeczesz, bo z rodaka kadzi piwo pijesz! - Odfuknęła mu gniewnie Freja, której jako jedynej odwagi starczało ciągle, by Hrimthrusowi napitek dolewać. - To Thor ją zdobył na Hymirze i sam przyniósł, gniewny będzie, gdy cię usłyszy.<br />
</li>
</ul>
Na jej słowa nieokrzesany potomek Ymira zarechotał znowu i odpowiedział, pijany już mocno:<ul class="mycode_list"><li>Tę kadź przeniósł Thor? Ja całą Valhallę przeniosę! Asgaard zatopię w morzu! A ciebie, i tę drugą pyskatą dziewkę dla siebie zabiorę, gdy już bogów wybiję! Piwa dolej!<br />
</li>
<li>Wstrzymaj język! Sif jest żoną Thora! On ci łeb rozłupie, gdy wróci!<br />
</li>
</ul>
Nie bali się Asowie gróźb olbrzyma i ubliżyć im nie mógł, choć się starał, dopiero ciągłe:<ul class="mycode_list"><li>Całe Piwo Asom wypiję! - przeraziło ich w końcu, gdyż zbliżać się zaczęło do prawdy – przepastne spiżarnie robiły się coraz bardziej przepastne. Posłał więc Odin po Thora i ten stawił się natychmiast i z młotem mierzącym we wroga zakrzyknął:<br />
</li>
<li>Jakim prawem to nieokrzesane bydlę ucztuje z bogami i mnie obraża?! - i już miał cios zadać, ale Hrungir - który nawiasem mówiąc natychmiast wytrzeźwiał - wstrzymał go gestem i odpowiedział mu butnie, pewny swego:<br />
</li>
<li>Gościem tu jestem u Odina i prawem gościa tknąć mnie nie możesz! Hańba na cię za taki czyn, by spadła, Grzmiący.<br />
</li>
</ul>
Nie ostudziło to jednak gniewu Asathora.<ul class="mycode_list"><li>Wyjdź więc z Sali na dwór i walcz jak mężczyzna, albo na ciebie Hańba spadnie!<br />
</li>
<li>Bezbronnego chcesz bić, Potężny synu Hlodyny? - rzucił mu na to prześmiewczo olbrzym, doprowadzając Thora na skraj wytrzymałości, ąż mu włos się od błyskawic zjeżył.<br />
</li>
<li>Wybierz miejsce Synu Ymira, a stanę gdy zechcesz i ci łeb przetrącę!<br />
</li>
<li>Niech i tak będzie. - zgodził się Hrimthurs. - Na miejsce Holmgangu wybieram Griotungagardr, i tam czekać na ciebie będę. W zbroi i z bronią, coby cii nie uchybić, bo – podkreślił znowu. - Hańba to, nieuzbrojonego zabić.<br />
</li>
</ul>
<br />
I jako ustalili, tak miało się stać. Bali się olbrzymowie o najsilniejszego z nich, wiedząc, że razem z Thorem do walki stanie jego wychowanek – Thjalfi, syn Egila. Znaleźć usiłowali kogoś spośród nich, kto byłby dość silnym i godnym walki u boku Hrungnira. Jednak nikt nie wydał im się dość dobry. W końcu wpadli na pomysł, jeden z nich zaproponował:<ul class="mycode_list"><li>Uczyńmy w Griotungagardzie mężczyznę z gliny! Niech to on walczy z Thjalfim! - A gdy inni poparli ten pomysł, praca ruszyła. Szybko powstał wysoki na 9 mil, a w barach szeroki na 3 Gliniany Mokkurkarfi, ale szybko powstał też problem...<br />
</li>
<li>I jak go teraz ożywimy? Nie znajdziesz człowieka o sercu dość wielkim, by biło w tej piersi.<br />
</li>
</ul>
I wtedy popełniono pierwszy błąd...<ul class="mycode_list"><li>Weźmy serce klaczy, ono jest dość duże, by krew dotarła do członków olbrzyma. - Uradzili i zabili klacz, a jej serce umieszczono w piersi Mokkurkarfiego, a do dłoni dano mu maczugę.<br />
</li>
</ul>
W sam czas olbrzymowie zdążyli z przygotowaniami, przybył już Thjalfi i oznaczono miejsce Holmgangu wicią leszczynową. Hrungnir zaś czekał gotowy w zbroi, ze swoją osełką jako maczugą i tarczą na ramieniu, wyglądał bardzo groźnie i Thjalfi zląkł sie o Thora. I wtedy popełniono drugi błąd. Potrzedł bowiem wychowanek Wingthora do olbrzyma i w te słowa mu rzekł:<ul class="mycode_list"><li>Głupiś Hrungnirze! Dlaczego trzymasz tarczę w dłoni? Wszak nie wiesz, że ziemia{Jord} jest matką Thora? Thor uderzać będzie z dołu! - A olbrzym w swym zaślepieniu przeląkł się wsparcia Hlodyny dla Thora i stanął na swojej tarczy, butnie krzycząc:<br />
</li>
<li>A gdzież jest Thor?! Czyżby stchórzył?!<br />
</li>
</ul>
Odpowiedziała mu przerażająca cisza, której w pierwszej chwili nie zrozumiał, zebrani jak jeden mąż odwrócili wzrok na wschód. Niebo pokryło się granatem, chmury zasłoniły słońce i księżyc, a dokoła bić zaczęły pioruny! Podmuchy wiatru wywołanego potężnym okrzykiem Grzmiącego Boga Łamały Żelazne Drzewa na swojej drodze, a nad morzem w oddali trwał sztorm jakiego nikt dotąd nie widział. Oto Nadjeżdżał Thor... Samwtór gnał bez lęku na spotkanie swego przeciwnika w swoim wozie zaprzężonym w kozły z których jeden nieznacznie kulał. Kopyta kozłów krzesały iskry, a Mjolnir słał wyzwanie wrogom. Ziemia trzęsła się tak, że tarcza Olbrzyma pękła z głośnym hukiem, a powietrze nabrało odcienia czerwieni i zaczęło płonąć żywym ogniem. - Tak potężnym, że część obserwujących pojedynek olbrzymów uciekła w przerażeniu o życie. <br />
Thor był potężny w swym szale, teraz dopiero pojął Hrungnir kogo obrażał, lecz nie zląkł się jak inni. Poprzysiągł sobie, że powali Boga Gromu, mimo że straszny był to przeciwnik. Olbrzym także wpadł w szał, mierzył Grzmiącego wzrokiem, a kamienne serce Hrimthursa z trzech splecionych rogów złożone biło gniewem, równym gniewowi Thora.<br />
Gdy Potężny As ujrzał już przeciwnika cisnął w niego młotem z oddali, a wzdłuż jego dłoni przebiegła błyskawica. Straszy Olbrzym cisnął zaś w Boga trzymaną oburącz osełką, Sekundanci też ruszyli na siebie. Młotek i Osełka spotkały się wśród bicia piorunów i huku gromów na płonącym niebie pomiędzy wojownikami. I choć dobrą broń miał olbrzym, As miał lepszą. Huk zderzenia słychać wszędzie, aż karły ze strachu skuliły się w swych grotach jak to uczynią w dzień Ostatniej Bitwy. Osełka pękła na tysiące kawałków i to z nich czyni się do dziś nasze osełki. Jednak olbrzym dopiął swego i powalił Thora – Jeden z tych odłamków trafił boga w czaszkę i zrzucił go na ziemię. A wtedy olbrzym pożałował, że nie ma swojej tarczy, bo młot Potężnego Asa w chwilę potem rozłupał czaszkę przeciwnika. W ten czas też Thjalfi pokonał Mokkurkarfiego, a padające gliniane cielsko przygniotło dodatkowo Boga gromu i nikt nie mógł Thora uwolnić, od jego poniżenia. Leżał tam ranny i przygnieciony, a Asowie próbowali podnieść łydkę giganta. Bez skutku.<br />
Asa uratować miał dopiero jego liczący zaledwie 3 nocy syn Magni, odrzucił on nogę olbrzyma na bok, a asowie mogli zając się opatrzeniem upokorzonego wojownika. Ten ofiarował zaś Gullfaxiego – konia Hrungira swojemu synowi w nagrodę za pomoc, i ku złości Odyna, od którego sprawa się zaczęła.<br />
Do rannego sprowadzono wieszczkę Groę, która zaczęła leczyć czarami Wojownika. Ten zaś zapytał się jej:<ul class="mycode_list"><li>Tyś jest Groa, żona Aurvandila? - a gdy potwierdziła, rzekł dalej: - Znałem ja twojego męża. Gdy Odyn jeździł w zawody z Hrungnirem, ja pomogłem mu przebyć lodową rzekę Elivag. Niosłem go w koszu na plecach. Udało nam się ją przebyć i dotrzeć do Midgaardu, ale Aurvandilowi odmarzł palec u nogi, teraz jest tam... - Thor wskazał gwiazdę jaśniejącą na nieboskłonie. - Błyszczy się. Twój mąż zaś żyje i niedługo powinien wrócić do domu.<br />
</li>
</ul>
Słowa boga tak ucieszyły Volvę, że łzy miała w oczach i ze wzruszenia zapomniała zaklęć i fragment broni na zawsze pozostał w czaszce Boga. Dlatego też nie wolno upuszczać osełek na ziemię, bo fragment w głowie Thora drga wtedy raniąc wojownika.<br />
Oto największy bój Asathora i jego największe zwycięstwo, okupione trudem, krwią i hańbą. Ten jeden raz Thor został zraniony. Ten jeden raz zhańbił się upadkiem. Ale zwyciężył. Najsilniejszy z Asów pokonał najsilniejszego z Olbrzymów w uczciwym pojedynku i już nie mogło być wątpliwości co do siły bogów. Ale jak niewiele brakowało do porażki... Gdyby nie przynosząca pecha ofiara z klaczy, gdyby nie ostrzeżenie Thjafliego dziś mogłoby nie być już Asgaardu, ani Midgaardu, tylko płonące pustynie i lodowe równiny. Może ta historia pozwoli wam pojąć cenę, jaką trzeba płaci sie za bezpieczeństwo, może pozwoli wam lepiej pojąc kim jest sam Thor, któremu tak naiwnie dokłada się obowiązków prosząc o opiekę nad forum pogardzanych przez niego zniewieściałych magów? <br />
<br />
<br />
Ukochana Bogini! Królowa Asów i Asynji, co chmury przędziesz i roztaczasz opiekę nad wybranymi przez siebie. Dziękuję, jeśliś czas znalazła pomóc w mym dziele i miodu Kvasira użyczyć. Wam pisałem, na ich chwałę. Koniec.]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Wojna Asów z Wanami]]></title>
			<link>http://witchcraft.com.pl/showthread.php?tid=6310</link>
			<pubDate>Tue, 02 Sep 2014 21:14:48 +0200</pubDate>
			<dc:creator><![CDATA[<a href="http://witchcraft.com.pl/member.php?action=profile&uid=5276">Giodo</a>]]></dc:creator>
			<guid isPermaLink="false">http://witchcraft.com.pl/showthread.php?tid=6310</guid>
			<description><![CDATA[Wojna Asów z Wanami<br />
<br />
Odyn zebrał wszystkich Bogów w jednym miejscu w Asgardzie i zaczął ich skłaniać do wojny z Wanami, Wanaheim był pełny bogactwa i potęgi co wzbudziło chciwóść Odyna który przekazał ją innym Bogom, kiedy Bogowie głosowali za wojną tylko Tyr nie poparł pomysłu - jednak został, jak się spodziewał przegłosowany. Pod przewodnictwem Odyna, Asowie ruszyli na Wanaheim a Wanowie stali przed nim i czekali na Asów z Njordem na czele.<br />
<br />
Wojna była zaciekła, trwała trzy dni i trzy noce - a kiedy Frey przeciął na pół maczugę Thora Asowie w panice zączeli się wycofywać, a Wanowie ruszyli w pościg za nimi, kiedy Asowie schronili się w Asgardzie, Wanowie zaczeli się przebijać przez jego mury aż weszli, Asowie staneli przed Odynem, chcąc go chronić. Njord zaproponował pokój, wiedział że są siła sobie równi a dalsza walka przyniesie tylko straty i obwieścił Asom, że jutro przynieśle kogoś od nich aby przekazać swoje warunki.<br />
<br />
Była to Gullweig - Bogini o bogactwa o ciele ze złota, mimo że napawała ją strachem przyszłość którą ujrzała poszła do Asów, a Odyn widząc kogo mu przysłali zaśmiał się z głupoty z Wanów, przysłanka wyglądała jak prezent, łatwy łup. Asowie pod rozkazem Odyna chętnie pochwycili Gullweig i torturowali, aby przekazała im swe siły - kiedy stracili cierpliwość przebili jej serce, ta jednak się odrodziła i to za każdyn razem kiedy próbowali ją zabić. <br />
<br />
Widząc że jest nieśmiertelna, postanowili potorturować ją, paląc na stosie. Gullweig odradzała się piękniejsza i bardziej promieniująca najczystszym złotem...<br />
<br />
Bogowie się przerazili, Odyn spokorniał i zrozumiał że zaślepiła go chciwość, obdarował chojnie Gullweig i odesłał do Wanów informując że przyjmują propozyjcje pokoju. Kiedy Gullweig powiedziała jak Asowie ją potraktowali, Njord się wściekł i nastąpiła narada Asów i Wanów którzy domagali się zadość uczynienia za krzywdy wyrządzone Gullweig - Asowie mieli do wyboru albo śmierć albo podziele się władzą, i tak Njord został Bogiem Morza, rybaków i żeglarzy także inni Wanowie otrzymali swoje fukcje a Freya zarządała połowy poległych żołnierzy którzy szli do Walhalii. Potem aby przypieczętować pokój wymienili się - jak to mówią, zakładnikami, lecz szli z własnej woli i mogli odejść kiedy chcą i robić co chcą więc to zbytnio na zakładników nie pasuje... w każdym razie, do Wanaheimu poszli Mimir i Honir a do Asgardu Freya, Frey i Njord. <br />
<br />
Inna wersja tego mitu mówi, że Wanowie chcieli mieć taką samą władzę jak Asowie. Gullweig znalazła się wśród Asów, jednak nie wiadomo jak, prawdopodobne w celu dogadania się co do pragnień Wanów, w każdym razie Asowie się jej bali i tutaj jest dokładnie tak w pierwszej wersji co do zabijania i torturowania Gullweig.<br />
<br />
Póżniej poszła do Midgardu pod imieniem Heig namawiała ludzi aby czcili i kochali Wanów tak samo jak Asów, na marginesie namawiała ich też do rozwiązłego życia seksualnego, pijactwa i magii. Wściekły Odyn rzucił włócznię do Wanaheim tym samym zaczynając wojnie, początkowo Wanowie uzyskali przewagę, zburzyli mury Asgardu jednak ta przewaga była tylko jednym incydentem, zmęczeni Asowie i Wanowie nie mogąc wygrać ze sobą, walcząc równi sobie postanowili o rozejmie, i tutaj także mowa o wymianie zakładów i podzielenia władzy. Każda strona oddała najlepszych zakładników - Wanowie, Njorda i Freya a Asowie Mimira i Hoenira, Hoenir został wybrany jako przywódca Wanów ze względu na dostojność i wygląd, lecz kiedy nie było mądrego Mimira Hoenir dawał wolną rękę w decyzjach Wanom, nie wiedząc co robić.<br />
Wanowie myśląc, że zostali oszukani przez Mimira i Hoenira, odcieli głowę Mimirowi i posłali ją do Asgardu rzutem pod nogi Odyna. <br />
<br />
Odyn nauczony już przez Freję sztuki Seithr, sprawił że głowa Mimira ożyła i nie rozkładała się - i tak, Odyn zachował mądrość Mimira.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[Wojna Asów z Wanami<br />
<br />
Odyn zebrał wszystkich Bogów w jednym miejscu w Asgardzie i zaczął ich skłaniać do wojny z Wanami, Wanaheim był pełny bogactwa i potęgi co wzbudziło chciwóść Odyna który przekazał ją innym Bogom, kiedy Bogowie głosowali za wojną tylko Tyr nie poparł pomysłu - jednak został, jak się spodziewał przegłosowany. Pod przewodnictwem Odyna, Asowie ruszyli na Wanaheim a Wanowie stali przed nim i czekali na Asów z Njordem na czele.<br />
<br />
Wojna była zaciekła, trwała trzy dni i trzy noce - a kiedy Frey przeciął na pół maczugę Thora Asowie w panice zączeli się wycofywać, a Wanowie ruszyli w pościg za nimi, kiedy Asowie schronili się w Asgardzie, Wanowie zaczeli się przebijać przez jego mury aż weszli, Asowie staneli przed Odynem, chcąc go chronić. Njord zaproponował pokój, wiedział że są siła sobie równi a dalsza walka przyniesie tylko straty i obwieścił Asom, że jutro przynieśle kogoś od nich aby przekazać swoje warunki.<br />
<br />
Była to Gullweig - Bogini o bogactwa o ciele ze złota, mimo że napawała ją strachem przyszłość którą ujrzała poszła do Asów, a Odyn widząc kogo mu przysłali zaśmiał się z głupoty z Wanów, przysłanka wyglądała jak prezent, łatwy łup. Asowie pod rozkazem Odyna chętnie pochwycili Gullweig i torturowali, aby przekazała im swe siły - kiedy stracili cierpliwość przebili jej serce, ta jednak się odrodziła i to za każdyn razem kiedy próbowali ją zabić. <br />
<br />
Widząc że jest nieśmiertelna, postanowili potorturować ją, paląc na stosie. Gullweig odradzała się piękniejsza i bardziej promieniująca najczystszym złotem...<br />
<br />
Bogowie się przerazili, Odyn spokorniał i zrozumiał że zaślepiła go chciwość, obdarował chojnie Gullweig i odesłał do Wanów informując że przyjmują propozyjcje pokoju. Kiedy Gullweig powiedziała jak Asowie ją potraktowali, Njord się wściekł i nastąpiła narada Asów i Wanów którzy domagali się zadość uczynienia za krzywdy wyrządzone Gullweig - Asowie mieli do wyboru albo śmierć albo podziele się władzą, i tak Njord został Bogiem Morza, rybaków i żeglarzy także inni Wanowie otrzymali swoje fukcje a Freya zarządała połowy poległych żołnierzy którzy szli do Walhalii. Potem aby przypieczętować pokój wymienili się - jak to mówią, zakładnikami, lecz szli z własnej woli i mogli odejść kiedy chcą i robić co chcą więc to zbytnio na zakładników nie pasuje... w każdym razie, do Wanaheimu poszli Mimir i Honir a do Asgardu Freya, Frey i Njord. <br />
<br />
Inna wersja tego mitu mówi, że Wanowie chcieli mieć taką samą władzę jak Asowie. Gullweig znalazła się wśród Asów, jednak nie wiadomo jak, prawdopodobne w celu dogadania się co do pragnień Wanów, w każdym razie Asowie się jej bali i tutaj jest dokładnie tak w pierwszej wersji co do zabijania i torturowania Gullweig.<br />
<br />
Póżniej poszła do Midgardu pod imieniem Heig namawiała ludzi aby czcili i kochali Wanów tak samo jak Asów, na marginesie namawiała ich też do rozwiązłego życia seksualnego, pijactwa i magii. Wściekły Odyn rzucił włócznię do Wanaheim tym samym zaczynając wojnie, początkowo Wanowie uzyskali przewagę, zburzyli mury Asgardu jednak ta przewaga była tylko jednym incydentem, zmęczeni Asowie i Wanowie nie mogąc wygrać ze sobą, walcząc równi sobie postanowili o rozejmie, i tutaj także mowa o wymianie zakładów i podzielenia władzy. Każda strona oddała najlepszych zakładników - Wanowie, Njorda i Freya a Asowie Mimira i Hoenira, Hoenir został wybrany jako przywódca Wanów ze względu na dostojność i wygląd, lecz kiedy nie było mądrego Mimira Hoenir dawał wolną rękę w decyzjach Wanom, nie wiedząc co robić.<br />
Wanowie myśląc, że zostali oszukani przez Mimira i Hoenira, odcieli głowę Mimirowi i posłali ją do Asgardu rzutem pod nogi Odyna. <br />
<br />
Odyn nauczony już przez Freję sztuki Seithr, sprawił że głowa Mimira ożyła i nie rozkładała się - i tak, Odyn zachował mądrość Mimira.]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[O Orfeuszu i Eurydyce]]></title>
			<link>http://witchcraft.com.pl/showthread.php?tid=6309</link>
			<pubDate>Sat, 30 Aug 2014 20:56:11 +0200</pubDate>
			<dc:creator><![CDATA[<a href="http://witchcraft.com.pl/member.php?action=profile&uid=5396">Jiruka</a>]]></dc:creator>
			<guid isPermaLink="false">http://witchcraft.com.pl/showthread.php?tid=6309</guid>
			<description><![CDATA[<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="color: #87CEEB;" class="mycode_color"><span style="font-size: medium;" class="mycode_size"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">O Orfeuszu i Eurydyce</span></span></span></div>
<br />
     Orfeusz był królem Tracji, a zarazem najbardziej znanym w niej śpiewakiem. Piękny i młody władca odznaczał się olśniewająco pięknym głosem, tak urzekającym, że sam Apollo mu nie dorównywał, a do tego grał na lutni tak czysto i melodyjnie, że wszystko, co żywe zbierało się, aby posłuchać jego pieśni. Drzewa uginały się, użyczając mu cienia w trakcie śpiewu, by cieszyć się jego muzyką, rzeki przestawały płynąć, dziki zwierz potulnie kładł się u jego stóp - wszystko milkło, a pośród wszechogarniającej ciszy roznosił się wibrujący dźwięk lutni i najpiękniejszego głosu jaki dane było słyszeć. Został okrzyknięty czarodziejem i za takiego uchodził wśród następnych pokoleń, przypisujących mu wiele dzieł, w których opisywał sztuki czarnoksięskie.<br />
     Jego żoną była Eurydyka, nimfa drzewna, hamadriada. Dziewczę tak delikatne jak płatek róży, czarujące jak poranny promyk jutrzenki. Kochali się oboje tak szalenie mocno, że aż ciężko to sobie wyobrazić. Jednak uroda nimfy nie rozpalała uczuć jedynie w Orfeuszu. Każdy kto ją ujrzał, musiał się w niej zakochać. To właśnie przydarzyło się Aristajosowi. Był synem Apollina i Kyreny - nimfy, która dusiła lwy jedną reką - bartnik, dobry lekarz i właściciel rozległych winnic. Pewnego razu spostrzegł Eurydykę w dolinie Tempe. Nie istnieje na świecie dolina cudniejsza od niej, a dziewczyna pośród zielonych łąk, okrytych welonem najrozmaitszych kwiatów kwitnących, wydawała się jeszcze bardziej urokliwa niż na co dzień. Gdyby Aristajos wiedział, iż Eurydyka jest zaślubiona Orfeuszowi, pozostałby w domu, próbując wyrzucić dziewczę z pamięci. Jednak nieświadom tego, począł ją gonić, nimfa zaś, spostrzegłszy go zaczęła uciekać. I wtedy nieszczęście dopadło biedną Eurydykę: w biegu nadepnęła na żmiję, wąż ukąsił ją i kobieta umarła.<br />
     Ogromny ból zamieszkał w sercu biednego Orfeusza. Przestał grać, przestał śpiewać, tylko błądził po rozległych łąkach i gajach zielonych wołając: "Eurydyko! Eurydyko!". Pośród przejmującej ciszy, odpowiadało mu tylko echo. Wtedy, w smutku, zdobył się na rzecz, na którą mało komu starczyłoby odwagi: postanowił pójść za swoją ukochaną do podziemia. Nie wziął ze sobą nic, prócz swej czarodziejskiej lutni. Nie wiedział, czy to wystarczy, lecz nie posiadał żadnej innej broni. Jakoż wystarczyło. Charona tak przejęła słodycz pieśni wypływającej z ust króla Tracji, że bez oporu przewiózł go na drugi brzeg Styksu, nie żądając zań zapłaty. Sam Cerber, czujny strażnik Hadesu, nie ujadał, lecz wpuścił go do Krainy Zmarłych. A kiedy już stanął Orfeusz przed obliczem władcy podziemia, nie przestawszy trącać delikatnie strun, zaczął przelewać nań frustrację i skargi układając z nich pieśni. Można było ulec wrażeniu, iż w królestwie smutku, milczenia i śmierci zaległa cisza większa i dotkliwsza niż zazwyczaj. I stała się rzecz przekraczająca wszelkie granice ludzkiego rozsądku: Erynie, bezlitosne furie, płakały przejęte żalem młodego muzyka!<br />
     Hades po namyśle postanowił oddać Orfeuszowi Eurydykę i nakazał Hermesowi, Posłańcowi Bogów, wyprowadzić z powrotem do świata żywych, by znów mogła cieszyć się ciepłem promieni słonecznych i miłością swego lubego. Na końcu dodał wyraźnym tonem: "Eurydyka iść będzie za Orfeuszem, za nią niech kroczy Hermes, a Orfeusz niech pamięta, że nie wolno mu oglądać się poza siebie". I wyruszyli w drogę powrotną. Wiodła ona przez długie, mroczne ścieżki. I kiedy byli już prawie na górze, przepełnionym szczęściem muzykiem zaczęły targać wątpliwości.  W jego głowie zagnieździła się myśl, że Hades wraz ze swoją żoną, Persefoną, postanowili zakpić z niego, z jego miłości, nie wypuszczając Eurydyki i każąc mu opuścić Podziemia z pustymi rękami, kiedy on nawet by o tym nie wiedział. I kiedy zdawało się, że widzi światło poranka, przegrał walkę z wewnętrznym niepokojem, który przez tę drogę przerodził się w burze szalejącą po jego ciele. Gwałtownie odwrócił się i omiótł spojrzeniem swoją piękną, uroczą żonę. W tamtej chwili utracił ją na zawsze. Hermes zatrzymał Eurydykę w ramionach Hadesu, zaś Orfeusz sam wyszedł do świata żywych. Nadaremno dobijał się do wrót piekielnych: nie wpuszczono go po raz kolejny. <br />
     Zrozpaczony Orfeusz powrócił do Tracji. Skargami swymi, frustracją i żalem przepełniał wysokie góry i niekończące się doliny. Pewnej nocy trafił na rozszalały, nieujarzmiony oddział bakchiczny i dzikie, obłąkane menady rozerwały ciało nieszczęśnika na strzępy. Głowa jego spadła do rzeki i pomimo, że utraciła już ciepło życia, wciąż powtarzała zmartwiałymi ustami jedno słowo: "Eurydyko...". Płynęła z prądem aż do morza i zatrzymała się przy wyspie Lesbos. Tu mieszkańcy pogrzebali ją, a na jej miejscu spoczynku powstała wyrocznia. Muzy, którym Orfeusz przez całe swe życie wiernie służył, pozbierały pozostałe części jego ciała i złożyły u stóp Olimpu.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="color: #87CEEB;" class="mycode_color"><span style="font-size: medium;" class="mycode_size"><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">O Orfeuszu i Eurydyce</span></span></span></div>
<br />
     Orfeusz był królem Tracji, a zarazem najbardziej znanym w niej śpiewakiem. Piękny i młody władca odznaczał się olśniewająco pięknym głosem, tak urzekającym, że sam Apollo mu nie dorównywał, a do tego grał na lutni tak czysto i melodyjnie, że wszystko, co żywe zbierało się, aby posłuchać jego pieśni. Drzewa uginały się, użyczając mu cienia w trakcie śpiewu, by cieszyć się jego muzyką, rzeki przestawały płynąć, dziki zwierz potulnie kładł się u jego stóp - wszystko milkło, a pośród wszechogarniającej ciszy roznosił się wibrujący dźwięk lutni i najpiękniejszego głosu jaki dane było słyszeć. Został okrzyknięty czarodziejem i za takiego uchodził wśród następnych pokoleń, przypisujących mu wiele dzieł, w których opisywał sztuki czarnoksięskie.<br />
     Jego żoną była Eurydyka, nimfa drzewna, hamadriada. Dziewczę tak delikatne jak płatek róży, czarujące jak poranny promyk jutrzenki. Kochali się oboje tak szalenie mocno, że aż ciężko to sobie wyobrazić. Jednak uroda nimfy nie rozpalała uczuć jedynie w Orfeuszu. Każdy kto ją ujrzał, musiał się w niej zakochać. To właśnie przydarzyło się Aristajosowi. Był synem Apollina i Kyreny - nimfy, która dusiła lwy jedną reką - bartnik, dobry lekarz i właściciel rozległych winnic. Pewnego razu spostrzegł Eurydykę w dolinie Tempe. Nie istnieje na świecie dolina cudniejsza od niej, a dziewczyna pośród zielonych łąk, okrytych welonem najrozmaitszych kwiatów kwitnących, wydawała się jeszcze bardziej urokliwa niż na co dzień. Gdyby Aristajos wiedział, iż Eurydyka jest zaślubiona Orfeuszowi, pozostałby w domu, próbując wyrzucić dziewczę z pamięci. Jednak nieświadom tego, począł ją gonić, nimfa zaś, spostrzegłszy go zaczęła uciekać. I wtedy nieszczęście dopadło biedną Eurydykę: w biegu nadepnęła na żmiję, wąż ukąsił ją i kobieta umarła.<br />
     Ogromny ból zamieszkał w sercu biednego Orfeusza. Przestał grać, przestał śpiewać, tylko błądził po rozległych łąkach i gajach zielonych wołając: "Eurydyko! Eurydyko!". Pośród przejmującej ciszy, odpowiadało mu tylko echo. Wtedy, w smutku, zdobył się na rzecz, na którą mało komu starczyłoby odwagi: postanowił pójść za swoją ukochaną do podziemia. Nie wziął ze sobą nic, prócz swej czarodziejskiej lutni. Nie wiedział, czy to wystarczy, lecz nie posiadał żadnej innej broni. Jakoż wystarczyło. Charona tak przejęła słodycz pieśni wypływającej z ust króla Tracji, że bez oporu przewiózł go na drugi brzeg Styksu, nie żądając zań zapłaty. Sam Cerber, czujny strażnik Hadesu, nie ujadał, lecz wpuścił go do Krainy Zmarłych. A kiedy już stanął Orfeusz przed obliczem władcy podziemia, nie przestawszy trącać delikatnie strun, zaczął przelewać nań frustrację i skargi układając z nich pieśni. Można było ulec wrażeniu, iż w królestwie smutku, milczenia i śmierci zaległa cisza większa i dotkliwsza niż zazwyczaj. I stała się rzecz przekraczająca wszelkie granice ludzkiego rozsądku: Erynie, bezlitosne furie, płakały przejęte żalem młodego muzyka!<br />
     Hades po namyśle postanowił oddać Orfeuszowi Eurydykę i nakazał Hermesowi, Posłańcowi Bogów, wyprowadzić z powrotem do świata żywych, by znów mogła cieszyć się ciepłem promieni słonecznych i miłością swego lubego. Na końcu dodał wyraźnym tonem: "Eurydyka iść będzie za Orfeuszem, za nią niech kroczy Hermes, a Orfeusz niech pamięta, że nie wolno mu oglądać się poza siebie". I wyruszyli w drogę powrotną. Wiodła ona przez długie, mroczne ścieżki. I kiedy byli już prawie na górze, przepełnionym szczęściem muzykiem zaczęły targać wątpliwości.  W jego głowie zagnieździła się myśl, że Hades wraz ze swoją żoną, Persefoną, postanowili zakpić z niego, z jego miłości, nie wypuszczając Eurydyki i każąc mu opuścić Podziemia z pustymi rękami, kiedy on nawet by o tym nie wiedział. I kiedy zdawało się, że widzi światło poranka, przegrał walkę z wewnętrznym niepokojem, który przez tę drogę przerodził się w burze szalejącą po jego ciele. Gwałtownie odwrócił się i omiótł spojrzeniem swoją piękną, uroczą żonę. W tamtej chwili utracił ją na zawsze. Hermes zatrzymał Eurydykę w ramionach Hadesu, zaś Orfeusz sam wyszedł do świata żywych. Nadaremno dobijał się do wrót piekielnych: nie wpuszczono go po raz kolejny. <br />
     Zrozpaczony Orfeusz powrócił do Tracji. Skargami swymi, frustracją i żalem przepełniał wysokie góry i niekończące się doliny. Pewnej nocy trafił na rozszalały, nieujarzmiony oddział bakchiczny i dzikie, obłąkane menady rozerwały ciało nieszczęśnika na strzępy. Głowa jego spadła do rzeki i pomimo, że utraciła już ciepło życia, wciąż powtarzała zmartwiałymi ustami jedno słowo: "Eurydyko...". Płynęła z prądem aż do morza i zatrzymała się przy wyspie Lesbos. Tu mieszkańcy pogrzebali ją, a na jej miejscu spoczynku powstała wyrocznia. Muzy, którym Orfeusz przez całe swe życie wiernie służył, pozbierały pozostałe części jego ciała i złożyły u stóp Olimpu.]]></content:encoded>
		</item>
	</channel>
</rss>